One Piece - Shin Sekai(alternatywna wersja)
Ten temat nie posiada streszczenia.
Aktualnie ten wątek przeglądają: 1 gości
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź
gumiak

Super świeżak

Licznik postów: 191

gumiak, 31-07-2013, 17:01
bery napisał(a):
gumiak napisał(a):No rzeczywiście racjonalnie to wyjaśniłeś, nie spodziewałem się takiego wyjaśnienia, właściwie w ogóle go nie było :kwasny: Może jeszcze z tego wybrniesz udzielając sensownego wyjaśnienia w którymś z następnych rozdziałów.
Nie pisałem przecież, że wyjaśnienie będzie w następnym rozdziale, jeszcze trochę poczekacie Wink
Myślę że Luffy zgodziłby się zostać zakładnikiem jeśli miałoby to ocalić życie jego załodze, skoro nie mógł pokonać Dofli

Po przeczytaniu tego rozdziału stwierdzam, że Luffy mógł by pocisnąć Dofle, przecież osłabiłeś Doflamingo na tyle, że Luffy spokojnie może mu zadawać ciosy Tongue

W pierwszym rozdziale zaprezentowałeś umiejętności Doflamingo na poziomie co najmniej Yonkou, w tym rozdziale jego umiejętności zmalały na tyle, że Luffy może normalnie mu zadawać ciosy :hyhy:
bery

Super świeżak

Licznik postów: 274

bery, 31-07-2013, 17:20
Zapomniałeś dodać że ciosy Luffiego nic nie dały i były zadawane na rage'u i nie były zbyt skuteczne;-)
I przestancie pisać że Dofla ma poziom Yonkou, bo Kaidou to chyba będzie songoku na ssj4 :-\ Dofla jest na poziomie słabego admirała(powalczyłby, ale raczej bez szans na wygraną)
Artur

Pierwszy oficer

Licznik postów: 1,136

Artur, 31-07-2013, 17:23
gumiak napisał(a):Luffy nigdy nie zgodził by się na przystanie na propozycję Doflamingo niezależnie od okoliczności
Oczywiście, że w razie zagrożenia życia jego załogi by się zgodził aby ich uratować.
Jamac

Pierwszy oficer

Licznik postów: 1,151

Jamac, 31-07-2013, 18:01
Gumiak ma rację, w pierwszym czy tam drugim rozdziale Dofla miotał wszystkimi jak szatan, a tutaj od jednego uderzenia Luffy'ego krew z ust...

Lekko za duża różnica pomiędzy Luffy'm a Zorem i Lawem, ale czyta się całkiem spoko.
[Obrazek: comment_hGLtLY5BZt5VGSt9IF80hKZaMB2cHSvy,w400.jpg]
bery

Super świeżak

Licznik postów: 274

bery, 31-07-2013, 19:07
Gwoli ścisłości, nigdzie nie napisałem że Dofla dostał krwotoku z ust czy coś Wink
Wiem że to nie zmienia tego, że Luffy uderzył go parę razy, ale jednak te ciosy nie były zbyt efektowne.
gumiak

Super świeżak

Licznik postów: 191

gumiak, 31-07-2013, 20:32
bery napisał(a):Zapomniałeś dodać że ciosy Luffiego nic nie dały i były zadawane na rage'u i nie były zbyt skuteczne;-)
I przestancie pisać że Dofla ma poziom Yonkou, bo Kaidou to chyba będzie songoku na ssj4 :-\ Dofla jest na poziomie słabego admirała(powalczyłby, ale raczej bez szans na wygraną)

Ale po zaprezentowanych umiejętnościach Doflamingo z poprzednich rozdziałów, Luffy nie powinien w ogóle zadać mu ciosu Tongue

Z twojego FanFicku wynika, że haki Dofli są na podobnym poziomie co haki Yonkou i chyba głównie o to chodzi innym użytkownikom forum :]

pisz dalej, nie??le ci to wychodzi Smile

chciałbym zobaczyć twoja wizję spotkania załogi SHP z jednym z Yonkou - BM Tongue
bery

Super świeżak

Licznik postów: 274

bery, 31-07-2013, 20:46
To trochę poczekasz, zwłaszcza że nie mam jeszcze ogarniętej nawet załogi BM(w przeciwieństwie do Kaidou, gdzie jego arc mam już w 3/4 opracowany)

[ Dodano: 2013-08-03, 11:40 ]
Czwarty rozdział zarazem kończy prolog do Dressrosa Arc Wink Teraz będzie akcja, akcja i jeszcze więcej gadania Big Grin

4. To twoja wina

- O czym ty mówisz, marimo? Gdzie jest Luffy? - Sanji wstał i drżącymi dłonmi zapalił papierosa. - Nami-swan! Robin-chan! Jesteście całe?
- Wygląda na to że tak, Sanji. - Nami z trudem wstała i oparła się o maszt okrętu. - Robin, jak u ciebie?
- Nic mi nie jest. Dziwne, bo mógł przecież nas zabić gdy byliśmy nieprzytomni.
- Racja. Co go zatem powstrzymywało? - Zastanawiał się kucharz, próbując obudzić Usoppa i Brooka.
- O rety, to było naprawdę straszne, panie Sanji! - Zaszlochał szkielet. - Myślałem że zostanie ze mnie martwy trup! Chociaż... ja już jestem trupem. Yohohohohohoho!
- Możesz się zamknąć? Nie widzisz, co się stało?
- Zoro! Jesteś okropny! - Krzyknął Chopper który właśnie zajmował się ranami Kinemona. - Te rany są poważne, to fakt, ale nie zagrażają jego życiu. Z Momonosuke też już w porządku...
- Nie o tym mówię! - Wykrzyknął szermierz, podnosząc z ziemi słomiany kapelusz. - Luffy odszedł!
- Co? O czym ty gadasz, Luffy nigdy by nie zostawił tego ~super~ kapelusza!
- Niestety to prawda. - Odezwał się po chwili milczenia Law. - Doflamingo zabrał też Caesara. Ale Słomiany... On od początku musiał być jego celem. Przeklęty Joker! Teraz, realizacja mojego planu będzie utrudniona...
- W dupie mam ten twój zasrany plan! - Zoro chwycił byłego Shichibukai za ubranie na piersi i mocno nim potrząsnął. - To wszystko twoja wina! Gdybyś nie wciągnął w to Luffiego, nic by się nie stało! - Uderzył Lawa w twarz, po chwili na Trafalgara spadło kilka innych uderzeń.
- Wystarczy, Roronoa. - Pięść Zora została zatrzymana przez Sanjiego.
- Odwal się kuku! Nie widzisz, co się przez niego stało!
Sanji kopnął towarzysza w twarz, cios odrzucił zielonowłosego kilka metrów do tyłu. Kucharz zapalił kolejnego papierosa.
- Nie myśl, że tylko ty cierpisz! My wszyscy... Czujemy to samo! Ale nie możemy się teraz poddawać i rozpaczać! Czy Luffy kiedykolwiek się poddał?
- Więc co zamierzasz zrobić, Sanji? - Spytał po chwili Usopp.
- To oczywiste. Popłyniemy za Flamingiem i odbijemy naszego kapitana. To jedyna opcja. Jednak jeśli ktoś nie chce płynąć, nie będę mieć mu tego za złe. Sam nie jestem pewien, czy przeżyjemy ponowne spotkanie z tym Shichibukai.
Zoro uśmiechnął się i wstał.
- Wreszcie gadasz z sensem, kuku od siedmiu boleści. Franky, statek jest gotowy?
- Od kilku godzin.
- Świetnie, zatem wypływamy. - Zoro momentalnie zmienił nastawienie. Zachowywał się zupełnie jak kapitan. Podszedł do Usoppa i założył mu kapelusz Luffiego na głowę. - Luffy zostawił go mi, ale myślę że będziesz bardziej odpowiednią osobą.
- Zazdroszczę Słomianemu takiej załogi. - Law otarł krew z twarzy. - Masz rację, Roronoa. To ja was w to wpakowałem, i ja was z tego wyciągnę. Chcę płynąć z wami. Reniferze, jak samurai? - Zwrócił się do Choppera.
- Już dobrze, wkrótce powinien odzyskać przytomność.
- W takim razie pomóż mi z ranami tych tutaj. - Wskazał na marines. - Zwłaszcza Smoker może potrzebować pomocy.
- Zoro?
- Rób co mówi. Bąd?? co bąd??, Smoker nie zaatakował nas gdy straciłeś swój tytuł, prawda Law? Ale pospieszcie się. - Powiedział szermierz wchodząc na statek. - Nie mamy wiele czasu.

***

Nowy Świat, okolice Dressrosy

- Daleko jeszcze, Buffalo? - Niecierpliwiła się Baby 5.
- Jesteśmy już blisko. Oczywiście bylibyśmy szybciej, gdybyś tyle ostatnio nie jadła. Po co kupowałaś tyle ciastek od tamtego dziadka?
- On mnie potrzebował! Gdyby nie sprzedał swoich wypieków, nie miałby jak zapłacić za czynsz!
- Dobra dobra, ale musiałaś zjadać je wszystkie od razu?
- Spokojnie, dzieciaki. - Kłótnia podwładnych obudziła Doflamingo, który uciął sobie krótką drzemkę. - Nie lubię kłótni w mojej rodzinie.
- Oczywiście, przepraszam paniczu... Och, już jesteśmy!
Rzeczywiście, na horyzoncie dało się dostrzec coraz większą i większą wyspę, z ogromnym miastem rozrastającym się na niemal całe wybrzeże.
- Świetnie. Jak tam czas, Baby 5?
- Powinniśmy zdążyć na kolację.
- Wciąż głodna? - Kąśliwie spytał Buffalo.
Kilkanaście minut pó??niej wylądowali tuż za posiadłością Doflamingo. Kilkupiętrowy żółty budynek górował nad kompleksem ogrodów i basenów. Na pierwszy rzut oka widać był, że właściciel domu jest niesamowicie majętnym człowiekiem: w ogrodzie rosły wszelkie możliwe rośliny, a główny basen otoczony zjeżdżalniami, sztucznymi rzekami, fontannami i krytymi zatoczkami przypominał raczej park wodny. Z posiadłości natychmiast wybiegło kilka pokojówek, które w mgnieniu oka ustawiły się w dwuszeregu, niczym nakręcane zabawki.
- Witamy w domu, paniczu! - Zakrzyknęły chórem.
- Witaj na Dressrosie, Słomiany. - Lider rodziny Donquixote zwrócił się do Luffiego, pomagając mu zejść z pleców Buffalo. - Od teraz to twój nowy dom.


Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze, dzięki nim mam nadzieję stopniowo poprawiać swój warsztat


Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze, dzięki nim mam nadzieję stopniowo poprawiać swój warsztat
Rika

