Zajebista stal.
Ten temat nie posiada streszczenia.
Aktualnie ten wątek przeglądają: 1 gości
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź
Gri

Król piratów

Licznik postów: 3,570

Gri, 30-12-2013, 23:29
Uff, wygląda na to, że się nie wkurwił. Nie mogłem odgadnąć o czym myśli, ale smok nie wyglądał na takiego, co wkurzył się przez moją odmowę. Pó??niej w sposób przystępny odpowiedział na moje słowa, prawie bez uszczypliwości i bez wybuchów śmiechu. Następnie jak gdyby nigdy nic wskoczył na Foofiego i obwieścił, że postanawia ze mną podróżować. Wskazał mi, abym usiadł przed nim i żebyśmy wyruszyli. Spojrzałem na niego zniesmaczony jego uśmiechem. Niepewnie zrobiłem kilka kroków w stronę konia. Trudno, chyba nie mam wyjścia. Przynajmniej to jakaś dodatkowa ochrona na drogę - próbowałem przekonać sam siebie, że nie jest tak ??le. Wskoczyłem na konia, zajmując miejsce przed Milihanem. Czułem się bardzo nieswojo, mając w pamięci nie tak dawne przedstawienie, które urządził smok, instynktownie przesunąłem się jak najbardziej do przodu, tak by dzieliła nas jak największa odległość.
- Wiesz, że to prawie jak bycie zakładnikiem? - mruknąłem i nakazałem Foofiemu by ruszył. - Jedziemy mniej więcej...tam - wskazałem palcem kierunek - tam miało być miejsce spotkania z resztą grupy. Nie wiem czy kogokolwiek tam znajdziemy, ale trzeba spróbować - wytłumaczyłem smokowi. Przez chwilę milczałem, zastanawiając się, czy odpowiedzieć mu na jego poprzednie słowa. W sumie, co mi szkodzi.
- Mówiłeś, że nic mnie jeszcze nie nauczyli. Masz rację, nie rozpoczęliśmy treningu. Najpierw mieliśmy zdobyć odpowiednią broń. Póki co nie było czasu na trening. A co do celu naszej grupy, myśl co chcesz, mi się uda - odpowiedziałem pewnie. Uważałem, że podstawa to nastawienie. Czas uwierzyć w to, że może się udać, inaczej nie ma sensu podejmować całego wysiłku, który bez wątpienia mnie czekał. O ile przeżyjesz, przez głowę przemknęła mi niechciana myśl.
Jeśli po drodze nie dzieje się nic niespodziewanego, kontynuuję podróż aż do umówionego miejsca spotkania.
Evendell

Joy Boy

Licznik postów: 5,384

Evendell, 03-01-2014, 19:49
Kiedy tylko Lao dosiadł konia i ruszył, poczuł jak dłonie jego towarzysza owijają się w okół jego talii, a sam mężczyzna przysuwa się jeszcze bliżej rycerza.
-Co tak nagle się odsuwasz? I taki spięty? - zapytał cicho, niemal szepcząc uroczo do jego ucha. Po chwili Lao poczuł dwa miękkie wzgórki wbijając się w jego plecy. Gdy spojrzał przez ramię, w miejscu męskiej twarzy ujrzał kobiecą, o nieco orientalnych rysach.
-Tak będzie lepiej? Oj z pewnością. - powiedział Milihan w swej kobiecej postaci, trzepocząc przy tym długimi rzęsami. Lao już wiedział, że ich wspólna podróż do najłatwiejszych nie będzie należała.
-Nie jesteś moim zakładnikiem, człowieku. Ale coś w rodzaju sługi...hmm tak, zdecydowanie prędzej. Ponadto nie mogę się doczekać, aż przypełzniesz do mnie na kolanach, bym Cię zaczął trenować. No i chcę zobaczyć, na własne oczy, jak osiągasz swój cel. To będzie baaaaardzo interesujące! - powiedział i zaśmiał się po kobiecemu, przytulając się do jego pleców jeszcze bardziej.
Trochę pobłądzili podczas jazdy. Drzewa właściwie w większości miejsc prezentowały się tak samo. Lao zaczął się zastanawiać, czy aby już dawno temu nie minęli umówionego miejsca spotkania. Albo przejechali go, ale że nikogo tam nie było, to uznali, że to nie to.
W końcu rycerz dostrzegł połamane drzewa a niektóre z nich były przypalone. Tak, dotarli na miejsce. Nawet ktoś już tam był.
Ranny Kaster na ziemi z dziurą w barku, a nad nim stał Till wraz z Kreinem, najwyra??niej dyskutując o czymś. Po ich minie można było wywnioskować, że to nie był jakiś szczególnie przyjemny temat. Gdy wyjechali spomiędzy drzew, Krein zwrócił na nich uwagę.
-Lao. - powiedział cicho podchodząc do niego i zatrzymując się przed koniem. Dotknął delikatnie jego pyska i pogłaskał.
-Cieszę się, że jednak przeżyłeś, chociaż nieco czasu Ci zabrało dostanie się tutaj. A to..? - spojrzał na Miliahana, ktory to nadal wyglądał jak kobieta.
-Jestem jego kobietą. - powiedział poważnie, przylegając do Lao.
ken-adams

Imperator

Licznik postów: 1,981

ken-adams, 03-01-2014, 22:37
Staliśmy tak nad Kasterem i zastanawialiśmy się co dalej z nim począć. W pewnej chwili Krein zaproponował mi skrócenie jego cierpienia. Stałem chwilę w bezruchu jakbym poważnie to rozważał i odpowiedziałem. – Jeżeli nie chcesz go leczyć to sam go zabij. – kucnąłem przy nim i dotknąłem jego czoła. – Faktycznie gorące. Mam pewien pomysł, ale może mu się to nie spodobać… Stara metoda stosowana w trakcie wojny to wypalenie rany. Wraz z ogniem umrą wszystkie bakterie tu na powierzchni, ale z ręką będzie mógł się pożegnać. Nosi przy sobie dwuręczny miecz więc z wojaczką też się pożegna, albo przejdzie na półtorak. Możemy też pojechać na miejsce spotkania razem z nim liczyć na to, że Etienne lub Zaan już tam będą. Wybór należy do ciebie Krein, przypalamy i zwiększamy jego szanse czy ryzykujemy i jedziemy na miejsce spotkania?
Jeżeli przypalamy.
Znalazłem patyk odpowiedniej grubości, ułożyliśmy Kastera na ziemi i wsadziliśmy tenże patyk między jego zęby. – Teraz podgrzej miecz. – poleciłem Kreinowi . Kiedy miecz był już rozgrzany do czerwoności powiedziałem szybko. – Polejmy ranę jakimś alkoholem i przytrzymaj go, bo trochę go zapiecze. Przyłożyłem miecz do rany i docisnąłem ręką owiniętą w koszulę. Dało się usłyszeć syk przypalanej skóry. – Gdyby się obudził to ogłusz go. – Po dłuższej chwili oderwałem szybko miecz i spojrzałem na rękę. – Tniemy? – przekręciłem niechętnie głowę. – Szybka decyzja.
Po całym zabiegu owinęliśmy ranę i przerzuciliśmy rycerza przez konia, żeby udać się na miejsce spotkania.
Gri

Król piratów

Licznik postów: 3,570

Gri, 06-01-2014, 04:31
Poczułem jak Milihan obejmuje mnie w talii. Dobra, uspokój się, powiedziałem w myślach sam do siebie i opanowałem wzdrygnięcie. Po chwili smok zmienił postać na kobiecą. Cóż, z dwojga złego lepiej gdy jest w tej postaci. Mimo wszystko czułem się bardzo dziwnie, o moje plecy opierały się kształtne piersi i wiedziałem, że są to JEGO piersi. To było dość...odrażające uczucie. Jechałem jednak dalej, próbując zignorować całe gadanie Milihana.
Jechaliśmy przez las, a we mnie powoli zaczęło kiełkować ziarenko niepokoju. Wydawało mi się, że powinniśmy już dojechać, mimo wszystko żadne z miejsc, które minęliśmy nie wyglądało dokładnie jak to, do którego zmierzaliśmy. Postanowiłem jednak nic nie mówić i w milczeniu po prostu jechałem przed siebie, w kierunku który wydawał mi się właściwy. W końcu zacząłem rozpoznawać teren, w dodatku w umówionym miejscu już ktoś był. Podjechałem bliżej i najpierw zauważyłem Kreina i Tilla, którzy jak się chwilkę pó??niej okazało stali nad rannym Kasterem. Wojownik nie wyglądał zbyt dobrze, leżał prawdopodobnie nieprzytomny, w dodatku wyglądało na to, że stracił rękę. Gdy wyjechaliśmy zza drzew naszą obecność zauważył Krein. Podszedł do mnie, pogłaskał Foofiego i odezwał się:
- Cieszę się, że jednak przeżyłeś, chociaż nieco czasu Ci zabrało dostanie się tutaj. A to..? - zapytał, patrząc w stronę Milihana, który wciąż był pod osłoną iluzji. Zanim zdąrzyłem otworzyć usta wtrącił się smok.
- Jestem jego kobietą - powiedział tak poważnie, że prawie wybuchnąłem śmiechem, wyobrażając sobie jak to wygląda. Oto każdy ledwo co uchodzi z życiem z ataku na wioskę, cała nasza drużyna w rozsypce, niektórzy z nas są poważnie ranni, a Lao przyjeżdża na miejsce spotkania ze sporym opó??nieniem, sprowadzając ze sobą nową kobietę.
- Ah no tak - rozpocząłem, próbując oderwać obejmujące mnie ręce Milihana i wyswobodzić się z jego uścisku. - Za mną nie siedzi kobieta, a Milihan, mistrz iluzji i sztuczek wszelakich. Jego obecną fantazją jest oglądanie mnie pełzającego na kolanach. - uśmiechnąłem się do siedzącego za mną smoka. - Mam nadzieję, że wystarczajaco dobrze cię przedstawiłem, mistrzu - szybko przestałem się jednak uśmiechać i ponownie spojrzałem na Kreina. - Aha, jest smokiem - o mały włos zapomniałbym tego dodać. - Krein, jak wygląda sytuacja? Widzę, że nie jesteśmy w komplecie. Z Kasterem także chyba nienajlepiej. Jaki jest plan? Ruszamy na umówione miejsce spotkania z resztą? - zarzuciłem półsmoka pytaniami.
W razie potrzeby byłem gotów do drogi. Jeśli jednak Krein postanawia, że lepszym wyjściem będzie zaczekać, to przystaję na to, ponieważ wiem mniej od Kreina o tym, jak wygląda sytuacja.
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź