Dlaczego seriale są lepsze od anime/mangi
Ten temat nie posiada streszczenia.
Aktualnie ten wątek przeglądają: 1 gości
1 2 3
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź
Trace

Nowicjusz

Licznik postów: 15

Trace, 19-10-2014, 15:35
Bzdury to co piszesz. Mi też się nudzi, więc ci odpowiem.

Punkt pierwszy został już totalnie obalony, więc nie będę się do niego odnosił.

Akainu napisał(a):2. Seriali jest b.dużo ogromny wybór, bardzo często powstają nowe świetne tytuły jak Reign czy Arrow, i nie ciągną się latami jak wrzód na tyłku, przeważnie czas trwania serialu to z pięć lat (tak pi razy drzwi) podczas gdy wszystkie popularne mangi mają już mnóstwo lat na karku (może za wyjątkiem Fairy Tail który ma "tylko" 7-8 lat) i ciągną się i ciągną...co odbija się pó??niej na co raz gorszej fabule (Naruto, Bleach, Fairy Tail, chyba tylko One Piece uniknęło tego losu).
Znasz się widzę na mangach jak darkstar. Do tego się odnosić czy to zwykły troll? Chyba nie znasz żadnych popularnych anime/mang poza topowymi shounenami. Chociażby jajojce można uznać za popularne serie xD. A jeżeli mowa o aktorskich serialach to przecież telenowele też się do nich wliczają.

Akainu napisał(a):3. Seriale są kierowane dla szerzej grupy docelowej. Zadowoli nie tylko grupę wiekową 10-25, ale także w każdym odcinku swoje wątki znajdą osoby nawet po 50). Anime/manga jest przeważnie dla nastolatków (na pewno większość) i fabuła na tym często cierpi, prawie każde anime jest oparte na strasznych schematach polegających na tym że dobro zawsze jest nie do pokonania, a co gorsza, przeciwnicy mają słabą charakteryzacje, jest mega fikcyjne. Kolesie rozwalający pół planety, słaba ilość ginących bohaterów po dobrej stronie, częste "trollowanie" że dana postać umarła po czym okazuje się w następnym chapterze że będzie żyła, dużo "dziecinnych" zagrywek typu ratowanie tyłka w ostatniej chwili, power upy, często poważne nieścisłości z tego wynikające, często bardzo przesadzone retrospekcje, wątki (typu postać przeżyła 50 lat w samotności ale po tym czasie jest normalna albo postać straciła i tego i tamtego ale jest przykładem jak się nie załamywać a w życiu realnym to by nie przeszło).

Po raz kolejny opierasz się tylko i wyłącznie na topowych tasiemcowych shounenach. Naprawdę, takich głupot dawno na tym forum nie widziałem Tongue. Zoro i gumowe miecze prawie się chowają.

Akainu napisał(a):4. Główni bohaterowie w mangach/anime to przeważnie nastolatkowie z małymi wyjątkami. W serialach są to poważni, dojrzali bohaterowie, absolutnie rewelacyjnie wykreowani w chociażby takim serialu jak Mentalista, Breaking Bed czy Dexter. Skoro pojawiają się poważni bohaterowie, to i poważne wątki/historie, często wręcz chwytające za serce historie i naprawdę żywe, barwne dialogi, trzymające w napięciu akcje.
Tu nie ma sytuacji że wróg się nawraca czy coś w tym stylu, w takim Mentaliście dajmy na to nie ma cackania. Seriale podchodzą do historii bardzo często realistycznie, i nie można zmienić strony w kilka minut (chyba że wróg to już wcześniej planował), lub dostać nagle siły z powodu przyja??ni i miłości.

Eh, po chwili dochodzę do wniosku, że mój post nie ma sensu, bo ty nic a nic nie czytasz poza głupimi szonenikami. Punkt 5, mówiący o tym, że seriale dzieją się w naszym świecie a chińskie porno bajki i mongolskie kolorowanki nie tylko dobitnie to potwierdza.
Akainu napisał(a):Tak naprawdę anime również by mogły być genialne, ale pewnych rzeczy nie mogą pokazywać, scen gwałtu, tortur z prawdziwego zdarzenia czy innych tego typu rzeczy w zdecydowanej większości produkcji nie zobaczymy, o nagości nie wspominając (nie chodzi mi o typowy hentai), np serialu "Gra o tron" nie pokaże się w formie anime bo za dużo cenzury by trzeba było robić, no właśnie, trzeba by było robić, bo target to podstawa i gimbaza, puszczane jest to w TV dla dzieciaków.

??e co? Ty chcesz w tej kwestii konkurować z Japońcami? xD Koroshiya Ichi, Bradherley no Basha. Daj coś co to przebije.

Nie bagatelizuję wartości seriali, wręcz przeciwnie, ale twoje argumenty ssą tak mocno pałkę, że to mi śmierdzi trollem.
pitogo

Piracki wojownik

Licznik postów: 142

pitogo, 30-10-2014, 13:02
Poza tym seriale też wymienił klasy C, dość zabawna wypowied??, nie polecam.
Taito

Piracki oficer

Licznik postów: 700

Taito, 04-01-2015, 15:26
https://www.youtube.com/watch?v=OoYCBDIOO8k

sao na 10/10 bo fajna rozrywka
naruto na 10/10 bo fajna rozrywka

mushishi na 1/10 bo nie ma akcji, przez co nie ma fajnej rozrywki
logh na 1/10 bo przeciąganie i gadają o rzeczach o których nikt nie rozumie, więc nie fajna rozrywka

Tego typu filmiki tylko zwiększą ilość osób oceniających gustem - nie mających własnego zdania.

Jeśli on na serio myśli, czy też inni, że seriale są takie wspaniałe to mało musieli widzieć. Włączcie sobie Constantine jestem na drugim odcinku i tragedia. Nawet nie chce włączać następnego odcinka.

A jeśli ktoś chce zobaczyć "Prawdziwe zachowania bohaterów, które są rzeczywiste" to powinien sobie włączyć jakiś program dokumentalny. Taka dygresja. Tongue

BTW. Turpat napisał pod filmikiem, że wszystkie anime to gówna, a seriale fajne, bo tak. Ludzie zaczęli mu odpisywać i usunął komenta. LOL
Sag

Piracki oficer

Licznik postów: 601

Sag, 04-01-2015, 15:54
Taito napisał(a):logh na 1/10 bo przeciąganie i gadają o rzeczach o których nikt nie rozumie, więc nie fajna rozrywka
Jak jedno zdanie może przekonać człowieka do obejrzenia jakiś bredni :rotfl: Tylko dostrzegam jeden problem w jego filmiku, który powoduje, że nawet jakbym chciał nie mogę brać tego na poważnie. Mianowicie, 95% anime, które wymienił to tytuły z jednego gatunku. Oczywiście nic nie mam do tego jeśli ktoś ogląda takie anime, bo sam je oglądam, ale twierdzenie, że postacie stały się jednakowe wszędzie i brak jakiegoś przesłania jest po prostu idiotyczne. To tak jak wziąć "Niezniszczalnych" Stalone'a i powiedzieć, że obecne filmy to tylko wybuchy oraz bardzo słaba historia.

btw. Poważne podejście do tematu... ciekawa fabuła... dobrze zbudowane postacie... anime skłaniające do przemyśleń... hmm...
Spoiler

[Obrazek: Legend.of.the.Galactic.Heroes.081.%5Bx26....13%5D.jpg]

Cytat:- Do you know what the goverment has been calling me recently?
- "God Usopp"
- But that's not right!! I am "Go D. Usopp"!!!
Spoiler

[Obrazek: 4684072-usopp.jpg]

kiki1993

Cipher Pol Aigis Zero

Wiek: 32
Licznik postów: 914
Miejscowość: Czarne

kiki1993, 04-01-2015, 16:57
Cóż się dziwić, przeca to Buki - osoba która widziała z 10 seriali w życiu i jest już w specem w nich i wie, że seriale są lepsze bo to seriale. Najpierw twierdzi, że wysokie ocenianie tytułu tylko dlatego, żę mu się podoba to coś złego, a pó??niej sam tak ocenia. A powiedz mu tylko, że tak robi to powie ci, że mówisz bzdury i się nie znasz.
[Obrazek: 586108d232c14ef50b020cee7fc4c65bd6115e86_hq.gif]
Heros

Joy Boy

Licznik postów: 7,533

Heros, 04-01-2015, 17:35
kiki1993, normalne, jedna z typowych cech młodego fana m&a itd. Co do komentarza Turpata - cóż, w moich oczach się wyłącznie zbła??nił.
Btw. nie iem, w którym miejscu Buki w jakikolwiek dał sobie prawo do bycia ekspertem w serialach.
TheMoon

Imperator

Licznik postów: 1,645

TheMoon, 04-01-2015, 17:52
Kiki, masz racje że Buki ma swoje głupoty, ale poleca co warto polecać i krytykuje co warto krytykować. A to już więcej niż robi jakikolwiek polski youtuber zajmujący się tematyką mangi i anime. Oczywiście nie wliczam ludzi nagrywających filmiki w tym temacie okazjonalnie, jak Mrówa ;p
[Obrazek: mury-w-muzeum-raju-zdjecie.jpg]  
Heros

Joy Boy

Licznik postów: 7,533

Heros, 04-01-2015, 18:34
TheMoon, dokładnie. Poza tym zna się jeszcze na tyle, by nie popełniać naprawdę tłustych baboli.
Akainu

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,370

Akainu, 28-03-2015, 23:14
Trochę mi się śmiać chce z tematu który sam stworzyłem Big Grin
Mangi to inny target (większość) niż seriale, więc porównanie bez sensu.
A teraz czytam mangę Ippo i jest niesamowita, ludzie jak chcecie wiedzieć to co emocje to czytajcie ten tytuł.

A jak chcecie wiedzieć, czym są tak na serio emocje, to Person Of Interest <3
https://www.youtube.com/watch?v=IVfg-mFoMUU
https://www.youtube.com/watch?v=37MNDqPJZgo
<3
Heros

Joy Boy

Licznik postów: 7,533

Heros, 25-12-2015, 12:57
Temat, który mnie zainspirował do tego tekstu. Smile Patronem i edytorem jest Bufaloxxx. Smile Umieszczam 1 i 2 część tekstu, jeszcze bez korekty (od Shimiego):


Część I
Seriale vs. Anime
W ludzkiej naturze leży ciągłe dążenie do sporów, rywalizacji. Z racji, że w "Cywilizowanych krajach" wojen zasadniczo nie ma, to pragnienie sporu odnajduje swe ujście w tak codziennych sprawach, jak porónywanie przedmiotu "X" do "Y" w celu porównania jego jakości, funkcjonalności, ceny... i wielu, wielu innych kryteriów. Wiem, wstęp jest zbyt górnolotny w stosunku do tematu, aczkolwiek takie mądre hasełko jakoś mi pasowało na początek. Postaram się wyczerpać temat, stąd szykujcie się na dłuższe czytanie (być może podzielę tekst na 2 części, zobaczę w trakcie pisania).

Przede wszystkim nie traktujcie tego jako jakiegoś zbioru wiedzy. O ile w przypadku mangi i anime niektórzy uważają mnie za osobę "ogarniającą temat" i zasadniczo się z tym zgadzam, o tyle w kwestii seriali jestem nieomal całkowicie zielony. Jedyną przewagę jaką mam, jest fakt, że przez lata oglądania wielu filmów, anime, czytania książek, debatowania na forach dyskusyjnych, wyrobiłem w sobie bardziej krytyczne myślenie, łatwiej mi przychodzi przedstawianie swoich wrażeń (a to wbrew pozorom wymaga praktyki!) oraz szybciej dostrzegam pewne błędy. Niemniej jednak nadal mi daleko do tego, by dotrzymać kroku ludziom będącym na bieżąco z tym wszystkim. Mimo to myślę, że obejrzałem już na tyle dużo produkcji Amerykańskich (i nie tylko), iż mogę się wypowiadać bez większych przeszkód.

Na początek może powiem o tym, jakie serie już widziałem. "Black Sails", "Daredevil", "Heroes", "Spartakus", "House of Cards", "Vikings", "Marco Polo", "Krew z Krwi" (Polski), "Prison Break", "Gra o Tron", "Breaking Bad". Nie wymieniłem wszystkich, bo niektóre wywaliłem z dysku kosztem innych, lepszych. Po spędzeniu tak wielu godzin stwierdzam, że seriale co do zasady są lepsze niż anime. Nie miażdżą ich, z czym niektórzy moim zdaniem przesadzają. Według mnie są "jedynie" lepsze, choć biblioteka tytułów seriali jest sporo obszerniejsza. Na ten moment, przy pomocy internetu jestem w stanie wymienić więcej animowanych tytułów, które są lepsze od seriali (jeśli idziemy w myśl zasady "masa + jakość"), ale czas gra na niekorzyść "Chińskich bajek". Z tego co widzę, to rocznie wychodzi więcej godnych uwagi tytułów (dla widza, który ceni sobie ten typ produkcji co np. ja, wielu użytkowników naszego forum, youtuber "Buki"). W 2014 i 2015 roku obejrzałem dość mało Japońskich produkcji. Po "Hunter x Hunter (2011)" i "Space Brothers" zacząłem odczuwać niedosyt dobrych produkcji. Po paru miesiącach nudy, przeczytaniu kilku książek zacząłem myśleć nad powiedzeniem "czemu nie" dla seriali.


Zaczęło się od znamienitego, doskonałego (choć S3 nieco słabszy!) "House of Cards", gdzie podziwiamy Kevina Spacey w roli Francisa Underwooda. Polityka. Coś dla politologa, w miarę aktywnego komentatora polityki w sieci - coś wspaniałego. Polecam! Kevin Spacey to (wstawcie najgorsze znane Wam bluzgi)... ale za to jaki zajebisty i cwany! Nieco wcześniej obejrzałem 1 sezon "Gry o Tron", przeczytałem całość aż do tego, na którym kończy się 5ty. Nieco zawiedziony, postanowiłem poszukać Vikingów, którzy mnie dokumentnie kupili, a kreacja Ragnara Lothbroka jest moim zdaniem jedną z najlepszych w serialach w ogóle. A oblężenie Paryża i pokaz jego umiejętności aktorskiej, charyzmy... coś znakomitego!


