Poczułem jak Milihan obejmuje mnie w talii. Dobra, uspokój się, powiedziałem w myślach sam do siebie i opanowałem wzdrygnięcie. Po chwili smok zmienił postać na kobiecą. Cóż, z dwojga złego lepiej gdy jest w tej postaci. Mimo wszystko czułem się bardzo dziwnie, o moje plecy opierały się kształtne piersi i wiedziałem, że są to JEGO piersi. To było dość...odrażające uczucie. Jechałem jednak dalej, próbując zignorować całe gadanie Milihana.
Jechaliśmy przez las, a we mnie powoli zaczęło kiełkować ziarenko niepokoju. Wydawało mi się, że powinniśmy już dojechać, mimo wszystko żadne z miejsc, które minęliśmy nie wyglądało dokładnie jak to, do którego zmierzaliśmy. Postanowiłem jednak nic nie mówić i w milczeniu po prostu jechałem przed siebie, w kierunku który wydawał mi się właściwy. W końcu zacząłem rozpoznawać teren, w dodatku w umówionym miejscu już ktoś był. Podjechałem bliżej i najpierw zauważyłem Kreina i Tilla, którzy jak się chwilkę pó??niej okazało stali nad rannym Kasterem. Wojownik nie wyglądał zbyt dobrze, leżał prawdopodobnie nieprzytomny, w dodatku wyglądało na to, że stracił rękę. Gdy wyjechaliśmy zza drzew naszą obecność zauważył Krein. Podszedł do mnie, pogłaskał Foofiego i odezwał się:
- Cieszę się, że jednak przeżyłeś, chociaż nieco czasu Ci zabrało dostanie się tutaj. A to..? - zapytał, patrząc w stronę Milihana, który wciąż był pod osłoną iluzji. Zanim zdąrzyłem otworzyć usta wtrącił się smok.
- Jestem jego kobietą - powiedział tak poważnie, że prawie wybuchnąłem śmiechem, wyobrażając sobie jak to wygląda. Oto każdy ledwo co uchodzi z życiem z ataku na wioskę, cała nasza drużyna w rozsypce, niektórzy z nas są poważnie ranni, a Lao przyjeżdża na miejsce spotkania ze sporym opó??nieniem, sprowadzając ze sobą nową kobietę.
- Ah no tak - rozpocząłem, próbując oderwać obejmujące mnie ręce Milihana i wyswobodzić się z jego uścisku. - Za mną nie siedzi kobieta, a Milihan, mistrz iluzji i sztuczek wszelakich. Jego obecną fantazją jest oglądanie mnie pełzającego na kolanach. - uśmiechnąłem się do siedzącego za mną smoka. - Mam nadzieję, że wystarczajaco dobrze cię przedstawiłem, mistrzu - szybko przestałem się jednak uśmiechać i ponownie spojrzałem na Kreina. - Aha, jest smokiem - o mały włos zapomniałbym tego dodać. - Krein, jak wygląda sytuacja? Widzę, że nie jesteśmy w komplecie. Z Kasterem także chyba nienajlepiej. Jaki jest plan? Ruszamy na umówione miejsce spotkania z resztą? - zarzuciłem półsmoka pytaniami.
W razie potrzeby byłem gotów do drogi. Jeśli jednak Krein postanawia, że lepszym wyjściem będzie zaczekać, to przystaję na to, ponieważ wiem mniej od Kreina o tym, jak wygląda sytuacja.