Moimi pierwszymi komiksami były Kaczory Donaldy, Tytusy i Asterixy. I lubię je po prawdzie do dziś, zwłaszcza Asterixa, choć najnowszego tomu nie zamierzam nawet tknąć, po tym jak zobaczyłem parę kadrów. Z czasem pojawiły się nieśmiertelne Kajtki i Kokosze, a potem inne komiksy Christy (świeć Panie nad jego duszą), w tym pierwowzór słowiańskich wojów, Kajtek i Koko.
Z czasem polubiłem też krótkie, kilkukadrowe komiksy, z których każdy odcinek miał osobną puentę. Z tej grupy wyróżniały się: Garfield, Megatokyo, Dilbert.
A poza tymi seriami, które są już głęboko zakorzenione w mej pamięci, inne ulubione serie komiksowe, które gorąco pragnę polecić:
- Sknerus - Autorstwa Don Rosy, który moim zdaniem rysował dobrze znane każdemu kaczki najlepiej ze wszystkich. Same tomy o Sknerusie McKwaczu są jak to zawsze KD - śmieszne i ciekawe. W przypadku Sknerusa jest jednak chwilami nieco inaczej - Don Rosa odrzucił konwencję całkowitej sielanki, uczynił historię życia Sknerusa zawiłą, ciężką (dla McKwacza rzecz jasna, nie dla czytelnika) a przy tym, dużo mniej infantylną, niż pokazywali to inni twórcy historii o Kaczkach. Zwłaszcza ciekawie ukazano przemianę tytułowej postaci.
A każdemu, kto powie że to dziecinne, przypomnę, że ogląda anime o rozciągającym się chłopcu xP
- Usagi Joimbo - Stan Sakai - Autor. Człowiek orkiestra, gdyż cały komiks tworzy sam - sam tworzy scenariusz, rysuje, wypełnia tuszem, dodaje tekst. Kreska jest dość surowa, ale nie nazwałbym jej ubogą. Idealnie wpasowuje się do charakteru opowieści, która przywodzi na myśl filmy Kurosawy.
Ano właśnie, opowieść. Na pierwszy rzut oka widzimy króliczka w kimonie, hasającego po świecie i machającego mieczykami. Pffff.... Historia Usagiego, wędrownego ronina jest raczej głębsza. Wprowadza czytelnika w czasy siedemnastowiecznej japonii, okresu wojen pomiędzy poszczególnymi magnatami rozbitego państwa. Ukazuje zawiłości intryg toczonych na dworach, pokazuje czym był samurajski kodeks i honor. I robi to w sposób adekwatny do treści, tzn. ze skupieniem się na przedstawieniu mimiki i emocji postaći, mniej na tekście, czyli w stylu japońskich filmów bądź komiksów (Ale "Usagi Yojimbo" nie jest mangą).
Komiks polecam gorąco każdemu, kogo choć trochę interesują klimaty feudalnej japonii.
- Blacksad - Juan D?az Canales (scenariusz) i Juanjo Guarnido (rysunki).
Kolejna seria z "tych ze zwierzętami", czyli świat antropomorficzny. Jest to typowy kryminał w starym stylu, z tą różnicą że wszystkie postacie to zwierzęta. Ale po kolei.
Głównym bohaterem komiksu jest Blacksad - typowy detektyw z klasycznego kryminału, odziany w prochowiec, wędrujący powoli na dno (detektyw, nie prochowiec). A ponadto kot. W pierwszym tomie ma on do czynienia z morderstwem gwiazdy filmowej, swojej byłej kochanki. Uruchamiając kontakty, pięści i pieniądze, stara się odkryć kto za tym stoi. Jest to też część najbardziej chyba czerpiąca z kanonu czarnego kryminału.
Tom drugi natomiast zastaje Blacksada w trakcie przyjmowania zlecenia od nauczycielki ze szkoły podstawowej - okazuje się że zaginęło jedno z dzieci, natomiast nauczycielka jest najwyraźniej jedyną osobą która ma zamiar coś z tym zrobić - matka dziewczynki nie zawiadomiła nawet policji. Blacksad w trakcie śledztwa odkrywa wątpliwe uroki dzielnicy w jakiej przychodzi mu szukać tropu - trwa tutaj nieustanny konflikt rasowy, ciągle pojawiają się jego nowe ofiary - zwłaszcza że elitę tworzą zwolennicy faszystowskiego ruchu, uznającego rasę białą za jedyną słuszną.
Rysunek jak dla mnie jest kawałkiem dobrej roboty, zwłaszcza ze smętnymi barwami akwareli, świetnie podkreślające nastrój opowieści. Trochę może denerwować pewna naiwność przedstawiania charakterów postaci - detektyw-samotnik robiący co chce jest kotem, komisarz policji wilczurem, chłodny nikczemnik gadem a chytry i zdradliwy ochroniarz - lisem. Trochę mi taka koncepcja nie pasuje do komiksu dla starszego czytelnika. Niemniej jednak da się przegryźć ten problem, zwłaszcza że przy tak dokładnej mimice twarzy można zapomnieć że ma się do czynienia ze zwierzętami, nie ludźmi.
Ogólnie komiks polecam, uważam że naprawdę warto go przeczytać.
-XIII- J. Van Hamme , W.Vance.
Raczej znana seria, zwłaszcza że oparto na niej również grę komputerową (kijową).
Świetny komiks sensacyjny, traktujący o szpiegostwie, płatnych zabójcach, pościgach, strzelaninach i odzyskiwaniu straconej pamięci. Jak dla mnie ewidentne wzrorowanie się (przynajmniej z początku) na "Tożsamości Bourne'a". Niemniej jednak dla fana dobrej sensacji i komiksu będzie w sam raz.
Historia traktuje o wyrzuconym przez morze, postrzelonym mężczyźnie. Dzięki pomocy byłej chirurg, dziś alkoholiczki, przeżywa. Okazuje się jednak, że całkowicie stracił pamięć. Na domiar złego, pojawiają się ludzie którym zależy żeby nie pozostał on wśród żywych. Musząc uciekać przed coraz to liczniejszymi łowcami, bohater stara się równocześnie wyjaśnić zagadkę swej tożsamości.
To bardzo skrótowy opis fabuły, ale nie chcę za wiele zdradzać

Osobiście przeczytałem tylko dziesięć tomów, na bodajże piętnaście (teraz zaczynam od nowa). Kreska natomiast jaka jest to chyba wie każdy kto kiedykolwiek widział Thorgala. No, i co tu dłużej gadać - polecam.
- Lanfeust z Troy - Scotch Arleston i Didier Tarquin.
Francuski komiks fantastyczny, którego akcja toczy się w baśniowej krainie Troy, której każdy mieszkaniec jest obdarzony. Darami tymi są nadzwyczajne zdolności i umiejętności. Dar każdej osoby jest inny - jeden osobnik może wywoływać swędzenie, kto inny z reguły może zamieniać wodę w lód itp.
Głównym bohaterem serii jest , to ci niespodzianka, Lanfeust - młody pomocnik kowala, którego naturalnym atutem jest cudowne rozgrzewanie żelaza. Jednakże kiedy zbiegiem okoliczności dostaje w ręce miecz wykonany z kości Magahamota, ujawnia się u niego niezwykła zdolność - zaczyna posiadać wszystkie Dary, Moc Absolutną. Aby zbadać nową sytuację, Lanfeust wyrusza w podróż do Eckmul - stolicy państwa, gdzie swoją siedzibę ma Kapituła Magów. Towarzyszy mu Nikoled - mędrzec z jego rodzinnej wioski (aby Dary działały, zawsze musi być w okolicy jakiś mędrzec) oraz jego dwie córki, bedącymi swoimi przeciwieństwami - narzeczona Lanfeusta C'ian i jej siostra C'ixi. Dodatkowo w drodze napotykają tez trolla Hebiusa...
W zasadzie tutaj skońćze opis fabuły, jako iż juz boję się ze powiedziałem za dużo.
Dodatkowo ciekawym jest jak poprzez tych kilka tomów wyeluowała kreska... ale to juz najlepiej sami zobaczcie. Polecam gorąco!
-Trolle z Troy - Arleston po raz drugi. W roli rysownika - Jean-Louis Mourier
Kolejny cykl z świata Troy. Traktuje o wydarzeniach poprzedzających znacznie wydarzenia związane z Lanfeustem.
Jest to na pewien sposób jakaś odmiana Tarzana

Tyle że zamiast goryli mamy tutaj trolle - nienawidzące wody, uwielbiające muchy, ludzkie mięso i wino, obrośnięte stworzenia bedące wrogami ludzi... choć w sumie ciężko o przyjaźniejsze istoty, to nie ich wina że dla nich ludzie są tylko rodzajem pożywienia

.
Przysłowiowym Tarzanem będzie tu natomiast ludzkie dziecko, płci żeńśkiej, sztuk jeden, przygarnięte przez trollowe małżeństwo.
Waha (gdyż tak nazwano dziecko) dorasta wychowana na wzorową trollicę, (choć nieco łysawą). I tutaj powinienem skończyć z podobieństwami do pana T. x)
Akcja rozwija się gdy ambitny mag z Eckmul zamierza uczynić z Trolli niewolników do swojej budowy. Rzuca na nie zaklęcie, któe sprawia że stają się one mu posłuszne. Klątwy unika tylko Waha i jej przybrany ojciec, Tentram. Waha odkrywa swoje człowieczeństwo, oraz swój Dar (jak pamiętamy posiada go każdy człowiek w Troy), który jest darem hmmm... nietypowym. W każdym razie razem z Tentramem rusza w podróż mającą na celu uwolnienie ich pobratymców...
Seria znacznie bardziej humorystyczna niż Lanfeust, choć i wiele bardziej krwawa... co jednak nie ma na celu wprowadzenia nastroju grozy, nawet wręcz przeciwnie. Polecam każdemu kto lubi komiks i dobre, humorystyczne fantasy.
Uff, to chyba tyle