Potem poszło już gładko i wiedziałem, że wsiąknąłem w seriale na dobre. Znalazłem tu to, czego w anime mi zabrakło. Na dobry początek, warto wspomnieć o tym, że scenarzyści nie traktują widza jak idiotę i nie muszą mu tłumaczyć odrazu wszystkiego. No i najważniejsze, reżyseria. Mówiąc delikatnie, nie jestem fanem reżyserii Japończyków. Fakt, widziałem niewiele produkcji i nie mam kompetencji, by to oceniać, ale to co zdążyłem ujrzeć wystarcza mi za powód. Preferuję podejście Amerykanów, choć poszczególni reżyserzy (należący raczej do starszego grona Mangaków/Reżyserów niźli młodszego).


Zauważyłem również to, że jest rozsądniejsze rozłożenie treści tytułu. Produkt Amerykański dedykowany dla tego samego typu odbiorcy co ja, wydaje się być atrakcyjniejszy. Nie zrozumcie mnie źle, odniosłem jedynie wrażenie, że seriale częściej zachęcają do sięgnięcia po kolejny odcinek niż anime. Właśnie to jest powód, dla którego coraz bardziej odchodzę od "bajek" i "wkręcam" się w seriale. Lepsza budowa napięcia. W przypadku anime przez lata słyszałem, że dana produkcja "na początku ssie, ale koniec jest miodny" (np. w przypadku "Triguna"). W serialach póki co unikam takich doświadczeń (choć parę razy bywało, że finał rozczarowywał lub był budową kolejnego sezonu, jak "Black Sails" albo w przypadku tego pierwszego "Heroes" od S1 do S3). Choć wynika to bardziej z faktu, że oglądam większość serii z polecenia, nie szukając samemu. Człowiek nie ma już tyle wolnego czasu, który może swobodnie "marnować", więc postanowiłem wybierać tylko te wartościowe produkcje.


Warto też wspomnieć o braku cenzury. To co znane Wam było w anime jako "brutalne", w większości serialach poszłoby jako bajki w wieczorynce gdzieś tam w tle (złośliwi by powiedzieli "tam gdzie jest ich miejsce"). No dobra, "Hellsing Ultimate" i tytuł tego typu są w stanie dotrzymać kroku serialom! Ucinanie kończyn za pomocą tępych narzędzi, spalone zwłoki, ujrzenie ciała dzięki absolutnej regeneracji ("Cheerleaderka" z "Heroes"), miażdżenie ludzi... jest tu tego wiele. A najlepsze jest to, że podobno najbrutalniejszych serii jeszcze nie widziałem!


Warto tu uwagę na coś co prawda oczywistego, ale nieznanego dla wbrew pozorom dość licznej grupy. Anime nie spadły zdecydowanie swoim poziomem. Fakt, można dyskutować, który etap był najlepszy dla Japońskiej animacji. Fakt, każdą typ charakteru przedstawiono już setki razy, zmieniając jedynie otoczenie, uniwersum i parę detali. No bo nie oszukujmy się, do tego sprawdza się (z grubsza) większość zmian. One są dla widza z rynku Japońskiego. Taka ich kultura, ich potrzeby. Popatrzcie sobie na rok wydawania anime, mniej więcej, wychodzi tyle samo produkcji "dobrych", co dawniej. Fakt, wybitnych, wyjątkowych tytułów jest mniej, ale moim zdaniem to inny temat na dyskusję, bardziej w stylu "Regresu w kulturze", który moim zdaniem jest widoczny na większości płaszczyzn. Wielu widzów nie lubi aktualnego trendu w anime (zrozumcie ich, chcą zarobić, a to nie my im płacimy), dlatego zamiast narzekać, idźcie tam, gdzie jest lepszy kontent, a taki jest w serialach! Zapraszam do drugiej części, którą napiszę może w tym, a może już w nowym roku.


Część II
W drugiej części zajmę się przede wszystkim opiniami dotyczącymi poszczególnych seriali. Krótki opis, mój komentarz, ocena. Przyjąłem sobie dość proste kryteria. Reżyseria, umiejętność zaciekawienia widza, ciekawy scenariusz, poziom aktorstwa, realizm, muzyka itd. Rzecz jasna, nie będę się skupiał na nich w samych opisach lub powyższych kryteriach, ale ocenę wystawię już "łączną". Opis ma charakter luźny, mający Was zachęcić do zapoznania się z daną produkcją.


Ważne, bedą to praktycznie same pozytywne polecanki. Widziałem co prawda parę seriali, które olałem po 1 odcinku, ale nie chce mi się o nich pisać, choć zrobię tu raz wyjątek.


Zacznę od jednej z moich ulubionych produkcji. "Wikingowie" to serial opowiadający o historycznych, nordyckich wojownikach. Jest tu nakreślony mocno konflikt na tle religijnym, gdzie zarówno Bóg, jak i jego odpowiedniki w kulturze Wikingów, mają swoje racje. Wróżbici, czy jak kto woli "ludzie dający spoilery" to znakomity pomysł, który był dość popularnym "zawodem" w tamtym czasie (choć podobno w dużej mierze jest to fikcja scenarzysty, pomysły ekipy filmowej). Początek może być m.in. z tego powodu nużący, ale stanowi to w moim mniemaniu niezbędny wstęp ku dalszej rozbudowie fabuły. Gdy już natomiast fabuła się rozkręci, to akcja szaleje na całego!


Kupił mnie tu przede wszystkim Ragnar Lothbrok. Kiedyś usłyszałem od koleżanki fajne hasło - "Ragnar Lothbrok, gwałcił i rabował - wszystkie się godziły". Zresztą, wystarczy wejść na dowolnego tumblra lub podsłuchać, jak fanki serialu rozmawiają w swoim gronie o aktorach... wróć! Nie ten temat! Definitywnie Ragnar jest jedną z lepszych kreacji w historii seriali. Gdy trzeba, jest niepowstrzymaną bestią, rozsądnym ojcem, wybitnym królem, doskonałym wojownikiem, dyplomatą. Można by rzec - taki odpowiednik człowieka jak Korwin - urodzony przywódca (co do jego poglądów, z którymi się zarówno zgadzam, jak i nie, można się sprzeczać, aczkolwiek z aspektów fizycznych i intelektualnych do opisu pasuje), który zdarza się raz na "x" urodzeń i przy odpowiednim zrządzeniu losu może być znamienitym władcą.


Wybaczcie, nie jestem jedyny, który utożsamia "Wikingów" z "Ragnarem". Travis Fimmel był po prostu strzałem w 10 na castingu. Nie oznacza to, że inni Wikingowie są mniej warci uwagi. Rolo (nie, to nie ten z "Code Geass") to olbrzymi niedźwiedź, niewiele gorszy od swojego brata, Ragnara, który będzie miał spory udział w 3 sezonie. Albo Floki, genialnie zagrany przez Gustafa Skarsg?rda, bezgranicznie oddany Bogom. Last but not least, znakomity Athelstan! "Klecha", jego ewolucja, umiejętności adaptacji, walka z samym ze sobą... No i jest jeszcze Paryż, moim zdaniem jeden z najlepszych wątków, jakie widziałem w serialach. Myślę, że "Wikingowie" całościowo zasługują na +8/10. Btw. "WarCraft" z "Ragnarem" nadchodzi!!!


No i przejdźmy gładko do "Black Sails"! Produkcja wprost doskonała dla fanów "One Piece" i "Black Lagoon" (moje osobiste skojarzenia, które miałem przy 1 seansie, w chwili gdy piszę te słowa, oglądam całość jeszcze raz w oczekiwaniu na kolejny sezon i już zniknęły). Dla fanów "Wikingów" tym bardziej. Toby Stephens w roli kapitana Flinta jest po prostu zbyt zajebisty (wybaczcie, inne w miarę cenzuralne słowo nie pasuje, a on definitywnie na to zasługuje).


Były członek Brytyjskiej floty trafia do Nassau, historycznego miasta znajdującego się na wyspie "New Providence". Staje się tym samym piratem i wraz ze swoją załogą stara się zdobyć okręt przewożący złoto o wartości 5 milionów Hiszpańskich dolarów! Można by rzecz, złota era piratów!


Serial od twórców "Spartakusa" to niesamowity krok naprzód, widać lepiej wykreowanych bohaterów, dobrze dobrane realia, które dają większe możliwości na kontynuację. No i świeżość. Dobrych filmów o "Piratach" nie ma za dużo, a stanowią oni ciekawy materiał na wiele zajmujących historii. Niektóre ujęcie to istne arcydzieła, a finałowe minuty ostatniego odcinka 1 sezonu są niesamowite.


Moim skromnym zdaniem, "Black Sails" posiada te same zalety, co "Wikingowie" - doskonale zarysowane realia historyczne, celowo przy tym unikam słowa "oddania", bo moja wiedza historyczna jest zbyt uboga, by stwierdzić, co jest pomysłem autorów, a co faktem historycznym. Pomijając pewną słodziutką prostytukę, to trudno znaleźć tu jakiś element niepoważny. Brutalność, sceny walki, walki które niejednokrotnie zależą od pomysłowości samych wojowników, odpowiednio dawkowana liczba informacji, przepiękne scenerie (nie wiem, które są lepsze). No i byłbym zapomniał, obie produkcje mają takie intra, które odrazu automatycznie kupują swojego odbiorcę. A najlepsze w obu seriach jest dopiero przed nami! "Black Sails" wystawiam ocenę -8/10, lekko naciągane za wybitny trailer kolejnego sezonu, taki kredyt zaufania.


Kolejna znamienita produkcja. Tym razem warto jej się bliżej przyjrzeć, albowiem odpowiada za nią Netflix, który być może będzie produkował anime! Parę lat temu, gdy nie oglądałem seriali, postawiłem sobie za punkt honoru obejrzeć "House of Cards". Dla politologia, który poszedł na ten kierunek z powodu faktycznych zainteresowań, jest to produkcja typu "must watch!". Już od pierwszej chwili jesteśmy rzuceni w wir wielkiej polityki USA. Naszym prowadzącym będzie REWELACYJNY Francis Underwood. Tak jak dotychczas chwaliłem Ragnara, jak i Flinta, tak kreacja Kevina Spaceya, moim zdaniem, miażdży wszystkie inne. To jest po prostu inna, wyższa klasa. Co zresztą czuć we wszystkich serialach "Netflixa". Można byłoby go określić takim mangowym "MadHousem" - ich flagowe dzieła to z reguły wyjątkowo dopracowane perełki (piszę tak, bo np. "Marco Polo", którego również widziałem, jest dla mnie tylko dobry) lub twory b. dobre. "House of Cards" to zdecydowanie brylant w ich koronie.


Wszystko jest w nim dopracowane na milimetr. Od genialnie dobranych garniturów, poprzez zawiłą osobowość Franka, który samą grą twarzy jest w stanie przeistoczyć się z miłego Pana w człowieka, którego nie sposób się bać. Zresztą, ten Pan stawia się postaci, która jest bardzo inspirowana pewnym Europejskim politykiem. Większość zdań wypowiedzianych ustami Kevina Spaceya można oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. Warto też zwrócić uwagę na specyficzny zabieg twórców, jednostronną komunikację polityka z widzami. Trzeci sezon co prawda nieco odstaje poziomem, ale to nadal coś nieosiągalnego dla większości.


Jest to przede wszystkim produkcja skierowana do widzów dojrzałych, wiedza z polityki co prawda nie jest niezbędna, aczkolwiek bez niej widz sporo traci. Sam co prawda jestem cienki, jeśli idzie o znajomość polityki USA, ale wiedza ogólna w zupełności wystarcza. Zresztą, to wszystko prawda. Bill Clinton powiedział: "99% akcji z House of Cards to są fakty". I to pokazuje, że nie tylko w naszej Polskiej polityce są brudy. +9/10, "dychy" nie ma przez odrobinę słabszy sezon 3. IMO wątek homoseksualny zajął niepotrzebnie dużo czasu (homoseksualiści, ludzie o lewicowych poglądach - nie zrozumcie mnie źle, widziałem m.in. "Tajemnice Brokeback Mountain" i naprawdę mi się ta produkcja podobała, odradzam ją jednak ludziom darzącymi niechęcią gejów), był zbyt słaby, zbyt oklepany. Ktoś inny powinien go dostać więcej.


Teraz coś roźluniejszego na odstresowanie, czyli "Heroes". "Herosi" (nie, to nie od tego serialu wziąłem nick) to naprawdę ciekawa produkcja, która moim zdaniem może przypaść przede wszystkim fanom "Bleacha" lub "Hunter x Hunter". Formuła ta sama (mowa o "Bleachu), miodność z oglądania również. Co prawda z sezonu na sezon jest coraz gorzej, ale nawet trzeci potrafi pozytywnie zaskoczyć.


Akcja serialu kręci się wokół bohaterów, którzy nagle otrzymują niezwyłe umiejętności (np. 100% regeneracja, niezależnie od ilości obrażeń, Marco pozdrawia swoje fanki! Albo umiejętność kontrolu czasu i przestrzeni.). To wszystko dzieje się nie bez powodu, muszą się zjednoczyć aby powstrzymać nadchodzącą zagładę!


To co spodobało mi się w serialu to fakt, że autor dość dobrze podszedł do tematu. Nie mamy tu głupich rozwiązań fabularnych rodem z tasiemców dla 13, 14 latków (no dobra, nie aż tak często) tylko poważniej stąpających po ziemi bohaterów, którzy wiedzą, kiedy muszą zabić, a kiedy brutalnie nastraszyć. Warto zwrócić na to uwagę, że moc nie jest gwarantem sukcesu. Są specjaliści, którzy poprzez naturalny trening, sztukę samokontroli są w stanie pokonać wielu skutecznych "super-ludzi". Kimś taki jest Noa, który jest jednym z najiaśniejszych punktów tego serialu. Gdy trzeba, jest kochającym ojcem, takim dobrym tatulkiem, który ciężko haruje cały tydzień, a w niedzielę odbija sobie czas z rodzinką. Nie zawsze taki jest, a gdy poczuje zagrożenie, to lepiej nie wchodzić mu w drogę.


Całkiem nieźle, jak na "zwykły" serial wypadają postacie, które z reguły kupują swoich odbiorców od pierwszego wejrzenia. Podobne wrażenia odczuwałem przy "Bleachu", którego zresztą właśnie za to od wielu lat chwalę. Nawet, jak jego poziom spadł w sadze poświęconej Arrancarom, to same nowe postacie były całkiem fajnie zaprojektowane, a w serialu - zagrane.


Podobieństw można się doszukiwać również przy samej budowie poszczególnych sag. Podobnie jak w przypadku "Bleacha", w każdej w zasadzie chodzi o to samo. Generalnie, scenariusz idealny jest taki, że i "Heroes" i "Bleach" po zakończeniu 1 sezonu nie mają kontynuacji. Szczególnie "Wybielacz"by na tym zyskał. Dlaczego? Moim zdaniem, "Firma" daje większe możliwości sztucznie poszerzanego uniwersum (kasa misiu, kasa), bo po zakończeniu pierwszej partii odcinków, nadal za dużo nie wiemy o samej "Firmie". Poza tym, "Heroes" po prostu lepiej wypada. Dziwactwa zaczynają się dopiero od pewnego odcinka w S3 (takie naprawdę mocne, nie mówię o jakimś mniejszym spadku poziomu), ale nawet one nie są dla mnie dostatecznie mocne, by olać na pewnym etapie "Herosów", tak samo jak "Bleacha". Za S1 daję +7/10, potem ocena spada do 6/10 za S3.


Tym razem lekka odskocznia od tematu, bo polecę dwa Polskie seriale. Zacznę od bliższego mi "Paktu". Dla osób wrażliwych - będzie polityka, choć bez agitacji. Tylko naprawdę obiektywna, ważna sprawa (a z racji, że parę osób lubi mnie czytać, to wykorzystam okazję) Nie znam pierwowzoru tego serialu (powstał na podstawie Norwskiego odpowiednika), ale po przeczytaniu intrygującej książki "Niebezpiecze związki Bronisława Komorowskiego" oraz zapoznaniu się z rozlicznymi materiałami p. Wojtka Sumlińskiego, dostrzegam duże podobieństwa. Daruję sobie dłuższy wywód, ale polecam zapoznać się z tą książką. To naprawdę ważna książka, którą w moim mniemaniu powinien przeczytać każdy Polak interesujący się sprawami tego kraju.


No, ale do rzeczy. 6-odcinkowa produkcja, w której główne skrzypce gra Marcin Dorociński (znany m.in. z "Pitbulla", b. dobrego "Jack Strong"). Przez długi czas nie znałem go, bo zwyczajnie nie interesowało mnie tego typu kino. Polscy fani Mangi łatwo odnajdą się w realiach i miło przekonają, że p. Dorociński ma swoje momenty, jak bohaterowie z bogatej "Hameryki". Niekiedy przewijałem sobie poszczególne momenty, gdy w jednej chwili spokojny człowiek staje się być kimś zupełnie nieobliczalnym. Klimatem kojarzy mi się odrobinę z "Monsterem". Oczywiście są to skojarzenia jak najbardziej luźne, które mi po prostu przyszły w pierwszej chwili, gdy pomyślałem o tym produkcie. W kwestii porównania chodzi o bohatera, poczucie stałej obserwacji, wetknięcia przez niego w niezłe... sami wiecie co.


Nie chcę za bardzo spoilerować, więc daruję sobie opis. Seria ma zaledwie 6 odcinków, więc każda minuta jest dla widza na wagę złota. Polacy "umieją" w tego typu gatunki filmowe, warto rzucić im parę groszy za płytę na dvd, by mogli dalej produkować równie dobre produkcje. Bez taryfy ulgowej, daję "Paktowi" stabilne -8/10.


Druga propozycja jest inna, choć również w tych klimatach. Intrygujący tytuł "Krew z Krwi" momentalnie mnie zachęcił do zaznajomienia się z 1 odcinkiem, tuż po usłyszeniu o tej produkcji. Opowiada on o rodzinie mafijnej, która na wskutek różnych zbiegów wydarzeń trafia w samo oko cyklonu wojen gangów. To jest inny świat, świat w którym większość ludzi by poległa. W tym drugim świecie równoległym zasady są proste, acz okrutne. Spóźnisz się z zapłatą - zmiażdżymy ci palce w imadle. Albo w ramach ostrzeżenia zabijemy twoje dziecko lub w okrutny sposób zwierzę.


Główną bohaterką jest Karmen, która kupiła mnie od samego początku. Po pierwsze, od lat nie widziałem tak dobrze zagranej "suki". Ale takiej typowej, wyrafinowanej, doprowadzonej do ostateczności "suki". Obserwujemy ewolucję tej postaci od samego początku serii, jak musi się dostosowywać wobec przeciwności losu oraz wraz z nią dowiadujemy się, że czasem są dwa wyjścia z sytuacji. Tragiczne i jeszcze gorsze. Co więcej, musi to wszystko pogodzić ze swoją prawdziwą osobowością, kochającą matką, która chce dobra i bezpieczeństwa swoich dzieci. Moim osobistym zdaniem, Pani Agata Kulesza jest taką wzorową "babą z jajami". Zaufajcie mi, gdyby miała mocnego Standa, to Jotaro miałby przed sobą baaardzo ciężki orzech do zgryzienia!


Oba sezony tworzą całkiem spójną, dobrą całość, poza drobnymi niedopracowaniami z sezonu drugiego, to całość mogę ocenić na naprawdę mocną +8/10, stawiając ją nieco wyżej niż "Pakt" (choć to wynika przede wszystkim z ilości odcinków "Krwią..." mogłem się nasycić, "Paktem" póki co nie bardzo).


Tym razem krótki wpis dotyczący "Daredevila". Przede wszystkim dlatego, że nie chce mi się o tym serialu pisać. W internecie znajdziecie o tym wszystko (a najlepiej to polecam materiay od vlogera "Ichaboda"), a mi się ten serial szczerze średnio podobał. Co prawda dałem mu wysoką ocenę, niezwykle podobała mi się kreacja Kingpina, poziom brutalności, który momentami moim zdaniem był mocny, GENIALNE retrosy młodego "Daredevila", intrygujące podejście do wiary, naprawdę dobra fabuła... No właśnie, mogę pisać o tym w superlatywach, ale pisanie o tym serialu nie sprawia mi najmniejszej frajdy, po prostu nie wiążę z nim jakiś cieplejszych więzi, jak z innymi produkcjami. Mimo to daję 9/10, dychy właśnie nie dam za to o czym pisałem.

"Marco Polo" jest kolejną produkcją od "Netflix". Najmniej mi się podobała ze wszystkich, które tu oglądałem. Serial jest naprawdę intrygującą propozycją dla fanów kultury Hunów, Monogłów, dawnych Chin. Głównym bohaterem jest tu Marco Polo, podróżnik, który "umie mówić obrazami". Trafia on na dwór wielkiego władcy stara się na nowo odnaleźć w nowym otoczeniu.

W "Marco Polo" najbardziej przypadł mi do gustu Kublai, wielki wódz, który jest całkiem zręcznym politykiem i dobrym dowódcą. Całkiem niezłą postacią jest również główny wróg, który jest całkiem nieźle "skrzywiony".

Lubicie kino quasi-historyczne (nie wiem, czy mogę określić go mianem serialu historycznego), rozgrywki polityczne, całkiem niezłe bitwy? Nie przeszkadzają wam pewne elementy fantastyczne (niewidomy super-zabójca)? "Marco Polo" może Wam w takim razie przypaść do gustu. Daję mu -7/10.

To tyle, w trzeciej części zajmę się jeszcze "Grą o Tron" i dwoma, moim zdaniem, gorszymi serialami. Mówię tu o "Mr. Robot" i "Spartakusie" (choć ten dopiero zaczyna się psuć po 1 sezonie). Będzie coś jeszcze, ale nadal nie uformowałem swoich myśli w jakąś sensowną formę.
Dereal

Piracki oficer

Licznik postów: 583

Dereal, 25-12-2015, 13:27
Ja chyba nigdy jakoś szczególnie nie próbowałem odseparować od siebie anime i seriali. Nigdy też nie przychodziło mi na myśl, by jedną z tych rzeczy postawić ponad drugą, może to ze względu na fakt że obydwie kategorie zawierają w sobie tytuły które naprawdę kocham.W pierwszym przypadku będzie to House of Cards, a w drugim One Piece/HxH. Jeśli chodzi o różnicę jaką ja dostrzegam, to będzie to pewnie fakt że serial jest produkcją na kształt której złoży się więcej osób niż w przypadku anime. Wchodzi tu w rolę gra aktorska, reżyserka, operator kamery itd. Trzeba też pojechać w odpowiednie miejsce gdzie to by się chciało owy materiał nakręcić. Serial będzie też czymś co jest tworzone nie tylko w kręgach amerykańskich - nie brakuje przecież tytułów które są dobre bądź bardzo dobre a nie wywodzą się one z USA. Anime to chyba tylko się w Japonii robi, nie? W każdym razie - ja bym raczej obydwie rzeczy sklasyfikował jako rzecz w gruncie taką samą. Skoro Heros wspomniałeś o tym że raczej oglądasz seriale Tobie polecone a nie takie które byś sam sobie gdzieś znalazł, to ja Ci polecę dwa, o których na tym forum jeszcze mowy nie było (prawdopodobnie) a które są również w mojej ocenie bardzo dobre - Utopia i Peaky Blinders.
Felo

Piracki wojownik

Licznik postów: 136

Felo, 25-12-2015, 14:53
Anime zawsze było dla mnie raczej lekkie i przyjemne. Poza tym wolałem czytać mangi bo oszczędzają dużo czasu, a mało które anime ma na tyle dobrą animacje, żeby mnie zachęcić bardziej niż manga. Animce to był zawsze miły dodatek, jednak to nad serialami spędziłem najwięcej czasu.

Seriale... około 100 pozycji ocenionych na filmwebie... Tyle czasu nie zmarnowałem na nic innego :wstyd: Nie ograniczam się raczej do jakiegoś konkretnego gatunku jednak średnio lubię takie pseudoambitne dramaty które są przez większość uznawane za kultowe i "ambitne" jak Six Feet Under, The Leftovers czy Mr. Robot(zaczął się super, ale cały mętlik wokół fabuły mnie po prostu znudził). Osobiście preferuje seriale które ogląda się lekko, nie wymagają jakiegoś dużego skupienia i doszukiwania się jakichś ukrytych znaczeń.

Z tego co obejrzałem, warto według mnie zwrócić uwagę na:

Peaky Blinders - MUST SEE zdecydowanie. Opowiada o gangu z Birmingham w latach po WWI. Klimat jaki tworzy muzyka w tym serialu jest po prostu nieziemski, jeden z najlepszych w serialach w ogóle IMO. Polecam każdemu zobaczenie przynajmniej 1 odc. W sumie odc jest 12(po 6 na sezon), a 3 sezon jakoś niedługo ma wychodzić o ile sięnei mylę.

Cosmos: A SpaceTime Odyssey - dokument astro. Ciekawie opowiedziane współczesne teorie naukowe ze znakomitym Neil deGrasse Tysonem jako prowadzącym. Polecam każdemu kto kocha kosmos i jest ciekawy wszechświata Smile

Vikings - już opisany wyżejSmile Znakomite postaci, scenografia i klimat.

Suits - serial o prawnikach, dość lekki. Znowu, niektóre postaci są znakomicie wykreowane.

White Collar - procedural mój ulubiony w dodatku. Wszystko się kręci wokół agenta FBI i fałszerza zatrudnionego jako konsultant z nadajnikiem na kostce Smile Sprawy dotyczą głównie właśnie fałszerstw, podrabiania sztuki itd.

Sherlock - ciekawa kreacja Sherlocka od BBC.

Sons of Anarchy - również polecam i to nie tylko miłośnikom motocykli. Bardziej skupia się na przepychankach i grach między gangami.

Breaking Bad - chyba każdy słyszał Smile

The Last Kingdom - z jesiennej ramówki. Klimat i realia jednocześnie podobne do Vikings i bardzo różne. Zdecydowanie gorsze postaci, ale mimo wszystko polecam, jeżeli ktoś ma niedosyt po Wikingach.

Galavant - Musical Tongue odkryłem niedawno, ciekawa komedia.

Banshee - kolejny MUST SEE https://www.youtube.com/watch?v=AJMHd7-LL1k Jak ta scena was nie przekona to nie wiem co by przekonało.

No i te warte uwagi, ale których nie chce mi się już opisywać Smile : Spartacus, Black Sails, GoT, The Tudors. Pewnie o czymś zapomniałem, ale te są zdecydowanie jednymi z lepszych według mnie.
Akainu

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,370

Akainu, 27-12-2015, 19:32
Kiedyś wychwalałem na tym forum Vikingów, i fajnie że i Heros, Felo, i inni doceniają tą produkcje Smile
Polecam jeszcze Chicago Fire (nie jest to nie wiadomo jak ambitna produkcja, ale w życiu nie widziałem lepszego serialu dramatycznego, IMO król pod tym względem).

Jeżeli dobrze zrozumiałem to co napisał Heros, to ja właśnie miałem podobne odczucia. To znaczy po obejrzeniu kilku dobrych seriali, moje zainteresowanie anime zaczęło delikatnie mówiąc "spadać". A teraz? Cóż. Czytam tylko mangi. Jedyne anime które oglądam to Dragon Ball Super. Wiem, że to jest syf, ale oglądam jedynie z ciekawości, co oni tam wymyślą, z sentymentu po prostu, mimo że moim zdaniem to już totalnie nie jest klimat Dragom Ball Z gdzie budowana była arcypoważna atmosfera.

Jak się pojawi jakieś anime które będzie się mogło równać HxH 2011 to możecie dać znać, wtedy obejrzę Smile

Bo od długiego już czasu to tylko mangi + seriale.

Felo napisał(a):Cosmos: A SpaceTime Odyssey - dokument astro. Ciekawie opowiedziane współczesne teorie naukowe ze znakomitym Neil deGrasse Tysonem jako prowadzącym. Polecam każdemu kto kocha kosmos i jest ciekawy wszechświata

O panie, dzięki. Zacząłem oglądać, i zapowiada się mega Smile
Heros

Joy Boy

Licznik postów: 7,533

Heros, 26-02-2016, 10:52
III część Smile
"Seriale vs. Anime" część 3 i ostatnia, podsumowanie całego tekstu.


Od wydania drugiej części tekstu nie zmieniło się zbyt wiele. No dobrze, może poza tym, że cenię seriale jeszcze bardziej. Czemu? 2016 rok jest po prostu póki co zbyt piękny. 4ty sezon "Wikingów" zaczął się znakomicie (poza kuszami, nawet solidnie "napompowani", przygotowani i nafutrowani pewnym "białym proszkiem" kusznicy nie daliby sobie rady z robieniem takiej rzezi... i jak dla kogoś to czepianie się, wyobraźcie sobie, że w serialu dotyczącym pierwszej wojny światowej Niemcy mieliby aktualne zdobycze technologii wojskowej... a i tak przykład jest w miarę korzystny dla "Wikingów"), 3ci sezon "Black Sails" jest dobrym rozwinięciem historii. "Czarnobrody" wymiata, jego głos jest jak dla mnie niemniej zajebisty niż ten "Bane'a" z trzeciej części trylogii "Batmana" w reżyserii Nolaana.


A już niedługo "Daredevil S2", który zapowiada się lepiej w moim mniemaniu. Wprawdzie "Jessica Jones" średnio przypadła mi do gustu (swoją drogą, polecam poszukać intro na YT, zarówno muzycznie jak i graficznie wypełnił moją duszę miodem!), ale fakt, iż świat stał się tu bardziej "Marvelowy" odczytuję za wyjątkowy plus! W połączeniu z "Elektrą" i dobrze zapowiadającym się "Punisherem" Netflix może ponownie zaorać innych twórców seriali o super-hero. No i Sir Loras z "Gry o Tron" został wybrany na kolejnego serialowego bohatera "Marvel Cinematic Universe"... jak tu się nie cieszyć?


Mógłbym tak pisać dalej. I o ile w przypadku seriali, zainteresowanie w poznawaniu wykreowanych przez nich światów widzę tendencję wzrostową, o tyle w przypadku anime - malejącą. Nie wynika to z faktu, że Japońskie kreskówki dostają zadyszki. Wręcz przeciwnie, ostatnie ruchy Netflixu i raczej wzmożone zainteresowanie Japońskimi produktami w USA (kto wie, może jak rynek nasyci się filmami o herosach, to przyjdzie czas na blockbustery z anime? CHCĘ BERSERKA W KATEGORII R!!!) pokazuje, że "Chińskie bajki" mają się jak najlepiej. "2016" rok również nie zapowiada się dla nich szczególnie źle. Moim zdaniem, poziom anime również nie spadł jakoś zdecydowanie. Parę lat temu tak myślałem, ale wychodziłem z błędnego założenia.


Patrząc z perspektywy lat, dostrzegam jak dobre były lata 80', 90' dla kultury (w anime bym to poszerzył do 2005). Rzeczą oczywistą jest, że takie produkty zawsze robi się dla korzyści, zysku (czy to w formie materialnej, poklasku, autopromocji), ale w w/w latach poważnie dostrzegam lepsze podejście do widza. Widać to od takich pierdółkowatych spraw, jak plakaty filmowe/okładki do gier komputerowych, które od lat są praktycznie niezmienne. Albo na przykładzie filmów - dopóki za jakąś produkcję nie zabierze się jakiś konkretny "As" (np. James Cameron, co by o nim nie mówić, to rozsądny rzemieślnik, który swoje dla świata filmu zrobił), to producenci starają się wpłynąć na twórców, by ci zrobili zachowawczy produkt.


Niektóre rzeczy mogę w pewnym stopniu uprościć, bo tłumaczenie zajmie mi zbyt dużo czasu, a podejrzewam że bynajmniej nie chcielibyście tego czytać.
Dzisiejszy "target" jest inny. Świat bardzo poszedł do przodu, co nie jest aż tak widoczne w średnio-zamożnych krajach, jak Polska. Ceny "życia" idą ciągle w górę, kryzys odcisnął swoje piętno na gospodarkach poszczególnych krajów (co znowu nie jest aż tak dostrzegalne na "Polskiej prowincji"), rozwój międzynarodowych korporacji, wzrost budżetów produkcji, co działa niekorzystnie na nerwy twórców niepewnych produkcji no i "nowości" szybko spychają niewiele starsze produkty, bo przecież "trzeba być na czasie". Oczywiście, nie wolno mieszać rynku "gier", "anime", "filmów", ale zjawisko które określam jako "regres w kulturze" jest widoczny w mniejszym lub większym stopniu wszędzie. Każdy z nich pomimo swoich podobieństw ma swoje unikatowe cechy. Sam nie jestem zbyt biegły, jeśli idzie o znajomość rynku Anime, więc co bardziej ciekawskim zalecam zasubskrybowanie "Anime-Logia" (https://www.youtube.com/channel/UCaJdIZF...7FvcTAa0Jw).


Obecna styl anime pomimo zauważalnie wyższego "średniego" poziomu, po prostu do mnie nie przemawia. Przez lata moim głównym argumentem "za" oglądaniem anime była fabuła. Nie odbieram jej braku nowym seriom, broń Boże. Tylko po prostu nie mam czasu na przedzieranie się przez tyle tytułów. Nie ma już Satoshiego Kona, "Nana" i "HxH" raczej nie wrócą, "Ghost in the Shell" idzie nie w tym kierunku, co chcę. Na szczęście zostało mi jeszcze "Jojo" i arcyfajnie zapowiadające się "Drifters" od autora "Hellsing". Ostatnio wyszły też całkiem intrygujące serie z gatunku "seinen" ("Ajin" i drugiej nazwy zapomniałem, jak sobie przypomnę to dodam XD)
Trudno mi zarzucić cokolwiek "nowym anime", po prostu są nie dla mnie.
Akainu

Legendarny pierwszy oficer

Licznik postów: 1,370

Akainu, 27-02-2016, 23:33
(26-02-2016, 10:52)Heros napisał(a): III część Smile
"Seriale vs. Anime" część 3 i ostatnia, podsumowanie całego tekstu.


Od wydania drugiej części tekstu nie zmieniło się zbyt wiele. No dobrze, może poza tym, że cenię seriale jeszcze bardziej. Czemu? 2016 rok jest po prostu póki co zbyt piękny. 4ty sezon "Wikingów" zaczął się znakomicie (poza kuszami, nawet solidnie "napompowani", przygotowani i nafutrowani pewnym "białym proszkiem" kusznicy nie daliby sobie rady z robieniem takiej rzezi... i jak dla kogoś to czepianie się, wyobraźcie sobie, że w serialu dotyczącym pierwszej wojny światowej Niemcy mieliby aktualne zdobycze technologii wojskowej... a i tak przykład jest w miarę korzystny dla "Wikingów"), 3ci sezon "Black Sails" jest dobrym rozwinięciem historii. "Czarnobrody" wymiata, jego głos jest jak dla mnie niemniej zajebisty niż ten "Bane'a" z trzeciej części trylogii "Batmana" w reżyserii Nolaana.


A już niedługo "Daredevil S2", który zapowiada się lepiej w moim mniemaniu. Wprawdzie "Jessica Jones" średnio przypadła mi do gustu (swoją drogą, polecam poszukać intro na YT, zarówno muzycznie jak i graficznie wypełnił moją duszę miodem!), ale fakt, iż świat stał się tu bardziej "Marvelowy" odczytuję za wyjątkowy plus! W połączeniu z "Elektrą" i dobrze zapowiadającym się "Punisherem" Netflix może ponownie zaorać innych twórców seriali o super-hero. No i Sir Loras z "Gry o Tron" został wybrany na kolejnego serialowego bohatera "Marvel Cinematic Universe"... jak tu się nie cieszyć?


Mógłbym tak pisać dalej. I o ile w przypadku seriali, zainteresowanie w poznawaniu wykreowanych przez nich światów widzę tendencję wzrostową, o tyle w przypadku anime - malejącą. Nie wynika to z faktu, że Japońskie kreskówki dostają zadyszki. Wręcz przeciwnie, ostatnie ruchy Netflixu i raczej wzmożone zainteresowanie Japońskimi produktami w USA (kto wie, może jak rynek nasyci się filmami o herosach, to przyjdzie czas na blockbustery z anime? CHCĘ BERSERKA W KATEGORII R!!!) pokazuje, że "Chińskie bajki" mają się jak najlepiej. "2016" rok również nie zapowiada się dla nich szczególnie źle. Moim zdaniem, poziom anime również nie spadł jakoś zdecydowanie. Parę lat temu tak myślałem, ale wychodziłem z błędnego założenia.


Patrząc z perspektywy lat, dostrzegam jak dobre były lata 80', 90' dla kultury (w anime bym to poszerzył do 2005). Rzeczą oczywistą jest, że takie produkty zawsze robi się dla korzyści, zysku (czy to w formie materialnej, poklasku, autopromocji), ale w w/w latach poważnie dostrzegam lepsze podejście do widza. Widać to od takich pierdółkowatych spraw, jak plakaty filmowe/okładki do gier komputerowych, które od lat są praktycznie niezmienne. Albo na przykładzie filmów - dopóki za jakąś produkcję nie zabierze się jakiś konkretny "As" (np. James Cameron, co by o nim nie mówić, to rozsądny rzemieślnik, który swoje dla świata filmu zrobił), to producenci starają się wpłynąć na twórców, by ci zrobili zachowawczy produkt.


Niektóre rzeczy mogę w pewnym stopniu uprościć, bo tłumaczenie zajmie mi zbyt dużo czasu, a podejrzewam że bynajmniej nie chcielibyście tego czytać.
Dzisiejszy "target" jest inny. Świat bardzo poszedł do przodu, co nie jest aż tak widoczne w średnio-zamożnych krajach, jak Polska. Ceny "życia" idą ciągle w górę, kryzys odcisnął swoje piętno na gospodarkach poszczególnych krajów (co znowu nie jest aż tak dostrzegalne na "Polskiej prowincji"), rozwój międzynarodowych korporacji, wzrost budżetów produkcji, co działa niekorzystnie na nerwy twórców niepewnych produkcji no i "nowości" szybko spychają niewiele starsze produkty, bo przecież "trzeba być na czasie". Oczywiście, nie wolno mieszać rynku "gier", "anime", "filmów", ale zjawisko które określam jako "regres w kulturze" jest widoczny w mniejszym lub większym stopniu wszędzie. Każdy z nich pomimo swoich podobieństw ma swoje unikatowe cechy. Sam nie jestem zbyt biegły, jeśli idzie o znajomość rynku Anime, więc co bardziej ciekawskim zalecam zasubskrybowanie "Anime-Logia" (https://www.youtube.com/channel/UCaJdIZF...7FvcTAa0Jw).


Obecna styl anime pomimo zauważalnie wyższego "średniego" poziomu, po prostu do mnie nie przemawia. Przez lata moim głównym argumentem "za" oglądaniem anime była fabuła. Nie odbieram jej braku nowym seriom, broń Boże. Tylko po prostu nie mam czasu na przedzieranie się przez tyle tytułów. Nie ma już Satoshiego Kona, "Nana" i "HxH" raczej nie wrócą, "Ghost in the Shell" idzie nie w tym kierunku, co chcę. Na szczęście zostało mi jeszcze "Jojo" i arcyfajnie zapowiadające się "Drifters" od autora "Hellsing". Ostatnio wyszły też całkiem intrygujące serie z gatunku "seinen" ("Ajin" i drugiej nazwy zapomniałem, jak sobie przypomnę to dodam XD)
Trudno mi zarzucić cokolwiek "nowym anime", po prostu są nie dla mnie.

To raczej normalne myślenie. Jak się obejrzy Vikingów, to po takiej serii mega ciężko jest wrócić do regularnego oglądania anime, jak gdyby nic się nie stało. A co do 2016 roku i seriali - fakt, zapowiada się mega, ale wzrost pewnie będzie przez wiele lat, a później się ustabilizuje na bardzo, bardzo wysokim poziomie. Moim zdaniem to dlatego, że co raz "łatwiej" stworzyć serial, można co raz łatwiej i szybciej zbierać dane o "klientach", i tego, czego najbardziej oczekują w kolejnych sezonach. Wszystkie Twittery, Facebooki, Instagramy, to kopalnia wiedzy o tym, czego oczekują od serialu ich widzowie, ale nie tylko o tym, czego chcą w kolejnym sezonie/sezonach, ale nawet ogólnie o tym, jakiego serialu by chcieli. Co raz łatwiej zbierać informacje, i pewnie z roku na rok będzie z tym co raz lepiej.

Też i z efektami specjalnymi jest co raz łatwiej. Jeszcze 20 lat temu efekty specjalnie w filmach zdecydowanie nie wyglądały tak jak obecnie. Teraz to już nawet telefonem komórkowym (!) można zrobić o taki filmik :
https://www.youtube.com/watch?v=wZI6ha7SzC8

No a przecież wszystko gwałtownie się rozwija, co raz lepsze kamery, moc obliczeniowa, programy do montażu filmów co raz bardziej zaawansowane i lepsze, więc wyprodukowanie serialu "technicznie" staje się co raz "tańsze" w porównaniu do zrobienia takiej samej jakości produkcji 20 lat temu i może dlatego jest co raz więcej seriali a że są na takim poziomie dużym to własnie zasługa zbierania informacji o "klientach" Smile

Myślę że twórcy np Vikingów bardzo dokładnie czytają o tym czego chcą fani, jakie momenty były dla nich najmocniejsze, może nawet zbierają dane o tym wszystkim z różnych źródeł, i dlatego twórcy mogą robić co raz lepsze i co raz mocniejsze sezony.

Spójrzmy chociaż na ten 2016 rok, ledwo się zaczął, a już pojawiły się cztery seriale z dużym potencjałem :

https://www.youtube.com/watch?v=ZT0m9MBCMDo
https://www.youtube.com/watch?v=NXUx__qQGew
https://www.youtube.com/watch?v=1iphllcTYOs
https://www.youtube.com/watch?v=_raEUMLL-ZI

A to ledwo początek roku. Myślę że z roku na rok, co raz lepiej będzie z serialami Smile
1 2 3
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź