Aramis odeszła, zostawiając was swoim dzieciom. Widocznie po śmierci Fausta, nie widziała w was nic interesującego. Po co miałaby pozwolić wam żyć. Byliście tylko pożywieniem, niezdolnym do zrobienia jej krzywdy. Zwierzyna nie atakuje łowcy. A przynajmniej tak myślała w tamtej chwili.
Nekromorfy powoli zaczęły się wyłaniać z mroku. Na razie było ich mało, lecz wkrótce miało się to zmienić. Stanęliście blisko siebie, przygotowując się do starcia. Być może ostatecznego. W tym momencie z Modułu Łącznościowego, który dostał Sasza wydobył się d??więk. Zdziwieni wsłuchiwaliście się w słowa, cały czas monitorując otoczenie przed wami.
Radio:
- Gdzie jesteście. co z wami? Mieliście się kurwa odezwać. Zginęliście, czy co? -usłyszeliście głos Diany. Brzmiał trochę metalicznie ale można było zrozumieć każde słowo-
Skończyłam naprawiać ten przeklęty statek. Zaraz się będziemy zbierać i lecimy do punktu przeładunkowego. Dziwne ale czuję się, jakby coś mnie obserwowało.
Usłyszeliście odgłos rzucanych narzędzi i odpinanej uprzęży.
- Sara gdzie jest... A jesteś. Dobra zbieramy się. Ejj... Co z tym zasilaniem? -ostatnie słowa były skierowane do was. Następne niestety nie-
A to co? Ej, kim jesteście...
Usłyszeliście wrzaski nekromorfów i przekleństwa Diany. Krzyczała do Sary, by biegła na statek. Usłyszeliście głośny, nieprzyjemny trzask. Radio musiało upaść na ziemię. Odgłosy wystrzałów, krzyki kobiety i nekromorfów zlały się w jedno. Kobieta coś jeszcze krzyczała ale trudno było zrozumieć.
.... Nie! Zostaw e...
Usłyszeliście dodatkowe wrzaski, do walki przyłączyła się nowa osoba. Kolejne wystrzały, krzyki pełne bólu i nienawiści, ryki ranionych nekromorfów i ... cisza. Nagle wszystko się urwało. Widocznie radio, podczas walki zostało uszkodzone. Nadepnął na nie jeden z nekromorfów, a może upadły na urządzenie zwłoki Diany, tryskające obficie krwią... Nie wiedzieliście.
Zdezorientowani wpatrywaliście się w radio. Nagle usłyszeliście wrzaski. Nekromorfy postanowiły nie czekać dłużej i rzuciły się na was. Sasza rzucił w ich stronę granat, rozrywając na strzępy 5 mutantów ale ich miejsce zajęło 10 kolejnych. Cortana wyskoczyła do przodu z nożem. Migała wokół potworów tnąc je na kawałki. Bestie były zaskoczone obecnością przeciwnika, którego nie mogły zranić. Dla tego po krótkiej, nieudanej walce rzuciły się na pozostałą trójkę. Sasza już na to czekał. Z DiscRipper'em w dłonie przywitał się z potworami. Walczył wręcz, więc wielokrotnie czół uderzenia potworów. Na szczęście pancerz wytrzymał wszystko.
Z drugiej strony Tia i Vaas również nie dawali za wygraną. Ostrzałem powstrzymali nekromorfy. Brak umiejętności Tii nie miał tu żadnego znaczenia. Potworów było tak wiele, że któryś zawsze oberwał. Dwójka nie była w stanie ich powstrzymać. Monstra powoli zbliżały się. Wtedy Tia wpadła na szalony pomysł, z którym podzieliła się z Vaasem. Mężczyzna rzucił tylko okiem i uśmiechnął się nieprzyjemnie. Wyciągnął z dłoni Tii granat i odbezpieczył. To samo zrobił ze swoim.
- HEŁMY!! -ryknął wypluwając z ust zawleczkę. Jego twarz zniknęła (
TUTAJ KLIKNIJ BULWO), zakryta przez hełm. Tak samo postąpiła Tia. Mężczyzna rzucił granat w kierunku szyby.
Sasza obrócił się w kierunku krzyczącego mężczyzny, co było błędem. Jeden z nekromorfów powalił go na ziemię. Vaas zareagował od razu i strzałem pozbawił potwora głowy.
- LE?? NA ZIEMI. Nie ruszaj się. -ryknął. Sasza postanowił go posłuchać i zamknął swój hełm. Przyciągnął do siebie karabi.
Zdążyli w ostatniej chwili. Oba granaty wybuchły. Tia, która stała najbliżej poczuła uderzenie fali. Zapewne zwaliłoby ją z nóg gdyby nie Vaas, który złapał ją w ostatniej chwili. Szkło zaczynało powoli pękać. Cholerstwo było piekielnie mocne. Wszyscy wpatrywaliście się w szkło. Ludzie i nekromorfy. Kawałki szkła powoli zaczęły odpadać, lecz działo się to zbyt wolno. Lada chwila nekromorfy otrząsną się z szoku i zaatakują. Vaas postanowił nie czekać. Złapał lekarkę w pasie i skoczył. W locie odpalił silniki. Pognali jak pocisk. Tuż przed szybą, mężczyzna obrócił się przyjmując na siebie całe uderzenie. Własnym ciałem rozbił szybę na kawałki i przelecieli w pustkę.
Nekromorfy rzuciły się do ucieczki, lecz było już za pó??no. Powietrze zaczęło uciekać, a wszystko wraz z nim. Sasza widział przelatujące nad nim mutanty i poczuł, że sam również jest ciągnięty. Nie miał silników w kombinezonie, więc wyssanie w próżnie równało się ze śmiercią. Rozpaczliwie walczył, lecz to było jak boksowanie się z powietrzem. Z impetem wyleciał na zewnątrz. Vaas złapał go w ostatniej chwili. Wlecieli wyżej. Wszystko powoli się uspokajało. Ten rodzaj mutantów nie był przystosowany do przebywania w kosmosie. Wszystkie zaczęły się dusić. Nagle nad waszymi głowami przeleciał statek. Tia rozpoznała go bez trudu. Był to RSS Phoenix. Poleciał na lewo i zniknął wam z oczu.
Usłyszeliście głos Cortany. Lewitowała za wami, w pozycji takiej jak na hamaku. Całe szczęście, że wcześniej połączyła wasze kombinezony, więc mogliście spokojnie rozmawiać.
- Wygląda na to, że ta kobieta ma o wiele więcej oleju w głowie niż wy. -powiedziała z lekkim uśmiechem-
Jest też szansa, że poleciała do punktu przeładunkowego. Teraz zależy gdzie pójdziecie. Jeśli ruszycie no punktu, a jej nie będzie to stracicie masę tlenu. Możemy ruszyć kosmosem co zajmie nam dłużnej lub wrócimy do środka i pójdziemy korytarzami. Ale to tylko mrzonki. Nie wiadomo czy ona tam będzie. Według mnie powinniśmy ruszyć do ładowni. Ale decyzja należy do was.
Musieliście się zdecydować. czas działał na waszą niekorzyść. Tlen ciągle się zużywał a nie wiadomo ile zajmie wam podróż. I nie wiadomo, co spodziewacie na swojej drodze....