Ja to chyba mam jakąś słabość do sukinsynów, czterech z sześciu wymienionych jakoś lubię ;P Najbardziej zresztą Bellamy'ego. Bo to pirat. Nie jakaś popierdółka w stylu Luffy'ego i jego przyjaciół, a prawdziwy morski łajdak. No i podobała mi się jego moc

Co do sceny, w której Zoro i Luffy nie walczyli... Luffy wreszcie zrobił użytek z tego, czego nauczył go Shanks
Jeśli jednak miałbym wskazać najgorszego łajdaka, niezależnie od tego czy go lubię czy nie... Cpt. Kuro. Nawet Crocodile miał odwagę w odpowiedniej chwili wyjść ze swego ukrycia i pokazać swe prawdziwe, złe oblicze. Kuro natomiast, gdyby mógł, do końca skryłby się za maską fałszywości, by uniknąć konsekwencji ze strony rządu. Zapewne byłby skłonny wyrżnąć całą wioskę, by nie wyszło na jaw, że wciąż żyje. Paskudny, dwulicowy tchórz. Ale i tak gościa lubię!