Wieści z frontu:
- odcinek charkowski - ukraińska ofensywa postępuje i zbliża się od rosyjskiej granicy, a na wschodzie oparła się o rzekę Doniec i Ukraińcy są w trakcie budowy przyczółków, z których być może poprowadzą uderzenia dalej na wschód w celu przecięcia zaopatrzenia do Dombasu. Jest to jednak pieśń przyszłości, bo teraz priorytetem jest wykurzenie Rosjan do północnej granicy. Poniższa mapa przedstawia postępy Ukraińców na tym kierunku (ciemnoniebiesko są zaznaczone ruchy z ostatnich ok. 2 tygodni):
- odcinek Doniecki - parę dni temu największą porażką Ukraińców była utrata Popasnej - z drugiej strony bronili miasta praktycznie od samego początku, tj. 24 lutego, więc niech to świadczy o tym, do jakich ciężkich walk tam dochodziło. Niemniej - był to jeden z ważniejszych punktów w okolicy i Rosjanie już sobie wyrąbują stamtąd kolejny kierunek uderzenia. Teraz od 2 dni krąży informacja, że Rosjanie odnieśli kolejny sukces, tj. przekroczyli w jednym punkcie rzekę Doniec (na poniższej mapie punkt pomiędzy Słowiańskiem a Siewierodonieckiem). Niby nic takiego, bo w tym regionie jest od cholery działów wodnych, ale... linia oparta o Dońca miała być tą utlimate-super-niesamowitą przeszkodą, o którą Rosjanie mieli wybić sobie zęby. Jeśli to będzie prawda, to Rosjanie mogą być na prostej drodze do stworzenia kotła na linii tego punktu do Popasnej, przez co spory obszar razem z Siewierodonieckiem byłby odcięty od reszty Ukrainy. Z 2 strony obrońcy mają jeszcze sporo rezerw w odwodach, więc kierunek ten powinien się ustabilizować na linii rzeki. Niemniej - jest to obecnie najgroźniejszy moment i trzeba to obserwować. Mapka:
Na reszcie odcinków bez zmian, ale trzeba wspomnieć:
- Ukraińskie lekkie jednostki przeniknęły ok. 150km wgłąb linii wroga i uprawiają partyzantkę. Nic w tym nie byłoby dziwnego, tylko.. oni te walki prowadzą na terenie Ługańskiej Republiki Ludowej, na terytorium, które od 2014r jest w orbicie wpływów rosyjskich. A partyzantki nie da się uprawiać bez przynajmniej życzliwej neutralności miejscowych. A jeśli takie nastroje są na terenach, które od 8 lat są pod wpływem rosyjskiej propagandy i sączy im się informacje, że w Kijowie rządzą faszyści, to... można tylko współczuć Rosjanom utrzymywania nowo zajętych terenów, które są już teraz ok. 10x większe od pierwotnego rozmiaru Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych.
- na południe od Izjum Rosjanie też próbowali przekroczyć Doniec, ale doszło tam do jakiejś spektakularnej porażki. Zdjęcia satelitarne pokazują zniszczony most pontonowy (albo 2) oraz ok. 70-80 wraków maszyn tylko w promieniu kilkudziesięciu metrów. Po ilości i rodzaju sprzętu można wywnioskować, że Rosjanie forsowali punkt w sile co najmniej 2 batalionów i większość z tego została zezłomowana. Takie straty były nie były na tej wojnie widoczne nawet na północnym podejściu do Kijowa, kiedy miasto atakowała rosyjska amatorszczyzna z Dalekiego Wschodu.
(12-05-2022, 15:41)Odachi napisał(a): Mały off top (pytanie) odnośnie sytuacji gospodarczej w Azji (skoro to jest Twój konik). Myślisz, że mocne spadki na giełdzie takich firm jak Sea Limited z Singapuru to przesadzona reakcja związana z "nastrojami", czy zaraz będą upadłości?
Odnośnie Sea Ltd, to odkąd do FreeFire (czy jak to się nazywało) zaczęli w styczniu przypierniczać się Chińczycy, a w połowie lutego zbanowali ich Indusi, to nie wróżę im świetlanej przyszłości...
Ale nie jestem insiderem więc mogę wziąć temat jedynie holistycznie (ale mam nadzieję, że będziesz pod koniec usatysfakcjonowany odpowiedzą). A z szerszej perspektywy wygląda to tak, że najbliższe lata zdefiniują, czy Azja Południowo-Wschodnia będzie perspektywicznym regionem, czy skończy jak Ameryka Południowa, czyli teoretycznie duży rynek, ale rozwijający się wolniej nawet od rozwiniętego Zachodu. Ale od początku. Regionem wstrząsają następujące zmienne/kryzysy:
- wojny gospodarcze - nasłynniejsza to ofc ta którą rozpoczęły USA za Trumpa z Chianmi, ale w tym czasie doszło do kolejnych, m.in.:
*Chiny-Litwa - Litwa otwarła placówkę Tajwanu ze słowem 'Tajwan' w nazwie i Pekin zaczął uderzać ich jak leci, tyle że.. Litwa miała małe powiązania z Chiami i po nich to spływało nawet wtedy, jak wzajemne obroty w handlu spadły o 98%. xD Do tego pomógł sam Tajwan, który po 2 skupował te produkty litewskie, które Chińczycy nie chcieli wpuścić do swoich portwów (np. alkohol), do tego Tajwan to lider w produkcji półprzewodników i obiecał Litwie inwestycje w tym zakresie (na początek 200mln$). Chiny chcą jednak 'przykładnie ukarać' Litwinów, wiec zaczęły grozić innym europejskim firmom (gł. niemieckim), że jeśli te współpracują z Litwinami lub mają tam fabryki, to muszą liczyć się z konsekwencjami. Niby Niemcy się trochę przestraszyli, ale tylko trochę i tylko na chwilę - USA przyszły z pomocą i zaoferowały pomoc Litwinom, a Unii - utworzenie wspólnej rady technologicznej. Cel prosty - opracowanie wspólnych działań i mechanizmów na wypadek, gdyby Chińczycy zaczęli szantażować gospodarczo któreś z państw będących w tym układzie. Od tego czasu Pekin się trochę uspokoił, choć wziąć wymachuje szabelką.
*Chiny-Australia - tutaj wszystko zaczęło się w 2020, kiedy po wybuchu pandemii Australia chciała zorganizować przy Światowej Organizacji Zdrowia dochodzenie, skąd wziął się COVID, zaraz do wsniosku dołączyła Unia, a potem... prawie 140 państw, co wkurzyło Chiny niemiłosiernie (ciekawe czemu, skoro nie zostały w tym wniosku wymienione z nazwy xD). W każdym razie Chińczycy od tego czasu zaczęli wprowadzać taryfy na kolejne australijskie produkty (najbardziej ucierpiały wina, spadek o 96%). Ta wojna handlowa jest jednak o tyle dziwna, że obie strony (bo Australia też wprowadziła taryfy odwetowe) wyłączyły z niej najważniesze dla obu stron produkty, czyli rudy żelaza i pierwiastki ziem rzadkich, które mają największy udział we wzajemnych obrotach. Czyli państwa obkładają się cłami i taryfami, ale w wersji 'soft'. Niemniej Australia powoli przegrywa to starcie, bo przestaje eksportować do Chin inne produkty niż nieprzetworzone surowce, czyli staje się tym samym dla Pekinu czym Rosja - zapleczem surowcowym. Przy okazji (i pomimo ceł odwetowych Australii) Chiny zwiększają swój eksport do Australii, więc Canberra ma coraz mniejszą nadwyżkę handlową w wymianie z Pekinem.
*Chiny-Indie - to jest ciekawa sprawa, bo to Indie postanowiły uderzać w Chińczyków za pomocą handlu, a to przez starcia w Himalajach i sporne tereny, które zostały sprowokowane przez Pekin. I normalnie Indusi powinni zrobić jakąś militarną demonstrację lub inne działania odwetowe, ale Nowe Delhi zadziałało dość niespodziewanie - wzięło i zaczęło blokować chińskie aplikacje - TikToki, WeChaty, PubG, Weibo itd itd. Najśmieszniejsze jest to, że Chiny nie mają na to jak odpowiedzieć (bo Indusi nie mają proporcjonalnie sporych aplikacji na chińskim rynku), więc to Indie mają inicjatywę i co jakiś czas uderzają w chińskie (lub powiązane w chińskim kapitałem jak powyższe FreeFire) aplikacje i powoli wykurzają Chińczyków ze swojego rynku.
No i na koniec trzeba wspomnieć
Chiny-USA i wszystko, co dzieje się dookoła (bo sama wojna handlowa nie jest aż tak spektakularna). A wygląda to tak, że z jednej strony Amerykanie przymierzają się do tzw. decouplingu (czyli odłączania Chin od udziału w globalnym łańcuchu dostaw), a do tego zapraszają do tej inicjatywy inne państwa, np. członków formatu Quad (USA, Japonia, Australia, Indie), lub formatu rozszerzonego, tzw. Quad-plus (te 4 + Wietnam, Korea Południowa, Nowa Zelandia, a i była inna grupa w której była Brazylia, Korea Południowa i Izrael). Z 2 strony Chiny mają swoją 国内国际双循环, czyli 'strategię dwuobiegowego rozwoju', polegającą na budowaniu bazy pod popyt wewnętrzny, który obok zewnętrznego (eksport dóbr i usług) będą motorem rozwoju gospodarczego. Czytaj: przygotowują się na kolejne wojny handlowe i chcą załagodzić ich skutki ryniem wewnętrznym. No i jest China2025 lub China2030, tj. strategie mające na celu budowanie przewag komparatywnych w technologiach przyszłosci. Jeszcze rok lub 2 lata temu myślałem, że Chińczycy podchodza do tego lepiej, ale chyba dostaną w dupala, o czym pod koniec.
-
wojna na Ukrainie - kolejny problem, z którym zmaga się region. O czynnikach bezpośrednich nie trzeba mówić, bo Ukraina to jeden z większych dostawców żywności do Afryki i Azji. Ciekawsze są jednak skutki pośrednie, które są wywoływane głownie przez... Chiny. Tak było ze skupywaniem zboża parę miesięcy temu (co też wskazuje że Pekin wiedział wcześniej o inwazji), a przez co w innych państwach ceny żywności skoczyły w górę jeszcze przez wybuchem konfliktu. W tej chwili to samo dzieje się z nawozami, które też są potrzebne innym państwom regionu (szczególnie właśnie Azji Południowo-Wschodniej), a które Chiny wykupują tak samo agresywnie jak wcześniej zboża i inne pomniejsze produkty - są świadomo, że są największym rynkiem i grożą dostawcom, że nie skierowanie danego produktu do nich może spowodować zerwanie współracy (a przykład Litwy i Australii pokazuje światu, że są do tego zdolni). Innymi słowy - Chiny ratują sobie tyłek w krótkim terminie, w długim - tracą wiarygodność i przyczyniają się do eskalacji kryzysu żywnościowo-surowcowego na globalnych rynkach. Głupia strategia, ale Chiny wbrew powszechnej opinii nie myślą pokolenia do przodu. xD
-
pandemia, szczególnie jej najnowsza odsłowa w Chinach - a raczej strategia 'zero covid', która jest promowana przez Komunistyczną Partię Chin od 2020 roku, a która okazała się kompletną klapą - społeczeństwo było 2 lata izolowane od reszty świata (w którym rozwinęły się groźniejsze wariany covidu), a do tego Chińczycy zostali zaszczepieni swoimi preparatami, które są o wiele gorsze i słabsze od tych zachodnich, przez co na tak 'nieprzechorowane' i słabo wyszczepione społeczeństwo uderzyły najgorsze warianty. A Partia? Nie może zrezygnować ze strategi, która polega teraz na wielotygodniowych izolacjach całych miast, zatrzymywaniu ludzi w szpitalach, zaspawywaniu drzwi wejściowych do bloków, zabijaniem domowych zwierzęt ludzi na kwarantannie lub wyważaniem drzwi i rozwalaniem tych przedmiotów, które znaleźli w domu zarażonej osoby, a które nie były pokryte folią. Przy tym co się tam teraz dzieje, nasze zachodnie restrykcje to była wolność pełną piersią. A Partia nie może z tego zrezygnować, bo to by oznaczało przyznanie się do porażki rządzących, a przecież przewidniczący Xi Jinping się nigdy nie myli. Oczywiście odbija się to na reszcie świata, bo do części portów nie są przyjmowane ani wysyłane statki z towarami, część łańcuchów dostaw się przerywa, w Pekin znów traci wiarygodność.
- kolflikt o wyspy na Morzu Południowochińskim - w który są zaangażowane Chiny, mające pretensje do wód terytorialnych Wietnamu, Malezji, Brunei, Filipin i Indonezji. Prowokacje mają tam miejsce co kilka dni i do większego konfliktu może tam dość w każdej chwili. A jeśli weźmiemy pod uwagę, że Malezja ma podpisane sojusze np. z Wielką Brytanią i Australią, a Filipiny - z USA, to jasno widać, że spór o Morze Południowochińskie może eskalować w bardziej globalny konflikt.
Nie trudno dostrzec w tym wszystkim, że najwięcej zamieszania w Azji robią Chiny, którym każdy patrzy teraz na ręce. Właśnie w tej chwili, 12-13 marca, przywódcy państw ASEAN (wszystkich poza Filipinami i Mjanmą, tj. Indonezja, Singapur, Brunei, Wietnam, Laos, Kambodża, Tajlandia, Malezja) przyjechali do USA na specjalny szczyt, podczas którego będą rozmawiać o wszystkich wymienionych wyżej problemach. Z kolei za kilkanaśnie dni w Tokio spotykają się państwa Quad(USA, Indie, Australia, Japonia) i będą kontynuować te same rozmowy. Świat dostaje zadyszki, a państwa Azji zaczynają się orientować na USA i Zachód, bo wyczuwają napięcia na linii Waszyngton-Pekin oraz widzą coraz mniejszą wiarygodność Chin tak w handlu, jak i na arenie międzynarodowej. No bo kto wie, czy któreś z państw nie skończy tak jak Litwa czy Australia (mówi się np. o Czechach lub Kanadzie, w Korei Południowej też doszedł do władzy 10 maja skrajnie antychiński prezydent Yoon Suk-yeol, więc Seul też może być bardziej asertywny względem Pekinu). A co robią chińskie władze? Każą tworzyć symulacje pokazujące, jak zareagowałaby ich gospodarka, gdyby uderzono w nią takimi samymi sankcjami jak w Rosję. Czytaj: jeśli wynik będzie zadowalający, to potraktują to jako zachętę do przygotowywania się do inwazji na Tajwan, który postanowili ze sobą 'zjednoczyć' (siłowo lub nie) do 2049 roku najpóźniej (a realne zdolności mogą już mieć do końca tej dekady). Jednocześnie zachowanie takie dyscyplinuje państwa Zachodu do nakładania jak najmocniejszych sankcji na Rosję, żeby odstraszyć Chiny lub inne państwo do podobnych agresywnych działań w przyszłości. Tutaj najlepiej to wygląda na forum grupy G7 (USA,Japonia,Wlk.Brytania,Francja,Niemcy,Włochy,Kanada), której udło się w swoim gronie przekonać niezdecydowanych (Niemcy, Włochy) do rezygnacji z surowców energetycznych ze wschodu. Oczywiście nie tylko Chiny są 'tym złym', bo USA też po tak wydatnym osłabieniu Rosji i scementowaniu NATO (+ przystąpieniu do niego Szwecji i Finlandii) będą miały przez kilka lat względny spokój w Europie i swego rodzaju 'window of opportunity', w czasie którego mogą próbować sprowokować Chiny do jakiś agresywnych działań, po których będzie można je osłabić (niekoniecznie militarnie, bardziej prawdopodobne jest prowadzenie rywalizacji na poziomie ekonomicznym i powolne odciąganie innych państw od gospodarki chińskiej).
Jak to wygląda na przykładzie Singapuru? W tym państwie, które jest przesiąknięte chińskim kapitałem oraz jest zamieszkane w 75% przez Chińczyków oraz które ma strategię 'niemieszania się w konflity międzynarodowe', władze postanowiły np. o dołączenie się do sankcji Zachodu na Rosję, a ich marynarka wojenna prowadzi coraz więcej ćwiczeń m.in. z USA, Australią, Indiami czy Japonią. Spadki na tamtejszej giełdzie mogą rzeczywiście odzwierciedlać pewne bieżące nastroje, ale też - notowane podmioty z chińskim kapitałem mają się po prostu gorzej i być może jest to już tendencja, bo wiarygodność Pekinu spada, a chęć decouplingu - rośnie.
Po tym wszystkim co napisałem ujmę to tak: dzisiaj nie postawiłbym żadnych pieniędzy na cokolwiek, co jest powiązane z Chinami i tamtejszym kapitałem. Ograniczenia na dany produkt/usługę/aplikację mogą wejść w każdej chwili.