Pan Leritz roześmiał się rubasznie, przez co zakrztusił się własnym cygarem. Wywoływał w was uczucie, jakbyście właśnie spotkali Świętego Mikołaja.
- Spokojnie, pojedynczo. Płace 5 000$ po wystartowaniu statku, a pozostaje jak wrócicie z moją paczuszką. Wraz z wami poleci pewien żyd, Pan Argon Precel. Proszę się nie śmiać. -powiedział lecz sam wybuchnął śmiechem. Gdy się uspokoił to dokończył-
Leci z wami, by dopilnować moich interesów. Nie jest to typ wojownika. Raczej biurokrata z powołania, więc proszę na niego uważać.
Słuchając waszych kolejnych pytań, de Word podrapał się po swoim podwójnym podbródku.
-Informacja o katastrofie dotarła na razie tylko do mnie. I zapewniam was, że postarałem się i dalej będę starał, żeby na mnie jak na razie się zatrzymała. -powiedział uśmiechając się chytrze. Gdy usłyszał kolejne pytanie wyra??nie się skrzywił-
Wasz transport jest ... wystarczający i w pełni wyposażony. Będzie czekał za dwa dni w hangarze 4C, w dolnej części miasta, tak powiedzmy o 6. Tak tutaj nazywany slumsy. Pytajcie o Jednorękiego Bandytę.
-Ci "inni" to może być ktokolwiek. Piraci, konkurencja, wojsko, nie mam pojęcia. Nie obchodzi mnie, jakimi środkami, ale macie zdobyć tą paczkę. Kogo przy tym zabijecie, to już nie moja sprawa. Ja się wszystkiego zaprę i całą wina spadnie na was, jeśli coś zmalujecie.
-To już chyba wiecie wszystko. Ja teraz muszę się z państwem pożegnać. Moi pomocnicy wskażą Państwu wyjście. Bąd??cie w tym miejscu o czasie, to jest niebezpieczna dzielnica.
Po tych słowach ukłonił się, pocałował w rękę Panią medyk i Kate, a następnie wyszedł.
Do środka weszli dwaj, spotkani wcześniej i wskazali drzwi. Jeden klepnął Sandlera w potylicę, mówiąc żeby się pospieszył. Był to ten sam, którego zwiadowca wcześniej uderzył barkiem. Nie wyglądał na szczęśliwego.
Jeśli chcecie, to możecie opisać jak się przygotowywaliście do wyprawy, przez te dwa dni oraz wasze spostrzeżenia odnośnie podróży po slumsach.
Całą wasza dwunastka spotkała się przed wejściem do slumsów. Wszyscy mieliście zapakowany swój cały dobytek. Ciuchy, przyrządy higieniczne, itp.
Pozdrowiliście się skinieniami głowy i ruszyliście przed siebie.
Okazało się, że dobrze zrobiliście, postanawiając iść w grupie. To miejsce całym sobą mówiło:
Spierdalaj! Zaraz dostaniesz kulkę w łeb, lamusie. Nie była to przyjemna dzielnica, oj nie.
Trzymając broń w pogotowiu szliście zwartą grupą. Zewsząd dobiegały do Was odgłosy barowych bójek, krzyki kurew chcących pozyskać kolejnego klienta lub obsługujących już zdobytego. Widzieliście dziecko, które miało może z dziesięć lat, wstrzykujące sobie narkotyk w żyłę. Nie zatrzymywaliście się.
-Panie kierowniku, poczekajcie.- słyszeliście za sobą. Zygzakiem szedł do Was pijaczyna. Gdy w końcu do Was doszedł, poczuliście bijący od niego smród wymiocin, moczu i taniego alkoholu-
Poratujcie dolcem na biednych i potrzebujących.
Podszedł do Tii z wyciągniętą ręką lecz potknął się i wpadł w jej objęcia.
-O, Panienka wybaczy ale zostanę tak przez chwilę.-powiedział i przytulił idę do niej. Douglas zareagował od razu. Podszedł do pijaka, podniósł go i rzucił nim przez całą szerokość ulicy. Mężczyzna odbił się od ściany. Wszyscy myśleli, że murzyn go zabił, lecz usłyszeliście chrapanie. Wyglądało na to, że podczas szybowania zapadł w pijacki sen.
Drzwi jednego z barów otworzyły się w hukiem. Wyleciała przez nie dziewczyna, na oko dziewiętnastoletnia. Za nią wyszedł urżnięty mężczyzna, trzymając w ręce pustą butelkę po piwie.
- Choć tu dziwko. Jeszcze z tobą nie skończyłem. -krzyknął i uderzył dziewczynę w głowę. Ta wrzasnęła i upadła. Popatrzyła na Was wyrokiem błagającym o pomoc. Łzy mieszały się ze płynącą po twarzy krwią. Ktoś z Was, już chciał ruszyć w jej kierunku, lecz z baru wytoczyła się banda nachlanych rzezimieszków. Wszyscy pod bronią. Pierwszy mężczyzna siłą rozchylił uda dziewczyny i zerwał z niej krótką spódniczkę. Rozsunął rozporek i ponaglany przez innych wziął się do roboty. Wiedzieliście, że na jednym gwałcie się nie skończy. Przerażonej kobiecie udało się kopnąć oprawce w twarz. Odwróciła się i podpełzła na kolanach w waszą stronę. Nie uszła daleko. Mężczyzna dopadł do niej w dwóch krokach. Z całej siły kopnął w nogę, przewracając dziewczynę. Rozerwał jej koszulę, odsłaniając drobne piersi i wszedł w nią, z podwójną furią. Kobieta uniosła zakrwawioną głowę. Już nie płakała. Jej .oczy były puste, nieobecne. Strumyczek krwi powoli zaczął spływać po jej udach. Okazało się, że była dziewicą.
Teraz decyzja należała DO WAS. Nikt nie chciał pomóc biednej dziewczynie. Uliczka nagle opustoszała. Nikt nie przyjdzie wam z pomocą. Kałuża wokół nóg dziewczyny zaczęła się powiększać.
Spoiler
Czas do napisania: Czwartek 00:01
Tryb: po jednym