Część króciutka, chyba najkrótsza. No ale cóż. Enjoy.
IV
-Luffy, proszę, zejdź już ze mnie . – Rin jęknęła rozpaczliwie.
- Ostatni raz, ostatni!
- Mówiłeś to już dziesięć razy. – Dziewczyna westchnęła zrezygnowana i delikatnie uniosła się do góry. Wciąż przed oczami miała zaskoczone miny Luffy’ego i Usoppa, gdy dowiedzieli się o jej „zdolnościach”. Młody kapitan już po chwili siedział jej na baranach, oplatając rękoma jej szyję a nogami talię, prosząc, by uniosła się wraz z nim aż do samej góry masztu. Miał być jeden raz, a jak na razie, był to już szesnasty. Gdy leciała na dół wraz ze śmiejącym się chłopakiem na jej plecach, drzwi prowadzące na korytarze statku powolutku rozszerzyły się i po chwili wyleciała z nich patelnia, uderzając Luffy’ego prosto w twarz, na co ten puścił dziewczynę i spadł na pokład.
- Luffy idioto! Przestań męczyć Rin-chan! – warknął Sanji wychylając się za drzwi.
- Sanji to bolało. – wyjąkał chłopak, który już zbierał się z ziemi.
- I miało boleć. Rin-chwaaan! – blondyn zmieniając ton podbiegł do Rin, niczym baletnica na parkiecie. – Przygotowałem dla Ciebie deser truskawkowy!. – Dziewczynie zaświeciły się oczy. Kochała wszystko, co było związane z tym owocem.
- Naprawdę ?! Ach dziękuję Sanji. – i niczym na skrzydłach pomknęła do kuchni.
- Deser ?! – krzyknął kapitan zjawiając się obok kucharza.
- Ta, ale jeszcze jeden taki numer, a będziesz miał do końca miesiąca dietę marchewkową! – zagroził Sanji i zniknął za drzwiami.
Dziewczyna odetchnęła, gdy tylko przełknęła ostatni kęs truskawkowego dania. Na jej ustach pojawił się błogi uśmieszek, informujący o jej zadowoleniu. Mimo, iż wraz ze Słomianymi stosunkowo krótko płynęła, zdążyła pokochać dania serwowane przez blondyna. Dawno nie spożywała tak wyśmienitych potraw, być może nigdy jej się to zdarzyło zasmakować niektórych z nich. Przymknęła oczy, opierając się o krzesło. W tym momencie jej spokoju nie mogło nic zmącić, nawet hałas, którego przyczyną byli Luffy i Usopp kłócący się o ostatni kawałek ciasta. Myślami wróciła na łąki Hazumi Island, miejsca, z którego pochodziła. Na wyspie zawsze panowała wiosna, a klimat i gleba sprzyjała wszelkim odmianom roślin. Głównie kwiatów, które Rin tak bardzo kochała. W swej wyobraźni wędrowała wśród roślin, wyobrażając sobie ich zapach, kształt oraz barwy. Westchnęła cicho, próbując przypomnieć sobie zasadę plecenia wianków. Tak dawno tego nie robiła. W zasadzie odkąd opuściła swój dom, dokładnie jedenaście lat temu.
- Ej, widzę coś na prawo. – z zamyślenia wyrwał ją głos Zoro, który wsunął głowę między uchylone drzwi a ścianę, informując pozostałą załogę o tym, co zauważył. Okazało się, że była to łódeczka z małą dziewczynką, na oko miała z siedem lat. Była trochę wychudzona, o cienkich, mysich włosach i bladej cerze. Gdy tylko wciągnięto ją na pokład, zaczęła rozglądać się nerwowo po członkach załogi, zatrzymując swe spojrzenie na mieczach szermierza.
- Jesteście piratami ? – zapytała nie odrywając wzroku od broni Zoro.
- Tak, jak widać. – odpowiedziała małej Nami, wskazując na flagę, która była poruszana przez delikatny wietrzyk. Dziecko uniosło swe oczy i przyjrzało się fladze. Niezręczną ciszę przerwała Rin, która oparła się o ścianę i przyglądała się ciekawsko dziewczynce.
- Właściwie to co robiłaś sama na tej łódce ?
- Uciekałam. – odpowiedziała niedbale, drapiąc się jednocześnie za uchem. – Jestem głodna. Macie coś do jedzenia ? – Sanji szybko zareagował, znikając w kuchni. Po chwili wszyscy siedzieli ponownie kuchni, obserwując, jak dziewczynka pochłania jedzenie. Wyglądało to tak, jakby od kilku dni nic nie miała w ustach. Zresztą, spoglądając na jej wychudzoną twarzyczkę, trudno było się temu dziwić. Gdy tylko mała posiliła się, komunikując to głośnym beknięciem, Nami spróbowała wyciągnąć z niej informacje, na temat jej rzekomej ucieczki.
- Mówisz więc, że uciekałaś … - tu zrobiła pauzę, oczekując, by wyjawiła jej swoje imię.
- Hotaru jestem. I tak, uciekałam przed piratami, którzy zajęli moją wioskę. – Załoga spojrzała po sobie.
- Piratami ? – kontynuowała Nami z dziwnym wyrazem twarzy. – Co się właściwie stało ? – Hotaru zacisnęła piąstki na kolanach i spuściła głowę w dół.
- To się wydarzyło miesiąc temu. Pewnego wieczoru usłyszałam jakiś hałas na dworze. Moi rodzice wyszli na zewnątrz sprawdzić, co się właściwie dzieje, mi kazali zostać w domu. Wtedy po raz ostatni ich widziałam. Zaniepokojona ich długą nieobecnością, sama postanowiłam wyjść. Była mgła, dlatego też nic właściwie nie widziałam … i wtedy… i wtedy dostałam w głowę. Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu, gdzie były inne dzieci. Jakiś mężczyzna z zewnątrz powiedział, że od teraz będziemy tam siedzieć i pracować dla nich. Każdego ranka wyprowadzali nas na wzgórze, które znajduje się nieopodal. Ich kapitan chce tam zbudować zamek dla siebie. Do tego wykorzystuje nas i dorosłych. Niestety, nie zauważyłam wśród nich moich rodziców. Wczoraj, dzięki pomocy paru dzieciakom udało mi się uciec, by znaleźć i sprowadzić pomoc. I znalazłam Was, piratów. – zakończył ze łzami w oczach. Ukryła twarz w dłoniach, by nikt nie mógł dostrzec jej łez. Nami spojrzała na Lufffy’ego spojrzeniem, które nakazywało mu podjąć właściwą decyzję. Słomiany siedział na krześle i wpatrywał się w dziewczynkę. W końcu odezwał się.
- Jak daleko stąd jest wyspa, na której mieszkasz ? – Hotaru nagle ożywiła się i uniosła oczy, spoglądając na niego z nadzieją.
- Całkiem niedaleko! Czy to znaczy, że… że pomożecie nam ? – Luffy uśmiechnął się do niej wesoło.
- Tak, wykopiemy ich stamtąd!
Sama podróż dzięki pomocy dziewczynki, trwała niecałe trzy godziny. Słońce powoli zachodziło. Na niebie pojawiły się pierwsze, ledwo widoczne gwiazdki, gdy wszyscy ujrzeli w oddali zarys wyspy. Hotaru stwierdziła, ze byłoby niebezpiecznie zakotwiczyć statek przy głównym porcie, toteż Nami zadecydowała, żeby podpłynąć z boku. Kiedy wszyscy stanęli na lądzie i ruszyli w głąb lasu, zauważyli, że mgła staje się coraz bardziej gęsta.
- Od dawna jest tu taka mgła ? – spytała Nami, która trzymała dziewczynkę za rękę. Ta pokręciła głową.
- Nie, od momentu gdy tamci przyszli. – odpowiedziała pół szeptem. Podkradli się pod jakiś większy budynek, który znajdował się na skraju lasu, trochę dalej od miasta. – Tutaj śpią. – wskazała palcem Hotaru. Luffy praktycznie w ogóle nie myśląc, podszedł do drzwi i zamachnął się, wywalając je z nawiasów i wbiegając do środka. Nami złapała się za czoło, ale zauważywszy, że reszta pobiegła, puściła rękę dziewczynki, karząc jej zostać na zewnątrz i pobiegła za załogą.
- Co tu tak ciemno ? – zapytała nagle.
- Nie podoba mi się to – jęknęła Rin, lecz w tym momencie poczuła, jak jej powieki mimowolnie opadają. Próbowała przez chwilę walczyć z tym uczuciem, lecz sen okazał się silniejszy.
Słońce niemiłosiernie wdzierało się przez uchylone okno do pokoju, rażąc Rin i nie pozwalając jej dłużej pospać. Marudząc pod nosem w końcu usiadła na łóżku i podrapała się po ramieniu. Do jej pokoju wparowała kobieta, podobna do dziewczyny, jednakże jej twarz była już poprzecinana nielicznymi zmarszczkami, a na jasnych włosach pojawiły się pierwsze pasma siwych włosów.
- Wstawaj, wstawaj! Dzień już dawno wstał a ty wciąż w łóżku.
- Już wstaję mamo. – mruknęła Rin gramoląc się na ziemię. Matka zamknęła drzwi, na co Rin podeszła wolnym krokiem do szuflady, wyciągając z niej jedną ze swych sukieneczek. Gdy skończyła przebierać się, spojrzała w lustro, czy aby przez noc nic nie zmieniło się w jej wyglądzie. Z lustra spoglądała na nią mała dziewczynka, wyjątkowo mała jak na siedmiolatkę. Na twarzy dziewczyny pojawił się grymas niezadowolenia. Zrezygnowana opuściła pokój, schodząc na dół. Matka krzątała się po kuchni, przygotowując śniadanie, lecz Rin nie była głodna. Od razu opuściła dom, kierując się w stronę miasta. Codziennie siadała przy fontannie, która była umiejscowiona tuż na rynku. Lubiła obserwować ludzi, nierzadko naśmiewając się z ich głupiego zachowania. Tego dnia było dosyć tłoczno na ulicach, toteż dziewczynka musiała ich zręcznie omijać. W pewnym momencie poczuła, jak coś wpada na nią i przewraca.
- Co jest ? – powiedziała na bezdechu. Zauważyła nad sobą twarz dziewczynki, prawdopodobnie jej rówieśniczki o pomarańczowych włosach.
- Łapać ją! To złodziejka! – ktoś wykrzyknął biegnąc w stronę dziewczyn. Owa nieznajoma szybko podniosła się i zaczęła uciekać, zręcznie wymijając ludzi. Po chwili nie było po niej śladu. Rin zauważyła, że pomarańczowo włosa upuściła coś. Był to owoc, a dokładniej pomarańcz. Dziewczynka wstała, otrzepując swoją sukienkę i podnosząc znalezisko. Dziwne, pomyślała kierując się ku wybranemu przez siebie celu. No cóż, darmowy owoc, przemknęło jej przez myśl i z uśmiechem na twarzy zaczęła obierać pomarańczę. Kiedy już miała ugryźć pierwszy kawałek, zauważyła, że ktoś, wręcz nachalnie, przygląda jej się.
- Co znowu ? – zapytała ze złością w głosie. Ciemnowłosy chłopak stał niecały metr od niej, z palcem w buzi, z której ciekła ślina. Rin domyśliła się o co mu chodzi. Chce jej zdobyczy. Co prawda znalezionej, ale zdobyczy. Jej i tylko jej. Na umór wepchała sobie do ust cały owoc i uśmiechnęła się tryumfalnie. Wyraźnie chłopaczka to poruszyło, gdyż na jego twarzy pojawiła się złość wymieszana z żalem. Podbiegł do Rin i ją popchał, przez co ta straciła równowagę i wpadła do fontanny.
- głupia! – zdążyła jeszcze usłyszeć, zanim woda wypełniła jej uszy. Rin zaczęła panikować, że utonie, mimo iż woda sięgała jej zaledwie do pasa.
- Nic Ci nie jest ?! – usłyszała krzyk jakiejś młodej dziewczyny i silne pociągnięcie do góry. Dziewczyna pomogła Rin wyjść z fontanny i usiąść na ziemi.
- Nic Ci nie jest ? – ponowiła pytanie nieznajoma. Blondynka pokręciła głową.
- Jak tylko dorwę tego smarka to normalnie stłukę go jak kwaśne jabłko! – Dziewczynka roześmiała się i wyciągnęła rękę ku niej.
- Jestem Vivi, a ty?
- Rin. – blondynka niechętnie podała jej swoją rękę. W tym momencie najmniej obchodziło ją zawieranie jakiś znajomości. Pragnęła tylko dwóch rzeczy. Zrzucić z siebie mokre ciuchy i dorwać tego chłopaka.
- Jesteś nowa ? – zapytała Vivi, jakby z nadzieją w głosie. Rin wstała i ruszyła przed siebie, niebiesko włosa dziewczyna ruszyła za nią.
- Nie. Mieszkam tu od zawsze. – rzuciła niedbale Rin.
- Dziwne, ja też a nie widziałam Cię tutaj. To małe miasto. – podjęła na nowo rozmowę Vivi.
- No widzisz, ja Ciebie też. – mruknęła lekko podirytowana blondynka. W sumie, jakby się zastanowić, to tamtego chłopaka i dziewczynę też po raz pierwszy widziała, mimo iż wydali się jej znajomi. Rin uniosła spojrzenie i rozejrzała się po twarzach ludzi. Wyglądali tak, jakby ich po raz pierwszy w życiu zobaczyła. A przecież żyje tutaj odkąd się urodziła.
- wyjawię Ci tajemnice. – Vivi stanęła przed Rin. Dziewczyna spojrzała teraz z zaciekawieniem na nowo poznaną koleżankę. Uwielbiała tajemnice, odkąd pamiętała. Cieszyła się, że inni powierzali jej swoje najskrytsze sekrety. Czuła się wtedy wyjątkowo, jak ktoś, kto jest wyjątkowo ważną osobą.
- Tajemnice ? Jaką tajemnicę ?
- Ale nie tutaj. Chodź ze mną. – Vivi złapała za rękę Rin i pociągnęła gdzieś za sobą. W tym momencie dziewczynie przestały przeszkadzać nawet mokre ubrania. Czuła w pewnym sensie podniecenie na samą myśl, że zaraz obca osoba powie jej coś ważnego.
Niebiesko włosa poprowadziła ją na plażę, gdzie usiadła na rozgrzanym od słońca piasku.
-No ? Co to za tajemnica? – zapytała zniecierpliwiona blondynka. Vivi spojrzała na nią poważnie.
- Coś tutaj nie gra. – i zamilkła. Rin czekała dalej, lecz wciąż trwała cisza.
- I co ? – w końcu powiedziała zdenerwowana. – To wszystko ? Po to ciągnęłaś mnie tutaj taki kawał drogi, by tylko powiedzieć, że „coś tutaj nie gra”? To jakieś żarty? Wracam do domu. – powiedziała podirytowana i ruszyła w kierunku lasu.
- Zaczekaj! – vivi wstała i złapała ją za dłoń. – Nie możesz iść!
- Ależ właśnie to robię. – Rin szarpnęła ręką. Druga dziewczyna popchała blondynkę na piasek, a sama usiadła na niej przytrzymując jej ręce,
- posłuchaj, nie wiem jak to wytłumaczyć, ale… ale tak naprawdę mam szesnaście lat! – Oczy Rin rozszerzyły się, w tym samym czasie przestała się szamotać. – Nie wiem jak to wyjasnić, ale widzę swoje dzieciństwo jak przez mgłę. I ono z pewnością tak nie wyglądało. – Rin milczała, tylko spoglądała na nią, analizując każde jej słowo. Vivi powoli rozluźniła uścisk, kontynuując. – Jesteś nowa. Pierwszy raz Cię tu widzę, dlatego pomyślałam, że może pomożesz mi wyjaśnić, o co tu chodzi. – teraz całkowicie z niej zeszła i odsunęła się, wpatrując się w Rin wyczekującym odpowiedzi wzrokiem. Ta podniosła się i otrzepała z piasku.
- pomylona jesteś. – skwitowała w końcu.
- Jutro będzie to samo co dziś, tak dzień w dzień! – krzyknęła desperacko Vivi. Rin uniosła brew do góry.
- To dlaczego TY wszystko pamiętasz ? – Vivi chciała odpowiedzieć, lecz nie potrafiła wydobyć z siebie dźwięku. – Wracam do domu. Trzymaj się – machnęła jej na odchodnym.
Mimo, iż Rin uważała ją za wariatkę, jej słowa przez cały czas krążyły po jej głowie. Gdy wróciła do domu, przyglądała się czynnościom matki, jakby chciała za wszelką cenę odnaleźć jakiś błąd, który mogłaby popełnić. Wariactwo, pomyślała Rin. Kiedy nadeszła noc, dziewczyna nie była w stanie zmrużyć oka, gdyż słowa Vivi dudniły w głowie blondynki.
Następnego dnia, Rin była kompletnie niewyspana. Gdy ruszyła w stronę miasta, marudziła pod nosem, że to wszystko wina tej Vivi. Całą drogę do miasta, w jej myślach pojawiało się praktycznie jedno zdanie „Jutro będzie to samo co dziś, tak dzień w dzień”. Nawet nie zauważyła, że dotarła na miejsce.
- Łapać ją, to złodziejka! – Rin stanęła w miejscu i odwróciła się. Zauważyła jak pomarańczowo włosa dziewczyna znika w tłumie. Blondynka stała przez chwilę nieruchomo. Nie, to musi być jakiś przypadek, pomyślała w duchu. Mimowolnie spojrzała na ziemię. Dostrzegła to, czego tak na dobrą sprawę nie chciała zobaczyć. Pomarańcza. Szybkim krokiem podeszła do niej i podniosła drżącymi rękoma.
- To przypadek. – powiedziała do siebie i podeszła do fontanny. Otwierając ją, wędrowała wzrokiem po tłumie, w poszukiwaniu małego chłopca. Nie było go. Odetchnęła z ulgą siadając na brzegu na skraju ozdoby targowiska. Uspokoiwszy się, wsadziła do ust kawałek soczystego owocu. W tym momencie padł na nią cień. Poderwała się szybko z miejsca. Przed nią stał chłopak, w tym samym ubraniu i w tej samej pozycji co wczoraj. Rin poczuła, jak jej serce przyspiesza.