Wywiad z piratem
Ten temat nie posiada streszczenia.
Aktualnie ten wątek przeglądają: 1 gości
1 2 3 4
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź
Vampircia

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,499

Vampircia, 25-07-2008, 19:54
Ale może być koneserem bimbru, a dobry bimber wcale nie tak łatwo dostaćXD Dobra, chyba robie offtop. W sumie chętnie założyłabym temat o alkoholach, ale nie wiem czy to przystoiTongue Wracając do tematu, nie bój, nie bój, ja już znajdę sposób, żeby mu język rozwiącać Wink

[ Dodano: 2008-07-25, 19:05 ]
A właśnie, jeszcze muszę się doczepić jednej rzeczy w fiku. Napisałaś "najmłodszy Roronoa". Syn Zoro na pewno nie był najmłodszy w rodzinie, biorąc pod uwagę, że miał siedemdziesiątkę na karku, chyba, że chodziło ci o najmłodszego Roronoa na miejscu zdarzenia.

Tak sobie myślę, że gdybym walnęła banię bimbru i siadła do pisania, to pewnie pomysły same by przyszły, ale z drugiej strony, bo 2 tygodniach chlania wypadałoby dać sobie na wstrzymanie Sad
Jackie D. Flint

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,386

Jackie D. Flint, 25-07-2008, 20:25
dwóch tygodniach chlania?
więc to takie są teraz miesiące miodowe... XD

Z tego, co zrozumiałam, Zoro miał trojaczki. Po osobistych doświadczeniach z bliźniaczkami wiem, że takie dzieciaki lubią ustalać, kto jest starszy, a kto młodszy (liczą się minuty przyjścia na świat XD).
Przykład - moja siostra Jula jest "starsza" od Dasi, bo przyszła na swiat całe dziesięć minut przed nią XD
Ale fakt faktem - cholibka, nie wzięłam pod uwagę jego wieku XD
Może zamienić "tato" na "dziadku"? XDD
Vampircia

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,499

Vampircia, 25-07-2008, 20:32
Chyba jednak do swojego taty mówiłby "tato", bez względu na wiek.
Jackie D. Flint

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,386

Jackie D. Flint, 25-07-2008, 21:35
Chodziło mi o to, że do osoby, która wpadła do pokoju użyłam tyle opisów dotyczących młodego człowieka, że już łatwiej mi będzie zrobić z niego wnuka, niż starszego syna XD
Vampircia

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,499

Vampircia, 26-07-2008, 12:28
Chciałabym wiedzieć dlaczego usuwane są moje posty, które wnoszą coś do tematu. Moderatorzy chyba naprawdę mają za dużo wolnego czasu, bo jeszcze na żadnym forum nie spotkałam się z tak obsesyjnym usuwaniem postów, a pisuję na forach już od sześciu lat. Chciałabym, żeby moderatorzy uzasadnili swoje postępowanie i było to uzasadnienie inne niż "bo mi wolno".
Nami

Piracki oficer

Licznik postów: 614

Nami, 26-07-2008, 12:37
Vampircia napisał(a):A właśnie, jeszcze muszę się doczepić jednej rzeczy w fiku. Napisałaś "najmłodszy Roronoa". Syn Zoro na pewno nie był najmłodszy w rodzinie, biorąc pod uwagę, że miał siedemdziesiątkę na karku, chyba, że chodziło ci o najmłodszego Roronoa na miejscu zdarzenia.

Tak w ogóle to są trojaczki, więc najmłodszy, że jak? Chyba czasowo XD
Tak jak bliźniaki rodzą się o tej samej porze (różnica minutą bądź sekundami), tak i chyba trojaczki, prawda?

Vampircia napisał(a):Chyba jednak do swojego taty mówiłby "tato", bez względu na wiek.

Moim zdaniem synawie by mówili "ojcze", tym bardziej do Zoro, który na ich "tatusia" jakoś już mniej pasuje XD

Ale czepianie się takich szczegółów w fikach to lekka skrajność chyba Tongue
Jackie D. Flint

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,386

Jackie D. Flint, 26-07-2008, 13:00
Nami - z niewiadomych mi przyczyn usunięto mi tego posta, ale dokladnie to samo napisałam wczoraj XD
Córka - owszem, tu widzę możliwość użycia "taty", "tatusia" i podobnych. Ojcowie często dostają odpałów na punkcie swoich cór XD Ale synowie... cóż XD
Vampircia

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,499

Vampircia, 27-07-2008, 00:14
Dobra, napisałam. Krótkie jest, ale dłuższego się nie dało. Zoro po prostu nie chce gadać. Nic mu nie zrobię, po prostu nie chce :/

Wywiad z piratem 2

Z wszystkich miejsc na Ziemi dom państwa Roronoa był ostatnim, w którym Ian Livingstone spodziewał się znaleźć, a jednak zaproszono go do tego przybytku i to nie on wystąpił z inicjatywą lecz sam Zoro. Młody pisarz do tej pory nie rozumiał, co nakłoniło nieugiętego szermierza do rozmowy. Każdy pismak dałby się pokroić, żeby choć przez pięć minut znaleźć się na miejscu Iana.
- Proszę, to prezent – twórca wręczył Zoro butelkę bardzo drogiej wódki.
Nie bacząc na etykietkę, Roronoa otworzył flaszkę i upił trochę.
- Mocne – oznajmił ocierając usta, z tonu jego głosu wynikało, że miał na myśli „dziękuję, wyborne”.
- Czuję się niezwykle zaszczycony, tylu uznanym magazynom pan odmówił, a mnie zaprosił wprost do swojego pięknego domu – uśmiechnął się młody mężczyzna.
- Przyszedł tu pan, żeby mi dupę lizać, czy robić wywiad? – Zoro wyraźnie chciał mieć już wszystko za sobą. Usiadł w fotelu, kładąc flaszkę na stoliku.
- Naturalnie, wywiad... – Ian nerwowo przeczesał dłonią włosy, usiadł i wyjął wszystko, co potrzebne. Słyszał o porywczości swego rozmówcy i wolał go nie drażnić.
- Tyle pan zdążył napisać? – Zoro wskazał na plik kartek.
- Tak, to wstępny szkic.
- Chcę zobaczyć.
- Oczywiście... – pisarz podał manuskrypt rozmówcy.
Najwyraźniej Roronoa miał pewne problemy z odczytaniem tekstu, bo na jego twarzy malowało się ogromne skupienie. Nic dziwnego, zresztą. Ian chrząknął i delikatnie obrócił kartki, tak że tekst nie był już do góry nogami. Zoro dał za wygraną. Mruknął coś pod nosem i sięgnął do szuflady po okulary o szkłach grubości denek od słoików. Założył je niechętnie i z podejrzliwą miną zaczął wertować kartki. Niektórym fragmentom przyglądał się dokładniej, zszokowany i wkurzony jednocześnie.
- Znalazł pan jakieś nieścisłości? – mina Zoro zaniepokoiła Iana.
Problem szermierza polegał na tym, że nie do wszystkiego chciał się przyznawać, ale też nie był dobry w kłamaniu, dlatego musiał znaleźć jakąś okrężną drogę.
- Z tego tekstu wynika, że zostałem zmuszony do ożenku! – Obrzuł się Roronoa i cisnął manuskryptem.
- A tak nie było? – pisarz już czuł, że pożałuje swoich słów.
Zoro zmierzył go surowym spojrzeniem, ale zachował spokój
- Od samego początku doskonale wiedziałem co robię. Prawdziwy facet zawsze bierze odpowiedzialność za swoje czyny, a z tym stryczkiem to był żart – dziadek napił się łyka wódki. Nie za dobrze szło mu maskowanie kłamstw.
- Nie wątpię, że wiedział pan, co robi – Ian starał się udobruchać rozmówcę. – Czy są jeszcze inne fragmenty, które chciałby pan skomentować?
- Pewnie, że są. Jak to ludzie przeczytają, pomyślą, że zostawiłem załogę dla rodziny. Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił. Żadne z nas by tego nie zrobiło. Owszem, zdarzały się przerwy, bo dzieci jakoś trzeba było wychować, ale byliśmy z kapitanem praktycznie do samego końca.
- Niezwykłe oddanie.
- Tylko nie zrozum mnie pan źle, nie jestem pedałem. Nie leciałem na swojego kapitana, a już tym bardziej nie na kucharza, jak niektóre oszołomy sugerują.
- Nie to miałem na myśli – Ian nerwowo sprostował. – Chodziło mi o to, że byliście oddanymi przyjaciółmi.
- Ano – przytaknął Roronoa i upił kolejnego łyka.
- Doskonale, wiem co skorygować – uśmiechnął się pisarz. Domyślał się już, że Zoro zaprosił go tylko po to, żeby mieć wgląd do manuskryptu. Ian nie był głupi i wiedział, że musi podejść szermierza psychologicznie, jeśli ma uzyskać więcej informacji. Następna szansa mogła się nie powtórzyć. – Mam szczęście w nieszczęściu, że pana spotkałem, ale boję się, że z książki i tak będzie niewypał. Szkoda, że nie urodziłem się wcześniej. Czytałem kiedyś wywiad z panem Sanjim, ten to dopiero umiał opowiadać. Gdybym miał szansę z nim porozmawiać, stworzyłbym prawdziwy bestseller Ale cóż, nie ma już nikogo, kto byłby tak dobrym rozmówcą – młodzieniec westchnął dramatycznie.
Na to Zoro zmarszczył brwi.
- Dobry rozmówca, też mi rzecz! A o czym on niby opowiadał? O pieczeniu drożdżówek? Ja to co innego, mogę opowiadać o wszystkim. Założę się, że wywiad ze mną będzie dużo ciekawszy.
Jeden zero dla mnie – pomyślał zadowolony pisarz.


Wyglądało na to, że Roronoa Zoro naprawdę był gotów udzielić wywiadu. Teraz wystarczyło uważać, żeby go nie zdenerwować.
- Może zacznę od czegoś, co najbardziej interesuje ludzi – powiedział twórca. – Monkey D. Luffy, jaki był?
- Znaczy kiedy?
- No... ogólnie.
- Nie ma czegoś takiego jak "Luffy ogólnie."
Odpowiedź Zoro trochę zbiła pisarza z tropu. Nie do końca rozumiał o co chodzi.
- No to nie ogólnie.
Szermierz napił się wódki.
- Jak go poznałem, lubił zgrywać idiotę – łyk. – Gdy umarł jego brat, znudziła mu się ta farsa – kolejny łyk. – Chciał się zemścić, co oznaczało wojnę z całym systemem. Zresztą zna pan historię, pewnie uczyli was w szkole.
Fakt, wszyscy wiedzieli o działaniach Światowego Rządu, które uznano za największą zbrodnię wszech czasów. Każdy słyszał o V-1 i eksperymentach na ludziach, których ofiarą padł Portgas D. Ace. Powszechnie znanym był fakt, że aby stworzyć środek na zawsze neutralizujący diabelskie moce, poświęcono wiele istnień i że właśnie to pozwoliło pokonać króla piratów. I choć Ian doskonale znał historię, kiedy słuchał świadka tamtych wydarzeń, czuł się jakby poznawał ją na nowo.
- Mógłby pan to rozwinąć?
- A co tu rozwijać? Każdy o tym słyszał! Odbiliśmy Ace’a, ale jego stan był tak poważny, że nie dało już się go uratować. Luffy się wkurzył. Tyle! Co było później, też wiadomo. Spytaj mnie, człowieku, o coś ciekawszego.
Wyglądało na to, że wywiad będzie jednak trudniejszy niż Ian z początku myślał. Miał jednak przygotowane pytanie, na które Zoro powinien chętnie odpowiedzieć.
- Kim był pan dla Sanjiego? Przyjacielem? Wrogiem?
- Kim? Ja byłem dla niego ucieczką. Gdyby nie ja ten król pantoflarzy w ogóle nie miałby życia. Był na każde skinienie żonki.
- Rozumiem, że przyjaźniliście się, mimo konfliktów?
- Cholera, nawet ja mam w sobie na tyle współczucia, żeby okazać litość facetowi totalnie kontrolowanemu przez kobietę.
- Rozumiem, że pan wprost przeciwnie, był silnym patriarchą?
- Naturalnie. W życiu nie dałbym się babie omotać.


Było już długo po północy i Zoro był niemalże przekonany, że plan się powiedzie. Zabrał ze sobą wszystko co niezbędne, czyli trzy miecze. Pozostawało tylko cichaczem wymknąć się przez drzwi. Był już tak blisko, tak nie wiele dzieliło go od wolności.
- A ty co u licha wyprawiasz? – dobiegł go zdenerwowany głos żony, tym samym burząc wszelkie nadzieje na lepsze jutro.
- Nie wytrzymam tego dłużej! – Zoro krzyknął dramatycznie, łapiąc się za głowę i dając upust całej swojej frustracji. – Muszę wrócić do załogi!
- Roronoa Zoro, chyba o czymś zapomniałeś – Tashigi zeszła po schodach, jej słowa ociekały jadem, cienka koszula nocna uwydatniała zaokrąglony brzuch. – Złożyłeś mi przysięgę małżeńską. Mało tego, dzięki mnie jeszcze żyjesz. Jeśli nie chcesz zawisnąć na stryczku, lepiej dotrzymaj obietnicy.
- Kto to widział, żeby żona męża na śmierć chciała wydać?!
- Jeśli jest kryminalistą...
- Słuchaj, ja nie mogę tak zostawić przyjaciół.
Kobieta zeszła ze schodów i założyła ręce na piersiach, wyraźnie o czymś myśląc.
- W porządku, zawrzyjmy układ – oznajmiła. – Możesz teraz odejść, ale jak dziecko się urodzi, przynajmniej przez dwa lata masz się nim zajmować.
- Dwa lata?! – przeraził się Zoro.
- Nie pozwolę by moja kariera ucierpiała przez macierzyństwo.
- A co potem?
- Jak dla mnie, to możesz iść potem w diabły.
Zoro pomyślał przez chwilę i westchnął.
- Dobra, umowa stoi.



- Podobno był pan świetnym ojcem – Ian odniósł się do wywiadu z Nami.
O dziwo Zoro milczał. Zdawał się kompletnie pogrążony w myślach.
- A to lisica, wiedziała, że pokocham te brzdące. Jakże mógłbym je porzucić? – szermierz zdawał się mówić do siebie, kompletnie nie zdając sobie sprawy z obecności pisarza.
- Słucham? – zdumiał się młodzieniec.
Zoro nagle jakby powrócił do rzeczywistości, spojrzał na pisarza i zmarszczył brwi.
- Co mnie tu pan podpuszczasz?! Nie udzielam odpowiedzi na więcej pytań! Koniec! Mam teraz sjestę! – szermierz „delikatnie” przegonił Iana.
Chcąc uniknąć pakowania się w kłopoty, pisarz spakował swoje rzeczy i opuścił mury posiadłości. Jednak nie poszło aż tak dobrze jak się spodziewał.

----------


No i znowu nie pokazałam wszystkiego co wymyśliłamSad Eh, chyba będę musiała coś jeszce wymyślić.
Jackie D. Flint

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,386

Jackie D. Flint, 27-07-2008, 00:31
Nie widzę Zoro, który się naburmusza i mówi, ze jest lepszym rozmówcą od Sanji'ego, prędzej by go skrytykował, ze kuk zawsze lubił mówić o dupie maryni XD
Ale zaraz potem ten tekst - "- Nie ma czegoś takiego jak Luffy ogólnie. " Och mamo, jakie to śliczneee XDDDD

Przydałoby się drugie podejście dziennikarza. Jak dla mnie - fik absolutnie nie skończony XD
Zamyślony Zoro był uroczy >]
Vampircia

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,499

Vampircia, 27-07-2008, 00:36
Na pewno trzeba to jakoś skończyć, bo mam za dużo pomysłów, świat obmyślony i nie ma go jak przedstawić, ale jak mówiłam, Zoro nie chciał gadać. Po prostu nie chciał, nie mogłam go zmuścić, więc muszę wymyślić coś nowego.

Acha, jeszcze jedno, dla mnie Światowy Rząd jest jak Trzecia Rzesza. Tutaj tego tak bardzo nie widać, ale jeśli będę pisać dalej, to możecie się spodziewać alegorii holokaustu. Ostrzegam tak na wszelki wypadek. Nic na to nie poradzę, takie mam skojarzenia><
Nami

Piracki oficer

Licznik postów: 614

Nami, 27-07-2008, 00:40
Cytat:- Cholera, nawet ja mam w sobie na tyle współczucia, żeby okazać litość facetowi totalnie kontrolowanemu przez kobietę.

Umarłam po prostu XDDD

Cytat: Co mnie tu pan podpuszczasz?

To też wybitne i jeszcze kilka innych tekstów, przy których się uśmiałam XD


Utwór ogólnie dobry, ale mam jedną, ogólną uwagę - przed spójnikiem nie stawiamy kropki, dziękuję Tongue
Vampircia

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,499

Vampircia, 27-07-2008, 00:44
W których miejscach dokładnie? Są sytuacje, w których się stawia kropkę przed spójnikiem.
Nami

Piracki oficer

Licznik postów: 614

Nami, 27-07-2008, 00:48
Vampircia, gdyby chciało mi się czytać cały tekst jeszcze raz to bym umarła i się tym razem nie podniosła (ku zdziwieniu Jackie xD)

Cytat: Z wszystkich miejsc na Ziemi dom państwa Roronoa był ostatnim, w którym Ian Livingstone spodziewał się znaleźć. A jednak zaproszono go do tego przybytku i to nie on wystąpił z inicjatywą lecz sam Zoro.

tutaj mi strasznie nie pasuje. Jest kropka a potem "A jednak". Fakt, czasem można tak napisać, nie wiem, może i to jest dobrze, ale jak ja czytam to mi to jakoś "nie pasuje"
Ni go w trąbkę ni go w *cośtam*
Vampircia

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,499

Vampircia, 27-07-2008, 00:51
Możliwe, że masz rację. Poprawniej będzie bez kropki. Cieszę się, że nie jestem jedyna, która zwraca uwagę na takie szczegóły.
Jackie D. Flint

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,386

Jackie D. Flint, 27-07-2008, 01:04
Cytat:(ku zdziwieniu Jackie xD)
która by Cię bardzo długo jeszcze tyrpała patyczkiem, doprowadzając do furii XP

a'propos czepiania się szczegółów, przed chwilą coś zauważyłam:
Cytat:Z wszystkich
Nie lepiej - "ze wszystkich"?
1 2 3 4
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź