Wywiad z piratem
Ten temat nie posiada streszczenia.
Aktualnie ten wątek przeglądają: 1 gości
1 2 3 4
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź
Tuna

Pirat

Licznik postów: 48

Tuna, 14-07-2008, 12:38
Muszę przyznać że jestem mile zaskoczona. Zazwyczaj nie lubię takich historii "po fakcie" Ale to czytało się bardzo przyjemnie. Jednak parę rzeczy mocno mi nie zgrzytnęło. Dlaczego Luffy w końcu był sam? Ja rozumiem to że parę postaci mogło mieć mocne ciągoty do założenia rodziny, ale z tego co zrozumiałam wszyscy odeszli. Zoro zostałby z Luffym i walczył do samej śmierci. Robin też raczej wolałaby zostać na statku, Franky ze statkiem. Chopper(T^T) odszedł po czy przed śmiercią kapitana?
Nami chyba spełniła swoje marzenie, Sanji za panią swego serca to "na koniec świata i jeszcze dalej" (swoją drogą wyobraźmy sobie jak Luffy musiał rozpaczać po odejściu swojego jedynego kucharza^^), Tak więc oni i Usopp mogli zakończyć piracki żywot i założyć rodziny. Świetny był moment w którym następuje (prawie pokojowa) wymiana zdań Zoro i Sanjiego.
Chętnie przeczytałabym wersję zdarzeń Marimo Wink
Jackie D. Flint

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,386

Jackie D. Flint, 15-07-2008, 12:11
Też chętnie przeczytam wywiad z Zoro w Twoim wykonaniu XD

A teraz, póki co, coś ode mnie...

Jakoś tam napisało mi się w pracy takie cuś zwane na forum "Mirriel" trumienką. Nie sprawdzałam jej jeszcze na błędy, bo tu nie mam takiej możliwości (korzystamy z angielskiej wersji Office'a i IE T_T'), ale postaram się naprawić wszystko wieczorem.
Mam nadzieję, że się spodoba... ^^"

EDIT: Zbetować zgodziła się Myszka Smile

- Zabiję ją.
Roronoa Zoro zamknął książkę, po czym położył ją na szafce nocnej, obok lampy. Następnie zdjął okulary i schował je pod kanapę. Zakładał je tylko wtedy, kiedy musiał coś przeczytać i zawsze wcześniej upewniał się, że nikt z pozostałych domowników go nie zobaczy. Przy jego doskonałym niegdyś wzroku binokle wydawały mu się uwłaczające. Przetarł oczy i rozmasował nasadę nosa, przypominając sobie, że Nami umarła jakiś czas temu we śnie i wypowiedziana przed chwilą groźba nie ma większego sensu.
W dodatku wszelkie rozmyślania na ten temat były poniekąd utrudnione, biorąc pod uwagę spory kac gnębiący szermierza.
"Starzeję się" - pomyślał ponuro, sięgając po klina dla rozjaśnienia myśli. Prosta konkluzja przyszła już po pierwszym kieliszku. - "Jeśli istnieją jakieś zaświaty, to ją w nich znajdę i zabiję."
Usatysfakcjonowany, pociągnął mocno z butelki.
Zanim jeszcze zdążył sobie przypomnieć, że w zaświatach będzie też na niego czekał ten durny obrońca niewiast, król wszystkich pantoflarzy, Sanji, jego myśli zostały ściągnięte na zupełnie inne tory przez krzyk, który dobiegł go zza okna.
- RORONOA ZORO!!!
Ponury uśmiech przeciął twarz szermierza niczym przed momentem zadana rana cięta. Podszedł do ściany i zdjął zeń trzy wyeksponowane katany. Nie każdy zdawał sobie sprawę, że Zoro nadal potrafi godzinami dbać, by te trzy ślicznotki były ciągle ostre - czyszcząc je, polerując, a także uprawiając niekończące się treningi.
- Tato! - krzyknął jeden z jego synów, wpadając do pokoju. - Jakiś wariat... - Urwał. Jak zahipnotyzowany patrzył na swojego rodziciela, który bez pośpiechu, płynnymi, pełnymi gracji ruchami wsunął katany w szlufki haramaki, zabrał ze stolika starą, czarną chustę i ze zwinnością, jakiej dawno u niego nie widziano, przeskoczył parapet. Dopiero po chwili stojący wciąż w progu młodzian zawahał się i podleciał do okna. Ojciec podszedł do młodego, może dwudziestoletniego chłopaka stojącego na trawniku przed domem. Wymienili parę zdań.
Zoro pokiwał głową. Ostatnim razem widzieli się parę lat temu. Od tamtego czasu determinacja jego przeciwnika nie zmieniła się ani o jotę, czego nie można było powiedzieć o jego sile, której znaczy wzrost Roronoa wyczuwał nawet stojąc w paru metrowym oddaleniu. Najsilniejszy szermierz świata nie mógł powstrzymać ponurego uśmiechu pchającego się na twarz. Strzepnął bandanę - nie dbał o nią tak, jak o katany, więc po tylu latach leżenia bez użytku zdążyła się nieco zakurzyć - i pierwszy raz od dłuższego czasu zawiązał ją na głowie. Następnie sięgnął po Wadou Ichimonji...
- Tato... - szepnął ze zgrozą mężczyzna, zaciskając palce na parapecie.
- Jeśli nie możesz patrzeć, to idź do salonu - usłyszał z tyłu znajomy głos.
Obrócił się, zaskoczony, i napotkał chłodne spojrzenie matki.
- Trzeba ich powstrzymać! On ma ponad dziewięćdziesiąt lat, do cholery! To chyba jasne, że...
- Twój ojciec był, jest i do śmierci będzie najlepszym szermierzem na tym świecie - przerwała mu ostro. - Jeśli w niego nie wierzysz, to nie patrz na tę walkę. Idź na tyły domu i czekaj tam na mnie.
Zacisnął zęby, po czym odwrócił się i wbił wzrok w ojca.
Zostali sami w domu - pozostała dwójka braci była w tej chwili gdzieś na mieście, a służba dostała wychodne. Stali razem w oknie i obserwowali pojedynek. Do samego końca.
W parapecie powstały głębokie ślady po wbitych weń palcach. Najmłodszy Roronoa trząsł się ze złości na swoją bezradność.
- Mówiłem Ci! - krzyknął na matkę. - Mówiłem, żeby go powstrzymać!!
Tashigi była blada jak ściana. Zacisnęła jednak usta i spojrzała wilkiem na syna.
- Chodź ze mną - powiedziała krótko, odwracając się do drzwi.
Wyszli z domu i przemierzyli szybkim krokiem ogród. Była oficer pokłoniła się przed nowym mistrzem, po czym podeszła do leżącego nieopodal męża. Na jego twarzy nadal widniał krzywy uśmiech.
- Spójrz na niego - powiedziała, walcząc z zaciśniętym gardłem. - Naprawdę sądzisz... - Przerwała na moment, czując, że przegrywa. - Naprawdę sądzisz, że zdołałbyś go powstrzymać?
A ponieważ lubię wesołe zakończenia....
Zoro rozejrzał się. Stał na otoczonej przez las łące. Miejsce wydało mu się dziwnie znajome. Zaskoczony skontaktował również, że nie ma na sobie haramaki, ani trzech katan przytroczonych do niej. Wysokość z jakiej zwykł patrzeć na trawę drastycznie się zmniejszyła. Spojrzał na swoje dłonie. Były zaskakująco małe. Niepokoiły go te zmiany. Nie wiedział, do czego mają prowadzić.
- Brawo, Zoro.
Obejrzał się.
- Kuina...
Dziewczyna stała przed nim, uśmiechając się lekko.
- Dotrzymałeś słowa.
Wreszcie szermierz załapał. Kuina, ta łąka... Wszystko wyglądało jak w nocy, w której pojedynkowali się ostatni raz.
- Kuina! To ciebie widziałem po walce z Mihawkiem, prawda? Nie miałem przywidzeń?
Był wtedy wykończony i słabo cokolwiek pamięta z tego, co się działo po zabiciu Sokolookiego. Ale wizja uśmiechającej się Kuiny wryła mu się w głowę i do dziś męczyła - jej duch naprawdę tam był? Czy to były, jak mówiła Nami, halucynacje spowodowane upływem krwi?
Teraz też tylko się uśmiechała.
- Kuina! Odpowiedz mi!
Pokręciła głową.
- Wracaj do przyjaciół, Zoro. Czekają na ciebie.
Wszystko się rozmazało i sczerniało.
- Kuina!!!
Dziewczynka pomachała do niego.
- Dziękuję, Zoro - usłyszał, zanim zapadła ciemność.

Dłuższą chwilę zajęło mu skontaktowanie, że nadal ma pod stopami twarde podłoże. Poczuł, że całe pomieszczenie lekko się przechyla. Uśmiechnął się. Znał ten rodzaj kołysania. U boku poczuł miły ciężar katan. Rozejrzał się i przekonał, że znajduje się w ciemnym pomieszczeniu, oświetlanym słabym światłem przesączającym się przez szczeliny między framugą a drzwiami, zza których usłyszał rozmowę.
- Sanji, a ciebie co tak właściwie wykończyło?
- Luffy! To niegrzeczne pytać o coś takiego!
- Ale ja jestem ciekawy...
Zoro uśmiechnął się krzywo. Nawet, gdyby Nami nie krzyknęła imienia kapitana, to szermierz nie miałby najmniejszych problemów z rozpoznaniem żywego głosu i wesołego tonu przyjaciela.
- Piąty zawał - parsknął śmiechem Sanji. Rozległ się dźwięk otwieranej zapalniczki zippo.
- Ciebie nic nie nauczy, że nikotyna jest szkodliwa, co? - zapytał wiecznie dziecinny głos doktora.
- A jaki szlag mnie może tutaj trafić? Co, Chopper?
Zoro znudziło się stanie w przedsionku, który już dawno rozpoznał jako ten z Going Mery. Podszedł do drzwi i otworzył je, mrużąc oczy przed światłem.
- ZORO! - krzyknął radośnie Luffy.
- Nie śpieszyło ci się, glonogłowy - rzucił Sanji, szczerząc się szeroko.
Franky podszedł i klepnął go w plecy tak mocno, że szermierz miał wrażenie, że zaraz wypluje własne płuca.
- Yohohoho, no to nareszcie jesteśmy w komplecie!
Zoro obejrzał się w stronę znajomego głosu, po czym zamrugał zaskoczony.
- Ty jesteś...
- Co, tak ciężko mnie rozpoznać, kiedy mam mięśnie i skórę? - zapytał Brook.
- Ja go poznałam tylko po afro - przyznała Nami ze śmiechem.
- TY! - krzyknął wściekle Zoro, przypominając sobie o książce. - Ja cię zamorduję, stara kutwo! Coś ty nagadała tamtemu pisarczy... Czego chcesz, ero? - burknął, blokując przedramieniem wyprowadzone kopnięcie.
- Jak ty się zwracasz do mojej słodkiej Nami, chamie!
- Kshishishi... - zachichotał kapitan, nakładając nieśmiertelny kapelusz na głowę. Dawno temu oddał go Shanksowi. Zaświaty jednak najwyraźniej uznały, że z nim jest mu najlepiej. Luffy wstał i podszedł do wyjścia. - Chodźcie! - zawołał, otwierając drzwi. - Stawiamy żagle i cała naprzód!
Ze zgodnym okrzykiem "AYE!" załoga wyszła na pokład i wyruszyła na swoją ostatnią przygodę.

PS: Przepraszam. Nie pamiętałam imion synów Zoro, więc tego jednego dałam tam strasznie bezosobowo ^^"

[ Dodano: 2008-07-15, 12:23 ]
Tuna - ja też nie wyobrażam sobie takiego rozstrzelenia załogi wszędzie gdzie się da. Mam wrażenie, że Luffy by już nie miał czego szukać na morzach i byłoby mu cholernie smutno.
Zakładałabym, że z załogi osiedliliby się Sanji z Nami, do tego Usopp wróciłby do Kayi. I to raczej tyle. Jak mówiłaś - Zoro zostałby przy Luffy'm (lojalność po grób), Franky zostałby na statku, Robin zabrałaby się z nimi, bo po spełnieniu jednego marzenia należy szukać następnych (co nie? ^^), Chopper nigdy pewnie nie będzie się czuł dobrze w świecie ludzi, więc też by został...
Trumna jednak jest jaka jest - pod fik.
Vampircia

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,499

Vampircia, 25-07-2008, 14:37
Super, idealnie dopasowany fanfik. Może chcesz kiedyś połączyć siły Smile ? Przeraszam, że tak krótko, ale ledwo przyjechałam z wakacji. Jeszcze coś napiszę.
Jackie D. Flint

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,386

Jackie D. Flint, 25-07-2008, 14:52
UFFFFFFF XD
To moja pierwsza trumienka i poza Myszą nikt jej nie chciał przeczytać i tak się trochę bałam, czy Ci sie w ogóle spodoba ^^"""" Cieszę sie, że tak **^^**
Vampircia

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,499

Vampircia, 25-07-2008, 16:22
Jutsu napisał(a):Trochę też z tym Zorro i Tashigi nie za dużo paringów jak na serie gdzie ich prawie nie ma?
Właśnie dlatego jest ich tak dużo. Ponieważ nie ma ich w serii muszę to sobie jakoś rekompensować :hyhy: Ja generalnie wolę fiki, które pokazują to czego w serii się nigdy nie uświadczy.

A teraz wracając do fika Jackie, to wiele pomysłów przypadło mi do gustu, np. to z pięcioma zawałami Sanjiego Tongue Tylko jedna rzecz mi nie spasowała, to "ojcze" zamiast "tato", jakoś nie sądzę, żeby relacje w tej rodzinie były tak sztywne, ale to twoja wizja, więc nic mi do tego.
Nami

Piracki oficer

Licznik postów: 614

Nami, 25-07-2008, 16:32
Więc tak:

Opowiadanie Jackie mi się podobało, ale dopiero po tym jak Zoro umarł :p
Wszystko co napisała przed, było dość niezrozumiałe i takie "na szybkiego" XD

Ale ogólne wrażenie pozytywne ;3
Jackie D. Flint

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,386

Jackie D. Flint, 25-07-2008, 16:54
Osobiście ciężko mi sobie wyobrazić właśnie, że synowie Zoro zwracają sie do niego per "tato". Dziewczynka, "córeczka tatusia" (nie wiem, czemu, ale ojcowie zawsze jakoś wariują na punkcie swoich cór XD Wiem na przykładzie domowym XD Że już o DB nie wspomnę XP) - tak, ona może mówić "tato", "tatku", "tatusiu", etc. Ale faceci? Hmmm, nieee XD

No ale to Twój koncept Wink Zmieniam XD

Raczej nie na szybkiego (mimo, że całość napisana w niecałe dwie godziny XD") i napewno nie bez chęci napisania czegoś dobrego.
Fakt faktem pozostaje, że siadłam do pisania z wyraźną wizją rozmowy na statku i śmierć Zoro pisałam na poczekaniu XD" Miałam nadzieję, że wyjdzie w porządku...
A co jest nie tak, Nami?
Vampircia

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,499

Vampircia, 25-07-2008, 17:01
Napisałabym jakiegoś pornola, dawno tego nie robiłam :hyhy: A wracając do tematu, proszę, nie zmieniaj czegoś tylko dlatego, że ja mam inną koncepcję, przecież masz prawo do własnej. Np. ja założyłam, że Tashigi już nie żyje, ale u ciebie żyje, więc niech tak zostanie. I tak nie ma to wpływu na fabułę. Zaczynam mieć pomysły do wywiadu z Zoro, ale ponieważ jego umysł stanowi dla mnie zagadkę, a ty jesteś ekspertem od Zoro, to może mi podpowiesz jak mógłby się zachowywać podczas wywiadu. Ponieważ jest małomówny trudno mi to sobie wyobrazić, a jednak potrzebuję żeby się trochę rozgadał.
Jackie D. Flint

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,386

Jackie D. Flint, 25-07-2008, 17:02
To trzeba go podpuścić XD
Choroba, przeoczyłam śmierć Tashigi... No ale skoro mówisz, że moze już zostać, to więcej nie zmieniam... ^^""
Nami

Piracki oficer

Licznik postów: 614

Nami, 25-07-2008, 17:03
Ja tam się nie znam, nie pytaj się mnie, bo potem będzie "Uch, to ta cholera, Nami! Wszystko jej wina!"

Po prostu widać, że jest pisane tak na szybko, by dojść do czegoś konkretnego. Przynajmniej ja to zauważyłam i mi się to nie podoba. Opis jest tam dość niejasny, trudno mi jest wyobrazić sobie co ten Zoro robił, gdzie stał a gdzie się znalazł, oraz gdzie był ten jego syn. Poza tym oni mieli niby pójść na tył domu, potem Zoro zginął, oni od razu to dostrzegli...WTF?! xD
Może ja coś źle czytam, bo nie wykluczam tego, ale jakoś tak dla mnie to pogmatwane, no nie wiem no...wczoraj się dowiedziałam, że jestem kretynką, więc może coś w tym jest XD
Jackie D. Flint

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,386

Jackie D. Flint, 25-07-2008, 17:08
Przeszli do ogrodu, nigdzie nie napisałam, że ogród musi być z tyłu domu XD"
No ale okay, wiem, że czasem piszę nieco niejasno ^^"""
Poprawiłam parę słów w tej scenie, w której Zoro się zbiera - możesz zerknąć, czy teraz jest jaśniej?

Vampi - ja jestem taki ekspert, jak z koziego zadka trąbka XD Po prostu wiem, co lubię XP
Vampircia

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,499

Vampircia, 25-07-2008, 17:10
No to powiedz jak to sobie wyobrażasz.
Nami

Piracki oficer

Licznik postów: 614

Nami, 25-07-2008, 17:12
Teraz lepiej XD
O ile serio coś poprawiłaś (zaraz się okaże, że tak było od samego początku, tylko Nami jakiś debil XD)

Teraz zrozumiałam wszystko, dziękuję ;3 Od razu lepiej. Ale takie małe pytanko:
Ten przeciwnik Zora, to jakiś wymyślony, czy może znamy go z One Pieca? XD Bo tego też nie wiem, czy to tajemnica, czy może gdzieś wspomniałaś, a ja przeoczyłam? ^^""
Jackie D. Flint

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,386

Jackie D. Flint, 25-07-2008, 17:43
Wymyślony XD
Ale nie widzę innego sposobu, żeby Zoro mógł zginąć, jak ubity w walce przez kolejnego marzyciela XD

Jak JA to widzę? LOL. Każdy może Ci napisać, pewnie wersja wszystkich będzie inna, bo kazdy patrzy na postacie z OP nieco inaczej XD
Co do mnie... Mam wrażenie, ze Zoro odmówiłby wywiadu XD Jakby dziennikarz był nachalny, to pewnie wyleciałby przez drzwi z odbiciem podeszwy glana na zadzie.
Jeśli już by mu się udało nakłonić Zoro do zwierzeń (ja wiem? Zoro w pewnej chwili może uznać, że nudzą mu się cztery ściany i wyjdzie sobie do najbliższej knajpy, gdzie zostanie przydybany przez dziennikarza, zacznie przeklinać siebie za pomysł, ale zostanie, gdy zaproponuje mu się postawienie trunków za parę odpowiedzi... Namotałam, co? XD'), to trzeba by zadawać umiejętne pytania, na które krótkie wypowiedzi Zoro (to nie jest ani rozmowny ani wylewny typ, informacje trzeba z niego wyciągać, a i tak trzeba się przygotować na odpowiedzi typu "tak", "nie" i "nie wiem" XD).
A potem jeszcze dziennikarz może podkolorować historię (no, może nie tak, jak Rita Skeeter, bo tu się przyda kolejna trumna, w której Zoro z mordem w oczach ściga pisarza XD).

Tak to MOŻE wyglądać XD
Inni mogą mieć inną wizję XD może ktoś jeszcze napisze? Big Grin Więcej pomysłów da Vampi więcej wena i może zrobić całkiem zaskakującą mieszankę pomysłow własnych i waszych XD
My-chan

Kapitan z paradise

Licznik postów: 352

My-chan, 25-07-2008, 18:04
Wtedy Zoro na pewno pęknie XD To jest na niego najlepszy sposób ^^
Zamierzasz napisać wywiad z Zoro. Nieźle. Ale faktycznie będziesz miała problem z nakłonieniem go. To twardy facet ^^' Rzadko zmienia zdanie.
Ale jakie będą jego wspomnienia. O wiele lepiej rozumiał (rozumie, co ja gadam) Luffy'ego niż Nami on może o nim o wiele więcej powiedzieć. To może byc całkiem udane uzupełnienie wywiadu z Nami.
1 2 3 4
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź