Nawigacja
Artykuły
Anime
Manga
Manga (streszczenie)
One Piece- fani
Załogi
Sagi
SBS
Wanted
Postacie
Marynarka
Shichibukai
Łowcy Głów
Devil Fruits
Eiichiro Oda
Pirackie flagi
Recenzje gier
CiekawostkiMultimedia
Galley-La Company
Radio AOI
Reklama
Prace Fanów
Shoutbox
Użytkowników Online
Gości Online: 3
Użytkownicy Online: ~aryss, ~enzyme
Zarejestrowanych Użytkowników: 8,642
Najnowszy Użytkownik: ~karny24
Reklama
70. Ney i Nabu

Okładkę wykonał: Szogun
Zachowanie Ney zmieniło się diametralnie. Roześmiana i żywa dziewczyna teraz zupełnie się uspokoiła i patrzyła spode łba na czterech mężczyzn z godnością przechadzających się głównym traktem. Sanji zauważył, że w takiej postawie dziewczyna przypomina nieco Marisę, nawet zaśmiał się w duchu.
- Chodźcie – mruknęła Ney i dała im znak ręką. – Nie ma co tu stać. Tylko nie pal teraz – dodała w stronę kucharza.
Ostrożnie ruszyła do przodu zupełnie jakby chciała zignorować inkwizytorów, nie patrzyła w jej stronę. Reszta Słomianych zachowała się podobnie poza Luffym, który gapił się na nich szeroko otwartymi oczami.
- Ej, Usopp, oni mają beznadziejne ciuchy, nie? – powiedział niezwykle głośno.
Zanim snajper zdążył odpowiedzieć wzrok mężczyzn spoczął na całej grupie.
- Debil… - mruknęła Nami.
Ney miała minę jakby wdepnęła w coś obrzydliwego, kiedy inkwizytorzy wolnym krokiem ruszyli w ich stronę.
Wyglądali zupełnie normalnie, aczkolwiek była w ich poruszaniu się i gestykulacji pewna godność, posępność i niezłomność. Mimo, że było ich jedynie trzech sprawiali piorunujące wrażenie, jakby to spory oddział sunął ciężkim krokiem przed siebie.
Najwyższy z inkwizytorów miał sumiasty wąs i szeroką szczękę. Szedł po prawej stronie poruszając lekko ogromnymi ramionami. Jego oczy były tak małe, że wydawały się bez przerwy zamknięte. Obok niego po środku kroczył smukły mężczyzna w średnim wieku o zupełnie łysej głowie, jego czujne, niebieskie oczy niemalże przewiercały wszystko na wylot. Po lewej sunął lekko przygarbiony młodzieniec o blond włosach do ramion. Uśmiechał się serdecznie do Ney i reszty zebranych.
- Neylisio, co to za towarzystwo? – zapytał łysy, kiedy tylko zbliżyli się na odległość głosu. – Znowu się źle prowadzisz. Co to za stroje? – skrzywił się patrząc na krótkie spódniczki wszystkich obecnych w grupie dziewcząt.
- Daj spokój Keel… - mruknęła Ney machając ręką.
- Czy ty śmierdzisz papierosami? – warknął łysy mężczyzna nazwany Keelem.
Od razu widać było, że to on nieformalnie przewodzi tej grupce. To on był tu od gadania. Olbrzym nie mówił ani słowa tylko ciężko oddychał, zaś młodzieniec jedynie cichutko chichotał.
- Nie, przecież mamy prohibicję... – odparła wypytywana zdawkowo.
Keel zmierzył ją wzrokiem. Nawet jeśli wiedział to nic nie mógł zrobić i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Gdzie krzyże? – zapytał szukając czegoś czego można by się przyczepić.
- Oczywiście, że są. – Ney uśmiechała się lekko.
Najwyraźniej wielką frajdę sprawiało jej to, że inkwizytor nie mógł im nic zarzucić w myśl obowiązującego prawa. Keel wnikliwie przyjrzał się rozmaitym krzyżykom wiszącym na piersiach… No nie wszystkim bo Luffy już dawno zdjął swój krzyżyk, teraz wymachiwał nim na wszystkie strony gwiżdżąc cicho.
- SZANUJ SYMBOL!!! – ryknął inkwizytor tracąc nad sobą panowanie.
