- Witajcie w ten piękny słoneczny dzień moi drodzy. Proszę, wejd??cie do środka. - powiedział generał Zodiac zapraszając ich do środka odpowiednim gestem.
Grupka ludzi zachęcona przez dowódcę, weszła do stosunkowo dużego i nowoczesnego budynku. Otworzyły się przed nimi specjalnie zabezpieczone drzwi wykonane z bardzo odpornego metalu. Po wejściu do budynku piękna brunetka przywitała ich i od razu wskazała drzwi, do których powinni się udać. Weszli do specjalnej sali projekcyjnej. Gdy weszli do środka, to zobaczyli że jest ona od wewnątrz wyciszona. Dodatkowo sala była zabezpieczona przez kilka działek automatycznych maszynowych znajdujących się w rogach pokoju. Część z was mogła sobie pomyśleć, że w razie czego chcą was wybić jak najzwyklejszych bandytów. Gdy wszyscy z was w końcu weszli do sali, drzwi się zatrzasnęły, a prowadzący was dowódca przemówił:
- Przepraszamy za te drobne „niedogodności” - powiedział mając na myśli zabezpieczenia i warstwę tłumiącą d??więk- ale to są konieczne środki bezpieczeństwa, które musieliśmy wprowadzić. A poza tym, to witam was jeszcze raz. W tej sali powiemy wam po co byliście szkoleni oraz jaki jest wasz cel. Proszę usiąść na krzesłach, a ja zacznę krótkie wykład.
Na ścianie pojawił ekran, a na nim obraz. Technologia 3D jest już wprawdzie od wielu lat czymś normalnym, ale jeszcze nikt z was nie widział tak dopracowanego pod względem technicznym i jakościowym obrazu. Zodiac dotknął dłonią ekranu, przesunął rękę trochę na dół. Waszym oczom ukazało się kilka planet. Po krótkiej chwili, gdy obraz skończył się renderować, generał pokazał planetę, która znajdowała się najdalej ze wszystkich. Była ona dużo mniejsza niż większość.
- To jest „Czarna gwiazda”. Nazwaliśmy ją tak ze względu na jej rozmiary oraz jej powierzchnię. Ze wstępnych obserwacji naszego satelity wynika, warunki życiowe na niej są dość złe. Ta planeta jest waszym głównym celem. To tam odkryliśmy pierwsze ślady obcych. Istnieją więc poważne podejrzenia, że wzięli się oni stamtąd. Waszym celem jest kompletna eksterminacja. Nie może z nich zostać nawet pył. Po drodze musicie jednak odwiedzić kilka innych planet i rozwalić ich roje. - powiedział wysoko postawiony oficer wojskowy wskazując palcem na kolejne planety.
Generał stanął i odpalił cygaro. Zaciągnął się nim wciągając truciznę głęboko do swoich płuc. Uważniejsi ludzie mogli usłyszeć, że dość ??le znosił ten nałóg, który zaczął mu już sukcesywnie wyniszczać gardło. Zodiac lekko zakaszlnął, wypuścił dym i „zmienił” kadry na ekranie. Wyglądało to tak, jakby go „wyłączał” (kadr zrobił się w pełni prze??roczysty).
- Co do waszego treningu... podzieliliśmy Was na dwie grupy. Pilotów i specjalistów. Konkretne różnice przedstawimy Wam przed odlotem, bo naukowiec nadzorujący ten projekt strasznie się rozchorował i nie mógł przybyć na dzisiejszy briefing...
Drugą część przemowy przerwał mu głos dzwonka. Na twarzy generała Zodiaca pojawił się uśmiech ”Oho! W końcu przybył! Nareszcie, myślałem że spó??ni się dzisiaj jeszcze bardziej...”
- Szczegóły dotyczące Obcych przedstawi wam dr Smith. Doktorze, proszę wejść! - generał nieco podniósł głos pod koniec swej wypowiedzi.
Do sali projekcyjnej wszedł mężczyzna wyglądający na 70latka. Mierzył zapewne niewiele ponad 160cm. Był ubrany w typowy strój naukowca. Jego twarz była tak wychudzona, że okulary które nosił zdawały się lada chwila zsunąć z jego nosa. Dr Smith „odepchnął” ruchem ręki na bok materiały, które przed chwilą prezentował Zodiac.
Waszym oczom ukazały się zdjęcia wykonane za pomocą sond. Przedstawiały one zdjęcia przeróżnych gatunków ufoli oraz planet (zarówno spoza orbity, jak i te prezentujące ją ze znacznie bliższej perspektywy)
- Witam was. Stoicie przed wyjątkową szansą. Zostaniecie wysłani jako pierwsi do walki z obcymi, których odkryliśmy.... łohohoh, ze 20 lat albo i więcej będzie! Póki co zdążyliśmy zaobserwować pewne rzeczy. Działają na zasadzie „roju”. A mianowicie są pewne jednostki zarządzające nimi. Stanowią ich pewną Nadświadomość. Przejmują kontrolę nad danymi gatunkami, następnie poddają ich przedstawicieli procesowi defragmentacji mózgu i zaszczepieniu własnej Woli. W sferze domysłów pozostaje, jak zachowują się one, gdy pozbawi się ich tej Nadświadomości. Moim zdaniem, ale podkreślam, że póki co są to jedynie przemyślenia, kierują się pierwotnymi instynktami. Wraz z resztą naukowców podejrzewamy, że identycznie będzie z lud??mi. Dlatego musicie zaatakować zanim zrobią to oni. Ponadto ostrzegam, nie dajcie się zwieść. Z tego co widzieliśmy, to większość z nich jest mniejsza od waszych cacek, ale jeżeli spieprzycie robotę, to nawet najsilniejsze osłony was nie uratują od śmierci. - doktor na chwilę przerwał chwytając szklankę z wodą.
Na sali była taka cisza, że mogliście dokładnie usłyszeć odgłos przełykania wody przez starszego człowieka. Część z was wysłuchiwała jego przemówienia z zaciekawieniem, niektórzy z kolei byli wyra??nie znużeni. Dziadunio ściągnął okulary, chuchnął na nie i przetarł swoim białym kitlem. Po czym krótko westchnął patrząc na młodych. ”Ech... że też wam przyszło bronić naszej planety. Współczuję Wam.”
- Generale... -dr Smith popatrzył się tam, gdzie powinien znajdować się dowódca zakładając jednocześnie okulary- musi mi pan wybaczyć, ale czuję się zobowiązany im to powiedzieć. Z naszych obserwacji wynika, że obcy podobnie jak my ludzie, umieją kontrolować moc psi. Różnica polega na tym, że zapewne, pardon, jesteśmy wobec nich strasznie chujowi w tej kwestii. Nie jestem pewien, ale tą Nadświadomością może być jakiś wybitnie potężny byt energii psi. -Dr Smith ponownie spojrzał na Generała po czym przerzucił od razu swój wzrok na młodych- Ja... jestem już stary. Nie mam rodziny. Nie powinienem wam tego mówić, ale spotkaliśmy się z pierwszymi kosmitami tego typu. Ich moc przekracza póki co nasze wyobrażenie... byliśmy w stanie jedynie ich nieco opisać.
Generał Zodiac wstał po tych słowach. Choć w połowie drogi uświadomił sobie, że nie ma sensu tego ukrywać przed tymi młodymi lud??mi. Popatrzył się z wyra??nie zmieszaną i zestresowaną miną to na dr Smitha, to na grupę przyszłych obrońców. W końcu po zrozumieniu w jakim kwasie się znalazł westchnął i powiedział do reszty.
- Chcieliśmy wam powiedzieć to pó??niej. Tuż przed odlotem... przekazać odpowiednie instrukcje was z wszelkimi danymi, jakie zebraliśmy na ten temat... - dowódca zaczął się motać – Doktorze, czy pan już skończył? Jeśli tak, to zaraz pokażemy tym młodzieńcom ich środek transportu oraz maszyny bojowe...
Ponownie dzwonek przerwał Zodiacowi. Tym razem jednak zdecydowanie wybawił go z opresji.
- Panie Generale, pilne. Proszę natychmiast przyjść do biura! - powiedział kobiecy głos należący zapewne do tej sekretarki, która witała ich na początku.
- O kurcze... no nic. Reszty dowiecie się za 3 dni przy ostatecznej odprawie. Przez te 3 dni macie czas wolny i robicie wszystko co chcecie. My to fundujemy. Możecie wyjść. - powiedział spokojnie generał Zodiac wskazując im wyjście.
Grupa pilotów i specjalistów zaczęła kierować się w kierunku wyjścia. Młoda dziewczyna (Ylva) wyrwała się z krzesła i wybiegła przed szereg chcąc wyjść jak najszybciej. Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich młody, wysoki mężczyzna (mający trochę ponad 2 metry wzrostu) brunet.
- ...ale ja sram na zasady. Ta sprawa nie cierpi zwł... - powiedział mężczyzna, któremu przerwała wpadając na niego, maleńka przy nim jasnowłosa Ylva.
Ten instynktownie chwycił ją szybko za plecy. Ta jednak podniosła się, popatrzyła na niego, zaczęła coś mruczeć pod nosem, po czym zaczęła iść w swoją stronę... a przynajmniej próbowała, bo brunet chwycił ją męskim chwytem za bark.
- Nie ładnie jest tak odchodzić bez podziękowania. - powiedział szarmanckim głosem
- Umrzyj padalcu! - warknęła jasnowłosa
”Ach te młode kobietki w dzisiejszych czasach... takie agresywne. Lubię takie.” – pomyślał.
- Generale Zodiac -zasalutował
- Spocznij. Mam nadzieję, że to ważna sprawa, Thompson.
- Ależ oczywiście, generalnie. Nie zawracałbym wam głowy pierdołami. Proszę, oto te papiery.
- Och! To dobrze, akurat zostałem wezwany na zebranie. Bardzo mi się one przydadzą. Dzięki Ci chłopcze. Ten młodzieniec to Thomas Thompson. Ma stopień podpułkownika. Leci z wami w kosmos. Będzie dbał o wasze dalsze treningi oraz wami dowodził. - powiedział spokojnym głosem Zodiac- A teraz wybaczcie, śpieszę się. - dodał po chwili wychodząc z sali niemalże biegiem.
Po krótkiej chwili milczenia Thomas zabrał głos.
- No to co chłopaki? Bierzecie pod rękę tę piękność i idziemy na jakieś piwo? Możemy się poznać. Pó??niej załatwię wam transport jak chcecie gdzieś lecieć. - powiedział brunet ze szczerym uśmiechem na twarzy.