5.
Kilka dni wcześniej, Compeel - stolica Świata, Pałac Królewski
- Jak idą testy? Nowi się nadają?
- Dwóch z nich wykazuje spory potencjał, mogą nam się przydać. Reszta nadaje się jedynie na zwykłych żołnierzy Lordzie.
- Dobre i to. Później osobiście się im przyjrzę.
Drzwi do komnaty otwierają się. Wchodzą dwie osoby.
- Lordzie, bardzo przepraszam. Nie chciał zaczekać na pozwolenie by wejść.
- Nie szkodzi, możesz odejść. No proszę proszę, jedna z moich Czarnych Gwiazdek. Co Cię sprowadza?
- Witaj Lordzie. Cześć Bufa.
- Phi... Czego chcesz? I czemu przychodzisz bez zapowiedzi?
- Spokojnie, mam dla was coś ciekawego - powiedział mężczyzna, podchodząc do barku i nalewając sobie alkohol do szklanki - spotkałem bardzo interesującą osobę.
- He? Co masz na myśli? Mógłbyś nalewać sobie trochę mniej? Ten alkohol kosztował grube szekle.
- Wybacz Lordzie, myślałem, że szekli masz aż nadto i nie skąpisz na trunku. Chodzi mi o to - dodał - że ta osoba może mieć bardzo wiele z Tobą wspólnego, Lordzie.
- Coś wspólnego z Lordem?
- Tak. To młody chłopak, niedawno wyruszył na poszukiwanie drużyny. Widziałem go w akcji. Myślę Lordzie, że nie jesteś jedynym Multispamerem na tym świecie.
- Co takiego..?
- Niestety więcej nie mogę powiedzieć, bo więcej nie wiem. Mówię jedynie tyle, ile widziałem. Nie wiem dokładnie, na czym polega jego moc, ale jestem niemal pewny, że ten chłopak jest Multispamerem.
- Wiesz coś jeszcze na jego temat?
- Tak. Wiem, że niedługo będzie o nich głośno.
- O nich? Mógłbyś nie owijać wiecznie wszystkiego w bawełnę?
- Spokojnie Bufa. O nich, bo zdążył znaleźć już silnego towarzysza. Myślę Bufa, że dobrze znasz tą osobę.
- Co? Kogo masz na myśli?
- Nic nie mówię. Niedługo sami się przekonacie - powiedział, odkładając pustą szklankę - A teraz spadam. Mam coś do załatwienia w mieście.
- Jutro widzę Cię w południe u mnie. Pójdziesz ze mną przyjrzeć się nowym.
- Dobrze Lordzie. To do jutra. - powiedział wychodząc.
- Wkurwia mnie ten typ.
- Wkurwia czy nie, dobrze że jest po naszej stronie - zamyślił się przez chwilę Lord, po czym dodał - Podaj mi telefon Bufa i wyjdź. Skontaktuj się z Blekiem, jutro ma być u mnie.
- Proszę Lordzie. Jak sobie życzysz - dodał Bufa wychodząc z komnaty.
Lord chwycił w dłoń słuchawkę telefonu i wykręcił numer.
"Wygląda na to, że w końcu się pojawił..."
- Halo?
Aktualne wydarzenia, Czat City
- Kim jesteście? Czego od nas chcecie? - zapytał Arczi, wyraźnie zaniepokojony widokiem mężczyzn, którzy wydawali się być silni.
- Kim jesteśmy? Kim kurwa jesteśmy? Czy Ty wiesz paziu do kogo mówisz? - wkurwił się Ken - Stoi przed wami sam Don Moon miernoty!
- Sorry ale nie znam - próbował grać twardziela Arczi, lecz w rzeczywistości czuł, że może być źle.
- Mówisz że mnie nie znasz, tak? - zabrzmiał gruby i głośny głos olbrzyma - Zajebaliście moich ludzi kundle. Nic was nie usprawiedliwi, nie macie argumentów przeciw. Za chwilę zginiecie.
Cycord czegoś tutaj nie rozumiał. Jak ludzie z miasta oddalonego o dziesiątki kilometrów znaleźli ich tutaj tak łatwo? Pominąłem to, że był osrany ze strachu, bo to już jest oczywiste. Jednak będąc w towarzystwie dwóch silnych towarzyszy poczuł się nieco pewniej. Wiedział, że staną w jego obronie. Dla tego zapytał:
- Jak nas tu znaleźliście?
- Jak? Ha! A jak dotarliście do miasta?
"Kurwa, to był ich człowiek! Od początku to planowali, chcieli abyśmy stali się drużyną, by zaraz po tym nas załatwić. Więc oni także muszą być spamerami..." - pomyślał Cycord i wyszeptał do Arcziego:
- Arczi, musimy walczyć.
