Mam podobne przemyślenia co @
ARRRGH . Nie mam nic do ludzi, którzy zarabiają i stać ich na drogie fury, skóry i komóry, ale mam wrażenie, że wraz z rozwojem Social Mediów i ogólnie 'zarabiania na niczym', obserwujemy jakiś niezrozumiały upadek jakiegokolwiek etosu pracy i chęci uczciwej pracy i mam nadzieję, że jeśli kryzys będzie znaczący, to jednym z efektów będzie obnażenie tego jak wiele prac w dzisiejszych czasach jest niepotrzebnym rozdrabnianiem jednej posady na kilka mniejszych i jak wiele z prac ze sfery Social Media jest niestabilnych i pozbawionych jakiegokolwiek zabezpieczenia w wypadku chociażby takiego kryzysu.
Ogólnie jestem zniesmaczony jak mało 'zamordyzmu' stosują kraje zachodnie, czy też rozwinięte (jak zwał tak zwał) w obliczu takiej sytuacji. Nie wiem, czy zaliczyłbym obecną sytuację jako wielkie zagrożenie, bo jednak umieralność jest znikoma, ale sama panika, która towarzyszy obecnej pandemii jest bardzo niebezpieczna. W mojej ocenie powinniśmy być świadkami ogłoszenia stanu wyjątkowego i zamknięcia granic w ciągu tygodnia od pierwszego przypadku w Europie a każdy zamknięty biznes powinien przymusowo oddać swoją powierzchnię użytkową na cel tworzenia więcej miejsc szpitalnych (jeśli zajdzie taka potrzeba) i wprowadzić szkolenia dla wykształconych ludzi, którzy znajdują się w obecnej sytuacji na bezrobociu aby mogli (jeśli by chcieli) robić za personel medyczny czy wykonywać inne funkcje, takie jak chociażby stróż bezpieczeństwa.
Dodatkowo, jeśli już wprowadza się ograniczenie ruchu to... niech to kurna będzie ograniczenie ruchu a nie pitolenie typu, 'no nie powinieneś wychodzić ale w sumie... kto to sprawdza w większości przypadków'. Należę do polskiej grupy miłośników roślin na FB i aż załamuję ręce jak widzę jak wiele osób nagle musi zrobić ważne zakupy spożywcze jak osoba X napisze 'Hej, rzucili nowe ceropegie w Biedronce, ja już mam swoją!'. W praktyce praktycznie nie zmienia się nic, oprócz może zmniejszonego ruchu na drogach, bo mniej ludzi dojeżdża do pracy (gdzie w autach są stosunkowo bezpieczni tak czy siak).
Brak jakiejkolwiek strategii i systematycznych ogłoszeń - coś za co cenię sobie UK, gdzie mamy codzienne pół/godzinne konerencje z udziałem najwyżej postawionych polityków na temat strategii i środków i postępu pandemii - w przypadku Polski jest dla mnie niezrozumiała. Ten nakaz noszenia maseczek też piękny. Teraz jeszcze więcej ludzi będzie wychodzić, bo przecież mają maseczki to im wolno.
Mnie osobiście jakoś ta pandemia nie dotknęła - firma wysłałą mnie na płatny 2-miesięczny urlop z możliwością wcześniejszego powrotu, gdyby można było. Rząd UK uruchomił świadczenia, pokrywające 80% pensji pracowników, którzy w przypadku kryzysu staliby się zbędni bo nie świadczyli centralnych usług przynoszących zysk w frmie (jak np. Marketing) i wydaje mi się, że to w dużej części uspokoiło ludzi. Dostali dane na temat tego ile dofinansowań będzie dostępnych i szczegółowo opisali komu będzie przysługiwało. Dodatkowo uruchomili proces ponownego werbowania ludzi ze służb państwowych, którzy są na emeryturze a są skorzy pomóc swoją wiedzą w obecnej sytuacji. Doszło nawet do tego, że w każdy wtorek o godzinie 20 rodziny wychodzą przed domy aby klaskać aby chociaż moralnie wesprzć służbę zdrowia, a mnóstwo biznesów wprowadza zniżki i specjalne godziny, w których pracownicy służb państwowych mogą skorzystać i np.zrobić zakupy jako pierwsi. Wydaje mi się, że bardzo wpłynęło to wszystko na morale i pomimo zaniżonego poziomu emigrantów, przez co tania siła robocza jest 'in demand', UK wyjdzie z tego kryzysu obronną ręką i nie będzie osłabione tak jak wiele innych krajów w Europie.
Jeszcze wracając do tego co napisał ARRRGH - totalnie nie rozumiem,jak ludzie, którzy jeżdżą na wakacje co najmniej 2 razy w roku, wożą dupy samochodami i kupują ubrania znanych marek, mogą nie mieć żadnych oszczędności i być zdziwieni, że życie jest nie fair i że oni nie wiedzieli, że tak to będzie. Jeśli ktoś jest dorosłym człowiekiem i zarabiając normalną stawkę nie wyrobił sobie tzw poduszki bezpieczeństwa w postaci trzymiesięcznego czynszu i wydatków na jedzenie, to inaczej niż idiotą nie można go nazwać. Oczywiście nikomu nie bronię wydawania pieniędzy, które sam zarobił na jakiekolwiek formy rozrywki, ale no... jak jest się dorosłym to ma się swobody ale też i powinności, na przykład względem samego siebie.
Jeśli miałbym pobawić się w teoretyzowanie, to wydaje mi się, że nie nastąpi ogólnie jakiś srogi kryzys jak cała sytuacja ucichnie. Nie od razu. Wydaje mi się, że USA najbardziej na całej sprawie ucierpi i będą w głębokiej dupie na dłuuugie lata, ale z racji tego, że już dodrukowują pieniądze w masowej ilości, nie będzie to od razu widoczne. A wiedząc jak wiele gospodarek na świecie opiera się o $$$ i jak gospodarka amerykańska jest ważna dla światowej, nie przewiduję też spadku wartości dolara w najbliższym czasie, pomimo wzrostu ilości pieniądza na rynku i jednoczesnego osłabienia jego siły nabywczej. I teraz warianty są dwa - albo spokojny, niespieszny powrót do normy przez najbliższe ~20 lat, albo największy kryzys gospodarczy w historii w ciągu najbliższych 5 lat i Chiny i UK wychodzące obronną ręką jako największe gospodarki (tu trochę płynę z marzeniami).
A co do bogacenia się na kryzysie. Bardzo sie cieszę że kupiłem dom pół roku temu a nie teraz, bo pomimo tego, że Narodowy Bank Anglii obniżył oprocentowanie kredytowe do najniższego w historii 0.1%, co miało w założeniu pomóc spłacającym raty kredytów hipotecznych, to czołowe banki w UK nie tylko nie obniżyły swoich oprocentowań, ale wręcz je podwyższyły, więc no... ktoś na tym na pewno zarobi