Szczur lądowy

Licznik postów: 8

Rika, 04-08-2013, 21:04
Tekst się wkleił dwa razy Tongue

Generalnie do nowego rozdziału mam trzy uwagi:
1) Sanji nigdy nie zwraca się do Zoro per Roronoa - już prędzej powiedziałby do niego coś w stylu "Wystarczy, ty pieprzony szermierzu" lub po prostu "Zoro, wystarczy". Po nazwisku zwracają się do siebie osoby obce, a oni na pewno nie pozostają w tak odległej relacji.
2) Nie sądzę także, by Zoro na tyle stracił panowanie, aby uderzyć Lawa, a jeżeli już to Law nie dałby się tak łatwo uderzyć. Nawet jeśli Zoro by go złapał Law robi dwa ruchy i go nie ma (Room-Shambles i jest na drugim końcu swojej sfery, zwykły unik jeśli nie chce walczyć, bąd?? aktywując sferę może dowolnie przeciwnika odepchnąć a nawet podtrzymać przeciwnika pod sufitem swojego "pokoju" - Tact). To nie jest typ, który daje się okładać.
Aczkolwiek ta druga uwaga to tylko moje przemyślenia, nie spodobało mi się, że tak zeszmaciłeś trochę moją ukochaną postać Tongue
3)
bery napisał(a):- Zazdroszczę Słomianemu takiej załogi. - Law otarł krew z twarzy.
To zdanie brzmi jakby Law wątpił we własną załogę, jakby uważał że jego jest gorsza. Z jego ust coś takiego by nie padło, bo mimo że w jego załodze nie ma takich relacji jak u Słomianych to Sercowi są oddani swojemu kapitanowi całym sercem. I on o tym doskonale wie.

Wydaje mi się, że na przyszłość powinieneś trochę pomyśleć na profilami psychologicznymi postaci. Bardziej dogłębnie przemyśleć czasem, czy dany bohater rzeczywiście tak by się zachował jak chcesz to opisać.
Do reszty na razie nie ma się co przyczepić, czekam na dalszą kontynuację :3
bery

Super świeżak

Licznik postów: 274

bery, 04-08-2013, 22:52
Poprawione Wink
A Law dał się obić bo jednak poczuwał się do winy za porwanie Luffiego - bąd?? co bąd??, gdyby nie Trafalgar Słomkowi pewnie nawet nie spotkaliby Flaminga.
Ale bez obaw, jeszcze będzie miał w tym arcu walkę w której pokaże na co go stać(nie to co z Vergo)
Zdanie które wypowiedział o załodze SH - rzeczywiście, brzmi jakby wątpił w swoją załogę, ale można tez zrozumieć jako zazdrość o załogę w ogóle. Zreszta, załoga oddana czy nie - niewielu jest w stanie wystąpić przeciw takim szychom jak Doffy(zwłaszcza po tym, jak pojechał całą załogę bez większych problemów). No, ale kto, jak nie Słomiani wydał wojnę WG?
W odp. poważnej sytuacji myślę że Sanji nie miałby problemu z nazywaniem Zora po nazwisku

Ale dzięki za komentarze, postaram się wziąć rady do serca
Rika

Szczur lądowy

Licznik postów: 8

Rika, 05-08-2013, 09:12
Wydaje mi się jednak, że Law poczuwający się do winy prędzej otrzepałby się z kurzu i powiedział "Dobra, moja wina, ale już mam plan jak odbić waszego kapitana." niż dałby się obić Wink Law potrafi szybko myśleć i dostosowywać się do nowych sytuacji, ale pisz dalej, jestem ciekawa jak się to wszystko dalej potoczy.

bery napisał(a):Zreszta, załoga oddana czy nie - niewielu jest w stanie wystąpić przeciw takim szychom jak Doffy (...)

Błąd w myśleniu Wink Oddana załoga podąży wszędzie za swoim kapitanem, jeśli kapitan powie zaufajcie mi i zaatakujcie - załoga zaatakuje z kimkolwiek nie mieliby walczyć. Jeśli załoga nie jest oddana kapitanowi i podważa jego autorytet, próbuje sama oceniać skalę zagrożenia - wtedy wybuchnie bunt.
Niewielu jest w stanie wydać wojnę Światowemu Rządowi, bo nie każdy ma tak głupiego i porywczego kapitana jak Słomiani Wink Przeciętny kapitan nie wydałby takiego rozkazu jak Luffy Usoppowi (Sogekingowi xD), prawda? Smile Tamten epizod dowodzi przede wszystkim o oddaniu załogi.
bery

