Oho, widzę że z pozytywnymi opiniami to krucho...
I moja opinia niestety od innych różnić się nie będzie. Najbardziej wkurzają mnie teraz dwa fakty : że napisanie takiego gniota zapewniło Autorce panteon ludzi w kosmos bogatych, po drugie, że jak się wchodzi do empiku to 1/3 półek z książkami ma niepokojąco czarno biało czerwone barwy. :I
Pamiętam, jak cudownie nieświadoma poszłam na to z koleżanką- fanatyczką do kina. Początek - nuuuda, nic się nie dzieje poza wątkiem miłosnym który to jest tak fascynujący jak miska zimnej, niesłodzonej owsianki. Nagle Edzio zabiera Belę do lasu i zaczyna narzekać jakim to on jest potworem i że jeśli tylko wyjdzie na słońce to bella zobaczy, ach jakim to on jest potworem... W tym momencie, oczy się szerzej otwierają ziewanie zostaje wstrzymane, senność prawie mija a głowa tworzy zarąbiście obrzydliwe mixy człowieka z nietoperzem i nieźle podgniłym truposzem. Edward wkracza w słońce ukazując swoją prawdziwą postać...I świeci się. Morderczy wzrok wszystkich zmierzchofanek zwrócił się z furią w kierunku z którego dobiegło głośne "O Rrraany?".
Coś orającego