Ranking Spamerów [+18]
Ten temat nie posiada streszczenia.
Aktualnie ten wątek przeglądają: 1 gości
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź
Pajmon

Imperator

Licznik postów: 2,143

Pajmon, 06-08-2015, 18:40
Ranking Spamerów to powieść fantasy z pogranicza sci-fi i mitologii grecko-żydowskiej. Zawiera wulgaryzmy, przemoc i może urażać różne uczucia niektórych userów. Tak więc jeśli łatwo łapiesz ból dupy - nie czytaj.



[size=150]RANKING SPAMERÓW






I.



Ciepłe poniedziałkowe popołudnie. Na bezchmurnym niebie Słońce chyli się powoli ku zachodowi. Polną ścieżką zmierza do pobliskiej wioski nasz bohater. Dotarłszy na miejsce, znużony i spragniony, postanowił odwiedzić okoliczną karczmę. Ciężkim krokiem podbił do baru i zajął jedno z wielu wolnych miejsc.
- Witam w "Karczmie pod Tańczącym Żydem", co Panu podać? - rzekł barman.
- Kufel kiełbasy w płynie, jeśli łaska - odparł wędrowiec.
Barman wesoło nalał gościowi pełen kufel popalając papierosa. To było to, czego naszemu bohaterowi teraz było potrzeba najbardziej - dawka protein i kojące orzeźwienie.
- Jak Cię zwą wędrowcze? Nigdy Cię tu wcześniej nie widziałem, a pamięć do twarzy mam doskonałą.
- Jestem Cycord - odparł spijając pyszną pianę z pełnego kufla - podróżuje od wioski do wioski w poszukiwaniu Spamerów do mojej drużyny.
- Ha, więc jesteś Spamerem tak? - zdziwił się barman, próbując jednocześnie zatuszować uśmiech na swej twarzy - Musiałeś dopiero otrzymać swą moc, skoro nie posiadasz jeszcze drużyny.
- No cóż - zmieszał się Cycord - swą moc otrzymałem już jakiś czas temu. Nie miałem jednak odwagi by ruszyć w świat.
- Nie Ty pierwszy, nie ostatni. Wielu już takich widziałem w swoim życiu.
Zapadła chwila krępującej ciszy. Cycord wziął kilka głębokich łyków kiełbasy w płynie wsłuchując się w dźwięk akordeonu, na którym smętne melodie grał mężczyzna siedzący przed karczmą.
Barman odpalił kolejnego papierosa. Chwycił brudny kufel i zaczął polerować go szmatką.
- Dlaczego jesteś taki smutny Cycordzie? Czyżby Twój idol przegrał we wczorajszym finale Wielkiego Turnieju Spamerów? - zapytał wskazując na powtórkę wczorajszego finału turnieju wyświetlaną na 90'cio calowej plaźmie. - Przepraszam Cię za warunki, ale moja 100 calowa plazma się popsuła, musisz zadowolić się transmisją na tej nędznej dziewiećdziesiątce.
- Nie o to chodzi. Martwię się, że nie znajdę drużyny by przystąpić do Południowej Ligi. W końcu zdecydowałem się wyruszyć w świat. Zbierałem się do tego przez 2 lata. Chciałbym...
- Ale zamknij ryj! Nie mogę już tego słuchać. - przerwał mu nagle głos dobiegający z głębi lokalu. Na suficie, w rogu sali siedział, a raczej medytował do góry nogami dziwny człowiek. Wstał na swoje długie nogi i podszedł sufitem do baru. - Barman, nalej mi świeżego mleka z czosnkiem prosto od kury, byle była z wolnego wybiegu i dojona ręcznie.
Człowiek sfrunął z sufitu i usiadł obok Cycorda. Teraz nasz zaskoczony bohater mógł lepiej przyjrzeć się tajemniczej postaci. Ów człowiek był siwym wysokim i dobrze zbudowanym młodzieńcem. Miał na policzku wytatuowany dziwny symbol religijny a ubrany był w żółty habit, przewiązany w pasie sznurem. W porównaniu do naszego pulchnego i niewysokiego Cycorda z kitką, człowiek ten wyglądał jak prawdziwy wojownik.
- Po cholerę w ogóle takie pizdusie biorą sakrament błogosławieństwa wielkiego Boga Korwina? - zapytał siwy młodzieniec odbierając swoje świeże mleko z czosnkiem.
- Ja po prostu... Chcę przełamać swój strach i stać się silny...
- Pierdolenie o Szopenie. Skoro się boisz, to po co zostawałeś spamerem? Wielu z nas ginie podczas walk, i to jest dobrze znana prawda. Ja sam kiedyś podczas turnieju straciłem swoją drużynę. Mam już dość takich słabeuszy jak Ty.
- Arczi, daj młodemu spokój. - przerwał mu barman - Nie zniechęcaj go. Przecież Ty też kiedyś zaczynałeś
- Tya... Tylko że ja genetycznie byłem zaprogramowany na koxa.
- Skoro jesteś takim koxem, to dlaczego już nie walczysz? - zapytał szyderczo barman.
- Phi... Nie Twoja sprawa. A tak poza tym - zmienił temat Arczi i znów zwrócił się do Cycorda - jaką moc otrzymałeś od Korwina?
- No cóż... Moja moc to Krecie Łapy. Mogę powiększać je wielokrotnie.
- BUHAHAHAHA XDDD - rubasznie zaśmiał się Arczi - pizdowata moc dla super pizdy XDDD
Cycord znany był ze swojej cierpliwości i niezachwianego spokoju, lecz tym razem coś w nim drgnęło. Poczuł, że jakiś wojownik o atletycznej budowie i aryjskich rysach śmiał się z jedynej rzeczy, z której był w swoim życiu dumny. Jego włosy zaczęły zielenieć a dłonie powiększać się. Nie mógł już dłużej kontrolować swych emocji.
- Poznaj moc CCJ1! - krzyknął Cycord i poczęstował liściem aryjską twarz Arcziego.
Ten wydał z siebie tylko cichą onomatopeje i wbił się głową w ścianę. Cycord oddychał jeszcze przez chwilę dość ciężko, lecz nagle jego ręce zmalały i włosy wróciły do normy. Barman przyglądał się wszystkiemu zza lady, lecz jego twarz wyrażała niewiele emocji. Widniał na niej tylko delikatny uśmiech.
Cycord otrząsnął się i podbiegł szybko do Arcziego
- Przepraszam! Na prawdę bardzo przepraszam! To zdarza mi się niezwykle rzadko. Nic Ci nie jest?
- Tfu! - splunął krwią Arczi - Myślisz, że od takiego ciosu mogło mi się stać coś poważnego? Twoje śmieszne krecie łapy nie mogą mi zagrozić. Chcesz poznać moją moc?
- Ej ja nie chcę się bić, przeprosiłem przecież.
- Za późno, zaraz poznasz potęgę grawitacji!
Arczi skierował swoją dłoń w kierunku stolika stojącego nieopodal i jakby gestem dłoni poderwał go do góry. Przerażony Cycord zaczął się wycofywać i prosić by siwy mnich przestał, lecz jego przeciwnik był głuchy na słowa.
- Dość! - krzyknął barman uderzając kuflem w bar. Stolik, który przed chwilą unosił się w powietrzu opadł na ziemię, jakby poza kontrolą Arcziego. - Nie będziesz znów rozwalał mi mojego baru!
- Phi... Twojego? Wszystko i tak należy do Lorda Asty, więc nie schlebiaj sobie - odparł Arczi.
- Weź jeszcze jeden kufel mleka z czosnkiem i uspokój się!
- Nie, dzięki. Wracam do siebie. Narazie, Pajmon - odpowiedział do barmana Arczi i wyszedł z karczmy olewając Cycorda.
- Przepraszam za te zniszczenia. Czasem się nie kontroluję... Więc jesteś Pajmon, tak? - zapytał Cycord podchodząc do baru.
- Daj spokój, często zdarzają się tu różnego rodzaju bójki. Tak, zwą mnie Pajmon.
- Ten Arczi wydaje się być silny.
- Owszem, jest silny, ale już nie walczy w Lidze Spamerów - odpowiedział barman - Odkąd trzy lata temu stracił w zawodach dwóch swoich towarzysz, przestał brać udział w zawodach. Był młody i silny, dopiero co otrzymał swoją niezwykłą moc. Szybko piął się w Rankingu Spamerów a jego drużyna w Południowej Lidze awansowała do Wielkiego Turnieju z pierwszego miejsca. Na jego nieszczęście w ćwierćfinale trafili na potężnych przeciwników. Jeden z nich był szczególnie silny. Młody i niedoświadczony Arczi nie mógł pogodzić się ze śmiercią swoich towarzyszy i na zawsze porzucił walkę. Teraz przychodzi często do tej karczmy i upija się podrywając młode dziewczęta i chłopców.
- Sporo o nim wiesz - odpowiedział Cycord.
- Haha, wiem bardzo dużo o Spamerach - uśmiechnął się dwuznacznie Pajmon

Cycord wypił jeszcze wiele kufli kiełbasy w płynie i omówił wiele spraw z barmanem nim udał się do łóżka w jednym z pokoi w karczmie. Leżąc tak rozmyślał o niebezpieczeństwach jakie go czekają oraz o losie Arcziego. Bawiąc się ręką w swych majtkach i wsłuchując się w ciche dźwięki akordeonu, podjął też pewną decyzje. Ale o tym w następnym rozdziale.

 [Obrazek: giphy.webp] 
 
CCORD

Gorosei

Wiek: 27
Licznik postów: 4,965

CCORD, 06-08-2015, 19:28
Szykuje się świetna historia, będę czekał z zapartym tchem na kolejne epizody.
 
Asta

Piracki oficer

Licznik postów: 603

Asta, 06-08-2015, 21:27
Każda historia, w której jestem lordem jest dobra. szekl/10
SZALOMKA
Pajmon

Imperator

Licznik postów: 2,143

Pajmon, 07-08-2015, 19:19
II.


Tej nocy także Arczi sporo rozmyślał. Nie mógł spać, gdyż wciąż czuł uderzenie Cycorda na swoich zębach. Myślał o tym tragicznym wydarzeniu sprzed 3 lat. O tym jak pycha wpędziła jego towarzyszy do grobu. Przez to porzucił walkę. Ale czy na pewno? Przez te 3 lata wciąż trenował, jak gdyby na coś się szykował. Trenował, by być silnym. Nienawidził słabeuszy, nienawidził ich dla tego, że sam nim kiedyś był. Pomimo tego, że przecież myślał inaczej.
"Kurwa mać, co to właściwie było? - pomyślał - To nie była normalna moc. Ten koleś jest za słaby, by tak mi przywalić."
Gdy zobaczył, a właściwie poczuł moc Cycorda na swojej aryjskiej japie, zrozumiał, że w tym chłopaku jest coś niezwykłego.
"On coś ukrywa..."

Nazajutrz Cycord zbudził się głodny po całonocnej zabawie z Renatą. Zmienił gacie, ubrał swój wtorkowy dres i zszedł na dół co by skonsumować śniadanie. Za barem stała dziś jakaś młoda kobieta.
- Dzień dobry, pana Pajmona dziś nie ma?
- O, witam. Pan Pajmon zniknął gdzieś w nocy jak to miewa w zwyczaju, wróci pewnie za kilka dni. Przekazać coś? - odpowiedziała z uśmiechem kobieta?
- Nie, nie trzeba. Chciałbym zamówić jakieś śniadanie. Macie może cebulowy budyń?
- Oczywiście, zaraz podam.

Siedząc przy stoliku nasz bohater planował swój dzisiejszy dzień. Chciał rozejrzeć się po okolicy i wypytać ludzi o spamerów. Mogło to być ciężkie zadanie, gdyż samotni spamerzy, a zwłaszcza Ci dobrze rokujący często padali ofiarom drużyn. Pozbywali się w ten sposób niewygodnej konkurencji. Cycord miał też jeszcze jeden cel - chciał odnaleźć Arcziego. Podświadomie czuł, że wiele ich łączy.
Pożywiwszy się budyniem i puściwszy kilka cichych bąków, Cycord udał się więc na poszukiwania. Wioska była dość duża, więc i nadzieje miał niemałe. Przez kilka godzin chodził po domach, straganach i gospodach, lecz niczego się nie dowiedział. Ludzie byli nadzwyczaj nerwowi i tajemniczy, gdy wypytywał ich o wojowników. Z tego powodu zaczął go ogarniać coraz to większy niepokój. Nasz zrezygnowany bohater na powrót miał się udać do karczmy, gdy wnet spostrzegł łysego karła w różowym swetrze.
- Dzień dobry Panie łysy karle, mógłbym zadać panu pytanie? - zagaił Cycord
- Jeśli jesteś jechowym to spierdalaj, dzisiaj już ojebaliście mi 2 wasze biblie.
- Nie nie, ja nie po to. Chciałem się dowiedzieć, czy nie wie pan czegoś o spamerach. Znajduje się tu jakiś w okolicy?
- Spamer? W okolicy? Po co Ci to wiedzieć gówniarzu?
- Szukam chętnych by stworzyć drużynę, lecz póki co nie znalazłem żadnego.
"Samotny spamer, no proszę..." pomyślał karzeł i odpowiedział
- Niestety młody, źle trafiłeś, w tych okolicach niewielu jest spamerów.

Zawiedziony Cycord definitywnie porzucił na dzień dzisiejszy poszukiwania i nucąc pod nosem "Baby" JB'ego (co by sobie humor poprawić) udał się do gospody. Gdy tylko znalazł się na obrzeżach wioski usłyszał za swoimi plecami
- Ej młody! Podobno szukasz spamerów!
Cycord aż poczuł motylki w kroczu i z radością obrócił się za siebie, lecz to co ujrzał wprawiło go w osłupienie. Na przeciw niego stało 3 łysych karłów: w różowym, brązowym i żółtym swetrze.
- Tak, szukam... Ale o co chodzi? - odpowiedział niepewnie, wyczuwając kłopoty.
- Wiesz, że taki samotny spamer jak Ty, to łatwe mięsko dla drużyn takich jak nasza?
"O kurwa - pomyślał Cycord - I co teraz? Uciekać? Nie ucieknę im, karły są za szybkie. Muszę walczyć. Mam przejebane..."

Karły zbliżyły się do Cycorda i otoczyły go. Teraz nie było już odwrotu. Chwila skupienia...
- Krecie Łapy! - krzyknął i w tym momencie jego dłonie powiększyły się 5ciokrotnie.
- O kurwa! Patrzcie co za bekowa moc! - krzyknął karzeł w żółtym sweterku i cała trójka razem zaczęła cisnąć pizdę z Cycorda. - Ahahaa, dobra, pora go załatwić.

Karły wyciągnęły swoje mieczyki i razem ruszyły na nieszczęsnego biedaka.
- Wypierdalać jebane kikuty! - rozległ się krzyk. Nagle każdy z karłów dostał w głowę kamieniem a ich czaszki skruszyły się plamiąc trawę czerwoną rosą.
Cycord stał jak wryty. Karla krew ściekała mu po policzku, a on właściwie nie wiedział co się stało. Jeszcze przed chwilą żegnał się z życiem, a tu nagle taki zwrot akcji.
- Tutaj jestem Krecia Łapo - znów usłyszał głos dobiegający zza jego pleców. Obrócił się i zobaczył siedzącego na gałęzi pobliskiego drzewa mnicha Arcziego.
- Oh, więc to Ty ich załatwiłeś? Dzięki... Myślałem że zaraz mnie zabiją.
- Głupotą jest takie samotne chodzenie i wypytywanie się o spamerów, nie wiesz o tym? Masz szczęście, że od 2 godzin chodzę za Tobą. Wiedziałem, że w końcu trafisz na te małe, parszywe gówna.
- Dzięki jeszcze raz. Jestem Ci dłużny. - odpowiedział wciąż roztrzęsiony Cycord.
- Wiesz, właściwie to Cię szukałem, mam do Ciebie sprawę. Pokaż mi jeszcze raz swoją pełną moc.
- Ale przed chwilą ją widziałeś, przecież odpaliłem moje łapy.
- Nie wiem, czy to była Twoja pełna moc. Gdy się boimy często wykorzystujemy tylko niewielki ułamek swoich możliwości, paraliżuje nas strach. Więc teraz się rozluźnij i pokaż szybko na co Cię stać.

Cycord zamknął oczy i wziął kilka głębokich wdechów. Rozluźnił kark, podrapał się po jajkach i stojąc w ciszy jeszcze przez chwilę krzyknął - Krecie Łapy! - jego ręce zaczęły rosnąć, a na twarzy widniało skupienie oraz wysiłek, który musiał włożyć, by pokazać w pełni swą moc. Jego ręce rosły i rosły, aż powiększyły się 8'miokrotnie. Cycord wypluł z siebie powietrze i wsparł się swymi dłońmi na kolanach oddychając ciężko.
- Więcej chyba nie potrafię - wysapał Cycord.
"Tak jak myślałem" powiedział po cichu sam do siebie Arczi i zeskoczył z drzewa.
- Potrzeba Ci wiele treningu, ale jesteś interesujący. Bądź za godzinę pod Tańczącym Żydem. - dodał niby obojętnym tonem. Odchodząc w sobie tylko wiadomym kierunku kopnął jeszcze karła w brązowym sweterku w jaja.

Cycord udał się do karczmy by zażyć kąpieli i zatankować bęben. Zamówił swoją ulubioną kiełbasę w płynie i 3 robaczywe arbuzy. Był w dobrym nastroju, przeczuwał, że ten dzień skończy się doskonale. Po posiłku wyszedł przed karczmę by odetchnąć świeżym powietrzem. Na zewnątrz panowała ładna pogoda, Słońce już powoli zbliżało się do horyzontu barwiąc niebo pomarańczowym blaskiem. Na stołku przed wejściem siedział ten sam brodaty mężczyzna z akordeonem wygrywając smętne melodie. Cycord nie musiał długo czekać, gdy na horyzoncie pojawił się Arczi.
- Jestem, tak jak prosiłeś - powiedział na powitanie.
- Gotowy do drogi? - zapytał Arczi. Cycord bardzo się zdziwił i nie do końca wiedział o co chodzi.
- Co masz na myśli? - zapytał
- Jak to co? Ruszamy w drogę. Musimy zwerbować jeszcze jednego członka drużyny. Chyba wiem, kto może nam pomóc.
- Że co? Chcesz dołączyć do mojej drużyny? - niemal wykrzyczał Cycord nie umiejąc pohamować swej radości.
- Phi, nie bądź śmieszny, to będzie moja drużyna. Ja będę jej kapitanem. - odparł dumnie aryjczyk - Leć po swoje rzeczy i złaź na dół, ruszamy w drogę - dodał rzucając na ziemię sakwę którą miał przewieszoną przez jedno ramię i usiadł wygodnie pod drzewem.
Podniecony do granic Cycord pobiegł szybko do pokoju w którym nocował, spakował swoje rzeczy, zostawił po sobie soczystego bąka i wybiegł szybko z karczmy rzucając jeszcze szekle barmance.
Nasi dwaj bohaterowie udali się powoli do miasta znajdującego się około 10km od wioski w której się poznali. Taki cel obrał Arczi. Znaleźć mieli tam osobę, która im pomoże. W jaki sposób..?


Miasto Pizdy Wielkie, karczma "U Starego Żyda"

- Ej stary, co to za typ? Siedzi tam sam już od kilku godzin.
- Tya, co za pizda. I jeszcze te pedalskie ciemne okularki.
- Zaraz podejdę i mu je zdejmę.
- Chodź, zabawimy się z nim.

Dwóch pijanych typków udało się w stronę siedzącego samotnie przy stoliku chłopaka. Z wyglądu przypominał raczej leniwą pizdę, na nosie miał przeciwsłoneczne okulary, ubrany w hawajską koszulę. W dłoni dzierżył ołówek, a na stoliku przed nim leżał notatnik.

- Ee, Ty! Zdjąć Ci te bryle? - zapytał jeden.
- ...
- Co kurwa? Nic nie odpowiadasz? Otworzę Ci zaraz ten ryj.
- ...
- Odpowiadaj pizdo jak pytam a nie bazgrzesz w tym pedalskim zeszycie!
- Stary, on Cię olewa - jeb! Kopnął jedno z krzeseł znajdujących się przy stoliku.
Chłopak odłożył ołówek i podniósł wzrok.
- AAAAA! Kurwa mać!
- Kyaaaaaaaaaa!
Podłoga spłynęła krwią.

 [Obrazek: giphy.webp] 
 
Pajmon

Imperator

Licznik postów: 2,143

Pajmon, 10-08-2015, 21:59
III.


Był już późny wieczór. Księżyc świecił jasno na niebie, gdy nasi dwaj wędrowcy przybyli do Pizd Wielkich. Było to duże miasto, jedno z ważniejszych w południowym rejonie. Kluczyli po ulicach w poszukiwaniu miejsca na nocleg, chcieli rozpocząć poszukiwania z samego rana. Nagle w jednej z uliczek Arczi podsłuchał rozmowę kilku mężczyzn
- Widzieliście to? Koleś jest potworem.
- Gdyby był potworem, to nie dostałby takiego oklepu.
- Po prostu był sam, a tamtych pięciu. Nie zdążył tego wszystkiego ogarnąć.
- No, ale nieźle załatwił tych dwuch.
- Skończcie pierdolić, to zwykła pizda. Dostał taki wpierdol, że pewnie nie przeżyje.

Arcziego bardzo zainteresowała ta rozmowa, postanowił dowiedzieć się więcej.
- Sorry, o czym wy mówicie? - przerwał im rozmowę.
- Jakiś typek dostał oklep od 5 kolesi, po tym, jak załatwił 2 ich kumpli - odpowiedział jeden z nich.
- Załatwił? Jak załatwił? - zapytał przejęty Arczi.
- Właściwie to nie wiem, widziałem tylko jak jednemu z nich ręka odrywa się od ciała, a drugiemu głowa przekręciła się dookoła. Tamten mały nawet się nie ruszył.
- Gdzie to było? Daleko stąd?
- Całkiem blisko, 3 przecznice stąd, w tamtym kierunku, po lewo - odpowiedział drugi mężczyzna.
- Dzięki! Cycord, biegniemy! - rzucił szybko Arczi i obaj ruszyli we wskazanym kierunku.
- I tak nie macie po co tam biec, koleś już pewnie jest martwy! - krzyknął jeszcze na odchodne trzeci facet.

Cycord nie wiedział o co chodzi, ale domyślał się, że mogli mówić o osobie, której szukali. Gruba kulka została w tyle za Arczim i powoli zaczęło brakować mu tchu. Nagle zauważył, że Arczi zatrzymał się przed jedną karczmą. Ledwo utrzymując się na nogach, dołączył do niego.
- Ty serio potrzebujesz treningu grubasie - powiedział drwiąco Arczi - chodź, wejdziemy do środka.
- Co? Daj trochę odetchnąć.
- Nie ma czasu, idziemy.

Oboje weszli do środka. W lokalu było sporo ludzi. Cycord poczuł się dość niepewnie, nie wyglądali oni zbyt przyjaźnie. Cały lokal sprawiał wrażenie meliny jakiegoś gangu. Oboje ruszyli w stronę baru, Cycord dopiero po chwili zauważył połamane krzesła i ślady krwi na podłodze.
- Mam złe przeczucia - wysapał do Arcziego.
- Cichaj, nic się nie stanie.

Dwaj bohaterowie podeszli do baru i zajęli wolne miejsca.
- Słucham, co podać? - zapytał barman.
- Dwa razy ciepła wódka - odparł Arczi.
Cycord cały czas miał jakieś dziwne obawy i ukradkiem rozglądał się na boki. Czuł na sobie spojrzenia mężczyzn siedzących dookoła, ale siedział cicho.
- Hej barman - zaczął Arczi biorąc łyka wódki - co tu się wydarzyło?
- Nic szczególnego. Jakiś gnojek zabił dwóch ludzi z Gangu Pana Moona, ale inni się nim zajęli.
"To ma być nic szczególnego..? ;__;" pomyślał Cycord wychylając cały kufel wódki do dna.
- Co? Zajęli się nim?
- Tak, pobili go na śmierć - odparł barman.
- Co?! Na śmierć?! Gdzie on teraz jest?! - zapytał wyraźnie zaniepokojony Arczi.
- Czyżbyś go znał gówniarzu? To co z niego zostało wyrzucili pod śmietnik za karczmą.
- Kurwa! Cycord chodź, zbieramy się! - powiedział Arczi łapiąc Cycorda za szmaty i ciągnąc za sobą.

Wybiegli z budynku i udali się na jego tyły. Było tam ciemno i strasznie jebało, toteż zadanie mieli utrudnione. Oboje zaczęli rozkopywać śmieci w poszukiwaniu tajemniczego jegomościa, lecz szło im to z trudem. Postanowili więc wspomóc się swoimi mocami.
- Cycord skocz szybko po jakąś lampę albo pochodnie.
Cycord pobiegł do karczmy z pełnymi gaciami na samą myśl o powrocie do tego miejsca, i pożyczył od barmana lampę. Gdy wrócił na miejsce, Arczi kończył poszukiwania.
- Ej poświeć tam!
Cycord skierował światło w stronę, którą wskazał mu Arczi i ujrzeli siedzącego, opartego o śmietnik, obitego i zakrwawionego faceta. Arczi podszedł bliżej by przyjrzeć się mu dokładnie. Zdjął mu z nosa połamane okulary, lecz nawet to nie pomogło.
- Żyje? - zapytał Cycord.
- Chyba tak, mamy szczęście. Ej! Obudź się - powiedział Arczi zapodając kolesiowi plaskacza. Facet otworzył oczy.
- Żyje!
- Na szczęście. Sturmir, czy to Ty? - zapytał Arczi.

Chłopak uniósł lekko rękę i drżącym palcem napisał niewyraźnie krwią na ziemi "TAK"
- Zajebiście! Teraz trzeba zabrać Cię do lekarza. Cycord, pomóż mi go podnieść.
- Już się robi. Obróć się, a ja wsadzę go na Twoje plecy.

Chłopcy delikatnie umieścili Sturmira na plecach Arcziego i już mieli udać się do najbliższego szpitala, gdy nagle:
- Ej ej ej! Co to ma znaczyć? Ten pies miał tu zdechnąć! - usłyszeli męski głos.
To była grupa 5 facetów z baru. To oni rozprawili się ze Sturmirem, po tym jak zabił ich kumpli. Wszyscy należeli do Gangu Moona.
- Widzę, że koledzy przyszli ocalić małego kundla. Skończycie tak samo jak on.
Mężczyźni wyciągnęli drewniane pałki, noże i łańcuchy. Nasi bohaterowie byli w nieciekawym położeniu, przyparci do muru, otoczeni z każdej strony ścianami, i ta wszechobecna ciemność i smród.
- Cycord, przygotuj się. Wygląda na to, że żaden z nich nie posiada mocy.
- Ok... Postaram się... - odpowiedział Cycord, któremu nogi drżały ze strachu jak małej dziewczynce.
- Poczekajmy aż zaatakują i zbliżą się do nas, wtedy odpal swoje łapy - wyszeptał Arczi - Sturmir, przykro mi, ale musimy Cię na chwilę zostawić - dodał rzucając Sturmirem w hałdę śmieci. Sturmir padł na śmierdzące resztki jedzenia, uderzając głową o coś twardego. Zdążył jeszcze tylko napisać palcem na ścianie "Ty kurwo".
- Na nich Panowie! - cała piątka ruszyła z impetem w kierunku Cycorda i Arcziego.
- Teraz! Cycord!
- Łapy! - krzyknął, i jego dłonie urosły.
Arczi ruszył w kierunku nacierających przeciwników. Uniósł z ziemi swoją mocą stary, żelazny nocnik i cisnął w twarz jednemu z napastników wybijając wszystkie zęby. Ten, siłą rozpędu i bezwładności wykręcił salto w powietrzu. Arczi doskoczył szybko do niego, i wbił jego twarz w podłogę plamiąc się krwią.
Cycord został z tyłu sparaliżowany strachem. Nie wiedział co robić, był jak spłoszone zwierzę zapędzone w kont klatki. Tymczasem Arczi ruszył na kolejnych przeciwników.
- Łapcie kurwy! - krzyknął wzbijając się w powietrze. W dłoniach trzymał dwa spore kamienie, którymi cisnął w przeciwników. Jeden z kamieni trafił kolejnego przeciwnika w bark łamiąc go. Drugi kamień chybił, pozwalając bandycie przedostać się do Cycorda.
- Cycord uważaj! - krzyknął Arczi. W tym momencie jeden z przeciwników wykorzystał dezorientację Arcziego i owinął łańcuch wokół jego szyi sprowadzając go boleśnie na ziemię.
Cycord był spanikowany. Nie wiedział co zrobić. Przeciwnik z nożem zbliżał się do niego z ogromną prędkością i siłą, a on nie był w stanie wykonać ruchu sparaliżowany strachem.
- Cycord kurwa atakuj! - krzyknął leżący na ziemi Arczi. Wtedy coś w nim drgnęło.
- YaaaaAAAAAAAA! - Cycord zamknął oczy i z całej siły wyprowadził swój cios. Jego prawa pięść z potworną mocą wbiła się w twarz przeciwnika miażdżąc mu nos. Siła była tak duża, że bandyta poleciał kilka metrów w powietrzu uderzając swoją głową w twarz bandyty trzymającego Arcziego. Krew była wszędzie.
Arczi pozbierał się szybko i stanął naprzeciw ostatniego przeciwnika, jednak ten uciekł spanikowany. Mnichowi nie chciało się kontynuować pościgu, i odpuścił mu. Zdjął łańcuch z szyi i podszedł do Cycorda, któremu dłonie już zmalały.
- Kurwa, to było coś. Widzisz, jak chcesz to potrafisz.
- Ta, dzięki. Sam nie wiedziałem, że tak umiem.
- Oczywiście, a tego w barze w wiosce to nie pamiętasz?
- Emm, no... Sturmir! Co z nim? - zapytał Cycord szybko zmieniając temat.
- No tak, trzeba go szybko zabrać do szpitala.

Chłopcy pozbierali Sturmira i udali się z nim do szpitala, w którym spędził ponad tydzień. Dwaj bohaterowie rozpoczęli w tym czasie trening. Cycord musiał włożyć w niego szczególnie wiele wysiłku, bo jego kondycja wołała o pomstę do nieba. Arczi był bardzo wymagającym trenerem i nie oszczędzał naszego małego grubaska. Sam też szlifował swoją moc i często medytował. Po kilku dniach dołączył do nich obolały Sturmir, który niestety musiał jeszcze przez jakiś czas odpoczywać. Cycord i Arczi musieli go teraz przekonać, by dołączył do ich drużyny.


9 dni wcześniej, noc w którą stoczyli walkę:

- Panie Moon! Panie Moon!
- Ej Ty, czego chcesz od szefa? Jak masz do niego jakąś sprawę, to zwracaj się najpierw do mnie.
- Spokojnie Ken, daj mu dojść do słowa. Czego chcesz?
- Panie Moon! 3 gnojków! W mieście! Zabili 3 naszych! 3 innych jest ciężko rannych! Tylko mi udało się uciec!
- Co..?

 [Obrazek: giphy.webp] 
 
bufaloxxx

Król piratów

Licznik postów: 4,531

bufaloxxx, 12-08-2015, 21:18
Propsuje, ten twór. Tylko, byłoby spox, by wyszedł także poza bywalców czatu, by całe forum mogło poczytać z tą samą radością.
Pajmon

Imperator

Licznik postów: 2,143

Pajmon, 13-08-2015, 00:11
IV.



Minęło już 9 dni od wydarzeń tamtej wtorkowej nocy. Cycord i Arczi odpoczywali od codziennego treningu na ławce przed szpitalem w którym leżał Sturmir. Cycord był wykończony, treningi Arcziego strasznie dawały mu po dupie, w ciągu kilku dni schudł już prawie 10 kilo. Takie chwile odpoczynku były dla niego błogosławieństwem. Powoli zaczął żałować, że zdecydował dołączyć do mnicha.
- Mam dość. Ile jeszcze będziesz mnie torturował?
- Tortury? Twój trening to tortury? I tak daję Ci fory grubasie.
- Mógłbyś być milszy...
- Nie mów mi co mam robić. Muszę być dla Ciebie surowy ciepła klucho.
- Mehh... Co? Sturmir? - zdziwił się Cycord spoglądając w stronę drzwi szpitala. Z budynku wyszedł zabandażowany facet o kulach. Oboje rozpoznali w nim milczącego rysownika. Podbiegli do niego by pomóc mu usiąść na ławce, lecz ten zlał ich udając, że nie widzi nikogo.
- Ej Sturmir co jest? - zapytał Arczi nie kryjąc zdziwienia? Surmir minął ich i usiadł na ławeczce. Cycord i Mnich przysiedli się do niego.
- Panie Sturmirze, jak się Pan czuje? - zapytał Cycord. Chudzielec wyjął spod bandaży notatnik i położył go na kolanach. W prawą, zagipsowaną rękę chwycił ołówek, który tkwił za jego uchem i napisał
- "RIP"
- Co to znaczy? - zapytał Cycord.
- To znaczy, że jest kiepsko - odpowiedział Arczi - Za ile będziesz zdrowy?
- "Nie mam pojęcia" - odpisał Sturmir, po czym dodał - "Czego wy ode mnie chcecie?"
- Właśnie Stur, nie zdążyłem Ci przedstawić. To jest Cycord - wskazał na grubaska Arczi, a ten ukłonił się - Mamy do Ciebie sprawę.
- "Nie ma mowy."
- Co? Nawet nie wiesz o co nam chodzi!
- "Nie interesuje mnie to." - odpisał.
- Nie wkuriwaj mnie! - krzyknął Arczi wyraźnie sfrustrowany.
- Panie Sturmirze, niech Pan da powiedzieć Arcziemu o co chodzi - powiedział Cycord, lecz Sturmir ponownie wskazał ołówkiem napis "Nie interesuje mnie to."
- Słuchaj mnie cherlawa pizdo, ocaliliśmy Ci życie, zanieśliśmy do szpitala, nie wspominając już o narażeniu się na niebezpieczeństwo! - wybuchł Arczi nie mogąc już wytrzymać ignorancji Sturmira.
- ...
- No, więc słuchaj - powiedział już spokojniej po chwili ciszy - szukaliśmy Cię, byś dołączył do nas. Chcemy byś stworzył z nami drużynę i wystartował w Lidze Spamerów.
- "Nie" - odpisał Sturmir.
"Bosz, jaki on dziwny..." - pomyślał Cycord.
- Co?! Nie?! Jak to nie?! Dlaczego?! - znów wybuchnął Arczi.
- "Nie chce mi się."
- Ty leniwa pizdo..! - Arczi aż zapłonął gniewem i już chciał wypłacić Sturmirowi porządnego pancza, lecz Cycord zdążył go obezwładnić. Arczi jeszcze próbował się wyrwać, obrzucając rysownika inwektywami.
- Uspokój się Arczi. Zaraz się jakoś dogadamy, no już już... Zapal sobie skręta na uspokojenie - próbował załagodzić sytuację Cycord. Puścił Arcziego a ten usiadł po turecku na ziemi i wyjął z kieszeni paczkę skrętów firmy True OG. Wyjął z niej skręta, odpalił i wziął kilka buchów.
- Noo... Więc mówisz, że nie dołączysz do nas bo Ci się nie chce? - zapytał zrelaksowany mnich.
- "Dokładnie"
- Masz szczęście, że święta Maria oczyszcza umysł i stymuluje wyobraźnię... Mam dla Ciebie propozycję... - powiedział rozleniwiony mnich biorąc kolejne buchy.
- "Niczym mnie nie przekonasz."
- Wystarczy jedno słowo... A właściwie imię... Ary... - uśmiechnął się, wypuszczając nosem wielki kłęb aromatycznego dymu.
Mina Sturmira wyraźnie się zmieniła. Był zaskoczony i poczerwieniał na obitym ryju. Chwycił mocno ołówek i drżącą ręką napisał szybko
- "Co masz na myśli..?"
- Ja wiem Stur... Pamiętam... - mówił Arczi z uśmiechem - Za dzieciaka kochałeś się w niej, a ona dała dupy innemu... Wiem gdzie jest, wiem co się z nią dzieje... Pomogę Ci ją odzyskać... Pod jednym oczywiście i rzecz jasna nie podlegającym dyskusji warunkiem... Musisz do nas dołączyć... A po wszystkim Ary będzie Ci obciągać po wsze czasy...
Sturmir przez chwile siedział w bezruchu, targały nim skrajne emocje. W końcu napisał
- "Serio? Nie wychujasz mnie?"
- Całkowicie serio - odpowiedział odpalając kolejnego skręta - Mnich pod wpływem świętej Marii zawsze mówi prawdę...
- "Dobrze. Dołączę do was." - napisał, wahając się jeszcze.
- Poważnie? To świetnie! - wykrzyczał podniecony Cycord.
- Doskonale... A teraz chłopaki przydałoby się ojebać jakiegoś kebsa bo gastro mnie chwyciło... Cycord, w ramach treningu skocz zajebać rolnikowi jakąś krowę, bo nie będę żarł jakiegoś taniego fastgówna...
Cycord udał się na poszukiwania jakiejś krowy, co by zaspokoić głód Arcziego. Znalazł pastwisko z domkiem nieopodal, na którym pasło się małe stadko. Jako że było widno, zadanie miał utrudnione.
"Dobra, teraz mam szansę" pomyślał, rozglądając się dookoła. Na horyzoncie nie było nikogo. Cycord przedarł się przez pastucha, który popieścił mu jaja sprawiając perwersyjną przyjemność i wywołując uśmiech na twarzy. Radość skończyła się chwilę później, gdy jego noga wylądowała w wielkim krowim gównie. Ujebany po kolana, Cycord zaczął skradać się do stada. Chwycił jedną z krów za krótki łańcuch wiszący u jej szyi i ciągnął z całej siły prowadząc ją do wyjścia z zagrody.
- Ty jebany złodzieju! Zostaw moją krowę! - rozległ się krzyk. To rolnik, który był właścicielem tego stada. Cycord przestraszył się, że mężczyzna zadzwoni na milicje i będzie miał przejebane, jednak mylił się. Rolnik wyciągnął zza pasa obrzyn i wycelował w grubaska. Miał jednak pecha, bo obie lufy były zapchane i zamiast złodzieja, ujebał sam siebie. Flaki latały w powietrzu, a Cycordowi zebrało się na wymioty. Ogarnął się jednak i pędem spierdolił z farmy wraz z krową. Gdy przybył na miejsce, Arczi z głodu wpierdalał już trawę.
- Oo, jesteś w końcu. Idę rozpalić ognisko, a Ty Stur zajmij się krową.
Cycord z zainteresowaniem przyglądał się co robi nowy członek ich drużyny. Sturmir zaczął rysować w swoim zeszycie krowę. Nogi, tułów i głowę, lecz głowa była oddzielona od reszty ciała. Gdy skończył, spojrzał w kierunku łaciatego stworzenia i nagle wydarzyło się coś dziwnego. Krowa zaczęła niemiłosiernie muczeć i nagle jej głowa oderwała się od tułowia zalewając wszystko wokół krwią. Widok był makabryczny. Cycord z wrażenia aż się porzygał.
- Co to do cholery było?! - zapytał, wycierając usta.
- To była moc Sturmira - odpowiedział Arczi - wielki Korwin obdarował go zdolnością urzeczywistniania wszystkiego, co tylko narysuje.
"Niesamowita moc - pomyślał Cycord - czym ja jestem przy tych dwóch koxach..? Mehh..."

Chłopcy oporządzili krowę i zrobili z niej wielkiego kebsa najadając się do syta. Przez pół nocy rozmawiali przy ognisku i poznawali się wzajemnie. Cycord dowiedział się, skąd znają się Arczi i Sturmir. Jak mu powiedzieli, obaj dorastali w jednej wiosce i byli kumplami z podwórka. Opowiadali o sobie różne historie i przedstawiali swoje cele, w końcu stali się drużyną i musieli sobie ufać. Ale czy na pewno dowiedzieli się o sobie wszystkiego..?
Ustalili też, jak nazwą swoją drużynę. Po gorliwej wymianie zdań zdecydowali się na "Toej Animagion", sami nie wiedząc dlaczego. Na następny dzień zaplanowali wyruszyć do Czat City, stolicy Południowego Regionu. Tam mieli zarejestrować oficjalnie swoją drużynę i dołączyć do Południowej Ligi Spamerów. Tak też zrobili.
Budząc się nad ranem przy zgaszonym już ognisku ojebali resztki wielkiego kebsa i udali się do Czat City. Jako, że miasto było oddalone około 100km od miejsca w którym się znajdowali, złapali stopa i ich podróż znacznie się skróciła. W stolicy nasi bohaterowie musieli naładować baterie. Udali się więc do baru. Całe miasto sprawiało wspaniałe wrażenie. Cycord zachwycał się wszechobecną przepiękną architekturą i ludźmi którzy aż emanowali radością i mądrością. W barze każdy zamówił swój ulubiony trunek, a piękne kobiety same do nich zagajały. Cycord myślał że trafił do raju. Lecz to za chwilę miało się zmienić.
Z żalem, ale rozstali się z paniami z baru i udali się w kierunku siedziby Południowej Ligi. W środku przywitał ich mężczyzna ubrany podobnie do Arcziego.
- Witam młodzi Spamerzy. W czym mogę wam pomóc? - zapytał.
- Witam, chcielibyśmy zarejestrować drużynę - odpowiedział Arczi.
- Oh, świetnie. Proszę za mną.
Wszyscy udali się za starym mnichem, który zaprowadził ich do dużego pomieszczenia. W środku siedział inny mnich, ubrany w purpurowy habit.
- Witam, jestem Mni Hu, chcecie zarejestrować drużynę?
- Tak - odpowiedział Arczi - jestem jej kapitanem.
- Dobrze więc - odpowiedział Mni Hu. Wstał zza wielkiego biurka i wyciągnął coś z szuflady - proszę, oto wasze pierścienie, załóżcie je.
Były to Pierścienie Przynależności. Każda drużyna w chwili założenia otrzymywała pierścienie, które łączyły drużynę niezwykłą mocą. Służyły też jako swojego rodzaju pieczęć bitewna i przesyłały dane o wynikach walk do centrali ligi.
- Jak brzmi nazwa waszej drużyny?
- Toej Animagion - odparł dumnie Cycord, bardzo podekscytowany całym wydarzeniem.
- Dobrze. Teraz Panowie chwyćmy się za ręce - dodał purpurowy mnich. Wszyscy złapali się za dłonie a mnich zaczął modlić się głośno w języku Korwi. Wtedy pierścienie na ich palcach zaświeciły się na niebiesko.
- Teraz oficjalnie jesteście drużyną i tylko śmierć może was rozdzielić. Idźcie i walczcie dla chwały wielkiego Boga Korwina.
- Dziękujemy, do widzenia - rzucili jeszcze, i wyszli.

Cycord był niezwykle szczęśliwy, w końcu, po tylu latach czekania oficjalnie znalazł swoją drużynę. W końcu będzie mógł zrealizować swój cel. Swój prawdziwy cel.
Chłopcy wyszli z budynku i naradzali się co zrobić dalej. Teraz są drużyną i muszą walczyć z innymi, ale niestety Sturmir jeszcze przez jakiś czas nie będzie nadawał się do niczego. Liga trwa już prawie dwa tygodnie, a drużyny zdążyły nagromadzić punkty. Toej zostali więc nieco w tyle.
- To co teraz? Póki co nie możemy walczyć, bo jesteśmy osłabieni. Inne drużyny widząc nas, będą chciały zdobyć łatwe punkty. Stur jest kontuzjowany, a Ty kulko jeszcze nie jesteś zbyt pewny.
- Musimy się zaszyć w stolicy na kilka dni unikając spamerów. Znajdźmy jakieś miejsce na nocleg - powiedział Cycord.
- "Zanieście mnie" - dodał Sturmir.
- Nigdzie nie idziecie - usłyszeli głos za swoimi plecami. Wszyscy obrócili się za siebie i zobaczyli 3 mężczyzn.
Pierwszy z nich był niski i chuderlawy, lecz niezwykle wygadany. Jego spojrzenie wierciło dziury w głowach naszych bohaterów. Jego imię to Ken. Drugi był wysoki i dobrze zbudowany. Znany był w gejowskim półświatku pod pseudonimem Jay Z, lecz jego prawdziwe imię to Janek. Trzeci mężczyzna był największy z nich. Mierzył ponad 2 metry wzrostu i posiadał ogromne mięśnie. Na plecach miał wytatuowanego smoka, w dłoni dzierżył nunczaku a odziany był w zbroję z kamienia morskiego. Jego imię to Moon. Don Moon.
- Nigdzie nie pójdziecie, chyba że z nami.

 [Obrazek: giphy.webp] 
 
Pajmon

Imperator

Licznik postów: 2,143

Pajmon, 16-08-2015, 12:24
5.


Kilka dni wcześniej, Compeel - stolica Świata, Pałac Królewski

- Jak idą testy? Nowi się nadają?
- Dwóch z nich wykazuje spory potencjał, mogą nam się przydać. Reszta nadaje się jedynie na zwykłych żołnierzy Lordzie.
- Dobre i to. Później osobiście się im przyjrzę.
Drzwi do komnaty otwierają się. Wchodzą dwie osoby.
- Lordzie, bardzo przepraszam. Nie chciał zaczekać na pozwolenie by wejść.
- Nie szkodzi, możesz odejść. No proszę proszę, jedna z moich Czarnych Gwiazdek. Co Cię sprowadza?
- Witaj Lordzie. Cześć Bufa.
- Phi... Czego chcesz? I czemu przychodzisz bez zapowiedzi?
- Spokojnie, mam dla was coś ciekawego - powiedział mężczyzna, podchodząc do barku i nalewając sobie alkohol do szklanki - spotkałem bardzo interesującą osobę.
- He? Co masz na myśli? Mógłbyś nalewać sobie trochę mniej? Ten alkohol kosztował grube szekle.
- Wybacz Lordzie, myślałem, że szekli masz aż nadto i nie skąpisz na trunku. Chodzi mi o to - dodał - że ta osoba może mieć bardzo wiele z Tobą wspólnego, Lordzie.
- Coś wspólnego z Lordem?
- Tak. To młody chłopak, niedawno wyruszył na poszukiwanie drużyny. Widziałem go w akcji. Myślę Lordzie, że nie jesteś jedynym Multispamerem na tym świecie.
- Co takiego..?
- Niestety więcej nie mogę powiedzieć, bo więcej nie wiem. Mówię jedynie tyle, ile widziałem. Nie wiem dokładnie, na czym polega jego moc, ale jestem niemal pewny, że ten chłopak jest Multispamerem.
- Wiesz coś jeszcze na jego temat?
- Tak. Wiem, że niedługo będzie o nich głośno.
- O nich? Mógłbyś nie owijać wiecznie wszystkiego w bawełnę?
- Spokojnie Bufa. O nich, bo zdążył znaleźć już silnego towarzysza. Myślę Bufa, że dobrze znasz tą osobę.
- Co? Kogo masz na myśli?
- Nic nie mówię. Niedługo sami się przekonacie - powiedział, odkładając pustą szklankę - A teraz spadam. Mam coś do załatwienia w mieście.
- Jutro widzę Cię w południe u mnie. Pójdziesz ze mną przyjrzeć się nowym.
- Dobrze Lordzie. To do jutra. - powiedział wychodząc.
- Wkurwia mnie ten typ.
- Wkurwia czy nie, dobrze że jest po naszej stronie - zamyślił się przez chwilę Lord, po czym dodał - Podaj mi telefon Bufa i wyjdź. Skontaktuj się z Blekiem, jutro ma być u mnie.
- Proszę Lordzie. Jak sobie życzysz - dodał Bufa wychodząc z komnaty.
Lord chwycił w dłoń słuchawkę telefonu i wykręcił numer.
"Wygląda na to, że w końcu się pojawił..."
- Halo?


Aktualne wydarzenia, Czat City

- Kim jesteście? Czego od nas chcecie? - zapytał Arczi, wyraźnie zaniepokojony widokiem mężczyzn, którzy wydawali się być silni.
- Kim jesteśmy? Kim kurwa jesteśmy? Czy Ty wiesz paziu do kogo mówisz? - wkurwił się Ken - Stoi przed wami sam Don Moon miernoty!
- Sorry ale nie znam - próbował grać twardziela Arczi, lecz w rzeczywistości czuł, że może być źle.
- Mówisz że mnie nie znasz, tak? - zabrzmiał gruby i głośny głos olbrzyma - Zajebaliście moich ludzi kundle. Nic was nie usprawiedliwi, nie macie argumentów przeciw. Za chwilę zginiecie.
Cycord czegoś tutaj nie rozumiał. Jak ludzie z miasta oddalonego o dziesiątki kilometrów znaleźli ich tutaj tak łatwo? Pominąłem to, że był osrany ze strachu, bo to już jest oczywiste. Jednak będąc w towarzystwie dwóch silnych towarzyszy poczuł się nieco pewniej. Wiedział, że staną w jego obronie. Dla tego zapytał:
- Jak nas tu znaleźliście?
- Jak? Ha! A jak dotarliście do miasta?
"Kurwa, to był ich człowiek! Od początku to planowali, chcieli abyśmy stali się drużyną, by zaraz po tym nas załatwić. Więc oni także muszą być spamerami..." - pomyślał Cycord i wyszeptał do Arcziego:
- Arczi, musimy walczyć.
- Pojebało Cię? Patrz na nich, Sturmir nie nadaje się do walki.
- Mam pomysł. Tylko musisz coś zrobić. Musisz walczyć z tym wielkim.
- Że co? Ciebie na prawdę rozjebało.
- Zaufaj mi, walcz z tym wielkim typem.
- O czym tam szepczecie małe dziwki? - wtrącił się Moon.
- Chcesz walczyć? Proszę, walczmy. - odpowiedział Arczi, mając nadzieję, że Cycord wie co robi - Ale mam jeden warunek. Będę walczył z Tobą jako pierwszy.
- Kapitan, co? Zajebiście, rozwalę Ci łeb.
- Jeśli pozwolisz szefie, ja też mam jeden warunek - wtrącił się Janek - Ja będę walczył z tym małym grubaskiem. Wygląda bardzo apetycznie.
- Dobra. Znajdźmy arenę do walki. - odpowiedział Arczi.
Wszyscy udali się do pobliskiej areny by stoczyć między sobą walkę. Miała to być pierwsza walka Cycorda i oczywiście Toej.
Może pokrótce objaśnię zasady panujące w świecie Spamerów. Walki odbywają się na arenach, są to wyłożone kamieniem, kwadratowe pola o rozmiarach 30x30m, otoczone kamiennymi ścianami wysokimi na 3m. Walki między drużynami zazwyczaj odbywają się losowo, zawodnicy (a właściwie ich pierścienie) przybierają odpowiednią barwę, dopasowującą się do barwy przeciwnika. Istnieje też możliwość rzucenia wyzwania przeciwnikowi, i gdy ten przystanie na warunki, pojedynek odbywa się między nimi. Walkę między sobą dwaj spamerzy pieczętują poprzez zetknięcie się pierścieniami. Sama walka nie posiada zbyt wielu zasad. Jednymi z niewielu jest zakaz posiadania broni palnej, siecznej, oraz zakaz używania zbroi. Wszelkie ciosy są dozwolone, a zawodnicy niejednokrotnie ponoszą śmierć na arenie. Istnieje też możliwość poddania walki. Spamerzy korzystają z niej głównie w chwilach zagrożenia życia. Drużyna, która wygra co najmniej 2 z 3 walk w meczu wygrywa, a na jej konto w Lidze Spamerów dopisany zostaje 1 punkt. Dodatkowo, każdy spamer po wygranej walce inkasuje 1 punkt do Rankingu Spamerów. Jest to lista Spamerów, którzy wygrali największą ilość pojedynków. Istnieją 4 ligi i 4 rankingi. Punkty do nich naliczane są w okresie od 1 września, czyli dzień po zakończeniu Wielkiego Turnieju Spamerów, do 30 czerwca, a więc miesiąc przed rozpoczęciem turnieju. Wielki Turniej trwa przez cały sierpień. Do Wielkiego Turnieju awansują po 3 najlepsze drużyny z każdej z 4 Lig, oraz dodatkowo po jednej drużynie najlepszego spamera z ligi, nie należącego do 3 pierwszych drużyn. Dla każdego człowieka żyjącego w świecie Spamerów te zasady są jasne i oczywiste.
Wracając do fabuły, nasi bohaterowie znaleźli się już na arenie. Cycord i Sturmir zajęli miejsce na ławce drużynowej po stronie Arcziego, a Ken i Janek po stronie Moona.
- Sturmir słuchaj, mam plan. Będziemy musieli trochę oszukiwać, ale nie mamy innego wyjścia - wyszeptał Cycord.
- "O co chodzi?" - zapytał Stur pisząc w notatniku.
- Musisz pomóc Arcziemu, ale bardzo dyskretnie. Trzeba to zrobić tak, by nie zauważyli naszej ingerencji. Jeśli chcemy zgarnąć punkty i wyjść z tego cało musisz robić to co Ci powiem.
- "Nie chce mi się ale ok, niech już Ci będzie."
- Narysuj przeciwnika Arcziego, i podczas walki zadawaj mu delikatne uszkodzenia tak, by go osłabić, ale na tyle dyskretnie, by się nie zorientował.
- "Ok."
- Podczas mojej walki będziesz musiał zrobić to samo, nie możemy pozwolić sobie na przegranie 2 pierwszych walk.
- "A gdzie jest haczyk?"
- Dowiesz się później, na razie rysuj.
Sturmir zaczął rysować w swoim notatniku, a tymczasem Arczi i Moon ustawili się już na arenie. Dwumetrowy olbrzym zrzucił z siebie ciężką zbroję i cisnął nią w kąt jakgdyby była zwykłą, małą piłką. Jego wielkie mięśnie i tatuaż smoka robiły potworne wrażenie. Arczi także zrzucił z siebie odzienie. Rozwiązał sznur i jednym ruchem ręki cisnął swój habit w kierunku Cycorda. Mała kulka teraz po raz pierwszy widziała jego atletyczne ciało. Jednak nie było ono doskonałe, na plecach oraz umięśnionej klacie miał 2 duże blizny. "Co mu się stało?" pomyślał Cycord, wpatrując się w ciało swego kompana.
- Zaraz zginiesz marny mnichu - warknął Moon swym grubym głosem, wyciągając zza pasa swoje wielkie nunchaku.
- Nie bądź tego taki pewien - odparł zestresowany Arczi. Przypomniała mu się wtedy znów jego ostatnia walka, lecz prędko starał się przegnać te złe myśli. - Może chociaż powiesz jaką moc posiadasz?
- Zaraz się o tym przekonasz psie. Twoja moc mnie nie interesuje, bo wkrótce i tak zginiesz.
- Ehh... Przypieczętujmy walkę - powiedział Arczi i zbliżył się do przeciwnika wyciągając lewą pięść, na palcu której widniał pierścień.
Moon również podszedł bliżej i z wielką siłą uderzył swą wielką pięścią w pięść Arcziego.
- No to walczmy. Niech ktoś da znak - powiedział pewny siebie Moon, widząc, że ten drobny pokaz siły Arczi odczuł dość boleśnie.
"Kurwa, co za potwór. Jebany ma siłę..." - pomyślał sobie Arczi trzymając się za obolałą dłoń.
- 3, 2, 1! Walka! - rozległ się głos jednego z przydupasów Moona, i ten ruszył w kierunku Arcziego. Olbrzym biegł w jego kierunku i wyskoczył w powietrze unosząc pięść. Z siłą rozpędu i swej wielkiej masy spadał teraz w kierunku Arcziego, lecz ten korzystając ze swej mocy wzbił się w powietrze unikając ciosu, który z hukiem rozbił kamienną płytę na podłodze areny.
"Dobra moja, sam wytwarza mi broń." pomyślał Arczi patrząc na popękane kawałki płyt. Unosił się jeszcze chwilę w powietrzu i oddalając się od przeciwnika wylądował na ziemi.
- No proszę, lewitacja? - powiedział Moon z uśmiechem na twarzy.
- Nie, to moc grawitacji. Potrafię ją kontrolować, a jedną z moich zdolności jest telekineza, tak więc pożegnaj się z życiem, góro mięśni. Lepiej spójrz nad siebie - powiedział Arczi i w tym momencie Moon spojrzał nad swą głowę. Unosiły się nad nim dwa duże kawałki kamiennej płyty, którą przed chwilą zniszczył swą pięścią. - Powiedz Papa - dodał z uśmiechem Arczi i cisnął skałą prosto w głowę przeciwnika. Siła uderzenia była tak duża, że płyty rozpadły się na drobne kawałki, a Moon padł na ziemię.
- Ha świetnie! Chyba nie będziemy musieli jeszcze wprowadzać mojego planu w życie! - ucieszył się Cycord, lecz nagle jego twarz zmieniła wyraz na odwrotnie proporcjonalny do tego, który wyrażał przed chwilą radość.
Moon podniósł się z Ziemi, otrzepał się z pyłu i spojrzał na Arcziego. Na jego głowie nie było nawet śladu zadrapania, a twarz zdobił niezwykle pewny siebie i drwiący uśmiech.
- Chciałeś poznać moją moc, tak? Ty pokazałeś mi swoją, więc teraz moja kolej - powiedział Moon rozkręcając nunchaku, które trzymał w dłoni.
Arczi stał nieco zaniepokojony i czekał na ruch przeciwnika.
- Ej czy to jest w ogóle dozwolone? Można posiadać nunchaku? - zapytał zdezorientowany Cycord.
- "Tak, nunchaku jest jak najbardziej legalne na arenie" - odpisał Sturmir.
Tymczasem broń olbrzyma kręciła się z coraz większą prędkością, a Arczi stanął niżej na nogach przygotowując się do uniku.
- Patrz uważnie psie, może zdążysz dostrzec co się teraz stanie. BAT! - krzyknął Moon a jego nunchaku rozciągnęło się niczym bicz i z wielką prędkością mknęło w kierunku mnicha.
Arczi nawet nie zdążył zareagować, a broń owinęła mu się wokół nogi. Moon szybkim ruchem ręki szarpnął nunchaku, i porwał Arcziego w swoim kierunku. Bezwładnie lecący mnich zbliżył się do Dona, a ten wyprowadził potężny cios prosto w brzuch. Arczi przeleciał ładnych kilka metrów w powietrzu i upadł na ziemie nie mogąc złapać tchu.
- Kurwa Sturmir jest źle! Teraz nasza kolej, pora wdrożyć plan.



Wersja poprawiona.

[ Dodano: |28 Sie 2015|, o 00:22 ]
6. cz.1


Arczi leżał na arenie plując krwią, a w jego kierunku zmierzał ogromny Don. Był zdezorientowany, nie wiedział co się przed chwilą stało. Przeczuwając niebezpieczeństwo ze strony giganta zaczął główkować jak zyskać trochę na czasie. Nagle spostrzegł kupkę gruzu i pyłu z rozbitych kamiennych płyt i swą mocą uniósł je i cisnął prosto w oczy Moona.
- O Ty mała kurwo! Moje oczy!
"Teraz mam trochę czasu!" pomyślał i wzbił się w powietrze ciężko oddychając i trzymając się za brzuch na który przed chwilą przyjął cios.
- Sturmir pomóż mu! Wymyśl coś, ale pamiętaj, bądź dyskretny. - wyszeptał zdenerwowany Cycord.
- "Daj mi chwilkę."
Tymczasem Don powoli zaczął odzyskiwać wzrok.
- Kto by się spodziewał, że mnich może być takim jebanym oszustem. - zagrzmiał.
- No cóż, w końcu płynie we mnie aryjska krew - odpowiedział Arczi - Co to właściwie było? Co to za moc? Nic nie zauważyłem.
- Ha! To była moc kontroli śmieciu. Wielki Bóg zauważył, że lubię mieć władzę nad wszystkimi i wszystkim, tak więc obdarował mnie mocą, która daje mi kontrolę nad przedmiotami. Mogę je rozciągać, deformować i zmieniać ich stan. Moje nunchaku jest jak bat! - w tym momencie Don znów zaczął rozkręcać swą broń.
"Ty głupku. Teraz gdy wiem na czym polega Twoja moc nie pozwolę Ci znów użyć broni" - pomyślał Arczi i skierował palec w kierunku wirującego nunchaku. Broń zaczęła zwalniać a Moon poczuł, jak gwałtownie rośnie jej masa. Mimo swej ogromnej siły i wysiłku nie zdołał utrzymać broni, która pod wpływem ogromnej siły grawitacji wbiła się w ziemię.
- Hah! Parszywa mendo, myślisz, że powstrzymasz mnie zabierając mi broń? - w tym momencie chwycił kawałek skały znajdujący się na ziemi i powiedział "Dysk" spłaszczając go w dłoniach. Kamień przybrał formę płaskiego dysku o ostrych krawędziach, którym Don cisnął z całej siły w kierunku Arcziego. Dysk pędził z wielką prędkością a spanikowany Arczi ledwo zdołał uniknąć trafienia. Kawałek skały rozbił się o ścianę wywalając sporych rozmiarów dziurę.
"Kurwa jest groźny" - pomyślał Arczi - Myślisz, że pokonasz mnie takimi tanimi sztuczkami? Nie masz ze mną szans - dodał z udawaną pewnością w głosie.
- To się jeszcze okażę. Nie potrzebuję broni, wystarczą mi moje mięśnie. Rozwalę Ci ten aryjski ryj pajacu! - zabrzmiał rozzłoszczony gruby głos.
Don Moon ruszył z impetem w stronę Arcziego, a ten wzbił się w powietrze z trudem unikając ciosów olbrzyma.
- Sturmir dalej! Zrób coś w końcu! - wyszeptał zniecierpliwiony Cycord poganiając rysownika.
- "Mam pomysł" - napisał Stur, i zaczął rysować coś w notatniku.
Cycord spojrzał w kierunku walczących mężczyzn oczekując rezultatów spisku jaki obmyślił. Nagle Moon zatrzymał się i złapał się za dupę.
- Co jest kurwa?! - krzyknął puszczając głośnego i śmierdzącego bąka.
- Sturmir co zrobiłeś? - zapytał zdezorientowany Cycord.
- "Zafundowałem mu srake" - odparł Sturmir.
Arczi oddalił się nieco od olbrzyma i wylądował na ziemi przyglądając się akcji z równie wielkim zdziwieniem.
- Kurwa mać! Co to za bul dupy?! Ken! Janek! Niech mi któryś rzuci maść!
- Ale szefie, nie mamy. Zużyliśmy ostatnio całą tubkę po dyskusji z przydrożnym handlarzem mang!
- Aaa! Dlaczego? Dlaczego mam bul dupy? Przecież miałem argumenty by wygrać! Gdzie są moje argumenty?! Nie wytrzymam, zaraz się zesram! - wykrzyczał Moon wybiegając z areny w kierunku kibla.
To oznaczało tylko jedno - zwycięstwo Arcziego.
"To pewnie robota Sturmira. Te dwa padalce myślały że nie dam sobie rady?!" - pomyślał wkurwiony Arczi spoglądając w kierunku swojej drużyny.




jutro druga część rozdziału

 [Obrazek: giphy.webp] 
 
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź