wiem że kilku osobom z tego forum pierwszy sezon przypadł mocno do gustu, ciężko się dziwić - serial naprawdę świetny, o ile nie najlepszy. Ja jestem w tym gronie i właśnie obejrzałem pierwszy odcinek drugiego sezonu. Ciężko oczekiwać żeby sezon numer dwa pobił pierwszy, ale chyba nie o to tutaj chodzi. Ja z jakimś większym porównaniem się wstrzymam dopóki ostatniego odcinka nie obejrzę, a wracając do pierwszego to całkiem mi się podobał. Colin Farrell wypada co najmniej przyzwoicie, dwójka pozostałych głównych bohaterów też niczego sobie. Vaughn już trochę gorzej ale to przecież można nadrobić. O czym warto wspomnieć to fajne intro które mi przypadło do gustu za pierwszym razem, i klimat serialu, podobny do tego jaki znamy z pierwszego sezonu. Zapraszam do dyskusji tych którzy już obejrzą
[
Dodano: 2015-08-11, 21:15 ]
od wczoraj można na necie oglądać finałowy odcinek drugiego sezonu. Wrażenia po całym sezonie? Skrajnie mieszane. bardzo podobały mi się pierwsze odcinki, jak i te w połowie sezonu. Później oczekiwałem że relacje bohaterów zaczną się w fajny sposób jakoś zazębiać tak jak to było w przypadku martin/rust. Niestety się zawiodłem bo takowych nie było. No dobra, interakcje ray/frank były fajne. Ale reszta? To co mnie najbardziej rozczarowało to postaci pani bezzerides i woodrugh. Nazwisko woodrugh to chyba umyślne, bo taylor kitsch to drewno gorsze niż kit harington w pierwszych sezonach gry o tron. Jego postać w ogóle do mnie nie przemówiła, jedna mina i do tego jego pseudo pedalskie problemy. No ludzie, jakie to było żałosne. Pani sztyleciarka trochę lepiej, ale daleko jej do czegoś co mogłoby wywrzeć na mnie jakieś pozytywne odczucia. Co do plusów, to collin farrell któremu chyba nie można nic zarzucić, bo grał naprawdę fajnie a i jego postać była duużo lepiej napisana. Problematyka ojca i zabójstwo niewinnego człowieka to wątki które mi przypadły do gustu. Największe zaskoczenie - vaughn w roli pseudo dobrego, niby złego ale jednak dobrego gangstera. Też fajnie napisana postać, nie spodziewałem się po nim tak fajnej gry aktorskiej. Teraz chyba czas powiedzieć coś o najważniejszym dla całej produkcji finale - ten mnie jak i wiele osób rozczarował. Jakiś taki przesadzony dramatyzm i głupi foreshadowing. Nie podobało mi się w jaki sposób zginął ray, nie podobał mi się do bólu sztuczny wątek miłosny jego i pani sztyleciarki. To, co mi się podobało to to jak skończył frank. Lubiłem postać ale fakt że jego arogancja go zgubiła naprawdę mi się podobał. Super śmierć (

), na prawdę.
aha, wspomniałem już że zabicie łudru przed finałowym odcinkiem to był dobry zabieg? chyba nawet scenarzyści nic w nim nie widzieli xD