Super świeżak

Licznik postów: 274

bery, 05-08-2013, 14:01
5. Law i Słomiani

Thousand Sunny Go, pomiędzy Punk Hazard a Dressrosą

Piracki statek z podobizną lwa na dziobie powoli przemierzał największy ocean świata, Grand Line, a konkretnie jego drugą połowę - Nowy Świat. Minęło kilkanaście godzin od incydentu na Punk Hazard. Morze było wyjątkowo spokojne, więc cała załoga Słomianych Kapeluszy, a także kapitan piratów Serca i Kinemon wraz synem mogli odpocząć w okrętowej stołówce, nie przejmując się pogodą.
- Więc mówisz, że też masz interes do Jokera? - Spytał Law samuraja, przegryzając gorącą jeszcze pieczeń z morskiego nied??wiedzia.
- Azaliż, Law-dono! Ten podstępny nikczemnik, Doflamingo, haniebnie napadł na mnie, Momonosuke i mego drogiego przyjaciela, Kanjuro, kiedyśmy płyneli ku wyspie zwanej Zou...
- Zou? Cóż za zbieg okoliczności. Moja załoga tam stacjonuje.
- To bardzo ciekawe. - Robin odłożyła “Wyspy w Nowym Świecie od A do Z” na półkę i odwróciła się w stronę siedziących przy stole.. - Z tego co piszą, na tej wyspie najciekawszą rzeczą jest dawno wygasły wulkan. Zastanawiam się, czego dwóch samurajów mogło tam szukać?
- Wybacz panienko, ale jest to sekretna sprawa, powierzona nam przez samego szoguna. - Z dumą odpowiedział Kinemon, stając na baczność gdy wymawiał słowo “szogun”. Jednocześnie jeknął z bólu, gdy rany zadane mu przez Doflamingo dały o sobie znać.
- Ostrożnie, panie samuraju, nie powinieneś się tak gwałtownie ruszać. Twoje rany jeszcze się nie zagoiły. - Pouczył go Chopper.
- Rzeczywiście, doktorze, zaprawdę niemądre było to z mojej strony, jednakże wciąż jestem pełen podziwu dla twego kunsztu. Gdyby nie waszmości pomoc,niechybnie straciłbym me ramiona!
- Idioto! Myślisz że komplementy mnie uszczęśliwiają? - Zaszczebiotał, rumieniąc się i zabawnie podrygując, jak zwykle gdy ktoś go pochwalił.
- Och, czyżbym rzekł coś niestosownego? - Spytał ze zdziwieniem Kinemon.
- Nie, on zawsze jest taki.
- Swoją drogą... ciekawe co ze Smokerem i resztą marynarzy. Mam nadzieję że nic im nie jest. - Powiedział renifer gdy już się uspokoił.
- Możesz być spokojny. - Uspokoił go Law. - Sam widziałeś, większość ich ran tylko wyglądała poważnie. To, że Joker nie uznał nas za zagrożenie wystarczające by wszystkich zabić, jest zastanawiające, biorąc pod uwagę to, co wiemy. Jedno jest pewne: marynarka z pewnością wykona teraz ruch. Nawet jego koneksje, jakiekolwiek by one nie były, nie uchronią Doflamingo przed wściekłością Skazukiego.
- Skoro mowa o marines... Nie boisz się, że staniesz się ich celem? W końcu nie jesteś już Shichibukai, a i nagrodę masz sporą... - Spytał Usopp z nutką zazdrości w głosie.
- To tylko drobna niedogodność. Spójrzcie. - Law rzucił na stół dzisiejszą gazetę. Na pierwszej stronie widniały listy gończe trzech Supernowych: Eustassa Kidda, Basila Hawkinsa i Scratchmena Apoo, opatrzone nagłówkiem “ Tajemniczy sojusz trójki nowicjuszy powodem niepokojów w Nowym Świecie”. - Wygląda na to, że nie tylko my zawiązaliśmy przymierze.
- Ciekawe kto napisał ten artykuł, mam na myśli to, że raczej trudno jest zdobyć takie informacje, nie?
- Tutaj napisali - Law rzucił okiem na stopkę redakcyjną - że autorem jest wolny strzelec Absa. Nikt nie wie kim jest, ale w ciągu kilku ostatnich miesięcy napisał kilka artykułów na temat wielu piratów działających w Nowym Świecie. Ciekawe, czy Jack ma z tym coś wspólnego...
- Co za Jack? Brzmi ~super~ męsko!
- Nie, nic. Tak mi się powiedziało.
- Zabawne przejęzyczenie. - Zachichotała Robin.
- Hej, wszyscy już są? - Z kuchni wyszedł Sanji, niosąc kolejne naczynia wypełnione po brzegi jedzeniem.
- Wszyscy są już od dawna, czekaliśmy tylko na ciebie kuku. - Odezwał się Zoro.
- Zamknij się, albo nie dostaniesz dokładki. I nogi ze stołu - jesteś w towarzystwie dam, nieokrzesany marimo.
Zoro odburknął coś pod nosem ale wykonał polecenie kucharza - zdążył już zjeść swoją porcję a w brzuchu wciąż słyszał nieustanne burczenie.
- Skoro wszyscy są, to możesz zaczynać, Trafalgar. - Powiedział do siedzącego obok pirata.
- Oczywiście. Nie chciałem wtajemniczać całej waszej załogi tak wcześnie, ale porwanie Luffiego i Caesara zmusiły mnie do wprowadzenia do wprowadzenia pewnych modyfikacji w moim planie. Ale od początku: celem mojego sojuszu ze Słomianym jest pokonanie jednego z Yonkou, Kaidou Sto Bestii...
- Coooooooo!!!? - Przerwał mu jednoczesny krzyk Kinemona, Choppera i Usoppa.
- Zaczynasz od bardzo niebezpiecznego człowieka... o ile można go tak nazwać. - Powiedziała z usmiechem pani archeolog.
- Wygląda na to, że wiesz co-nieco, Nico robin.
- Cóż, słyszałam pogłoski.
- O, ja też słyszałem pogłoski! - Wtrącił się długonosy. - Podobno Kaidou jest najstraszniejszym z Yonkou! A swoich przeciwników rzuca strasznym morskim bestion na pożarcie!! ??ywcem!!!
- To akurat prawda.
- Rozumiem, w takim razie... - Usopp przez chwilę się zastanawiał. - Nami, kiedy nie ma Luffiego, kto jest kapitanem?
- Chyba Zoro, w końcu on był pierwszy. - Odpowiedziała po krótkim wahaniu nawigatorka.
- Zoro, mam pewne obawy co do tego sojuszu.
- Hmm? Jakie?
- Wszyscy zginiemy, do cholery!!!
- Zoro, ja nie chcę umierać!!! - Zawtórował mu renifer.
- Spokój! - Uciszył ich zielonowłosy, wstając od stołu. - Luffy się zgodził, a ja nie widzę powodu by kwestionować decyzję kapitana. A wy dwaj - zwrócił się do Usoppa i Choppera - czy nie trenowaliście przez te dwa lata? Zresztą, koleś - wskazał Lawa, któremu wyra??nie nie spodobało się nazywanie go “kolesiem” - najwyra??niej ma dobry plan, więc może posłuchajcie do końca.
- Ja tam nie boję się, że jakieś zwierzę mnie zje. W końcu jestem tylko kośćmi! Yohohohohohoho!
- A co z psami?
- Robin-san... Niszczyć moje żarty... Jakże okrutnie...
- Tak jak powiedziałem przed chwilą, - kontynuował Law, przeczuwając ze jeszcze chwila, a rozmowa zejdzie na bardzo niepoważne tematy - głównym celem jest Kaidou. Jest z pewnością bardzo niebezpieczną osobą, ale jeśli odzyskamy Luffiego, szanse na jego pokonanie są... dość duże.
- Co masz na myśli mówiąc “ dość duże”? - Spytała Nami.
- Jakieś 20, może 30 procent.
- To cholernie małe szanse! - Zakrzyknęła razem z Usoppem i Chopperem. - Zoro! Zgłaszam sprzeciw!
- Oddalam. Sanji, daj jeszcze mięsa. - Szermierz uniósł pusty talerz.
- To nie jest sąd, idioto!
- Skoro panienka Nami się nie zgadza, to ja też. I nic nie dostaniesz, marimo!
- Bezczelny. Odzywać się tak do kapitana. Za to należy się karcer.
- Nie mamy tu karceru, idioto!
- Kogo nazywasz idiotą, kretynie? Zaraz ci pokażę, kto tu rządzi! - Szermierz ruszył na blondyna, wyciągając katany z pochew.
- Ach tak? Tylko tu podejd??, nakopię ci w ten pusty łeb! - Sanji uniósł nogę, gotowy do walki.
Law obserwował kłótnię z niedowierzaniem. Jak Słomiani mogli być tak beztroscy?
- Jak w ogóle możecie się tak zachowywać?! Nie rozumiecie powagi sytuacji? Wasz kapitan został porwany, do cholery!
- Traf ma rację, zachowujesz się strasznie niepoważnie kuku. - Zoro usiadł i schował miecze. - Mów dalej, słuchamy.
- Ty głupi mariomo! Zaraz cię...
- Sanji, uspokój się. - Westchnęła Nami. - Mimo wszystko, powinnismy wysłuchać tego planu, potem zdecydujemy co robić dalej.
- Ok, zatem użyję wersji skróconej. - Były Shichibukai ponownie zabrał głos. - Priorytetem jest odbicie Luffiego, jednak jak sami widzieliście - bezpośrednia walka z Jokerem nie jest najlepszym pomysłem, dlatego postanowiłem zaproponować mu wymianę.
- Wymianę? - Zainteresował się Usopp. - Masz coś czego mógłby chcieć Doflamingo?
- Oczywiście. - Uśmiechnął sie podstępnie Trafalgar i położył na stole niewielki bladofioletowy przedmiot, z którego dochodziło ciche bębnienie. Wszyscy, jak jeden mąż wybałuszyli oczy, wpatrując się w organ umieszczony w przezroczystym pudełku.
- Czy to...?
- Nie byłbym sobą, gdybym się nie zabezpieczył. Oto nasz karta przetargowa - serce Caesara Crowna. Nawet Doflamingo nie zaryzykuje śmierci swego najcenniejszego podwładnego, więc będzie musiał się zgodzić. Zostaje tylko się z nim skontaktować - czy ktoś mógłby podać mi ślimakofon?
Jamac

Pierwszy oficer

Licznik postów: 1,151

Jamac, 08-08-2013, 20:34
Świetny rozdział, Zoro chcący wtrącić Sanji'ego do karceru xD Jak na razie najfajniejszy rozdział.
[Obrazek: comment_hGLtLY5BZt5VGSt9IF80hKZaMB2cHSvy,w400.jpg]
Artur

Pierwszy oficer

Licznik postów: 1,136

Artur, 08-08-2013, 21:22
Nie pasuje mi do Lawa, nazywanie Luffiego: Luffym
TheMoon

Imperator

Licznik postów: 1,645

TheMoon, 09-08-2013, 01:20
Mi niepasuje w 4 rozdziale Zoro obwiniający Lawa o porażkę i bijący go, kiedy ten się nie bronił... to zupełnie nie w jego stylu.

5-ty rozdział był spoko, ogólnie dalej dobrze ci idzie.
[Obrazek: mury-w-muzeum-raju-zdjecie.jpg]  
bery

Super świeżak

Licznik postów: 274

bery, 09-08-2013, 11:54
Artur napisał(a):Nie pasuje mi do Lawa, nazywanie Luffiego: Luffym
Nie znudziłoby ci się ciągłe nazywanie go Słomianym?
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź