Rass Waldius
Ten temat nie posiada streszczenia.
Aktualnie ten wątek przeglądają: 1 gości
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź
Evendell

Joy Boy

Licznik postów: 5,384

Evendell, 30-09-2012, 03:39
Imię i Nazwisko: Rass Weldius
Wiek: 29
Miasto/Farma rodzinna: Złote Pola
Profesja: Złodziej
Broń: Sztylety
Ekwipunek: Sztylety, proszek nasenny, lina, sztuczna biżuteria, oficjalnie 100 ske, mapy, niekoniecznie prawdziwe, narzędzia do neutralizowania pułapek.

- zwinność - 8
- blef - 5
- szybkość - 7

- manipulacja- 4
- spryt- 4
- opanowanie- 2

oraz

- atak - 4
- obrona - 4
- HP – 25

Wygląd:

Rass jest normalnie zbudowanym mężczyzną, około 1,75 metra wysokości. Włosy krótkie, czarne. Jest bardzo przystojny i nie jedną kobietę uwiódł przy pomocy swoich niebieskich oczu. Ma króciutką bródkę. Ubrany w białą koszule, zazwyczaj rozpiętą tak by odsłaniała jego klatę. Ma na sobie cienki brązowy płaszcz, który sięga do kolan. Brązowe spodnie i czarne buty. Przy pasie ma sakiewkę, w której są małe kamyczki. Sakwę z właściwymi rzeczami ma przypiętą z tyłu pasa i jest zasłonięta przez płaszcz, tak samo nosi sztylety.

Charakter:

Sprytny, lubi manipulować(dla zysku, lub żartu). Wyręcza się innymi, jeśli jest taka okazja. Z poczuciem humoru, lubi uwodzić kobiety. Mimo wszystko w niektórych sytuacjach potrafi się zachować jak prawdziwy rycerz(choć rzadko). Czasami lubi ponarzekać ot tak dla zasady, lub rzucić sarkazmem. Nie stroni od dobrej zabawy, uważa że pieniądze są ważne. Zachowuje ostrożność w trudnych sytuacjach. Jest dobrym słuchaczem(nigdy nie wiadomo czego można się dowiedzieć i jakie informacje mogą się przydać).