- Pojebało Cię? Patrz na nich, Sturmir nie nadaje się do walki.
- Mam pomysł. Tylko musisz coś zrobić. Musisz walczyć z tym wielkim.
- Że co? Ciebie na prawdę rozjebało.
- Zaufaj mi, walcz z tym wielkim typem.
- O czym tam szepczecie małe dziwki? - wtrącił się Moon.
- Chcesz walczyć? Proszę, walczmy. - odpowiedział Arczi, mając nadzieję, że Cycord wie co robi - Ale mam jeden warunek. Będę walczył z Tobą jako pierwszy.
- Kapitan, co? Zajebiście, rozwalę Ci łeb.
- Jeśli pozwolisz szefie, ja też mam jeden warunek - wtrącił się Janek - Ja będę walczył z tym małym grubaskiem. Wygląda bardzo apetycznie.
- Dobra. Znajdźmy arenę do walki. - odpowiedział Arczi.
Wszyscy udali się do pobliskiej areny by stoczyć między sobą walkę. Miała to być pierwsza walka Cycorda i oczywiście Toej.
Może pokrótce objaśnię zasady panujące w świecie Spamerów. Walki odbywają się na arenach, są to wyłożone kamieniem, kwadratowe pola o rozmiarach 30x30m, otoczone kamiennymi ścianami wysokimi na 3m. Walki między drużynami zazwyczaj odbywają się losowo, zawodnicy (a właściwie ich pierścienie) przybierają odpowiednią barwę, dopasowującą się do barwy przeciwnika. Istnieje też możliwość rzucenia wyzwania przeciwnikowi, i gdy ten przystanie na warunki, pojedynek odbywa się między nimi. Walkę między sobą dwaj spamerzy pieczętują poprzez zetknięcie się pierścieniami. Sama walka nie posiada zbyt wielu zasad. Jednymi z niewielu jest zakaz posiadania broni palnej, siecznej, oraz zakaz używania zbroi. Wszelkie ciosy są dozwolone, a zawodnicy niejednokrotnie ponoszą śmierć na arenie. Istnieje też możliwość poddania walki. Spamerzy korzystają z niej głównie w chwilach zagrożenia życia. Drużyna, która wygra co najmniej 2 z 3 walk w meczu wygrywa, a na jej konto w Lidze Spamerów dopisany zostaje 1 punkt. Dodatkowo, każdy spamer po wygranej walce inkasuje 1 punkt do Rankingu Spamerów. Jest to lista Spamerów, którzy wygrali największą ilość pojedynków. Istnieją 4 ligi i 4 rankingi. Punkty do nich naliczane są w okresie od 1 września, czyli dzień po zakończeniu Wielkiego Turnieju Spamerów, do 30 czerwca, a więc miesiąc przed rozpoczęciem turnieju. Wielki Turniej trwa przez cały sierpień. Do Wielkiego Turnieju awansują po 3 najlepsze drużyny z każdej z 4 Lig, oraz dodatkowo po jednej drużynie najlepszego spamera z ligi, nie należącego do 3 pierwszych drużyn. Dla każdego człowieka żyjącego w świecie Spamerów te zasady są jasne i oczywiste.
Wracając do fabuły, nasi bohaterowie znaleźli się już na arenie. Cycord i Sturmir zajęli miejsce na ławce drużynowej po stronie Arcziego, a Ken i Janek po stronie Moona.
- Sturmir słuchaj, mam plan. Będziemy musieli trochę oszukiwać, ale nie mamy innego wyjścia - wyszeptał Cycord.
- "O co chodzi?" - zapytał Stur pisząc w notatniku.
- Musisz pomóc Arcziemu, ale bardzo dyskretnie. Trzeba to zrobić tak, by nie zauważyli naszej ingerencji. Jeśli chcemy zgarnąć punkty i wyjść z tego cało musisz robić to co Ci powiem.
- "Nie chce mi się ale ok, niech już Ci będzie."
- Narysuj przeciwnika Arcziego, i podczas walki zadawaj mu delikatne uszkodzenia tak, by go osłabić, ale na tyle dyskretnie, by się nie zorientował.
- "Ok."
- Podczas mojej walki będziesz musiał zrobić to samo, nie możemy pozwolić sobie na przegranie 2 pierwszych walk.
- "A gdzie jest haczyk?"
- Dowiesz się później, na razie rysuj.
Sturmir zaczął rysować w swoim notatniku, a tymczasem Arczi i Moon ustawili się już na arenie. Dwumetrowy olbrzym zrzucił z siebie ciężką zbroję i cisnął nią w kąt jakgdyby była zwykłą, małą piłką. Jego wielkie mięśnie i tatuaż smoka robiły potworne wrażenie. Arczi także zrzucił z siebie odzienie. Rozwiązał sznur i jednym ruchem ręki cisnął swój habit w kierunku Cycorda. Mała kulka teraz po raz pierwszy widziała jego atletyczne ciało. Jednak nie było ono doskonałe, na plecach oraz umięśnionej klacie miał 2 duże blizny. "Co mu się stało?" pomyślał Cycord, wpatrując się w ciało swego kompana.
- Zaraz zginiesz marny mnichu - warknął Moon swym grubym głosem, wyciągając zza pasa swoje wielkie nunchaku.
- Nie bądź tego taki pewien - odparł zestresowany Arczi. Przypomniała mu się wtedy znów jego ostatnia walka, lecz prędko starał się przegnać te złe myśli. - Może chociaż powiesz jaką moc posiadasz?
- Zaraz się o tym przekonasz psie. Twoja moc mnie nie interesuje, bo wkrótce i tak zginiesz.
- Ehh... Przypieczętujmy walkę - powiedział Arczi i zbliżył się do przeciwnika wyciągając lewą pięść, na palcu której widniał pierścień.
Moon również podszedł bliżej i z wielką siłą uderzył swą wielką pięścią w pięść Arcziego.
- No to walczmy. Niech ktoś da znak - powiedział pewny siebie Moon, widząc, że ten drobny pokaz siły Arczi odczuł dość boleśnie.
"Kurwa, co za potwór. Jebany ma siłę..." - pomyślał sobie Arczi trzymając się za obolałą dłoń.
- 3, 2, 1! Walka! - rozległ się głos jednego z przydupasów Moona, i ten ruszył w kierunku Arcziego. Olbrzym biegł w jego kierunku i wyskoczył w powietrze unosząc pięść. Z siłą rozpędu i swej wielkiej masy spadał teraz w kierunku Arcziego, lecz ten korzystając ze swej mocy wzbił się w powietrze unikając ciosu, który z hukiem rozbił kamienną płytę na podłodze areny.
"Dobra moja, sam wytwarza mi broń." pomyślał Arczi patrząc na popękane kawałki płyt. Unosił się jeszcze chwilę w powietrzu i oddalając się od przeciwnika wylądował na ziemi.
- No proszę, lewitacja? - powiedział Moon z uśmiechem na twarzy.
- Nie, to moc grawitacji. Potrafię ją kontrolować, a jedną z moich zdolności jest telekineza, tak więc pożegnaj się z życiem, góro mięśni. Lepiej spójrz nad siebie - powiedział Arczi i w tym momencie Moon spojrzał nad swą głowę. Unosiły się nad nim dwa duże kawałki kamiennej płyty, którą przed chwilą zniszczył swą pięścią. - Powiedz Papa - dodał z uśmiechem Arczi i cisnął skałą prosto w głowę przeciwnika. Siła uderzenia była tak duża, że płyty rozpadły się na drobne kawałki, a Moon padł na ziemię.
- Ha świetnie! Chyba nie będziemy musieli jeszcze wprowadzać mojego planu w życie! - ucieszył się Cycord, lecz nagle jego twarz zmieniła wyraz na odwrotnie proporcjonalny do tego, który wyrażał przed chwilą radość.
Moon podniósł się z Ziemi, otrzepał się z pyłu i spojrzał na Arcziego. Na jego głowie nie było nawet śladu zadrapania, a twarz zdobił niezwykle pewny siebie i drwiący uśmiech.
- Chciałeś poznać moją moc, tak? Ty pokazałeś mi swoją, więc teraz moja kolej - powiedział Moon rozkręcając nunchaku, które trzymał w dłoni.
Arczi stał nieco zaniepokojony i czekał na ruch przeciwnika.
- Ej czy to jest w ogóle dozwolone? Można posiadać nunchaku? - zapytał zdezorientowany Cycord.
- "Tak, nunchaku jest jak najbardziej legalne na arenie" - odpisał Sturmir.
Tymczasem broń olbrzyma kręciła się z coraz większą prędkością, a Arczi stanął niżej na nogach przygotowując się do uniku.
- Patrz uważnie psie, może zdążysz dostrzec co się teraz stanie. BAT! - krzyknął Moon a jego nunchaku rozciągnęło się niczym bicz i z wielką prędkością mknęło w kierunku mnicha.
Arczi nawet nie zdążył zareagować, a broń owinęła mu się wokół nogi. Moon szybkim ruchem ręki szarpnął nunchaku, i porwał Arcziego w swoim kierunku. Bezwładnie lecący mnich zbliżył się do Dona, a ten wyprowadził potężny cios prosto w brzuch. Arczi przeleciał ładnych kilka metrów w powietrzu i upadł na ziemie nie mogąc złapać tchu.
- Kurwa Sturmir jest źle! Teraz nasza kolej, pora wdrożyć plan.
Wersja poprawiona.