- Eeee… jesteś idiotą? – Słomiany wpatrywał się w Keela zdziwionym wzrokiem.
- Coś ty powiedział?!
- Spokojnie, spokojnie… Mój nowy przyjaciel jest nieco upośledzony – powiedziała szybko Ney ratując sytuację. – Nie będziesz krzywdzić człowieka niespełna rozumu prawda?
Potrafiła uderzyć w czuły punkt, Keel tego nienawidził. Niemniej wzruszył ramionami nerwowo.
-I pewnie znowu byłaś w INNYM kościele niż wszyscy? – mruknął jeszcze niegrzecznie.
- Czy to przesłuchanie? – odparła dziewczyna. – Jeśli tak, proszę powiadomić moją rodzinę i zabrać mnie w odpowiednie miejsce. Nie będziemy tego robić na ulicy. – Po tych słowach znacząco wysunęła obie ręce do przodu jakby dawała je zakuć w kajdany.
- Inkwizytorze Keelu, zostawmy Ney w spokoju. – Po raz pierwszy raz w czasie tego spotkania głos zabrał młodzieniec. – To siostra Nabu – san, jest zupełnie w porządku!
- Nawet ty, Sergio… - łysy inkwizytor załamał ręce. – Dobra, niech będzie. Ale to ty odpowiadasz za tego świra! – warknął wskazując palcem na Luffy’ego.
I wtedy zrozumiał czym było dziwne uczucie, które towarzyszyło mu od początku tego spotkania. Zauważył Choppera.
- A CZYMŻE NA BOGA JEST TEN CZARCI POMIOT!!! – ryknął łapiąc się za głowę i wskazując na renifera.
Chopper w pierwszej chwili w ogóle nie pojął, że to o niego chodzi, dopiero kiedy palec Keela wskazał na niego schował się momentalnie za nogą Robin.
- To też przyjaciel… - próbowała załagodzić sytuację Ney, ale inkwizytor był już w swoim żywiole.
- To nie jest zwierze. To nie jest również człowiek!!! Więc jest demonem! Albo jeszcze lepiej! CZYMŚ CO ZJADŁO SZATAŃSKI OWOC!!!
Sanji rozejrzał się nerwowo. Sytuacja wymykała się spod kontroli. Zauważył to także Usopp, który rozpaczliwie szukał wzrokiem drogi ucieczki. Wzrok Marisy natomiast był pełen nienawiści. Aż kipiała.
- Ej, ziomuś, on nie jest czymś. To nasz hołmi, ogarniasz-asz-asz? – powiedział Tai gestykulując.
Jednakże Keel już nie słuchał. Krzyczał jakieś niestworzone rzeczy o diable, szatanie, nikt ze Słomianych nie mógł go zrozumieć, ale sam tembr jego głosu świadczył o tym, że bynajmniej nie jest dobrze.
- To zjadło szatański owoc! – powtarzał. – Sergio, Jan, widzicie to? To właśnie jest istota przeklęta demonem!
Od razu dało się zauważyć reakcję ludzi wokół. Wcześniej spokojni, teraz spoglądali z zaniepokojeniem w stronę inkwizytorów i załogi. Gwar miasteczka począł przygasać, po ulicach powoli rozsiewała panowanie absolutna cisza.
Nie zauważył tego jednak ani Chopper przerażony nagłym atakiem na swoją osobę, ani tym bardziej Keel, który prawdopodobnie znajdował się teraz w swoim żywiole wykrzykując dziwaczne hasła i oskarżając lekarza o wszystko począwszy od „bałwochwalstwa”, na „bluźnierstwie sakralnym skończywszy”.
Sanji już zamierzał się wtrącić, bo widać było, że Chopper niezbyt dobrze znosi taki atak, ale powstrzymało go jedno spojrzenie na kapitana. Luffy był w stanie jaki bardzo dobrze znał. Był wyprowadzony z równowagi do granic możliwości. Całe ciało miał spięte, pięści zaciśnięte, wiadomym było na co Słomiany porwie się za moment.
- Ej, Luffy, wyluzuj… nic się nie dzieje… - mruknął zachowawczo kładąc rękę na ramieniu przyjaciela. – Nie spinaj się tak.
Może i przyniosłoby to jakiś skutek, gdyby nie kolejne słowa inkwizytora.
- Koledzy, trzeba się tym zająć. Takie coś nie może chodzić po ulicach – Potem Keel rozłożył ręce. – Na mocy danej mi przez najwyższego oznajmiam, iż ta diabelska istota zostaje zabrana do Astonii!
Ney zbladła, zabrakło jej języka w gębie. Robin zauważyła od razu zmianę w zachowaniu dziewczyny. Domyśliła się, że prawdopodobnie Astonia nie jest zbyt dobrym miejscem do zabierania tam kogokolwiek. Nie miała okazji zaprotestować. Nie zdążyła.
- Brać go! – Powiedział w końcu Keel dając znak ręką, zaś Sergio i Jan gładko ruszyli do przodu.
Wtedy wszyscy Słomiani wiedzieli, że na tej wyspie są już spaleni.
Luffy wystąpił do przodu z zaciśniętą pięścią.
- Nie pozwolę… - warknął i wymierzył.
Nigdy jednak nie wyprowadził tego ciosu. Zatrzymał go głos.
- STÓJCIE!!! – Inkwizytorzy zatrzymali się natychmiast zupełnie jakby to sam Najwyższy do nich przemawiał. Rozejrzeli się ostrożnie, szukając tego, kto tak pochopnie podniósł na nich głos. Odpowiedź uzyskali bardzo szybko.
Z głębi miasta, wybrukowaną ulicą, zbliżał się Nabu. Jego włosy powiewały na wietrze zaś na twarzy malował się grymas niezadowolenia. Kroki stawiał zdecydowane, sprawiając wrażenie silnego i władczego mężczyzny, jednak Nami od razu zauważyła, że mieszkańcy Sigurii uśmiechają się ciepło, gdy przechodził koło nich. Musiał więc być dobrym człowiekiem.
- Stój idioto – warknął Sanji cicho łapiąc Luffy’ego za rękę, który mimo wezwania Nabu zamierzał zdzielić obu inkwizytorów.
Keel najprawdopodobniej tego nie zauważył, bo w przeciwnym razie bez walki by się nie obyło. Patrzył teraz na Nabu z niezgłębionym wyrazem twarzy.
- Przestańcie, inkwizytorze … Wystarczy. – Powtórzył brat Ney, kiedy dotarł do grupy.
Stanął naprzeciw Keela patrząc mu w oczy. Górował nad nim wzrostem i budową, ale postawę mieli podobną, żaden z nich nie sprawiał wrażenia silniejszego.
- Co tu się wyrabia Najwyższy Strażniku? – zapytał w końcu niższy z mężczyzn. – Czyż Święta Straż nie powinna pomóc nam, inkwizytorom, gdy takie pomioty – wskazał na Choppera – plątają się po ulicach naszego miasta? Chyba zbytnio przywykłeś do sielankowego życia…
Żyła na czole Nabu drgnęła.
- Nie pozwalaj sobie, Keel – powiedział mimo to spokojnie. – Może i to ty odpowiadasz za heretyków i ich los, jednakże bezpieczeństwo tego miasta to moja działka… A w tym wypadku je naruszasz
- To chyba oczywiste, że musiałem coś zrobić widząc takie coś?!
- Tylko, że nie wziąłeś pod uwagę na przykład tego, że jest on naszym kuzynem – odparł Nabu uśmiechając się lekko do siostry. – I obrażasz go od diablich pomiotów…
- PRZECIEŻ WYGLĄDA JAK POTWÓR!!!
- Uważaj na to co mówisz – warknęła Ney natychmiast podłapując grę brata. – Obrażasz naszą rodzinę!
- On jest chory i przybył na tą wyspę w celu leczenia. – rzekł Nabu – Stąd jego porośnięte ciało.
- NIE MA TAKIEJ CHOROBY!!! – ryknął raz jeszcze Keel.
- Widocznie nie wszystko wiesz, inkwizytorze. Chyba, że zarzucasz kłamstwo dowódcy Świętej Straży Najwyższego Przymierza…
Sergio i Jan spojrzeli na swojego zwierzchnika niepewnie. Widzieli jak drżał ze wściekłości od stóp do głów. Dobrze go znali i wiedzieli, że to bynajmniej dobrze nie wróży. Z całą pewnością dzisiejsze popołudnie nie będzie należało do udanych.
- Ty weźmiesz za to odpowiedzialność – wycedził przez zaciśnięte zęby Keel. - A ja nie omieszkam poinformować o tym Najwyższego Inkwizytora. Z nim będziesz rozmawiał.
- Nie będę…
- W takim razie zadbam o to by zajął się wami Najwyższy Mnich!!!
Nabu uśmiechnął się krzywo.
- Powodzenia zatem, z pewnością Jego Świętobliwość zechce tracić czas na twoje bzdury. A teraz idź już.
Keel jeszcze przez chwilę stał jakby nie wiedział co chce uczynić, a potem przełknął w gardle przekleństwo i odwróciwszy się zamaszyście ruszył w dół ulicy.
- Sergio, Jan, za mną!!! – ryknął wściekle.
Obaj inkwizytorzy, lekko zmieszani, skłonili się przed Nabu i ruszyli za swoim zwierzchnikiem.
Nastała chwila milczenia, a potem długowłosy mężczyzna odwrócił się do Słomianych.
- Noo, niebezpieczeństwo zażegnane – poluzował kołnierz. – Zmęczyłem się… Jesteście głodni? Idę teraz na obiad…
Lokal do którego zabrał Słomianych Nabu był jednym z najbardziej okazałych w mieście. Restauracja nosiła nazwę Felicio od nazwiska rodziny, która założyła to miejsce i wciąż jeszcze doskonale nim zarządzała przekazując wszystko z ojca na syna. Obecny Felicio był niskim krępym mężczyzną, którego szczery i donośmy śmiech współgrał z pokaźną tuszą. Mimo tego człowiek ten, nienagannie ubrany, prezentował się dobrze siedząc na niskim stołku w rogu lokalu popijając pachnącą kawę. Cała restauracja była znacznie lepiej wyposażona i wystrojona niż Baranie co sprawiło, że Sanji’emu drgała brew za każdym razem, gdy zauważał kolejną przewagę Felicio. Okrągłe stoliki rozmieszczone w takich odległościach by zostawić komfort gościom, ale jednocześnie umożliwiające szybkie przemieszczanie się kelnerów przykryte były najlepszej jakości obrusami, zastawa lśniła swą czystością, zaś gdzieniegdzie na sali postawiono doniczki z wysokimi roślinami. Zieleń doskonale komponowała się z wszędobylską bielą.
Nabu poprosił kelnera odzianego w najlepszy markowy garnitur o stolik dla dziesięciu osób, Sanji’emu wydawało się w pierwszej chwili niemożliwe by bez zbędnych ceregieli wnieść na salę taki stół, ale Felicio okazała się miejscem niezwykłym – wszystkie stoliki można było w prosty sposób powiększyć. Nikomu jednak nie chciało się zgłębiać zasad działania mechanizmu dzięki któremu to robiono, wszyscy po prostu zasiedli przy stole wesoło się uśmiechając.
- Jeeeść… - jęczał Luffy przyglądając się pustym talerzom.
- Spokojnie – odparł Nabu z uśmiechem. – Za chwilę wszystko podadzą.
- Nabu-san, dziękujemy za załagodzenie sytuacji – Robin skorzystała z oczekiwania by podziękować mężczyźnie.
- Racja, gdyby nie ty, tamta trójka już by latała… - wtrącił Usopp.
- Teeee… ziomy, piano tam stoi! – zawołał Tai wskazując na niewielką scenę, na której stał fortepian z podniesioną klapą. Zupełnie jakby czekał na kogoś kto usiądzie i coś zagra. – Idę pocisnąć jakiś dżezik!
- Umiesz grać? – zapytała Ney zaskoczona.
- Spoko, sztunia, daję radę! – po tych słowach Murzyn wstał od stołu i popędził w stronę instrumentu.
Usiadł niedbale na czarnym stołku i natychmiast zagrał jeden ze znanych jazzowych standardów. Ludzie z uśmiechem spojrzeli jego w stronę rozkoszując się muzyką.
- Ciekawe… - mruknął Nabu podpierając brodę rękoma.
- Dajesz czadu Tai!!! – zawołał Luffy wymachując rękoma.
- On jest… niesamowity! – oczy Choppera zaświeciły się jak małe gwiazdy.
Nami spojrzała na nich z dezaprobatą, takie głośne zachowanie z pewnością nie przystoiło temu miejscu.
- Dobra, dobra… my tu gadu-gadu, a tak naprawdę nie mamy pojęcia na czym stoimy. – powiedziała głośno. – Zbierzmy się do kupy, pomyślmy trochę.
- Tak jest, Nami-swaaan! Ja już myślę!
- Nabu-san, może opowiesz nam co nieco o wyspie. Było nie było, jesteśmy tu pierwszy raz… - wtrąciła Robin.
- Cóż – Mężczyzna podrapał się po głowie. – Po pierwsze musicie uważać na inkwizytorów… Jedna wpadka i zabierają was do Astonii… A no tak… hahahaha, nie wiecie co to Astonia… jakby to ująć…
- Nabu jest tragicznym mówcą, jeśli chodzi o coś innego niż męskie przemowy do kolegów z pracy za każdym razem, gdy wyruszają na patrol – powiedziała Ney śmiejąc się głośno.
- JEST MIĘSO!!! – ryknął Luffy widząc, jak doskonale odziani kelnerzy wchodzą na salę w rzędzie niosąc na wysoko uniesionych tacach najróżniejsze potrawy.
W mgnieniu oka obsłużyli stolik Słomianych, zupełnie jakby istnieli tylko i wyłącznie by to czynić. Wykorzystali objętość stołu idealnie zastawiając go wszelaką żywnością. Połowy tych dań Sanji w życiu nie widział na oczy. Już teraz zadecydował, że będzie musiał wkraść się do kuchni po kilka przepisów.
- To moje!!! – krzyknął oburzony Usopp.
Walka o jedzenie zaczęła się jeszcze nim ostatni dzban z napojem stanął na stole.
- Ejże, co to ma być! – warknął Nabu szybko.
Kapitan i strzelec spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Jeszcze nikt nigdy nie przeszkadzał im w jedzeniu, chyba, że za bardzo szaleli – wtedy dostawali kontrolnego strzała od Nami lub Sanji’ego.
- Ale, że o co chodzi? – zapytał Słomiany trzymając w dłoni wielki kawał wołowiny.
- Modlitwa najpierw! Modlitwa! – Nabu złożył ręce przed twarzą pochylając się w skupieniu.
Nastała chwila ciszy, po czym Usopp zauważył:
- On jest nieco stuknięty prawda?
- Nie o to chodzi… - Ney śmiała się już głośno. - Tutaj po prostu tak jest… Sami już się domyśliliście, że to państwo jest nieco… religijne. A raczej skrzywione do bólu pod tym względem. Przecież tutaj powstała religia Najwyższego Przymierza i tu siedzibę mają wszystkie instytucję z nią związane. Widzieliście tamte dziwaczne wzgórza w centrum wyspy prawda? Na nich wybudowana została Astonia, tak zwana Stolica Święta, i tam siedzi sobie Najwyższy Mnich, taki stary dziadek w białej czapce, a także inkwizytorzy i Święta Straż.
- Neylisio, mówisz zupełnie bez szacunku – wtrącił Nabu.
- Ile razy cię mam prosić, byś nie nazywał mnie po imieniu? – warknęła dziewczyna. – A mówię bez szacunku dobrze wiesz dlaczego…
- MIĘSO!!! – darł się Luffy. Reszta słów ginęła w głośnym mlaskaniu.
- W każdym razie tak to tutaj wygląda. Inkwizytorzy dbają o to byś był dobrym wyznawcą, a Straż pilnuje porządku – kontynuowała Ney. – Mój brat jest dowódcą Świętej Straży Najwyższego Przymierza, czyli Najwyższym Strażnikiem.
- Mówcie mi Nabuchodonozor Augustian Bortelucci – rzekł Nabu przedstawiając się już po raz drugi tego dnia.
- Nabu – powiedzieli wszyscy przy stole sprawiając, że brat Ney uderzył czołem o stół.
- Neylisio, ja jestem adoptowany, prawda? A to jest twoje prawdziwe rodzeństwo, prawda? – mruczał pod nosem.
- Ech, biedaku… - dziewczyna uśmiechnęła się gładząc go po głowie. – Straszny z niego ćwok, za bardzo się wkręcił w to wszystko… O czym to ja mówiłam… a właśnie, inkwizytorzy… To szczwane bestie. Nikt się ich nie spodziewa*, do tego mają w tym miejscu naprawdę wielką władzę. Jak sami mówią są przedłużeniem ręki boga, czy coś tam… Najwyższym Inkwizytorem jest niejaki Victorius, widziałam go chyba z raz jeden na oczy… Strasznie nie lubi mnie i Nabu.
- A co się dziwisz, skoro za każdym razem gdy cię łapią bez krzyża muszę nastawiać karku? – mruknął mężczyzna.
- No, ale może nam naskoczyć, dopóki Nabu jest wspaniałym wyznawcą, a ja dostałam za dzieciaka buziaka w czółko od Najwyższego Mnicha.
Mówiąc dalej Ney opowiedziała Słomianym co nieco o architekturze miasta i jego historii. Okazało się, że sporo faktów było zaskakujących nawet dla Robin, ale to co słyszała wybitnie pobudziło jej ciekawość. Już wcześniej o tym myślała, ale teraz dopiero wszystko składało się do kupy. Na tej wyspie mógł być… nie, musiał być Poneglyph. Usłyszeli również nieco więcej informacji o Astonii, gdzie wszyscy posądzani o herezję byli zabierani i nigdy nie wracali. Nabu skorzystał z okazji i wyraźnie przekazał kilkadziesiąt reguł, których należało przestrzegać, by takie podejrzenia nikomu nie groziły.
- Dwa razy dziennie msza? Toć to czasu na nic nie starczy! – Marisa roześmiała się wesoło. – Chyba żartujecie z tym…
W tym czasie Sanji trącił Ney łokciem i szepnął jej do ucha.
- Hej, coś wspominałaś o tych ukrytych palarniach… Czy w tym lokalu też taka jest?
- Jest na tyłach o ile dobrze pamiętam… pójdziemy zajarać?
- Chodź.
- Nabu, dokończ opowieść. Sanji chciał zobaczyć kuchnię…Idę mu pokazać co i jak. – powiedziała Ney.
- W porządku, nie ma sprawy. Więc na czym to ja stanąłem?
Kiedy kucharz i dziewczyna oddalili się od stołu Usopp i Nami nachylili się nieco bliżej do Nabu. Nawigator odezwała się pierwsza.
- Możesz nam powiedzieć gdzie na tej wyspie znajdziemy człowieka imieniem Milo?
- Milo? – Nabu zamyślił się. – Nie kojarzę specjalnie… Kim jest?
- Jest jednym z siedmiu – odparł Usopp.
Wyraz twarzy Najwyższego Strażnika nie wskazywał na to by cokolwiek wiedział. Niemniej Luffy usłyszał ich rozmowę, bo wrzasnął dziko.
- Siedmiu! Gdzie są te pacany! Skopie im tyłki!!! – przy tym wszystkim wymachiwał żeberkiem, które ściskał w dłoni na wszystkie strony.
- Cicho! – warknęła Marisa szybko obawiając się reakcji ludzi. Reakcji jednak nie było.
- Nie kojarzę, ani siedmiu, ani Milo… - rzekł w końcu Nabu.
- Eternale? Ta nazwa nic ci nie mówi? – Robin podparła brodę dłonią.
- Nic… Zupełnie nic…
Nastało milczenie. Nikt ze Słomianych nie spodziewał się, że trop urwie się tak łatwo. Fakt, że spotkali Milo był nie powtarzalny, nie mogło im się to przecież śnić. Tak samo to, że skopał ich do nieprzytomności. Gips na lewej ręce Luffy’ego i szyna na nadgarstku Nami wyraźnie to potwierdzały. A teraz trop nagle się urywał, ot tak. Wezwał ich tu, przecież miało się coś ważnego stać… Pustka.
- Czy każdy lokal ma takie miejsce? – zapytał Sanji kiedy znaleźli się w niewielkiej klitce na tyłach restauracji.
By się do niej dostać, trzeba było wyjść tylnymi drzwiami w kuchni (więc jednak kłamstwo Ney po części okazało się prawdą) i zejść schodkami w dół, do drewnianego pomieszczenia wielkości sławojki.
- Każdy, który chce mieć klientów – odparła dziewczyna rozkoszując się papierosem. – Ludzie nie są aż tak religijni jak chcieliby tego inkwizytorzy, na szczęście.
Tak, to była prawda, pomyślał Sanji. Nie można żyć w ten sposób bez przerwy…
A potem poczuł impuls.
- Jeżeli szukacie czegokolwiek mistycznego i nieznanego obywatelom, bądź nam, strażnikom, jedyne miejsce, gdzie się możecie tego dowiedzieć to Astonia. A tam wstęp mają jedynie duchowni – orzekł Nabu. – Chyba, że zapytacie któregoś z inkwizytorów, kiedy ten będzie w mieście. Nic więcej raczej nie da się zrobić.
- A nie mógłbyś wykorzystać swoich koneksji? – zapytała Nami uśmiechając się zalotnie. Mimo wszystko Najwyższy Strażnik był mężczyzną. A mężczyzna takim kobietom nie odmawia.
- Mogę spróbować… ale… ekchem… wątpię czy to coś da…
- Spróbuj Nabu-san – Robin uśmiechnęła się ciepło. – Dasz radę.
Sanji przegryzł wargę. Czuł dziwną falę gorąca rozlewającą się po całym ciele. Miał warażenie, że zaraz eksploduje, niemalże kipiał. Spojrzał na Ney rozbieganymi oczyma, które uspokoiły się, dopiero gdy jego wzrok spoczął na biuście dziewczyny.
- Coś nie tak? – zapytała widząc jak po twarzy Sanji’ego ściekają krople potu.
- Bzyknijmy się. – mruknął kucharz.
- Co? – W pierwszej chwili Ney wydawało się, że nie dosłyszała.
- Bzyknijmy się zdziro! – ryknął blondyn.
Tego się nie spodziewała w następnej sekundzie ręka kucharza uderzyła w ścianę tuż za nią zagradzając jej przejście.
- Co ty wyprawiasz! – krzyknęła zaniepokojona, ale w tym samym momencie poczuła dłoń na swojej talii. – Zostaw mnie świrze!!!
- Zamknij się… - druga ręka zaczęła błądzić po jej ciele.
- Przestań!
W momencie kiedy włożył jej rękę pod bluzkę momentalnie trzasnęła go w twarz. Sanji’ego zapiekł policzek i cofnął się dwa kroki. Ney wypadła z klitki gwałtownie, odwróciła się i ruszyła biegiem w stronę restauracji.
Wtedy przyszedł drugi impuls.
- KURWA MAĆ!!! – jedno kopnięcie wystarczyło by cała drewniana palarnia poszła w drobny mak.
Sanji włożył ręce do kieszeni i wciąż z papierosem w ustach podążył za dziewczyną.
- On chyba zwariował! – krzyknęła Ney wpadając do restauracji. Trzęsła się.
- Co jest? – Nabu zerwał się na równe nogi.
Siostra natychmiast wpadła mu w ramiona. Słomiani z zaniepokojeniem spojrzeli na rodzeństwo.
- Co się stało do licha! Gdzie jest Sanji! – Luffy także już stał.
- On…on… - jęknęła dziewczyna tuląc się do brata.
- Mówże, na boga, co się stało?! – zestresowany Nabu także podniósł głos.
- On… chyba próbował mnie zgwałcić.
Zapadła cisza. Oczy Najwyższego Strażnika rozszerzyły się w przerażeniu. W tej samej chwili drzwi do kuchni wypadły z zawiasów i zebranym ukazał się Sanji z wyprostowaną nogą.
Nami przetarła oczy. Nie… to się nie działo…
Wtedy Nabu wrzasnął tak głośno, że kieliszki zadrżały.
- TY SKURWYSYNU!!!
Ciąg dalszy nastąpi
Dramatyczne pytania:
Co się stało Sanji’emu?
Czy Nabu stanie do walki w obronie honoru siostry?
Jakie tajemnice skrywa Astonia?
Co miał na myśli Milo mówiąc te wszystkie rzeczy?
Część 71 to: „Odchodzę”
Autor: Najuch
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.
Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.
Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.
Brak ocen.





