V
Uliczkami sz?a tr??jka s?omianych, jeden z nich ni??s? nieprzytomnÄ
szatynkÄ. Przed nimi z poniekt??rych bar??w przez nie oszklone okna wylatywali piraci, a za nimi wyskakiwali, ich oprawcy niemi?osiernie bijÄ
c swe ofiary.
-Czy to nie demon w ludzkiej sk??rze?- zapyta? jeden z mÄ??czyzn.
Na s?owo „Demon” Robin niemal siÄ zatrzyma?a, tyle razy w przesz?o?ci jÄ
tak okre?lano. NiszczÄ
c jej dzieci?stwo i powodujÄ
c, ??e prawie przez dwadzie?cia lat musia?a ??yÄ z dnia na dzie?, uciekajÄ
c przez oprawcami. Oczywi?cie nie liczÄ
c momentu, w kt??rym zaczÄ?a pracowaÄ dla Crocodila.
-Tak to on „?owca Pirat??w” Roronoa Zoro.- Odpar? drugi.
-Demon?- Zapyta?a archeolog.
-Ludzie lubiÄ
nazywaÄ swoje lÄki.- stwierdzi? u?miechajÄ
c siÄ dumnie.
-Mnie nigdy nikt nie nazwa? demonem, a jestem martwy.- ??ali? siÄ Brook, gdy przed nim przelecia? jaki? mÄ??czyzna.
-?cierwa!- warknÄ
? ?ysy mÄ??czyzna z hiszpa?skÄ
br??dkÄ
, przepychajÄ
c siÄ przez s?omianych. Jednak zatrzyma? siÄ gdy w bar, w bar star? siÄ z zielonow?osym. Obaj mierzyli siÄ nieprzyjaznym spojrzeniem.
-Panie szermierzu to nie czas na walki.- odezwa?a siÄ brunetka.
-Tak panie szermierzu, biegnij do swej pani z p?aczem.- wykpi? mÄ??czyzna.
-Alan!- doszed? ich g?os za plec??w ?ysego.
Spojrzeli na mÄ??czyzn bez ucha idÄ
cego w ich kierunku.
-Zostaw go, to pierwszy oficer S?omianego Kapelusza.- wyjawi? mÄ??czyzna. Alan zmierzy? Zoro swym gro??nym wzrokiem, zanim siÄ odezwa?.
-Ten badyl poro?niÄty mchem?- burknÄ
? jakby zawiedziony.
-M??j kolega nie chcia? uraziÄ.- wtrÄ
ci? Pedro.
-Ty jeste? Castello.- odezwa?a siÄ nagle Robin, wpatrujÄ
c siÄ w jednouchego mÄ??czyznÄ.
-Znasz go?- zapyta? Zoro.
-S?ysza?em o kapitanie „P?ywajÄ
cego Nagrobku”.- odezwa? siÄ Brook.- Podobno targnÄ
na ??ycie Czerwonow?osego.
Brodaty mÄ??czyzna nieznacznie zmarszczy? brwi.
-Jednak wa??niejsze jest to, i?? by? pierwszym oficerem w za?odze Mihawka, zanim on zosta? Shichibukai- wtrÄ
ci?a archeolog.
-Soko?ooki jest tu?- zapyta? Roronoa zaciskajÄ
c d?o? na jednej ze swych katan.
-NaprawdÄ jeste?cie ?????todzioby.- oznajmi? ?ysy.- Czego w tym mie?ci brakuje?- zapyta?.
Robin rozejrza?a siÄ, po okolicy. Pe?no obdartus??w i innego rodzaju psubrat??w. Bary, domy uciech, kobiety flirtujÄ
ce z piratami. Jednak na takÄ
licznÄ
armadÄ okrÄt??w kotwiczÄ
cych wok??? wyspy, to widzieli zaledwie kilku ludzi, kt??rych mo??na by by?o nazwaÄ...
-Strasznie ma?o tu kapitan??w.- oznajmi?a w ko?cu kobieta.
-Zgadza siÄ.- przyzna? racje ?ysy.- Port Tortugi jest, dla nieznaczÄ
cego planktonu, kt??rego w morzu pe?no i dla ludzi, kt??rzy chcÄ
siÄ zabawiÄ. Natomiast w g?Äbi wyspy znajduje siÄ „Oko Lucyfera” prawdziwa per?a tej wyspy. Nieoficjalna stolica pirackiego ?wiata.
-Oko Lucyfera.- powt??rzy? zielonow?osy z demonicznym u?mieszkiem, przekazujÄ
c nieprzytomnÄ
szatynkÄ w rÄce ko?ciotrupa i mijajÄ
c rozm??wc??w.
-Nie masz po co tam i?Ä.- zatrzyma? go Pedro.- Tam przebywajÄ
tylko kapitanowie i ludzie, kt??rzy co? znaczÄ
, a uwierz mi, nic nie znaczysz.- zapewni? brodacz.
Zielonow?osy spoglÄ
da? w zarysy g??r skrywajÄ
cych siÄ pod os?onÄ
nocy. Gdzie? tam by? Mihawek, najlepszy szermierz ?wiata, jego ostateczny przeciwnik. Chcia?by ju?? siÄ z nim zmierzyÄ, ale niema potrzeby do po?piechu, Mihawek na pewno nie bÄdzie go unikaÄ, a on musi doszlifowaÄ swe zdolno?ci. Wydarzenia z archipelagu, walka z Kuma i jego klonami da?a mu wiele do my?lenia.
-A co w?a?ciwie w „Oku Lucyfera” robiÄ
ci piraci, podejmujÄ
jakie? decyzje?- zapyta? Brook rozbawiajÄ
c parÄ do?wiadczonych korsarzy.
-RobiÄ
to co ci tu, tylko z lepszym towarem.- wyjawi? Alan i wraz z swym towarzyszem zaczÄli odchodziÄ.
-Zoro!- us?yszeli znajomy g?os za sobÄ
i po chwili do nich dobieg?a Nami z kucharzem.
-Na wyspie jest Mihawk.- wydysza?a nawigator.
-Ju?? wiemy.- mruknÄ
zielonow?osy odwracajÄ
c siÄ od g??ry.
-Nie idziesz do niego?- zapyta? blondyn, jednak mÄ??czyzna nie odpowiedzia? kroczÄ
c powoli przed siebie.
***
Szara sk??ra naciÄ
ga?a siÄ coraz bardziej, a?? zaczÄ?a pÄkaÄ i krwawiÄ w wielu miejscach. Ulizany mÄ??czyzna pu?ci? cia?o, kt??re bezw?adnie upad?o na szkar?atnÄ
posadzkÄ, widzÄ
cÄ
ju?? nie jednÄ
zbrodnie. MÄ??czyzna zapali? cygaro kroczÄ
c przez ledwie o?wietlone korytarze, na ?cianach wisia?y listy go?cze legend, nawet jego z racji tego, ??e znalaz? siÄ w?r??d Shichibukai mia?o swoje miejsce na tych zbrukanych krwiÄ
?cianach. Zatrzyma? siÄ przy wielkim strzelistym wej?ciu, s?yszÄ
c ?miech jednego z Imperator??w, nawet nie zamierza? tam wchodziÄ. Wiedzia? doskonale, i?? pirat kt??rego poszukuje stroni od towarzystwa, a w Jamie Diab?a, g???wnym pomieszczeniu podziemnego kompleksu pa?acowego zwanego Okiem Lucyfera na pewno nie bÄdzie przesiadywa?. Ruszy? dalej widzÄ
c jak ?ciany i niekt??re listy go?cze zosta?y poplamione krwiÄ
. Wielu kapitan??w nie zdo?a?o wyj?Ä stÄ
d ca?o. Mimo, ??e mogÄ
tu przebywaÄ hersztowie korsarzy, to ludzie podpadajÄ
cy najsilniejszym z tutejszych go?ci po prostu ginÄli.
Zeszed? ni??ej mijajÄ
c pomniki piÄtnastu pirat??w, kt??rzy czterdzie?ci lat temu wznie?li tÄ
konstrukcje. WiÄkszo?Ä z nich by?o za??artymi wrogami Gol D. Rogera o innych za? siÄ m??wi?o, i?? byli jego mentorami. W ka??dym razie ponoÄ ??adnemu nie uda?o siÄ do??yÄ czas??w, gdy Roger zosta? Kr??lem Pirat??w. Mija? kolejne wej?cia do mniejszych komnat, zatrzymujÄ
c siÄ przy przedostatniej. U?miechnÄ
siÄ s?yszÄ
c ten powa??ny g?os. Wszed? do pomieszczenia, gdzie przy stole zasiadali piraci, a na honorowym miejscu Mihawk z nogami opartymi o blat sto?u. Crocodile spojrza? po towarzystwie w jakim siÄ obraca jego by?y kompan.
-Co ty robisz z tymi dobrymi samarytanami?- zapyta? zatrzymujÄ
c spojrzenie na Sokolookim. - Mo??na by pomy?leÄ, ??e tworzysz alternatywÄ, dla Shichibukai.
W pomieszczeniu zapad?a cisza, kt??rÄ
po chwili przerwa? mistrz fechtunku.
-Rozmawiam ze starymi znajomymi.- o?wiadczy?.-Nawet je?li to sÄ
p?otki.- mruknÄ
? wpatrujÄ
c siÄ w go?cia.-Nagroda wiÄkszo?ci z nich jest wy??sza, ni?? za twojÄ
g?owÄ.- stwierdzi? szermierz rozbawiajÄ
c co poniekt??rych zebranych.
-Nie kpij!- warknÄ
? mÄ??czyzna z szramÄ
na twarzy. –Co ty planujesz!?
-Je?li chcesz pos?uchaÄ plan??w pirat??w powiniene? udaÄ siÄ do Jamy Diab?a.- o?wiadczy? Mihawk zdejmujÄ
c nogi ze sto?u. Crocodile zmarszczy? brwi, powtarzajÄ
c swe pytanie.
- Co planujesz?
Szermierz wsta? od sto?u mierzÄ
c rozm??wce przenikliwym wzrokiem.
-Na razie nie musisz wiedzieÄ, ale je??eli bÄdziesz na tyle dobry, to wykorzystasz szanse jaka siÄ nadarzy, byle tylko nie wyjd?? za wcze?nie z swej nory.- o?wiadczy? , spoglÄ
dajÄ
c na zbli??ajÄ
cego siÄ ulizanego mÄ??czyznÄ.
-Wiesz co siÄ stanie, je??eli dwaj piraci znajdujÄ
cy siÄ na li?cie Baala bÄdÄ
walczyÄ w tym pa?acu?- zapyta? brunet unoszÄ
c lekko kÄ
cik ust do g??ry.
-Kto powiedzia?, ??e ciÄ zabije, ma??e ciÄ tylko po torturujÄ.- odpar? Crocodile marszczÄ
c brwi.
-M??wisz tak jakby? mnie pokona?, zanim walka siÄ zaczÄ?a.- stwierdzi? Mihawk, dodajÄ
c.- Gdy zaczniemy, ??aden z nas stÄ
d ??ywy nie wyjedzie i to bynajmniej nie z powodu, ??e jeste?my r??wni, bo tak nie jest.
MÄ??czyzna z hakiem zamiast d?oni zazgrzyta? zÄbami, wiedzia? ,??e walka z Sokolookim bÄdzie na tyle d?uga, by wparowa?o tu kilku innych figurant??w z listy Baala i ich po prostu rozdzielÄ
na wieki, wiek??w amen. Szermierz zasiad? na swoim miejscu, spoglÄ
dajÄ
c na mÄ??czyznÄ z szramÄ
wzd?u?? twarzy, kt??ry teraz analizowa? sytuacje.
-Nic ci z gr????b, w tym pa?acu.- odezwa? siÄ mistrz fechtunku.- Nawet Kr??l Pirat??w nie walczy? z nikim na terenie kompleksu.
-SzanujÄ
c zasady czeko? na zewnÄ
trz, na ch?ystka kt??ry zaszo? mu za sk??rÄ i znajdowo? siÄ na li?cie Baala- doda? jeden z obecnych pirat??w.
-Dowiem siÄ co knujesz, wcze?niej, czy p????niej.- warknÄ
? Crocodile wychodzÄ
c z komnaty.
-A tak konkretnie, ?o co mu siÄ rozchodzi?o aaa?- zapyta? pirat z krzaczastymi brwiami. Mihawk zignorowa? pytanie i przeszed? od razu do meritum.
-W?a?nie chce wam z?o??yÄ propozycje.- odezwa? siÄ szermierz ?widrujÄ
c wzrokiem, ka??dego z obecnych pirat??w. G?adzi? d?oniÄ
z?oty krzy?? na ?a?cuszku w kt??rym by? ukryty ma?y sztylecik. Tylko jeden z nich znajdowa? siÄ na li?cie Baala, spojrza? na mÄ??czyznÄ z niemal??e po?Ä
czonymi brwiami. Tak jak pozostali, tak i ten staruch s?ynÄ
z tego, i?? czÄsto pomaga? ludziom. Jednak lepiej, dla niego i reszty by pozytywnie rozpatrzyli jego pro?bÄ bo bÄdzie musia? byÄ pierwszym, kt??ry z?amie zasadÄ nietykalno?ci Demon??w Zniszczenia na terenie „Oka Lucyfera”. Co? mu m??wi?o, ??e to tylko formalno?Ä, wa??niejsza rozmowa go dopiero czeka. Jednak mimo wszystko puzzle jego uk?adanki powoli siÄ uk?ada?y w jeden wieli obraz, przedstawiajÄ
cy naprawdÄ Dantejskie sceny.
***
S?o?ce wszystkich zbudzi?o po ciÄ??kiej nocy na wyspie bezdomnych pirat??w.
-Musze dokopaÄ do dupy temu brzydalowi.-smÄci? kapitan, kroczÄ
c bez ??ycia po pok?adzie.- Wody!- zawy?
-Ile razy mam ci powtarzaÄ, ??e to przez alkohol!- warknÄ
? Sanji.
Brunet powa??nie siÄ zdziwi? i zmarszczy? brwi.
-Alkohol to z?o , z?oooo.- mrucza?, dodajÄ
c -Wody!
Kosmaty lekarz poda? mu szklankÄ wype?niona zielonÄ
cieczÄ
.
-Co to?- zapyta? kapitan.
-To lek na twojÄ
przypad?o?Ä.- o?wiadczy? Chopper.
Na rufie odpoczywa?a Kali, a przygrywa? jej Brook.
-Dobrze, ??e to siÄ tylko sko?czy?o b??lem g?owy, a nie czym? wiÄcej.- stwierdzi? muzykant. Szatynka pokiwa?a g?owÄ
i spojrza?a na dzi??b, gdzie drzema? szermierz.
-Wielka szkoda.- mruknÄ?a, zaraz dodajÄ
c.- S?ysza?am, ??e dowiedzieli?cie siÄ o Oku Lucyfera.- zagadnÄ?a dziewczyna.
-Pierwszy oficer „P?ywajÄ
cego Nagrobka” nam powiedzia?.- wyjawi? ko?ciotrup.
-P?YWAJÄCEGO NAGROPKA!- krzyknÄ?a dziewczyna.
-Sokolooki jest tu.- wywnioskowa?a chwytajÄ
c swÄ
szpadÄ i szybko siÄ ogarniajÄ
c.
-Kali-chwan gdzie idziesz?- zapyta? kucharz niosÄ
c jej cisto.
-Wyr??wnaÄ rachunki.- wyjawi?a przeskakujÄ
c przez balustradÄ okrÄtu.
-Zaczekaj nie mo??esz i?Ä sama.- zawo?a? blondyn skaczÄ
c za dziewczynÄ
. Pomaranczow?osa spoglÄ
da?a na odp?ywajÄ
cych towarzyszy.
-Gdzie oni siÄ udajÄ
?- zapyta?a Brooka.
-Gdy tylko dowiedzia?a siÄ, ??e jest tu Sokolooki postanowi?a wyr??wnaÄ rachunki.- odpar?
-??e co!?- krzyknÄ?a nawigator obracajÄ
c siÄ do reszty za?ogi.
-S?uchajcie Kali ruszy?a na wyspÄ by zmierzyÄ siÄ z Mihawkiem!- ledwo wypowiedzia?a imiÄ by?ego Shichibukai, a rozni??s? siÄ plusk za balustradÄ
. Nami wychyli?a siÄ by ujrzeÄ wynurzajÄ
cego siÄ szermierza p?ynÄ
cego w stronÄ pla??y.
-ZORO! Nie mo??esz i?Ä sam, zgubisz siÄ!- warknÄ?a, jednak zielonow?osy jej nie s?ucha?.
-Podzielcie siÄ jako? i przeszukajcie wyspÄ, ja idÄ za tym kretynem!- wyda?a komendÄ pomaranczow?osa wskakujÄ
c do wody.
-IDIOTA!- warcza?a wbiegajÄ
c na pla??Ä doszczÄtnie przemoczona. Zauwa??y?a towarzysza biegnÄ
cego w stronÄ portu.
-Czekaj Zoro!- zawo?a? ruszajÄ
c za szermierzem, ten siÄ zatrzyma? i niecierpliwie stuka? stopÄ
czekajÄ
c na towarzyszkÄ. Ledwo dobieg?a do niego, a on ju?? ruszy?.
-Gdzie jej chcesz szukaÄ?- zapyta?a kobieta pr??bujÄ
c dogoniÄ fechtmistrza.
-W okolicy tego ca?ego Oka Lucyfera.- wyjawi? zielonow?osy.
-Co!? Nie ma mowy, nie wpuszczÄ
nas!- warcza?a dziewczyna za mÄ??czyznÄ
.
***
Luffy wraz z Robin i Frankim biegli przez miasto, w stronÄ centralnej czÄ?ci wyspy, dok?adnie w miejscu gdzie okrÄt w kszta?cie g??ry siÄ prze?amywa?.
-Do Oka Lucyfera!- wrzasnÄ
kapitan nie mogÄ
c siÄ doczekaÄ by doj?Ä do tego miejsca.
-Panie Kapitanie nie wiemy, czy tam jest w?a?nie Oko Lucyfera.- odezwa?a siÄ archeolog.
-W?a?nie po zatem mamy szukaÄ, Kali.- wtrÄ
ci? cie?la, wraz z brunetem rozpychajÄ
c siÄ w?r??d pirackiej ha?astry. Wielu z tych pijak??w zatacza?o siÄ, albo by?o niesionych przez swych bardziej trze??wych towarzyszy, pod?piewujÄ
c, lub burkajÄ
c pod nosami. Mimo t?oku, na ulicach posuwali siÄ bez problemowo, wiÄkszo?Ä i tak siÄ przewraca?o przez najmniejsze popchniÄcie. Dopiero siÄ zatrzymali , gdy drogÄ zagrodzi im znajomy starzec ciÄ
gnÄ
cy dwa cia?a.
-Staruszku dobrze ??e ciÄ widzÄ.- odezwa? siÄ Luffy.- Nie widzia?e? mo??e mojej towarzyszki Kali, piegata szatynka, z szpadÄ
?- zapyta? spoglÄ
dajÄ
c na zad??ganych ros?ych mÄ??czyzn.
- Taa, sunÄ?a, a?? siÄ za niÄ
kurzy?o w strona lasu.- odpar? w swoim stylu, upuszczajÄ
c jedno z cia? i wskazujÄ
c kierunek.
-A im co siÄ sta?o?- zada? pytanie Franki.
-?oj na boga, te psy odciep?y propozycje mego kamrata, a jo im wskazo? drogÄ do nieba.- odpar? podnoszÄ
c upad?e cia?o.- Dobrze tak od czasu, do czasu rozruszaÄ te spruchnia?e sto?y.- doda? na odchodne krzaczastobrewy.
- Calico Jack- mruknÄ?a archeolog, da?a by sobie g?owÄ uciÄ
Ä, ??e gdzie? s?ysza?a te imiÄ. Co gorsze imiÄ to nie kojarzy?o jej siÄ z niczym mi?ym.
***
Nie spokojnie oddycha?, robiÄ
c niepewne kroki. Ka??dy zamglony wzrok mijanego cz?owieka wzbudza? niemal zawa? serca, a by?o ich tam wiele. Omal nie wyzionÄ
ducha jak przednim pad? jaki? zapity szatyn.
-Spokojnie.- mruknÄ
? Chopper, r??wnie?? stawiajÄ
c niepewne kroki.
-Kapitan Usoppe niczego siÄ nie boji.- wyszepta? brunet rozglÄ
dajÄ
c siÄ woko?o czy czasem kto? go nie us?ysza?.- Nie opowiada?em ci jak sam raz powali?em mieszka?c??w s?ynnej na ca?y ?wiat wsi „Nie trze??wych wojak??w”?- wyszemra? d?ugonosy powoli przekraczajÄ
c le??Ä
cych na ziemi pirat??w.
-Patrzcie.- odezwa? siÄ Brook wskazujÄ
c swÄ
laskÄ na jeden z budynk??w.- Kali.- doda? zaraz.
-Nie mo??e byÄ.- wyszepta? Chopper.
-Boziu.- zaskamla? brunet.
***
Bieg?a za nim jak szalona, bez wytchnienia, gdy nagle siÄ zatrzyma?, a ona dobi?a do jego plec??w. Nie krzyknÄ?a, ani nie opierniczy?a, zna?a ten wyraz twarzy. Skoncentrowany, zmru??one lekko oczy i ??renice powoli krÄ
??Ä
ce po okolicy. Czasami zdawa?o siÄ jej, ??e on ma sz??sty zmys?. Ju?? zbyt d?ugo z nim podr????uje by nie zauwa??yÄ i?? zielonow?osy ma dar do wykrywania niebezpiecze?stw, a raczej nadzwyczaj wyostrzone zmys?y. Tym razem szermierz siÄ nie pomyli. Gdy tak stali w samym ?rodku lasu, z p???nocy nadciÄ
ga? mistrz fechtunku. Zadr??a?a na samÄ
my?l, ??e bÄdzie teraz ?wiatkiem walki pomiÄdzy nimi. Przyjrza?a siÄ mÄ??czy??nie z kr??tkÄ
br??dkÄ
, wÄ
sikami, przenikliwym wzrokiem, oraz wielkim czarnym ostrzem na plecach. Ten w?a?nie mÄ??czyzna jest jedynym szermierzem, kt??ry pokona? Zoro. To szrama z pojedynku z Sokolookim zdobi pier? jej kompana od obojczyka po skosie ciÄ
gnie siÄ a?? do pasa. Jednak by?y Shichibukai najwidoczniej ich nie zauwa??y? spokojnie kroczÄ
c przed siebie. Wstrzyma?a oddech, gdy zielonow?osy zrobi? ma?y krok do przodu, mog?a dostrzec wzmocniony zacisk na rÄkoje?ciach i naciÄ
gniÄte miÄ?nie. Zrobi? kolejny krok jednak pu?ci? swe katany, a w tym momencie zatrzyma? siÄ Sokolooki odwracajÄ
c siÄ w ich stronÄ, masujÄ
c siÄ po z?otym krzy??u.
-Te?? tak my?lÄ.- odezwa? siÄ Roronoa, na co Mihawk lekko podni??s? kancik ust do g??ry i odwr??ci? siÄ w stronÄ w kt??rÄ
podÄ
??a?.
-Nie rozumiem?- odezwa?a siÄ Nami.- O co chodzi?o z tym naszyjnikiem w kszta?cie krzy??a?- zapyta?a spoglÄ
dajÄ
c na towarzysza.
-W tym naszyjniku jest sztylet, najmniejsze ostrze w jego arsenale przeznaczone, dla ?????todziob??w.- wyjawi? mÄ??czyzna rozglÄ
dajÄ
c siÄ czujnie po okolicy.
-Ale ty nie jeste? ?????todziobem.- stwierdzi? pomaranczow?osa.
-Nie.- odpar? kr??tko, dodajÄ
c.- Ale to by?a czytelna sugestia, co on my?li o moich obecnych mo??liwo?ciach.- sko?czy? wyja?niaÄ chwytajÄ
c ponownie za swe rÄkoje?ciÄ
. Niedaleko przednimi wybieg?a z le?nej kniei szatynka.
-Sokolooki!- krzyknÄ?a szybko wyjmujÄ
c szpadÄ z pochwy.
-CO ta kobieta wyrabia!?- syknÄ
? zielonow?osy, wyjmujÄ
c swe katany.
-Kali, nie atakuj go!- krzyknÄ?a Nami, gdy jej towarzysz w?o??y? sobie w usta rÄkoje?Ä trzeciego ostrza.
Szatynka bieg?a na swego przeciwnika, pchnÄ?a swe purpurowo-czarne ostrze do przodu lecz na jej drodze ju?? znalaz? siÄ ma?y sztylecik, z rÄkoje?ciÄ
w kszta?cie krzy??a. MÄ??czyzna nie odezwa? siÄ tylko spoglÄ
da? na niÄ
tym przenikliwym wzrokiem, jakby samym spojrzeniem mia? jÄ
pokonaÄ, odpierajÄ
c kolejnÄ
pr??bÄ ugodzenia go. Musia? przyznaÄ, ??e zgrabnie porusza?a klinga, jednak daleko jej by?o do mistrzostwa. Kolejne jej pchniecie sparowa?, czujÄ
c poka??ny nap??r na swym ostrzu.
-Chcesz mi z?amaÄ sztylet?- pad?o pytanie, jednak dziewczyna nie zdo?a?a odpowiedzieÄ, ratujÄ
c siÄ skokiem w bok przed szybkim ciÄciem fechtmistrza.
-Zabije- wysycza?a przez zaci?niÄte zÄby, lecz jej przeciwnik b?yskawicznie ruszy? w jej kierunku gotowy zadaÄ jej ko?cowe pachnienie, gdyby nie przeszkoda kt??ra wziÄ?a na siebie ten cios. Zoro z ca?ych si? trzema katanami zatrzyma? sztylet Sokolookiego.
-To nie czas na naszÄ
walkÄ.- odezwa? siÄ mÄ??czyzna.
-Razem go wyko?czymy!- krzyknÄ?a piegata ruszajÄ
c na by?ego rzÄ
dowego pirata.
-Nie, s?ysza?a? co powiedzia?!- warknÄ
? zielonow?osy przesuwajÄ
c wzrok na szatynkÄ.
-Ale...- przerwa? jej Roronoa.
-Nie zostanÄ najlepszym szermierzem, pokonujÄ
c go wraz z twojÄ
pomocÄ
!- oznajmi? wciÄ
?? napinajÄ
c z ca?ych si? miÄ?nie, by powstrzymywaÄ ostrze jego rywala, kt??ry mimo niefrasobliwej postawy nadal napiera?. Zoro spojrza? na dr??Ä
ce d?onie, lewa jeszcze nie dosz?a do siebie po starciu z tamtym Shichibukai, ale prawa?
-Dlatego to nie czas.- us?ysza? Mihawka.- Dlatego powoli ca?e twoje ciao dr??y. Oczywi?cie nieroztropnie by?o by z mojej strony walczyÄ z tobÄ
tym sztyletem, ale nie jest to nie mo??liwe. Ty natomiast czujesz, ??e co? jest nie tak, wiesz to Zoro. Dlatego mam, dla ciebie zadanie zanim siÄ zn??w spotkamy.- oznajmi? mistrz fechtunku.
Zielonow?osy spoglÄ
da? na bruneta, z niema?ym zdumieniem.- O co mo??e mu chodziÄ?- zastanawia? siÄ.
-Znajd?? przeciwnika, nie dla ciebie, przeciwnika, kt??rego nie mo??esz pokonaÄ, naturalnego wroga szermierzy i siÄ z nim zmierz.- wyjawi? mÄ??czyzna chowajÄ
c sw??j sztylet w naszyjniku.
-Skoro to przeciwnik silniejszy od mnie, to co ma mi przynie? ta walka, po za ?mierciÄ
rzecz jasna?- zapyta? szermierz marszczÄ
c brwi.
-Dopiero na granicy ??ycia, gdy niema wyj?cia, cz?owiek pokazuje na co go naprawdÄ staÄ i odkrywa potencja?, kt??ry w nim zawsze drzema?.- odpar? Mihawk odchodzÄ
c.
-I co pos?uchasz jego rady?- warknÄ?a oburzona piegata.
-A znasz lepszego mentora?- odpar? pytaniem na pytanie.
-Jeste? nienormalny, ale je??eli prze??yjesz tÄ
pr??bÄ przynajmniej bÄdziesz doskona?ym sojusznikiem w walce z nim.- stwierdzi?a dziewczyna.
-A gdzie Sanji?- Zapyta?a Nami, kt??ra dopiero teraz uzna?a, ??e mo??e wyj?Ä do przyjaci???.
-U??y?am swych wdziÄk??w i go og?uszy?am, le??y za drzewem.- odpar?a Kali, spuszczajÄ
c wzrok.
-Idiota.- mruknÄ
? szermierz.
-Wybaczcie przeze mnie macie same k?opoty, a moja obsesja sprowadzi tylko na was nieszczÄ?cie.- przepraszajÄ
cym tonem odezwa?a siÄ piegata.
-Lecz to nie usprawiedliwia ciÄ by? bi?a swych towarzyszy.- oznajmi?a Nami.
-Ale ja go nie uderzy?am.- zaprzeczy?a dziewczyna, gdy zza drzewa wyszed? blondyn m??wiÄ
c.
-Ju?? minÄ?o dziesiÄÄ minut, czas na drugiego ca?usa.- zaÄwierkota?, zaraz powa??niejÄ
c na widok trojga kompan??w. Do kucharza podesz?a nawigator odwracajÄ
c siÄ w stronÄ piegatej dziewczyny.
-Kali nastÄpnym razem siÄ nie zastanawiaj, tylko og?usz go w ten spos??b!- warknÄ?a uderzajÄ
c mÄ??czyznÄ w krocze. Zoro przymru??y? oczy cicho syczÄ
c na widok dogorywajÄ
cego kucharza.
-My?lisz, ??e ona jest o niego zazdrosna?- zapyta?a szatynka, a w odpowiedzi otrzyma?a zaprzeczenia udokumentowane kolejnymi kopniakami.
-Je?li to by?a zazdro?Ä, to nigdy nie chce sprowokowaÄ do tego kobiety.- oznajmi? szermierz, stajÄ
c w pozycji gotowo?ci na d??wiÄk ?amiÄ
cej siÄ ga?Ä
zki. W ich stronÄ wyszed? Luffy, archeolog i cie?la.
-W ko?cu was znale??li?my.- oznajmi?.- To teraz mo??emy i?Ä do Oka Lucyfera!- zarzÄ
dzi? kapitan
-Nie ma mowy!- warknÄ?a Nami.- Tam na pewno jest Crocodile i Mihawk, oraz B??g wie kto jeszcze
-Po zatem musimy ruszaÄ by dopa?Ä StrzygÄ.- wtrÄ
ci?a Kali.
-Kali-chwan ma racjÄ.- wystÄka? le??Ä
cy kucharz. Luffy westchnÄ
z rezygnacjÄ
.
-No dobra.- mruknÄ
? -Wracamy na okrÄt.- rozkaza? i reszta ruszyli w drogÄ powrotnÄ
, s?yszÄ
c skomlenie blondyna.
-Nie zostawiajcie!
***
Na pok?adzie statku na resztÄ czeka? Usopp z Brookiem i Chopperem, ka??dy z nich mia? grobowe miny na widok powracajÄ
cych towarzyszy.
-Uwa??ajcie!- ostrzeg? d?ugonosy wskazujÄ
c na szatynkÄ.- To Kali...- zaczÄ
? siÄ jÄ
kaÄ, gdy tylko piegata wesz?a na pok?ad.- ...pso „Strzyga” Ryu
[
Dodano: 2009-07-15, 19:43 ]
[size=150]VI
Wszyscy stali zszokowani spoglÄ
dajÄ
c na list go?czy wart 172 miliony beli.
-Porwa?a? swojego dziadka i kaza?a? za sobÄ
goniÄ?- odezwa? siÄ zdziwiony Luffy.
-Nikogo nie porwa?am. Ryu to moje rodzinne miasto moi bliscy zginÄli w czasie potyczki Mihawka z Shanksem, zosta? mi jedynie starszy brat.- odezwa?a siÄ dziewczyna, odwracajÄ
c siÄ do reszty za?ogi. -Po prostu mieszka?cy mi pomogli. Wiedzieli, ??e nie mam szans sama pokonaÄ ??adnego z nich, a mojÄ
za?ogÄ zdziesiÄ
tkowa? jeden z Imperator??w. Gdzie mog?am szukaÄ pomocy jak nie u ludzi, kt??rym uda?o siÄ pokonaÄ jednego z Shichibukai.- zako?czy?a sw??j monolog niepewna reakcji s?omianych.
-WiÄc to ty zabi?a? ludzi, z tamtej wioski.- odezwa?a siÄ Robin. Szatynka przez chwile milcza?a, a?? w ko?cu siÄ odezwa?a.
-Znacie przys?owie, „nie przyrzÄ
dzisz omletu bez zbicia paru jaj”?- oznajmi?a, jednak po minach za?ogi mog?a siÄ domy?liÄ, i?? nie sÄ
przekonani.
-Zoro mo??e potowarzyszysz mi w mojej krucjacie przeciw Mihawkowi?- zapyta?a dziewczyna, lecz ten tylko prychnÄ
pod nosem.
-A mog?o byÄ tak przyjemnie.- powiedzia?a kroczÄ
c w stronÄ dziobu.- Na pewno siÄ jeszcze spotkamy!- oznajmi?a wyskakujÄ
c za burtÄ.
-Gonimy jÄ
?- zapyta? Usoppe,
***
Ponury ornament w kszta?cie nagrobka straszy? morskie fale, za?oga okrÄtu pracowa?a jak w ukropie, gdy na mostku sta?a tr??jka ludzi.
MÄ??czyzna o ostrzu z rÄkoje?ciÄ
w kszta?cie krzy??a spoglÄ
da? na swych kamrat??w. Wszystko pracowa?o jak nale??y, zawsze tak by?o. Oni woleli harowaÄ ni?? my?leÄ o nadchodzÄ
cym starciu, tym bardziej, ??e czeka ich za nied?ugo nie lada wyzwanie.
-Co takiego jest na wyspie Rodos?- odezwa? siÄ Alan.-CzÄsto tam p?ywajÄ
okrÄty marynarki.- zaraz doda?.
-Na Rodos jest pewien kolos, a raczej ca?a masa kolos??w.- wyjawi? tajemniczo szermierz.
-Kolos??w?- powt??rzy? ?ysy pirat, drapiÄ
c siÄ po g?owie.
-Uwierz mi na pewno ju?? nie raz ich widzia?e?.- stwierdzi? kapitan.
-Ich, czyli kogo?- dopytywa? siÄ Alan Jons, gdy pierwszy oficer zaczyna? rozumie o co chodzi jego prze?o??onemu.
-Pacyfista.- o?wiadczy? Mihawk odwracajÄ
c siÄ do zaskoczonego towarzysza.
-Cyborgi na wz??r Kumy?- upewnia? siÄ Alan.
-Tak, sÄ
dwa miejsca na ?wiecie gdzie je tworzÄ
.- wyjawi? mistrz fechtunku podchodzÄ
c do balustrady.
-Jest nas za ma?o na takÄ
eskapadÄ.- stwierdzi? Pedro, a Alan pokiwa? g?owÄ
.
-Musimy zrobiÄ szum by sprowadziÄ na siebie ca?Ä
tutejszÄ
marynarkÄ.- wyklarowa? Sokolooki.- Gdy rzÄ
d bÄdzie nas ?ciga? wtedy, s?omiani spokojnie przep?ynÄ
ten region.- doda?.
-Je??eli tak im bÄdziemy u?atwiaÄ ??ycie w tedy nic nam po nich.- stwierdzi? Alan.
-Marynarka to najmniejsze z zmartwie? tych szczeniak??w.- odpar? brunet schodzÄ
c z mostku, kierujÄ
c siÄ do swej kajuty.
ParÄ ?wiec o?wietla?o jego cztery kÄ
ty. Podszed? do kredensu, na kt??rym sta?o jedno zdjÄcie. Przyjrza? siÄ fotografii pary marynarzy. PokrÄci? g?owÄ
. Jaki cz?owiek trzyma fotografie wrog??w. Wbi? wzrok w kobietÄ obejmujÄ
cÄ
postawnego szatyna. Mia?a swÄ
z?otÄ
katanÄ przywiÄ
zanÄ
do kimona, a jej partner trzyma? platynowe ostrze w wolnej rÄce.
-Najlepsi z po?r??d najlepszych.- odezwa? siÄ do siebie. PamiÄtajÄ
c ten dzie?, w kt??rym jego miecz i umiejÄtno?ci zosta?y uznane za jeszcze lepsze.
SpoglÄ
da? na kobietÄ, kt??ra pad?a na kolana, spluwajÄ
c karmazynowÄ
cieczÄ
. Nie rozumia? jej zupe?nie, nie ona by?a jego celem nie chcia? z niÄ
walczyÄ, a mimo wszystko uparcie chcia?a mu przeszkodziÄ. Kruczow?osa wyprostowa?a siÄ, a jej bia?e kimono w waniliowe lilie na wysoko?ci uda stawa?y siÄ szkar?atne. Delikatne d?onie dzier??Ä
ce z?otÄ
katanÄ dr??a?y i bynajmniej nie ze strachu o swe ??ycie, a raczej z ?wiadomo?ci, z przera??ajÄ
cej ?wiadomo?ci, ??e nie powstrzyma swego przeciwnika, kt??ry chce dopa?Ä jej ukochanego.
-Keiko jeste? s?aba, to ju?? nie te czasy...- zaczÄ
? Mihawk, lecz przerwa?a mu kobieta.
-Milcz!- krzyknÄ?a, zaciskajÄ
c mocniejszy u?cisk na nefrytowej rÄkoje?ci.- Czy jego nauki zupe?nie nic dla ciebie nie znaczÄ
?- zapyta?a po chwili.
-Nie zrobi?em nic nie honorowego.- odpar? oburzony Sokolooki.- Od pierwszej pora??ki z nim i zanim udzieli? mi wskaz??wki, o?wiadczy?em, ??e nastÄpnym razem go pokonam- wyklarowa? podnoszÄ
c w jej kierunku czarnÄ
g?ownie.
-WiÄc nie st??j mi na drodze, pokonam go, a to czy wcze?niej oddasz za Montezume ??ycie niczego nie zmieni.- spokojnie oznajmi? mÄ??czyzna kroczÄ
c w kierunku kruczow?osej.
-Nie mo??esz.- wyszepta?a podnoszÄ
c klingÄ i przyjmujÄ
c pozycje defensywna.- On nie da siÄ pokonaÄ, prÄdzej zginie w pojedynku, ni?? siÄ podda. On nie uznaje pora??ek
-Skoro tak, to nie odrzuci mojego wyzwania, nawet jak zginiesz, wiec poco?- spyta? Mihawk zatrzymujÄ
c siÄ przed przeciwniczkÄ
.
-By mia? jeszcze jeden pow??d by ciÄ pokonaÄ!!!- odpar?a z krzykiem rzucajÄ
c siÄ na zaskoczonego tÄ
odpowiedziÄ
mÄ??czyznÄ. BrzdÄk stali uderzajÄ
cej o posadzkÄ i upadajÄ
cego cia?a roznios?o siÄ po pomieszczeniu. Sta?a sama nie wiÄ??Ä
c w to co siÄ sta?o. R??wnie zdziwiony by? sam le??Ä
cy szermierz, kt??remu bro? zosta?a wytrÄ
cona z d?oni.- Jak ?????todzi??b!- wrzeszcza? na siebie w my?lach. Szybko pochwyci? ostrze skryte w krzy??u, by sparowaÄ ciÄcie Keiko. Skoncentrowa? siÄ na pojedynku mimo, ??e ona nie by?a celem to by?a kolejnym przeciwnikiem na jego ?cie??ce do tytu?u najlepszego. Nie po to wed?ug wskaz??wki Montezumy przeby? wzd?u?? i wszerz wyspÄ Quatre, walczÄ
c z ka??dym jej ??ywio?em, by pa?Ä od ciÄÄ jego ??ony, przed samym celem.
-Do?Ä Kliko!- rozni??s? siÄ g?os postawnego mÄ??czyzny, w bia?ym mundurze marynarki z p?aszczem przewieszonym przez ramie.
-Nie, nie chce patrzeÄ na twojÄ
?mierÄ.- rozpaczliwym g?osem odpar?a.
-Mo??e i jestem samolubny walczÄ
c, z ka??dym kto ??uci mi wyzwanie, ale ty nie jeste? lepsza, chcÄ
c po?wiÄciÄ swe ??ycie niewiedzÄ
nawet czy jest wstanie mnie pokonaÄ.- oznajmi? Montezuma podchodzÄ
c do kruczow?osej tulÄ
c jÄ
.
-On nie wygra.- zapewni? jÄ
mÄ??czyzna.
Od?o??y? zdjÄcie na miejsce, ciÄ
gle wpatrujÄ
c siÄ w kobietÄ, kt??ra zapewne do teraz nie opu?ci?a Dojo Marynarki w kt??rym go pokona?.
-On nie wygra.- powt??rzy? Sokolooki.- Nawet nie wiedzia? jak du??e to by?o k?amstwo.- doda? siadajÄ
c na pryczy. Tak w?a?nie wyglÄ
da ??ycie cz?owieka z byt wielkimi aspiracjami, ma siÄ zdjÄcia wrog??w na kredensie, a w pamiÄci najwiÄkszych rywali i ludzi ??yczÄ
cych ci ?mierci. Po?o??y? siÄ w ko?cu z postanowieniem przespania siÄ, przed kolejnÄ
bitwÄ
.
***
Blondyn w czarnym garniturze przemierza? w raz z nawigator d??unglÄ. Wiedzieli, ??e statek na kt??rym uciek?a Strzyga zakotwiczy? przy brzegu. Chcieli jÄ
z?apaÄ by jeszcze wyja?niÄ parÄ niedopowiedzianych kwestii.
-Nawet nie poda?a prawdziwego imienia.- mruknÄ?a Nami.- Kalipso, brzmi jako? strasznie.- stwierdzi?a odciÄ
gajÄ
c od siebie dzikie pnÄ
cza zwisajÄ
ce z wysokich drzew pokrytych mchem. Nagle siÄ zatrzymali jak us?yszeli szelest, coraz g?o?niejszy, krzaki siÄ porusza?y w ich stronÄ, wtem przed nimi pomiÄdzy pniami przebieg?a szatynka, wyglÄ
da?a jakby przed czym? ucieka?a i to co? bardzo jÄ
wystraszy?o.
-Kali...- usta Sanjego zakry?a jego towarzyszka, by nie wydoby? ani tonu wiÄcej.
-Ona przed czym? ucieka.- stwierdzi?a pomaranczow?osa. Kucharz zmarszczy? brwi widzÄ
c co? czarnego przemykajÄ
cego krzakami obok niego. B?yskawicznie siÄ odwr??ci? i kopnÄ
swÄ
towarzyszkÄ z p???obrotu, ta pad?a na ziemie z g?o?nym jÄkiem.
-Przepraszam! Nie kontroluje swego cia?a.- krzyknÄ
, gdy powietrze przerwa? charakterystyczny ?miech.
- Kishishishi... oczywi?cie g??wniarzu, ??e nie kontrolujesz swego cia?a, bo ono siÄ porusza jak cie? mu ka??e.- g?os dochodzi? daleko z g?Äbi d??ungli.
-Moria.- wyszepta?a przera??ona Nami.- Na tej wyspie muszÄ
byÄ wszyscy Shichibukai.- stwierdzi?a natychmiast wstajÄ
c, kurczowo ?ciskajÄ
c swojÄ
bro?. WypatrujÄ
c swego prawdziwego wroga,
za wysokimi drzewami. Kucharz b?yskawicznie ruszy? na dziewczynÄ.
-Uciekaj!- zawo?a? mÄ??czyzna, kt??ry zamachnÄ
siÄ na swÄ
towarzyszkÄ, lecz ta zdo?a?a zrobiÄ unik, odturlajÄ
siÄ od kucharza. W tym momencie zap?onÄ?y drzewa w okolicy.
-Psia krew.- warknÄ
Moria wybiegajÄ
c zza p?onÄ
cych drzew, a nad nimi przelatywa?y p?onÄ
ce pociski.
-Usopp.- pomy?la?a pomaranczowow?osa wietrzÄ
c szansÄ. –Thunder bolt tempo!- krzyknÄ?a i z przygotowanej wcze?niej atramentowej chmury wystrzeli? piorun w wysokiego bladego mÄ??czyznÄ. Jednak b?yskawica uderzy?a w czarnÄ
podobiznÄ Shichibukai, kt??ry wynurzy? siÄ z cienia jej blond towarzysza.
-Sanji!- krzyknÄ?a dziewczyna, lecz zanim Moria zdo?a? siÄ schyliÄ po cie? jej kompana wpad? w niego chuchrowaty mÄ??czyzna z d?ugim rapierem w d?oni.
-To ju?? dw??ch.- rozleg? siÄ g?os, a po chwili z zaro?li wyszed? Zoro z ciemnozielonÄ
bandanÄ
za?o??onÄ
na g?owie i z trzema katanami gotowymi do dzia?ania.
-Tak poka?? im Zoro, jak ciÄ uczy? kapitan USOPPE!- rozni??s? siÄ krzyk wydawa?o by siÄ z ka??dej strony.
-Parszywe kundle.- warcza? Moria wstajÄ
c i przed sobÄ
widzÄ
c blondyna zapalajÄ
cego papierosa. Na ten widok blady mÄ??czyzna z szpiczastymi zÄbami za?mia? siÄ w charakterystyczny spos??b, a jego cie? zaatakowa? przeciwnika, zamieniajÄ
c siÄ w wÄ??a. Kucharz pr??bowa? kopnÄ
Ä stwora, lecz jego noga przelecia?a przez niego na wylot, roz?mieszajÄ
c Gecko jeszcze bardziej.
-Nami, Usopp znajd??cie resztÄ musimy siÄ stÄ
d zmywaÄ!- rozkaza? zielonow?osy omijajÄ
c pchniÄcia swego cherlawego przeciwnika.
-Nie damy wam zn??w uciec- oznajmi? mÄ??czyzna z wÄ
sami zaplecionymi w warkocze. Zoro siÄ tylko lekko u?miechnÄ
.
-Nie prosi?em o ?askÄ, sam sobie wytnÄ drogÄ.- poinformowa? tnÄ
c dwoma katanami w rapier przeciwnika by go odsunÄ
Ä na tyle, ??eby m??g? ciÄ
Ä ostrzem trzymanym w ustach. Jednak przeciwnik nie by? w cienie bity i zdo?a? siÄ uchyliÄ, jednocze?nie kopiÄ
c Zoro by go od siebie odsunÄ
Ä.
-Podobno moja Kalipso p?ywa?a z wami.- odezwa? siÄ nowy nabytek Shichibukai, zaskakujÄ
c swego przeciwnika.
-TwojÄ
Kalipso?- powt??rzy? mÄ??czyzna z bandanÄ
na g?owie, wsadzajÄ
c dwie katany do pochwy i trzymajÄ
c je na wysoko?ci bioder.
-To moja siostrzyczka nie wspomina?a o starszym bracie?- zapyta?, zaraz dodajÄ
c.- Jestem Sam „Chirurg” Ryu.- przedstawi? siÄ powoli podchodzÄ
c do przeciwnika.
- Nitou-Ryuu iai Rashoumon!- krzyknÄ
? Zoro i b?yskawicznie ruszy? na przeciwnika, b?ysk ostrzy, d??wiÄk ?cieranej siÄ stali i ju?? para wrog??w sta?a plecami do siebie.
-Szybko.- mruknÄ
? Sam odwracajÄ
c siÄ w stronÄ przeciwnika.
- Spokojnie po trzydziestu dniach parali?? ustÄ
pi.- wyjawi? weso?o, gdy poczu? b??l na klatce i spojrza? na swÄ
szarÄ
koszule, kt??ra powoli nabiera?a odcieni czerwieni.- Rzeczywi?cie szybko.- powiedzia? zdumiony spoglÄ
dajÄ
c na prostujÄ
cego siÄ szermierza, z ma?Ä
ranÄ
na biodrze, nad jego g?owÄ
przelecia? kucharz, kt??rego jeszcze w powietrzu dopad? cie? oplÄ
tujÄ
c go jak boa dusiciel swÄ
ofiarÄ.
-Chirurg! Przyszed?e? tu na pogawÄdki?- zapyta? starszy sta??em Shichibukai, w tym momencie Sanji zaczÄ
? wirowaÄ, a cienisty wÄ
?? rozpryskiwa? siÄ po okolicy, a?? w ko?cu kucharz by? wolny.
Roze?miany Gecko sta? pomiÄdzy drzewami przyglÄ
dajÄ
c siÄ poczynaniom przeciwnik??w.
-Nana-Juu-Ni Funt Hou!- krzyknÄ
? Zoro podnoszÄ
c dwie katany nad ramiona i zamachujÄ
c siÄ w powietrze tworzÄ
c energiÄ, kt??ra ciÄ?a powietrze w kierunku przeciwnik??w i tak parÄ na?cie razy. Odg?osy pÄkajÄ
cych i zwalajÄ
cych siÄ drzewa roznios?y siÄ po g?uszy straszÄ
c ptactwo i okoliczna zwierzynÄ.
-W nogi!- zadecydowa? Roronoa odwracajÄ
c siÄ od stosu drzew zawalonych na bladym piracie. Blondyn przez chwile siÄ waha?, ale uzna? propozycje towarzysza za sensownÄ
, w ko?cu gdzie? tam by?a sama Nami. Z pod drzew wype?z?y czarne wÄ??e, ?Ä
czÄ
c siÄ w jeden cie? wielkiego mÄ??czyzny o spiczastych uszach, natomiast sam Moria sta? w bezpiecznym miejscu. Chirurg te?? wype?z? za jednego z pniak??w, nabierajÄ
c do swego przeciwnika wiÄkszego respektu i coraz wiÄkszej chÄci by go pokonaÄ.
***
Jego sk??ra mia?a odcie? czerwieni i siÄ dymi?a, coraz ciÄ??ej dysza? szukajÄ
c wrog??w. Przed chwilÄ
czÄ?Ä lasu zniknÄ?a, ale jego przeciwnika przez czarny dym ?atwo namierzyÄ. Roze?miany mÄ??czyzna od kt??rego odchodzi?y smoliste p?omienie, zaczÄ
? podchodziÄ do ciÄ??ko dyszÄ
cego przeciwnika. Co gorsza gdzie? tu jest drugi jego wr??g.
-Kaihou!.- krzyknÄ
czarnobrody, a drzewa, kt??re chwile temu jego ciemno?ci wessa?y wystrzeli?y w kierunku s?omianego. Luffy b?yskawicznie siÄ przemieszcza? po miÄdzy lecÄ
cymi przeszkodami znaczÄ
c trasÄ dymem jakie wytwarza?o jego ciao. Wtem przednim pojawi? siÄ postawny mÄ??czyzna z rÄki kt??rego wystrzeli?o sprÄ??one powietrze w kszta?cie kocich ?apek. Z sykiem pocisk rozbi? siÄ o cia?o bruneta, kt??rego znios?o, daleko w g?Ä
b d??ungli poro?niÄtej wysokimi drzewami. Brunet uderzy? z hukiem w sekwoje prze?amujÄ
c jÄ
. Trzaski ?amiÄ
cego siÄ drzewa towarzyszy?y sapaniom wstajÄ
cego ch?opak, kt??ry natychmiast skoczy? rozpaczliwie do przodu, s?yszÄ
c za sobÄ
uderzenie w miejsce gdzie sta?. Odbi? siÄ d?oniÄ
od pod?o??a, by stanÄ
Ä naprzeciwko wysokiego mÄ??czyzny z czapkÄ
z uszami.
-Nie wygrasz, czym d?u??ej z nami bÄdziesz walczy?, tym pewniejsze, ??e kto? z twojej za?ogi padnie.- beznamiÄtnym g?osem odezwa? siÄ Bartholomeo. S?omiany zazgrzyta? zÄbami, mierzÄ
c przeciwnika rozgniewanym wzrokiem. Jednak jego przeciwnik mia? racje, a co gorsza z nad koron drzew widzia? jak siÄ zbli??a? czarny dym. Brunet chwyci? siÄ szybko dw??ch najbli??szych pni, rozciÄ
gajÄ
c d?onie i je naciÄ
gajÄ
c robiÄ
c z swego cia?a katapultÄ, wystrzeliwujÄ
c siÄ w stronÄ swego okrÄtu.
***
Czw??rka rzÄ
dowych pirat??w wysz?a na klif, skÄ
d mog?a oglÄ
daÄ odp?ywajÄ
cy statek z banderÄ
, na kt??rej widnia?a trupia czaszka w s?omianym kapelusz. Przed tÄ
czw??rka sta? Chirurg, a na g?azie obok siedzia? chichoczÄ
cy Moria.
-Kuma teleportuj siÄ na ich okrÄt!- warknÄ
? czarnobrody.
-Nie ma potrzeby.- odezwa? siÄ Gecko patrzÄ
c kontem oka na swych towarzyszy.-To koniec S?omianych. – doda? wstajÄ
c i patrzÄ
c na odp?ywajÄ
cy okrÄt, reszta natomiast wpatrywa?a siÄ pod nogi Shichibukai kt??ry nie posiada? cienia.
-Kishishishi...- dalej chichra? siÄ blady mÄ??czyzna, odwracajÄ
c siÄ w stronÄ kamrat??w.- Odpocznijmy zanim zn??w kogo? napadniemy.- zaproponowa? rozbawiony pirat, kroczÄ
c w stronÄ lasu, mijajÄ
c postawnego mÄ??czyznÄ z skrzyd?ami anielskimi i d?ugÄ
czarnÄ
kolumnÄ
w ?apie.
***
Paru marynarzy jak zwykle obchodzi?o teren wok??? mur??w, inni stali przy armatach ukrytych w fortyfikacjach, czÄ?Ä obserwowa?o teren z baszt co jaki? czas wystajÄ
cych z nad budowli. Mur otacza? wielki kompleks obsiany magazynami i innymi tego typu budynkami. Jedne z mÄ??czyzn z lunetÄ
w d?oni, poprawi? swojÄ
czapkÄ z daszkiem, z napisem „Marynarka” i zaczÄ
? siÄ rozglÄ
daÄ po okolicy. Nagle minÄ
jaki? kapelusz z pi??rem powr??ci? natychmiast w te miejsce, obni??ajÄ
c nieco lunetÄ, by ujrzeÄ jednego z by?ych Shichibukai wraz z za?ogÄ
zmierzajÄ
cych w ich kierunku.
-Juracule Mihawk siÄ zbli??a!- wydar? siÄ marynarz.
-Bracia czas na ma?Ä
batalie!- krzyknÄ
? Alan niezmiernie cieszÄ
c siÄ na my?l o przysz?ej bitwie. Czu? siÄ jeszcze lepiej widzÄ
c jakie zamieszanie spowodowali w forcie. Kilku szermierzy wysz?o przed resztÄ pirat??w wraz z kapitanem na czele, w tym czasie o sobie da?y znaÄ dzia?a z fortyfikacji oddajÄ
c salwÄ w kierunku intruz??w. Kule jednak nie dolecia?y do celu, znoszone przez energie kt??rÄ
wyzwoli?y ostrza pirackich szermierzy, nie czekajÄ
c drugiej salwy piraci ruszyli z okrzykiem wojennym na ustach w stronÄ muru. Rozleg? siÄ odg?os strza???w, ?wisty kul zaczÄ?y szumieÄ nad g?owami pirat??w „P?ywajÄ
cego nagrobka”. Kolejny wystrza? i urywane jÄkach konajÄ
cych korsarzy, padajÄ
cych na ziemiÄ. ?ysy mÄ??czyzna z hiszpa?skÄ
br??dkÄ
wyskoczy? w powietrze, omijajÄ
c w ten spos??b eksplozje. WylÄ
dowa? turlajÄ
c siÄ, zanim wsta? przednim wyros?y ogromne kamienie o kt??re rozbi?y siÄ kolejne pociski, a za kt??rymi siÄ zaczÄli chowaÄ jego towarzysze.
-Dobra gamonie!- zaczÄ
? Alan wrzeszcza? z ca?ych si? by zag?uszyÄ odg?osy eksplozji.- Byle doj?Ä muru!- doda? opierajÄ
c siÄ o g?azy kt??re znik?y i wszyscy zn??w ruszyli przed siebie. Za ich plecami wciÄ
?? powietrze ciÄ?y sierpy energii, niszczÄ
ce wiÄkszo?Ä pocisk??w wroga. ?ysy mÄ??czyzna syknÄ
? z b??lu, gdy jedna z kul marynarki drasnÄ?a go w ramiÄ. Do fortyfikacji mia? parÄ krok??w, rzuci? siÄ na nie dotykajÄ
c ?ciany, i ca?a budowla znik?a, a piraci mogli bez pardonu wkroczyÄ do kompleksu na oczach zszokowanych marynarzy. Alan podni??s? siÄ trzymajÄ
c w rÄce gar?Ä piachu, gdy w jego kierunku wysz?y dwa cyborgi. Rzuci? w nich piachem, kt??ry chwile potem powiÄkszy? siÄ kilkaset razy zasypujÄ
c roboty pod stertÄ
powiÄkszonych wielokrotnie ziarenkach piachu.
-Dobra robota.- oznajmi? jednouchy mÄ??czyzna wyprzedzajÄ
c Alana.
-Unieruchomi?em dwa cyborgi, ciekawe ile ty zdo?asz!- krzyknÄ
? ?ysy za swym towarzyszem. Jednak ich przeciwnicy nie zamierzali siÄ poddawaÄ i wraz z kilkoma kopiami ogromnego mÄ??czyzny w czapce z uszami ruszyli w kierunku intruz??w.
-No to teraz siÄ zaczÄ?o!- o?wiadczy? ucieszony pirat jednak mina mu zrzed?a jak zaczÄ?y wychodziÄ kolejne odzia?y wspierane przez Pacyfist??w. Po chwili wiÄ
zki ?mierciono?nego ?wiat?a zaczÄ?y dziesiÄ
tkowaÄ pirat??w, kt??rzy siÄ rozbiegli.
- OstrzeliwaÄ pirat??w zza pacyfist??w!- krzyknÄ
jaki? marynarz.
-WytoczyÄ dzia?a!- ni??s? siÄ rozkaz z innej strony, gdy magazyny przeciÄ
? b?Äkitny strumie? energii powodujÄ
c eksplozje niekt??rych z nich. Z zawalajÄ
cych siÄ budowli wybiegli ludzie, inni wyskakiwali przez okna spowici p?omieniami i wydajÄ
cych ze siebie nieludzki skowyt. Kolejne salwy przecina?y powietrze, przerzedzajÄ
c zastÄpy korsarzy. Jasne strumienie ?wiat?a co chwile wystrzeliwa?y z ust postawnych cyborg??w ostrzeliwujÄ
cych pirat??w, kt??rzy chowali siÄ za prowizorycznymi barykadami z powiÄkszonych ziaren piachu.
Krzyki konajÄ
cych towarzyszy brutalnie przerywane kolejnÄ
wiÄ
zkÄ
?wietlistego promienia dochodzi?y jego uszu. Zauwa??y? Alana jak minimalizuje jednego z Pacyfist??w, by zaraz szale?czo deptaÄ teren gdzie ??w ofiara powinna siÄ znale??Ä. Pierwszy oficer na czele ma?ej grupki bieg? przez magazyny zostawiajÄ
c wybuchowe prezenty, natomiast reszta robi?a co mog?a by zabiÄ i nie daÄ siÄ trafiÄ. ?cisnÄ
mocniej rÄkoje?Ä swojego Kokoutou Yoru, koncentrujÄ
c siÄ przed kolejnym zamachniÄciem. Onyksowe ostrze przeciÄ?o powietrze, w b?yskawicznym tempie. Zanim ktokolwiek siÄ obejrza?, nasÄpi?a eksplozja za eksplozjÄ
, rozrzucajÄ
c mechaniczne ko?czyny po okolicy. Alan wyjrza? za prowizorycznej barykady widzÄ
c szalejÄ
ce jÄzyki ognie. Ju?? mia? krzyczeÄ do swych kamrat??w, by dobijali niedobitk??w, gdy w morzu p?omieni zauwa??y? wysokie sylwetki, niewzruszone kroczÄ
ce do przodu.