Wstęp

Koro nerwowo dreptał przed chata. Nie wiedział sam, co ze sobą zrobić. Tu kucnął i pogrzebał palcem w ziemi, tu nieruchomo obserwował jabłoń przed chatą, nawet dwa razy udało mu się obiec chałupę. W takich chwilach żałował, że nie przypomina swojego brata Kurta. Ten zawsze zachowywał spokój ducha. Pewnie teraz spokojnie usiadłby przed chatą i zapalił swoją fajkę. Z dwóch z nich to właśnie Kurt był bardziej podobny do ojca. Obieżyświat i lekkoduch, ale także fatalny ojciec. Zostawił kobietę z bli??niakami. Czy można by go nazwać prawdziwym mężczyzną? Stawianie czoła przeciwnością podczas podróży to jedno, ale rola ojca to zupełnie inna sprawa. Przynajmniej Kurt nie zostawił nigdzie dzieci, przynajmniej tak twierdzi, ba nawet nie miałby takiej możliwości, bo jak twierdzi żyje w celibacie, ale raczej także i tu byłby podobny do ojca, bo ojcem także byłby fatalnym. Koro często się nad tym zastanawiał, czy jego brat byłby w stanie odpuścić przygody na rzecz ojcostwa. Przecież doskonale wie jak wychowuje się dziecko bez ojca. I do tego takiego, na którego mówią że jego nasienie zostawia więcej plonów, niż pora deszczowa. Koro wiedział jedno. On nie zostawi swojego dziecka, obojętnie jakie by było. Tylko żeby się już urodziło. Nie wytrzyma więcej tej niepewności. Normalnie powinno się już urodzić, a tu nic. Kolejne minuty mijały. A biedny Koro dalej nie wiedział, co robić. Nagle drzwi od chałup otwarły się. Znajomy zielarz, zaraz miał przekazać albo najlepszą wiadomość w życiu Koro, albo najgorszą. Staruszek powoli podchodził do Koro.
- Ciężko, ciężko drogi chłopcze. Lepiej się uspokój, bo toż to wiadomości mam dla ciebie.- Koro po tych słowach spodziewał się już najgorszego.
- Martwe… martwe… czemuż to bogowie! Czym zawiniłem!- Koro upadł na kolana. Starzec złapał go za ramie.
- Wstań chłopcze i nie klnij na bogów. Toż to nie mogą być wszędzie i nie zawsze wszystko w ich mocy. Czy to dobro, czy zło. Ale też posłuchaj mnie chłopcze do końca. Dziecko żyje ma się dobrze. Na dorodnego młodzieńca wyrośnie na moje oko. To twoja żona…- Koro poczuł się jakby ktoś odciął mu głowę toporem. O czym on myślał? Brał pod uwagę dwie możliwości: Albo dziecko żyje, albo nie. Zapomniał o Mirze, o swojej pięknej drobnej żonie. To ona nie żyje. Świat dla niego się zatrzymał, wszystko zamarło bez ruchu, wstał i od razu pobiegł do chaty. Starzec coś krzyczał, ale on go nie słuchał nie miał czasu, wbiegł do sypialni i zobaczył ciało przykryte prześcieradłem. W okolicach intymnych jego żony pościel była wręcz przesiąknięta krwią. Łzy zaczęły spadać na podłogę. Pewien rozdział życia właśnie zamknął się za nim i to bezpowrotnie. Pozostał on i jego dziecko… właśnie dziecko! Koro nie widział nigdzie dziecka! Zaczął biegać po chałupie. Kuchnia, jadalnia, znów kuchnia, duża izba, przedsionek i powrót do dużej izby. Właśnie tam stał młodziutka asystentka zielarza. Trzymała zawiniątko w rękach. Koro zaczął powoli podchodzić i wyciągnął ręce. Uśmiechnięte dziewczę podało mu zawiniątko. Był to chłopiec, maleńki chłopiec.
- Piękny chłopczyk, pewnie w przyszłości będzie łamał kobiece serca. A nad imieniem pan myślał?
- ??ona myślała nad Rass, mi to imię wydawało się głupie, ale niech będzie.- Przybliżył swoją całą mokrą od łez twarz do dziecka.- Rass Waldius witam na tym świecie.

Początek

Ojciec nigdy nie dał odczuć Rassowi, że wini go za śmierć matki. Dzieciństwo miał wręcz dziwnie normalne. Zawsze była jakaś kobieta ze wsi, która służyła Korowi pomocą w opiece nad synem. Dzięki temu Rassowi nigdy nie brakowało kobiecego towarzystwa za młodu. Jednak jego ojciec coraz bardziej podupadał na zdrowiu. Chciał być silny dla syna, ale bez swej ukochanej usychał. Jakoś sobie radzili przez 14 lat. Rass wśród rówieśników wyróżniał się niebywałym sprytem i pomysłowością, a także niebywałym powodzeniem u przeciwnej płci. Prawie wśród wszystkich mieszkańców wsi był lubiany, chociaż jakby się dowiedzieli, że brał udział w większości przewinień w wiosce byłoby chyba inaczej. Jakoś zawsze potrafił tak odwrócić sytuacje, że ktoś inny brał winę na siebie, lub każdy zapominał o sytuacji. Czy to kradzież jabłek, gęsi, rozdziewiczenie dziewczyny, czy obrzucenie komuś chałupy gnojem. Jednak za każdym razem, gdy ktoś brał winę za niego, to zawsze potrafił to wynagrodzić. Czy to pomocą w odbywaniu kary, czy też umówieniem go z jakąś dziewczyną. Można by powiedzieć, że był cwaniakiem o złotym sercu. Jedyną osobą, która nie potrafiła go ścierpieć był Miwo. Syn najbogatszego w okolicy, który także do przyjemnych osób nie należał, a był nawet posądzany o gwałt. Wykorzystywał każdą okazje, by wyśmiać Rassa. Czy to za spowodowanie śmierci matki, czy też za to, że rodzina jest jedną z biedniejszych w okolicy i że inaczej nie będzie. Jednak Rass zawsze miał jakiś chytry plan. Pewnego wieczoru ukorzył się przed Miwo uznając jego całkowitą wyższość, do tego w pobliskiej karczmie stawiał mu piwo, za piwem. Miwo z każdym kuflem coraz bardziej obrażał Rassa, ale ten tylko potakiwał głową. Gdy Miwo już ledwo trzymał się na nogach, to towarzysz jego picia zaproponował mu inne uciechy. Przecież większość dziewczyn w okolicy była zauroczona w Rassie, a Miwo był raczej uznawany za miejscowego brzydala. Rass obiecał Miwo, że to zmieni i to nawet w tym momencie. Zabrał pianego w sztok chłopaczynę i zaprowadził go do pobliskiej stodoły. Zaczął opowiadać o niesamowitych pięknych dziewojach, które teraz są w tej ciemnej szopie i wystarczy tylko chwycić je i zacząć młócić w tyłek. Tak też postąpił pijaczyna, ale już po chwili wiedział, że coś jest nie tak, bo coś obijało mu się o jajca. Szybkim ruchem ręki złapał to magiczne miejsce u kobiet, które dostarcza tle radości mężczyzną, lecz było tam coś innego. Było to coś co codziennie trzyma w ręku, lecz tym razem, nie należało do niego. Był to jeden wielgachny penis. Otrze??wiał momentalnie, a obiekt jego miłości także zaczął się budzić. Nagle szopa została oświetlona i Miwo zobaczył parunastu młodych ludzi z lampami, którzy wybuchnęli gromkim śmiechem. Spojrzał na obiekt swojej miłości, którym okazał się równie pijany jak on jego ojciec! Gdy tylko ojciec doszedł do siebie, obaj uciekli do swojej chałupy. Parę dni pó??niej zniknęli na zawsze z okolicy, bo raczej życie w takim wstydzie nie odpowiadałoby nikomu. I tak Rass pożegnał Miwo „Ojcojebca”. ??ycie dalej płynęłoby na takich niewinnych przygodach, gdyby w życiu młodzieńca nie pojawił się jego wuj Kurt

Przybycie Wuja

Kolejny piękny dzień w małej wiosce Rossa. Roboty dziś w gospodarstwie nie miał, ale to nie był dobry znak, gdyż to oznaczało, że dzieje się coraz gorzej(ale pogoda dalej była ładna). Rass usiadł przed chałupą i powoli miętosił w ustach ??d??bło trawy. Ojciec jeszcze spał. Młodzieniec obawiał się bliskiej śmierci ojca i swojego dalszego losu. Postawić gospodarstwo na nogi i to samemu, ta opcja raczej odpadała. Wyruszyć w świat, ale z kim i za co? Rozmyślania chłopaka przerwał jakiś głos.
- Przepraszam młodzieńcze, czy mieszka tu Koro?- Rass spojrzał na przybysza, który jakby wyrósł spod ziemi. Miał na sobie szary płaszcz i szary duży kapelusz. Twarz pokrywał gęsty zarost, ale od razu rozpoznał twarz ojca, ale przecież to nie mógł być on. I wtedy sobie przypomniał opowieści ojca, o jego bratu bli??niaku.
- Wuj Kuuu…rt?- Jakimś cudem przypomniał sobie imię wuja.
- No fiu fiu. Nie ma mnie tylko siedemnaście lat, a takiego wielkiego bratanka się dorobiłem! Gdzie ojciec?
- Jeszcze śpi… Nie najlepiej z nim ostatnio.- Czekając na przebudzenie brata Kurt raczył bratanka historiami z podróży. Jakie to ciekawe miejsca odwiedził i jakich ludzi poznał. Rass w podzięce uraczył go historiami o swoich figlach. Koro przebudził się i wyszedł przed dom. Jak tylko zobaczył Kurta to na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. Na początek przywalił mu prosto w nos, a potem wziął go w ramiona. Weszli do chaty i długo o czymś rozmawiali. Rass nie wiedział na jaki temat, ale czuł że ta rozmowa może zmienić jego życie i wcale się nie pomylił. Ojciec wyszedł z wujem. Koro miał łzy w oczach i zaczął opowiadać o swojej zmarłej żonie i o tym jak bardzo kocha syna. Jednak czuł w kościach że jego życie dobiega końca, a jego syn nie będzie miał środków do życia. Było jedno wyjście. Oddanie Rassa pod skrzydła Kurta. Kurt miał w tym także ukryty cel, gdyż obawiał się że jego syn może wdać się w dziadka. Był podobny do Kurta i miał nadzieje że pod jego opieką wyjdzie na ludzi. Przecież jego brat wyszedł na ludzi. Tak go zapewniał. Niestety nic bardziej mylnego…

Podróże-Kartian

Po pożegnaniu ojca Rass mógł wyruszyć z wujem. Teraz cały świat stanął przed nim otworem i był ciekaw, czego może się nauczyć. Już na początku swej podróży mógł się przekonać, że z jego wuja jest kawał chuja. Pierwsze, czego się nauczył to dbanie o własny interes. Zwłaszcza o ten interes w spodniach. Wuj nie stronił od dziwek i alkoholu. Z tego pięknego połączenia nabawił się niezliczonych chorób wenerycznych, ale jak może być inaczej skoro ktoś idzie do łóżka z kobietą, którą nazywają Zagrzybiała Matylda. Młody Rass dowiedział się że wszystko można zdobyć, tylko trzeba znać sposób. Czy to manipulacja(na której akurat się znał), czy też nawet zabójstwo. Przez parę lat wędrował z wujem ucząc się kradzieży i sztuki skrytobójstwa. Kurt nigdy nie chciał się przyznać jak tą wiedzę posiadł. Dla niego było ważne że może przekazać ją dalej. Małe mieszkanie w Kartian stało się jego nowym domem, chociaż lepiej można ją określić, jako bazę wypadową. Wędrowanie z wujem zakończyło się, gdy skończył 21 lat. Kurt zadławił się własnymi rzygami w jakimś przydrożnym barze. Rass został sam, ale kontynuował „dzieło” wuja. Dla niego uwodzenie kobiet, okradanie głupców i zabijanie ludzi, którzy na to zasługiwali stało się stylem życia. W Kartian stał się dość znaną postacią i w miarę szanowaną. Może było to dlatego że w przeciwieństwie do klientów starego Nemetona wiedział kogo można wydymać, a kogo nie. Z niektórymi wolał żyć w zgodzie, a nawet służyć im pomocą, bo nigdy nie wiadomo kiedy jaka znajomość się przyda. Czasami nawet budził się w nim szlachetny rycerz, jak np. w jednej z podróży, jakaś banda chłopów chciała zgwałcić biedną dziewoje, a Rass wykorzystując swoje zdolności uwolnił ich od ciężaru życia i to nawet bezinteresownie! Mimo że kobieta i tak pó??niej mu się oddała to nie oczekiwał niczego w zamian. Można by rzec, że był skurwielem o złotym sercu. Jednak nie był aż tak podobny do swojego wuja. Ostatnimi czasy pieniądze zdobywał poprzez znajdywanie „ofiar” w różnych częściach kontynentu. Kradł, nabierał, jeśli musiał to zabijał, ale starał się znajdywać osoby, które zasługiwały na taki los. Zawsze jednak wracał do Kartian, które stało się jego nowym domem. W wieku 29 lat postanowił udać się do Centrali. Może i tam uda się znale??ć kolejne „ofiary”?
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź