Okej, czas założyć temat dotyczący mangi, gdyż w pełni na to zasługuje.
Właśnie przeczytałem całą i........................................................WTF?! On zginął?! Już dawno żadna manga nie zrobiła mi tak dziurę w mózgu. Nie tylko on, Amon, Hide???
WTF?!
I wiecie co....................................... PODOBA MI SIĘ.

Autor ma jaja, by coś takiego zrobić. Kurczę..... Jeśli na serio nie będzie kontynuacji to WOW, ale mimo to przeżyje. Jak wiecie w pierwszym rozdziale Kaneki mówił, że historia z nim w roli głównej skończyłaby się tragedią. No i jak się skończyła? Tragedią.
W finałowym rozdziale jest ciekawa wzmianka. Sami zobaczcie
http://www.mangabird.com/tokyo-ghoul-143?page=17
Roma(MY FANI): I want to see much more depressing scene.
Uta(AUTOR): Nowdays tragedies arent popular.
Wychodzi na to, że naprawdę Kaneki zginął. Czyli jaki był cel prowadzenia tej mangi skoro tak się skończyła?
Myślę, że tu chodzi właśnie o to, że wszystko co robił Kaneki było bezcelowe. Walczył, cierpiał każdego dnia, by na końcu zostać zabitym. Nie uratował wszystkich, nie zmienił świata na lepsze jak bohater w typowych mangach. Po prostu przedłużał swoje życie, by na końcu tak skończyć.
Wiele zostało wątków nie dokończonych, to prawda, ale to jest ten typ historii, gdzie wiele rzeczy nie zostanie wyjaśnionych. Znaczy to, że czyny Kanekiego nic nie zmieniły, gdyż nie powstrzymał Aogiri, nie dopadł Kanou.
Happy Ending tutaj nie istnieje. Właśnie dlatego dla mnie to zakończenie jest bardzo dobre.
A co wy myślicie?