[ Dodano: |28 Sie 2015|, o 00:22 ]
6. cz.1
Arczi leżał na arenie plując krwią, a w jego kierunku zmierzał ogromny Don. Był zdezorientowany, nie wiedział co się przed chwilą stało. Przeczuwając niebezpieczeństwo ze strony giganta zaczął główkować jak zyskać trochę na czasie. Nagle spostrzegł kupkę gruzu i pyłu z rozbitych kamiennych płyt i swą mocą uniósł je i cisnął prosto w oczy Moona.
- O Ty mała kurwo! Moje oczy!
"Teraz mam trochę czasu!" pomyślał i wzbił się w powietrze ciężko oddychając i trzymając się za brzuch na który przed chwilą przyjął cios.
- Sturmir pomóż mu! Wymyśl coś, ale pamiętaj, bądź dyskretny. - wyszeptał zdenerwowany Cycord.
- "Daj mi chwilkę."
Tymczasem Don powoli zaczął odzyskiwać wzrok.
- Kto by się spodziewał, że mnich może być takim jebanym oszustem. - zagrzmiał.
- No cóż, w końcu płynie we mnie aryjska krew - odpowiedział Arczi - Co to właściwie było? Co to za moc? Nic nie zauważyłem.
- Ha! To była moc kontroli śmieciu. Wielki Bóg zauważył, że lubię mieć władzę nad wszystkimi i wszystkim, tak więc obdarował mnie mocą, która daje mi kontrolę nad przedmiotami. Mogę je rozciągać, deformować i zmieniać ich stan. Moje nunchaku jest jak bat! - w tym momencie Don znów zaczął rozkręcać swą broń.
"Ty głupku. Teraz gdy wiem na czym polega Twoja moc nie pozwolę Ci znów użyć broni" - pomyślał Arczi i skierował palec w kierunku wirującego nunchaku. Broń zaczęła zwalniać a Moon poczuł, jak gwałtownie rośnie jej masa. Mimo swej ogromnej siły i wysiłku nie zdołał utrzymać broni, która pod wpływem ogromnej siły grawitacji wbiła się w ziemię.
- Hah! Parszywa mendo, myślisz, że powstrzymasz mnie zabierając mi broń? - w tym momencie chwycił kawałek skały znajdujący się na ziemi i powiedział "Dysk" spłaszczając go w dłoniach. Kamień przybrał formę płaskiego dysku o ostrych krawędziach, którym Don cisnął z całej siły w kierunku Arcziego. Dysk pędził z wielką prędkością a spanikowany Arczi ledwo zdołał uniknąć trafienia. Kawałek skały rozbił się o ścianę wywalając sporych rozmiarów dziurę.
"Kurwa jest groźny" - pomyślał Arczi - Myślisz, że pokonasz mnie takimi tanimi sztuczkami? Nie masz ze mną szans - dodał z udawaną pewnością w głosie.
- To się jeszcze okażę. Nie potrzebuję broni, wystarczą mi moje mięśnie. Rozwalę Ci ten aryjski ryj pajacu! - zabrzmiał rozzłoszczony gruby głos.
Don Moon ruszył z impetem w stronę Arcziego, a ten wzbił się w powietrze z trudem unikając ciosów olbrzyma.
- Sturmir dalej! Zrób coś w końcu! - wyszeptał zniecierpliwiony Cycord poganiając rysownika.
- "Mam pomysł" - napisał Stur, i zaczął rysować coś w notatniku.
Cycord spojrzał w kierunku walczących mężczyzn oczekując rezultatów spisku jaki obmyślił. Nagle Moon zatrzymał się i złapał się za dupę.
- Co jest kurwa?! - krzyknął puszczając głośnego i śmierdzącego bąka.
- Sturmir co zrobiłeś? - zapytał zdezorientowany Cycord.
- "Zafundowałem mu srake" - odparł Sturmir.
Arczi oddalił się nieco od olbrzyma i wylądował na ziemi przyglądając się akcji z równie wielkim zdziwieniem.
- Kurwa mać! Co to za bul dupy?! Ken! Janek! Niech mi któryś rzuci maść!
- Ale szefie, nie mamy. Zużyliśmy ostatnio całą tubkę po dyskusji z przydrożnym handlarzem mang!
- Aaa! Dlaczego? Dlaczego mam bul dupy? Przecież miałem argumenty by wygrać! Gdzie są moje argumenty?! Nie wytrzymam, zaraz się zesram! - wykrzyczał Moon wybiegając z areny w kierunku kibla.
To oznaczało tylko jedno - zwycięstwo Arcziego.
"To pewnie robota Sturmira. Te dwa padalce myślały że nie dam sobie rady?!" - pomyślał wkurwiony Arczi spoglądając w kierunku swojej drużyny.
jutro druga część rozdziału