Dressrosa arc - podsumowanie
Ten temat nie posiada streszczenia.
Aktualnie ten wątek przeglądają: 1 gości
1 2
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź
Dahaka

Król piratów

Wiek: 33
Licznik postów: 3,793

Dahaka, 28-09-2015, 02:25
I tak oto najdłuższy arc w historii One Piece dobiegł końca. Aby tradycji stało się zadość, pora wziąć klawiaturę w dłoń i skrobnąć konkretną opinię, analizując wszystko czego doświadczyliśmy przez ostatnie dwa i pół roku. Mam nadzieje, że pójdziecie moim śladem i wysilicie się przy pisaniu waszych opinii, które nie ograniczą się do ledwie kilku zdań (w sumie to może nie idźcie jednak moim śladem)

Dressrosa okazała się być dosyć kontrowersyjnym arkiem. Nie nazwałbym go słabym, bo za dużo świetnych momentów przewinęło się przez panele w ciągu tych ostatnich stu rozdziałów. Słowa, którego bym użył, bo wydaje mi się najbardziej trafne, to "rozczarowanie" Dlaczego? Bo jakby nie patrzeć, materiał wykorzystany w tym arcu nie jest bynajmniej słaby, a co faktycznie jest słabe to sposób w jaki Oda owy materiał przedstawił.
Pierwszą krzywdą wyrządzoną na tym arcu jest brak spójności wydarzeń. Nie chodzi mi tu o warstwę fabularną, a o upierdliwe skakanie z jednej sceny na drugą, zamiast zachowania pewnej ciągłości i przedstawienia konkretnych scen od początku do końca, bez przerw. Częściowo jest to zrozumiałe, bo choć mamy pięć różnych wątków dziejących się w różnych miejscach, to wszystkie one nie tylko dzieją się w tym samym czasie, co najzwyczajniej w świecie przeplatają się ze sobą mająć na siebie wzajemny wpływ. Mimo wszystko nie jest to jednak wystarczające usprawiedliwienie, bo nawet jeśli weźmiemy to pod uwagę, to i tak dałoby się w dużym stopniu ograniczyć to lawirowanie między scenami.

Drugą krzywdą była sama struktura arca. Tutaj w oczy rzucają się mocno dwa etapy.

Pierwszy to koloseum, które po bloku C kompletnie straciło parę i zaczęło się niemiłosiernie dłużyć, nie wnosząc przy tym wiele nowego materiału. Blok D to właściwie Hakuba i nic więcej, a sam, pożal się boże, finał wyszedł chyba kompletnie z przypadku, bo to co się tam działo było na poziomie słabego fanfica. Kiedyś napisałem post o tym, jakoby Oda pozmieniał to i owo w fabule, przez co koloseum zostało drastycznie skrócone i nadal uznaje to za prawdpodobną wersję wydarzeń.

Drugi etap to z kolei wspinaczka do zamku po tym jak Doflamingo z nieznanych powodów zrzucił Luffy'ego i spółkę na dół, w efekcie czego dostaliśmy ponad 10 rozdziałów poświęconych na bezsensowną bieganinę i gagi. Ok, żeby być uczciwym, przyszli sprzymierzeńcy Luffy'ego dostali tutaj całkiem sporo czasu antenowego, co zapewne było głównym powodem, dla którego Oda w ogóle zdecydował się stworzyć ten fragment. Niemniej jednak, jak się domyślacie, można to było zrobić o wiele lepiej. Jak? Choćby poprzez wycięcie nic nie wnoszących panelów i zastąpienie ich walkami, które widzieliśmy w późniejszej części arca. Jak taki Senor miał mocny powód, aby skończyć swoją walkę po flashbacku, tak typki typu machvise, lao g, dellinger czy gladius mogli spokojnie paść już wtedy i oszczędzić nam równowartości kilku rozdziałów nudy.
No i jak jesteśmy już przy strukturze, to wystarczy przytoczyć tutaj jeden, prosty i właściwie nieodbijalny argument - walka Franky'ego trwała 40 rozdziałów, a walka Zoro jakieś 25. Oda coś pozmieniał, trochę się pogubił, no generalnie spieprzył sprawę w środkowej częsci tego arca i owe walki dobitnie to obrazują.

Trzecia krzywda to nagromadzenie tony wątków i postaci, co w połączeniu z dwoma poprzednimi punktami efektuje ślimaczym tempem i chaosem w fabule. Choć koniec końców zdecydowana większosć wprowadzonych postaci ma dobre uzasadnienie swojej obecności w tym arcu, to jednak nie maskuje to negatywnych efektów jakie z sobą przynieśli. Choć wcześniej sądziłem, że Oda powinien rozdzielić wydarzenia Dressrosy na dwa arci, to w chwili obecnej jakoś ciężko mi to sobie wyobrazić, bo wszystkie wątki przeplatają się ze sobą dosyć mocno i zazwyczaj jeden nie działa bez drugiego. Najlepszą opcją byłoby chyba po prostu pozbycie się skrzatów i Green Bit(a wymienę CC wrzucić na jakieś pastwiska Dressrosy) i wrzucenie ich do osobnego, krótkiego arca na modłę Little Garden. W efekcie mielibyśmy z 10 rozdziałów mniej i mniejszy tłok na wyspie.

Te trzy elementy to zdecydowanie większe bolączki tego arca i źródło chyba większej część rozczarowań.

Dobra, skoro ogólniki mam już za sobą, to teraz mogę przejść do oceniania konkretnych aspektów, wątków oraz postaci Dressrosy. Zacznę od tych, które uważam za najsłabsze i stopniowo będę przechodził do tych, które zrobiły na mnie największe pozytywne wrażenie.

Rodzina Riku

Największym balastem tego arca była dla mnie zdecydowanie rodzina Riku, a konkretnie ich rola podczas obecnych wydarzeń. Bo nie powiem, flashbacki mieli solidne. Rebecca, Riku (oraz Kyros) dostali ciekawie zbudowaną przeszłość. Choć bez fajerwerków, to jako solidne podstawy pod przyszły konflikt sprawdzały się bardzo dobrze. No i tutaj zaczyna się problem, bo choć podstawy były dobre, to sam konflikt zawiódł na całej linii.

Riku był totalnie zbędny i tylko zabierał czas antenowy, marnując panele swoją obecnością i totalnym brakiem czegokolwiek interesującego w swojej postawie czy osobowości. Choć miał chyba ze trzy przemowy, to wszystkie wypadły raczej bez szału, gdyż nie odznaczały się niczym specjalnym, ot zwykłe proste przemowy motywacyjne.

Violet była niewiele lepsza, miała kilka przebłysków na początku oraz pod koniec, jak samotnie stanęła przeciw Doflamingo, ale oprócz tego, to właściwie była zwykłym komentatorem, który podobnie jak Riku, tylko zabierał czas i niepotrzebnie zapychał panele.

Rebecca wyszła tragicznie. Jej historia z ojcem miała potencjał by być naprawdę fantastyczną i chwytającą za serce, ale moim zdaniem kompletnie Odzie to nie wyszło. Choć Kyros miał sporo fajnych scen, które pozwalały mi wczuć się w jego emocjonalny konflikt, to niestety wszystko co robił było rujnowane przez Rebeccę, jej bezużyteczności, monotonny płacz i charakteryzację typowej ofiary losu. Sam fakt, że wyglądała jak 20-letnia porno gwiazdka w tym swoim stroju kompletnie nie pomagał. Gdyby faktycznie wyglądała na te 16 lat, to łatwiej byłby mi się wczuć w relacje "silnny ojciec i bezbronna córeczka", która we flashbacku wyszła przecież tak dobrze. Właściwie, z takim zachowaniem, to ona powinna mieć ze 12 lat, bo przecież taka Vivi też miała 16 a to co sobą prezentowałą było 10x lepsze i dojrzalsze niż jakikolwiek moment Rebecci.

Tontatta
Na kolejnym miejscu mamy nasze ukochane skrzaty. Jeszcze parę rozdziałów temu zamieniliby się miejscami z rodziną Riku, ale jako, że zostali mianowani jedną z siedmiu sprzymierzonych załóg, to ich rola w tym arcu automatycznie zyskała na wartości. Niestety, choć ich obecność nabrała sensu, to jednak jakość jaką ze sobą niosły poprawie nie uległa. Skrzaty to bardzo proste stworzenia, mają właściwie po jednej cesze charakteru, przez co choć czasami potrafiły rozbawić(Gancho przesiadujący cały arc w punkcie "B" Robin XD), to na dłuższą metę były po prostu nudne. Nie mogę im zarzucić kradnięcia czasu antenowego, gdyż są istotną dla fabuły grupą, no ale jednak wiele sobą nie prezentują, przez co ten czas był dla mnie trochę męczący. Cieszy mnie z kolei fakt, że moc Mansherry nie jest taka tania, jak na początku się obawiałem, i nie dało się odnowić całej Dressrosy, czy zregenerować permanentnie ran poszkodowanych. Jakby nie patrzeć, jej moc opiera się mocno na zasadzie równowartej wymiany, co szanuje mocno, bo jest to chyba najlepsze wyjście, jakie Oda mógł obrać z tego typu zdolnością.

Także skrzaty dostają tylko małego minusika, nie są tak słabe jak dzieci z PH, ale myślę, że jakby dostali osobny arc i trochę więcej osobowości, to by mogli zostać naprawdę spoko grupką, a tak to mam do nich nastawienie raczej neutralne.

Bellamy
Bellamy na chwilę obecną wydaje się być zbędny tym arcu. Nie wniósł ze sobą wiele ciekawego, ani nie dołączył do floty Luffy'ego. Czy Oda ma dla niego coś w planach? Może tak, może nie, czas pokaże. Choć Bellamy'go mógłbym łatwo oznaczyć jako kogoś, kto tylko niepotrzebnie zapychał i rozciągał ten arc, to jednak wszyscy przecież lubimy w Odzie to, że nie zapomina o postaciach drugo i trzecioplanowych i daje im czas antenowy. No i arc Doflamingo to właściwie najlepszy, a może nawet i jedyny słuszny moment na powrót tejże postaci, zważając na jego przeszłość.

Jak owy powrót wypadł? Raczej słabo. Początek był obiecujący, mamy powrót Bellamy'ego, który odkrył Skypiee, co wywróciło jego światopogląd do góry nogami, ale jednak zapytany przez Luffy'ego o to, co się stało z mieszkańcami odpowiedział z nikczemnym uśmieszkiem "kto wie...". Było widać, że choć się zmienił, to nadal był Bellamym. Niestety, to co działo się później poszło już za daleko. I nie mówią tutaj o jego ślepym oddaniu bez względu na wszystko, bo akurat mi się podobało. On dobrze wiedział, że był żałosny i to co robił to kompletny idiotyzm, ale dalej trzymał się swoich wartości. To był dla mnie fajne, co natomiast nie zagrało, to jego płacz. Gdyby robił to co robił ze swoim hienowatym uśmiechem, a nie łzami w oczach, to wypadłby o wiele, wiele lepiej. Zmianę światpoglądu akceptuje, bo ma sens, ale zmiana charakteru? Zmiana z cwaniaka w mazgaja? To już dla mnie za dużo. To już po prostu nie był Bellamy jakie znamy z Jayi. Wystarczy spojrzeć na scenę po Skypiea arcu, kiedy Doflamingo kontroluje Sarkiesa i atakuje nim Bellamy'ego (rozdział 302 dla chętnych) i porównać do bardzo podobej sceny z Dressrosy. Tam Bellamy dalej był Bellamy'm, pomimo swojej bezsilności i oddania, a na Dressrosie? Jeden wielki mazgaj. Oda zbyt mocno chciał wzbudzić w czytelniku sympatię, przez co zepsuł nieco jego postać.

Koloseum
Na kolejnym miejscu mamy koloseum. Tak, stawiam je dosyć nisko, gdyż jak wcześniej pisałem, mam wrażenie, że zostało ono drastycznie skrócone. Nie wiem czy pamiętacie, ale oryginalnie po walkach w blokach miały nastąpić walki z czterema przedstawicielami rodzinki Donquixote. I daje się to odczuć. Odczuć, że zostało to wycięte, gdyż po blocku C cały turniej nagle strasznie zwolniła, a block D ciągnął się i ciągnął, choć nic oprócz Hakuby do zaoferowania nie miał. No i jak wcześniej wspomniałem, finał był totalną kaszaną, kompletnie niespójną, randomową, jakby powstałą z przypadku. Z jednej strony mamy Sabo i Burgessa, którzy akurat ładnie się wpasowali i ich sceny były godne tego finału, ale reszta? Diamante był trochę jak zagubione dziecko na imprezie rodziców, Rebecca ryczała, Barto stał i ją bronił, bo co innego miał robić. No po prostu kompletnie nie zagrało wrzucenie tych 5 postaci do jednego kotła. Czułem się, jakby Oda zupełnie przez przypadek dorzucił do walki Sabo vs Burgess resztą obecnych tam postaci.

Także finał był koszmarny
Block D był słaby, bo miał tylko jeden do dobry moment, a reszta wyglądała jak filler.
Block C był dobry, chociaż Luffy vs Chinjao mogło dostać trochę więcej paneli
Block B był wzorowy - tutaj kompletny brak zastrzeżeń. Same ciekawe postaci, wyrównana walka, dużo świetnych momentów, trolling, taktyki, zwroty akcji, potężne ataki i napięcie, bo nie było wiadomo kto wygra.
Jak widać, turniej z etapu na etap staczał się coraz bardziej, a szkoda, bo gdyby utrzymał poziom bloku B, to byłby to naprawdę świetny turniej mogący konkurować z tymi z innych mang, a tak to skończył na byciu zwykłym narzędziem do przestawienia sojuszników Luffy'ego.

I tutaj dochodzimy do bardzo istotnej kwestii, bo jakby nie patrzeć, koloseum zadanie wprowadzenia sojuszników spełniło bardzo dobrze, bo tak naprawdę w bloku D oprócz Cavendisha, to tylko Suleiman i Orlumbus byli istotni(ale nie az tak istotni jak barto, cavendish czy sai/chinjao), a w finale nie było nikogo nowego. Dlatego jeśli zadanie koloseum było właśnie takie, to wykonało to zadanie jak najbardziej na +, niemniej jako wątek sam w sobie, choć zaczęło się świetnie, to skończyło bardzo słabo.

Sabo
Na kolejnym miejscu stawiam Rewolucjonistów, a konkretnie Sabo, bo reszta w sumie niewiele zrobiła. Na jego przykładzie bardzo dobrze widać dlaczego ilość i sposób prowadzenie poszczególnych wątków na Dressrosie pozostawie wiele do życzenia. Pamiętacie Alabastę i to, jak rozwiązany tam był bliźniaczy motyw? Ace przyszedł, przewijał się gęsto przez parę rozdziałów i znikł. W tym momencie akcja skupiała się wokół niego, to był konkret, przyszedł, zrobił co miał zrobić, i poszedł.
A Sabo? Sabo zrobił dokładnie to samo, tylko że jak w przypadku akcji z Ace'm to było 5 konkretnych rozdziałów, tak akcja z Sabo to było powiedzmy dwa razy więcej akcji, tylko że zamiast na 10, to rozciągnięta była na 50 rozdziałów.
To jest właściwie kolejny z powodów dlaczego Dressrosa zawodzi. Oda chce zaczynać i kończyć wszystkie wątki jednocześnie, co w efekcie daje wielki tłok i chaos, gdyż musi pokazywać 20 różnych rzeczy naraz.
Choćby dla przykładu, pierwsze 30 rozdziałów Dressrosy to kilka sporych wątków rozwijających się jednocześnie; z jednej strony turniej, który mógłby być osobnym arcem; z drugiej green bit, które też mogłoby być osobnym arcem, bo dzieli się na dwa wątki - wymianę CC oraz wprowadzenie do skrzatów; a z trzeciej strony atak Jory na stateki wbita BM. Drugi przykład? 10 różnych walk dziejących się jednocześnie i kończących jednocześnie. Wcześniej pisałem, że można by część z nich skończyć przed flashbackiem, ale Oda uparcie chce wszystko obok siebie mieć. Kiedyś to działało, kiedy mieliśmy 5 walk w tym samym czasie, ale teraz już nie bardzo.
A jak było w Alabaście? Czy mieliśmy wątek a Acem, wątek przeprawy przez pustynie, wątek w kasynie i bitwę o królestwo rozegrane wszystkie naraz? Otóż nie, w Alabaście najpierw jeden wątek się kończył, a potem dopiero zaczynał drugi, dlatego Alabasta jest lepsza od Dressrosy pomimo tego, że jakby podliczyć spoko momenty, to na Dressrosie (biorąc pod uwagę różnicę w ilości rozdziałów) ich liczba byłaby pewnie większa.
Naprawdę o wiele lepiej by to wyszło, gdyby Oda najpierw skupił się kompletnie na koloseum, a potem kompletnie skupił się na Green Bit, zamiast skakać ciągle między jednym i drugim. Green Bit to przecież taki świetny fragment jest. Wbita na wymianę, pojawienie się Dofli i Admirała, zrzucenie meteoru, ucieczka Lawa w las, złapanie Lawa, ponowna ucieczka Lawa, pościg na most, walka na moście i końcówka w mieście z postrzeleniem Lawa. Brzmi zajebiście? No bo to jest zajebiste, tylko że to jest materiał na 3 rozdziały rozciągnięty na przestrzeni 20 z ciągłymi przerwami na inne wątki. Gdyby tak dostać to wszystko w jednym ciągu kilku rozdziałów... to by było cudo.
Dobra, wybaczcie małą dygresję.

Wracając do Sabo - fajny wątek, ale jak mówiłem, materiał na 5-10 rozdziałów rozwleczony na przestrzeni 50, i tutaj to akurat rzuca się w oczy najbardziej(w sumie to na równi z walką Zoro i Franky'ego). A sam materiał jest spoko. Sabo wydaje się ok postacią, aczkolwiek bez fajerwerków. Zdobycie przez niego owocu ma sens, ale jednak śmierdzi mi to robieniem klona Ace'a dla płaczących fanów. Na wielki plus jego styl walki - Dragon Claw i te sprawy. Jego potyczka i dialog z Fujitorą były bardzo fajne, z burgesem z kolei "tylko" fajne. Flashback raczej słabawy, amnezja to strasznie tanie rozwiązanie. Interakcje z Luffym typowe, lecz przyjemne.
Koala, Hack i koleś odkładający telefony na plus. Ogólnie rewolucjoniści na +, aczkolwiek Sabo ma kilka wspomnianych zgrzytów.

Flota sojszuników
Kolejna pozycja wędruje do sojuszników, a konkretnie do "siedmiu wspaniałych". Wiele osób narzekało na przestrzeni tego arca(niekoniecznie na tym forum), że ci goście to totalne randomy i po co Oda przeznacza na nich tyle czasu. Myślę, że większość ogarniętych osób zdawała sobie sprawę dlaczego, ale ja osobiście nie spodziewałem się, że zostaną oni uznani za aż tak ważnych, jak rozdział 800 zdaje się sugerować. Bo to nie tylko jacyś tam sojuszniczy, a siedem załóg, które mają w przyszłości wstrząsnąć światem. Oczekiwałem od nich co najwyżej supportu i czyszczenia słabszych jednostek, a tu istnieje szansa, że ostro powojują.

Niestety, choć arc był długi, to nie wszyscy z owej siódemki dostali tyle czasu antenowego, ile powinni. "Monster Trio Sojuszników" czyli Cavendish, Bart i Sai mieli sporo momentów, mają fajnie nakreślone historie i charaktery - do nich nie mam żadnych zastrzeżeń, są świetni. Problem zaczyna się dalej. Skrzaty już wcześniej omawiałem i mam do nich neutralny stosunek, więc zostaje Orlumbus, Hajrudin i Ideo. Orlumbus trochę się pod koniec wyklarował ze swoją mega flotą randomów i super statkiem, oraz wcześniej swoimi zdolnościami kontrolowania innych i rzutem Zoro, ale to jednak nie jest poziom detalu jaki mamy przy Cavendishu czy Barcie. Mam szczerą nadzieję, że następnym razem jak się pojawi, to Oda da mu trochę więcej czasu antenowego, bo niespecjalnie mi on "wszedł" w takim sensie, że nie czuje relacji miedzy nim, a Luffym, gdyż interakcji to oni chyba w ogóle nie mieli. Trochę zbyt randomowe(w sumie jak na króla randomów przystało). Oprócz tego mamy Hajrudina, który oprócz dostania bomby na twarz od Lufka i zostania zmasakrowanym przez Machvise w sumie nie odznaczył się niczym, ale jemu odpuszczam, bo jego zadaniem jest zebrać w jedną załogę Dorry'ego, Broggy'ego oraz olbrzymów z Enies Lobby. Kiedy to osiągnie, to taka załoga będzie, że mucha nie siada. No i ostatnia odnoga floty Lufka, czyli Ideo oraz ci co do niego dołączyli (Jeet, Abdullah i Blue Gilly). No tutaj to muszę powiedzieć, że max randomowo się ten zestaw prezentuje. Wygląda to trochę, jakby Oda wziął pozostałości z gladiatorów walczących po stronie Luffy'ego i wrzucił ich do ostatniej grupy. Żaden z nich nie zdołał pokonać kogokolwiek, Jeet i Abdullah mieli kilka śmiesznych momentów i nic poza tym. Brakuje im także ciekawych charakterów. Jedyne co za nimi przemawia to fakt, że Ideo jest długoręki, a Blue Gilly długonogi. I myślę, że to było głównym powodem dlaczego Oda wrzucił ich razem i zrobił z nich osobną drużynę. Tak czy owak, wypadają oni blado przy reszcie.

Zdaje sobie sprawę, że podobnie jak dywizje białobrodego, tak i tutaj na szczycie są najlepsze postacie, a im dalej tym coraz większe randomy (Marco, Ace Jozu jako top, potem Vista już poziom niżej i dalej coraz mniej znaczące postaci). U Luffy'ego top stanowią Cavendish i Bartolomeo, troszkę niżej jest Sai i Chinjao i potem reszta, ale mimo wszystko to tylko 7 postaci, więc jak już robił Oda tę flotę, to mógł każdego kapitana zrobić na poziomie przynajmniej Saia. Ich rola w przyszłości będzie pewnie proporcjonalna do tego jak byli kreowani na Dressrosie, więc nie będzie się to mocno rzucać w oczy, no ale jednak fajnie by było mieć taką prawilną mega ekipę w całości, a nie w połowie. Niemniej wierzę, że obietnica narratora z 800 rozdziału zostanie spełnione i rozwiną się oni na tyle, że posmak randoma kompletnie zniknie z tych, którzy go na sobie mają.

Wracając do top 3 floty. Barto i Cavendish to absolutnie świetne postacie, ich historie, osobowości, moce i desing zostały bardzo dobrze przedstawione i dopieszczone, naprawdę najwyższa półka jeśli chodzi o postacie drugoplanowe. Chinjao prezentuje o pół oczka niżej niż oni (historia z garpem i jego rogiem śmiechowa) a Sai o oczko niżej. Porywcza osobowość Saia, historia z dziedziczeniem armii, jego zaręczyny z Baby 5 i "mów mi DON" to świetne elementy budującego jego postać, ale jednak troszeczkę mu jeszcze brakuje do Barta i Cava. Niemniej z całą otoczką związaną z krajem Kano liczę na to, że jeszcze zdąży się rozwinąć i w końcu stanąć obok nich. Ta trójka(czwórka z Chinjao) sama w sobie zasługuje na zdecydowanie wyższe miejsce w tym rankingu, na równi z Fujitorą(czyli 2 miejsce). No i muszę jeszcze dodać, że gagi Bartolomeo to jedne z najśmieszniejszych w tej mandze. Dosłownie człowiek-beka.

Kyros
Na kolejnym miejscu stawiam Toy Soldiera, aka Kyrosa, w sumie to na równi z sojusznikami. Nie chciałem go dodawać do rodziny Riku, bo jest w ciul lepszy od nich wszystkich razem wziętych. Wydaje mi się, że Oda przebrnął przez jego flashback nieco za szybko, ale poza tym, historia Kyrosa i jego bestialstwa była naprawdę ciekawa i wielką szkodą jest, że autor nie zdecydował się bardziej jej rozwinąć. Jego relacje z Rebeccą bardzo mi się podobały, zarówno kiedy był żołnierzykiem, jak i kiedy zmienił się w jednonogiego skurczybyka. Szkoda tylko, że wszystko co robiła Rebecca ciągnęło akcje Kyrosa w dół, co nie pozwoliło mi w pełni przeżyć jego emocjonalnej podróży. Żołnierzyk był niezwykle sympatyczną i zabawną postacią, od początku cholernie go lubiłem i czasami wręcz żałuje, że nie został taki na zawsze. Metamorfoza na szczęścia nie była specjalnie bolesna, bo Kyros w formie człowieka to równie fajna postać, z tym, że swój urok zamienił na badassowość. Kyros, jak pradziwa bestia, za którą się ma, najperw atakował, a potem zadawał pytania. Odcięcie głowy Doffemu bez żadnych ceregieli, skręcenie karku Buffalo i wyrzucenie go przez okno jak ostatniego randoma, czy chlaśnięcie Diamante na wejściu bez zbędnych gadek - za to go właśnie lubie.

Rodzinka Donquixote
Rodzinka Donquixote zasiada na najniższym miejscu w Top 3 rzeczy, które lubiłem w tym arcu. Postacie piekielnie zróżnicowane, jedne lepsze, drugie gorsze, jak zawsze, dlatego może dla nich zrobie sobie osobny ranking. Idąc od dołu:

Machvise - zdecydowanie najgorszy, najbardziej bezpłciowy, najnudniejszy członek familii. Kiedyś napisałem post, w którym doszedłem do wniosku, że ten koleś istnieje właściwie tylko po to, aby Hajrudin mógł wykonać swój kozacki atak. Tyle. Bo nie dość, że nic sobą nie prezentował, dialogów to chyba w ogóle nie miał, to jeszcze owoc ma niemalże identyczny jak jedna z agentek Baroque Works. Ogólnie beznadziejna postać.

Buffalo - cudaczny desing, brak charakteru (a we flashbacku był kablem skarżypytą) w sumie to chyba nic w tym arcu nie zrobił. Na PH był samolotem-paziem dla Baby 5 i tyle. Ciekawe czy jeszcze żyje, bo po tym jak Kyros skręcił mu kark i wyrzucił przez okno jak ostatniego randoma, to ślad po nim zaginął.

Jora/Giolla - tu juz wreszcie mamy jakis charakter, calkiem smieszny nawet - paskuda, ktora mysli, ze jest piekną artystką. Owoc ma naprawdę fajny, aczkolwiek trochę bezsensowny na dłuższą metę. Fajnie było popatrzeć, Oda pobawił się rysunkami, dużo czasu nie skradła. Może być.

Dellinger - zapędy sadystyczne w oczach miał piękne jak walczył z Ideo, ale na dłuższą metę był raczej nieciekawy. Spoko desing, ale wtf z tymi nogami? xD

Sugar i totalnie OP moc, która powstała tylko i wyłącznie do stworzenia zabawek(a szkoda, bo potencjał tego owocu i genialnych scenariuszy wynikających z jego użycia był naprawdę wielki). Desing spoko, a osobowość to taki miks dzieciaka i dojrzałej, chłodnej kobiety.

Diamante i świetny desing, fajna moc, ale totalnie miernie wykorzystana. Bardzo mi się podobało jak gnębił psychicznie Rebeccę i prowokował werbalnie Kyrosa. Miał gadane, jego rape face był przerażający, wejście w koloseum jako gwiazdor rocka wyszło mu nieźle (ale nie w anime...ugh) Niemniej oprócz gadania i prowokacji to wiele nie zrobił, a finał koloseum i jego występ opisałem już wcześniej.

Gladius i świetny desing, naprawdę fajny owoc i porywczy charakter. Szkoda tylko, że momentami gadki miał "jak typowy boss z jrpg". Niemniej dobrze się oglądało, ot bardzo dobrze wykonany antagonista ze średniej półki.

Lao G- fajny dziadek, śmieszny, spoko desinG.... jest i "G"!, ok ataki, zakładanie okularów, coby dojrzeć skrzaty, lub umieranie w środku walki bekowe xD Bardzo pozytywna, typowo komediowa postać.

Baby 5 - fajny desing, świetna moc, fajny flashback, urocza postać. Miała fajną interakcję z Lawem i całkiem zabawny, lecz trochę tragiczny gag. No i będzie żoną DON Saia. Bardzo lubię.

Pica - świetna moc, ok desing, forma golema piękna... ale ten jego glos... jak dla mnie niezbyt trafiony pomysł. Mógł zostać po prostu cichą maszyną do zabijania... chociaż patrząc na to, jak nie był w wstanie wiele zrobić Zoro, to ciężko brać taką maszynę na poważnie. Gdyby był silniejszy...
Liczyłem na jakiś flashback związany z jego głosem i tego jak wszyscy się z niego śmiali, aż spotkał Doffy'ego, no ale nie doczekałem się.

Trebol - paskuda, ale desing dobry, fajna moc, fajny charakter, NE NE. Podobało mi się to, że to on właściwie stworzył Dofka jakiego dziś znamy. On go popchnął w tę stronę i dał mu narzędzia do stania się tym, kim dzisiaj jest. Chociaż nigdzie nie było to powiedziane w mandze, to jednak faktycznie wygląda na to, że razem z Picą, Diamante i Vergo byli raczej odpadami na tym świecie i kiedy znaleźli osobę z królewskim haki, wiedząc co to haki oznacza, wykorzystali go aby wspiąć się na szczyt.

Senor Pink - co tu dużo mówić? Absolutnie genialny flashback, świetny desing we flashbacku (po flashbacku ciężko ocenić, bo jednak ubrany był jak był z konkretnego powodu), oddanie dla ukochanej na najwyższym poziomie. A jakby tego było mało, to jeszcze honor i ta otoczka męskości wokół niego i Franky'ego i to jak prowadzili swoją walkę. Jak dla mnie rewelacja.

Doflamingo - no tutaj chyba wiele mówić nie trzeba, ale i tak powiem, za chwile.

Fujitora
Fujitora - ile ludzie narzekało na Fujitore, to nie zliczę, a koniec końców jego postawa okazała się sensowna. Niektórzy nadal mają do niego jakieś ale, lecz nie ja. Jak dla mnie postać, jak na admirała przystało, jest rewelacyjna. Ma wszystko - świetny desing, wyrazistą i interesującą osobowość, potężną i widowiskową moc, charyzmę i ambitny plan. I choć możemy założyć, że w czasie realizacji jednego z kroków tego planu na Dressrosie nie zginął nikt, to fakt pozostaje faktem, Fujitora grał życiami tysięcy mieszkańców Dressrosy. Choć szwędał się po wyspie i kontrolował zniszczenia razem z reszta marynarzy, to na pewno świadom był tego, że wszystkich obronić nie zdoła. I za tę jego naturę hazardzisty go uwielbiam. No i jego kłotnia z Sakazukim również była mega, tak samo jak i zrzucanie meterów podczas jedzenia ramen.

Law i Doflamingo (wliczając flashback)
Law, Doflamingo i wszystko między nimi to zdecydowanie najlepsza część tego arca i ponownie aż szkoda, że zostało to tak rozwodnione z innymi wątkami. Mimo tego, jakość to jednak jakość i nic tego nie zmieni. Cała ich historia, ich dialogi i wszystkie fragmenty walki podobały mi sie niezmiernie. W ich konfrontacji nie było tępej naparzanki, właściwie każdy ruch to jakieś zagranie taktyczne ze strony Lawa, doprawione słownymi przepychankami. Ciągłe prowokacje i granie sobie na emocjach uczyniły dla mnie ich walkę, jakkolwiek krótką, naprawdę przyjemną do oglądania i cholerenie smutam, że Law nie zdołał zdobyć swojej zemsty własnymi rękoma.

Doflamingo jako postać postawił sobie wysoko poprzeczke swoimi przemowami i ogólną prezentacją przed timeskipem, więc wymagania wobec niego były dosyć wysokie. Na Dressrosie, jak dla mnie, wypadł znakomicie, choć wiele osób oczekiwało po nim czegoś zupełnie innego, niż pokazał. Choć Oda nie podjął się ryzyka stworzenia antagonisty innego niż wszyscy i pozostał przy swoim schemacie, to ciężko uznać to za wadę, kiedy zrobił to tak dobrze. Doflamingo ocieka charyzmą i badassowatością w każdym panelu, ma świetny desing i interesującą przeszłość. Jego flashback pokazał nam go od innej strony, pokazał nam jego słabość. Doflamingo zawsze stawiał czoła każdemu, kto stanął na jego drodze, spławiał śmiechem, szantażem, siłą. Rzadko kiedy ulegał takim emocjom jak strach, czy niepokój, zazwyczaj krył je w sobie i nie dawał mi ujścia, lub maskował je śmiechem. Nawet kiedy Luffy lał go na G4, to zachowywał spokój. Z gracją zszedł z góry i będąc na skraju porażki, z opanowaniem kroczył po Luffy'ego. Nie dał po sobie poznać, że coś z nim jest nie tak, mimo tego, że i tak każdy to widział, bo chwiał się od obrażeń jak pijany.

A flashback zrobił to, pokazał jego słabość w pamiętnym rozdziale z jego przeszłością i koszmarami, z którymi się zmagał. Gwałtowna pobudka, dyszenie, pot spływający po całym ciele, a potem zapicie problemu alkoholem. Jeden tak krótki moment, a tak wiele znaczy dla jego postaci; pokazał nam, że pod pokerową maską opanowanego badassa kryje się człowiek, którego przeszłość nie daje mu spokojnie spać.

I wielką szkodą jest, że był to tylko jeden moment i że inna strona Doffy'ego dostała tak mało czasu antenowego, a na Dressrosie nigdy jej nie zobaczyliśmy. Ale nie załamuję się tym, bo choć rola Doflamingo jako antagonisty dla Luffy'ego się zapewne skończyła, tak historia jego postaci w tej mandze na pewno nie i mam nadzieje, że kiedy powróci, to Oda rozwinie te elementy osobowości, które ledwo poruszył we flashbacku.

Chociaż w sumie jak teraz sobie tak o tym myślę, to możliwe jest, że Oda już nigdy nie powróci do ukazania tej słabości. Tak jak pisałem, Doflamingo rzadko ukazywał strach czy niepokój, więc może ta scena działała na podobnej zasadzie. Takie jedno drobne wymksnięcie spoza schematu, mające pokazać nam, że w głębi jest coś więcej, niż typowy złodup, i że to co sobą prezentuje na codzień, to faktycznie tylko maska skrywająca jego słabości.

A skoro już jesteśmy przy innych stronach Dofka, to sposób w jaki traktował swoją załogę na pewno zasługuje na wspomnienie. A traktował ich jak bliską rodzinę, wybaczał każdy błąd i ani razu nie podniósł na nich głosu ani ręki. Pomimo tego, że był tenruubito, nie był kompletnie zaślepiony tym, co wpajano mu za szczyla i zaakceptował (pod)ludzi, którzy byli podobni do niego - niechciani przez innych, wyrzutki. Ich więź była naprawdę mocna, do tego stopnia, że byli gotowi poświęcić dla niego życie. Doflamingo jest człowiekiem, który szanuje rodzinę, ale nie toleruje zdrady. Widać to zarówno w jego normalnej rodzinie, jak i tej przybranej. Swojego ojca uznał za zdrajcę, który przyniósł jemu, jego bratu i matce nieszczęście, więc bez chwili zawahania zamordował go z zimną krwią. Lata później, kiedy Corazon do niego wrócił, Doflamingo przyjął go do siebie, chociaż od początku miał podejrzenia, że jego brat coś kombinuje. Niemniej zwykłe podejrzenia nie zbrukały jego wartości i rodzina została rodziną. Dopiero kiedy Cora faktycznie go zdradził, wyciągnął pistolet i ponownie z zimną krwią pozbawił swą krew życia. Sytuacja ponownie powtórzyła się z Lawem, który też był członkiem rodziny, ale za swoją zdradę przypłacił rozstrzelaniem.

Także widać tu bardzo skrajne podejście do tematu - całkowite oddanie rodzinie i bezwzględna eliminacja zdrajców. Nie dało się odczuć, aby dla Doflamingo istniało coś pomiędzy. Albo jesteś w rodzinie i nigdy głosu i ręki na ciebie nie podniosę, choćbyś nie wiem jak bardzo nawalił, albo jesteś przeciwko mnie i zasługujesz tylko na śmierć. Dosłownie niebo i ziemia.

I tutaj dochodzimy do innej rzecz, która mi się w nim podoba, a konkretnie właśnie motyw "nieba i ziemi" jaki Doffy ze sobą niesie. Ten człowiek był zarówno na samym szczycie, jak i na samym dnie, czego efekty widzimy w tym co opisałem wyżej, jego przemowie na Marineford czy właśnie zamianie rodziny z tej pochodzącej z podniebnych pałaców na tę pochodzącą ze śmietniska. Jest prawdopodobnie jednym z nielicznych, którzy rozumieją oba punkty widzenia, zarówno ten tenryuubito jak i ten zwykłego człowieka. Podczas linczu jaki mu zgotowano przekonał się, że zwykli ludzie to rządne krwi bestie, co także mogliśmy zaobserwować na Dressrosie w komentarzach Dofka oraz tym, że dalej prowadził koloseum.

No i na koniec mamy jego marzenie, czyli zemsta na chyba największą możliwą skalę. Tak jak niebiańskie smoki odebrały mu wszystko, tak on zamierza odebrać wszystko im. Ale jak można odebrać wszystko komuś kto posiada cały świat? Opcja jest tylko jedna, zniszczyć cały świat. Niezwykle ambitne i niezwykle chore. Doflamingo to człowiek, który chce oglądać jak świat płonie, bo wie, że to będzie najpotężniejszy cios, jaki może zadać tenryuubito. Zabrać im wszystko i tym samym sprowadzić ich na ziemię, dokładnie tak samo, jak zrobiono to jemu. I najlepsze w tym wszystkim jest to, że nawet kiedy Luffy pokrzyżował jego plany z Kaido, to on i tak wyjdzie na swoje, bo "nowa fala" zaszła już za daleko, aby ją zatrzymać. Doskonale to widać w jego najnowszej przemowie, gdzie mówi o tym, jak walka o tron się zacznie, a tenryuubito zostaną ściągnięci ze swoich wysokich stołków. Jemu pozostaje tylko rozsiąść się wygodnie i patrzeć. Jedyny problem jaki ma, to fakt, że pewien wkurzony bydlak może go wyeliminować zanim zobaczy jako jego marzenie się iści, ale to już kwestia przyszłych wydarzeń. Tak czy owak, Doflamingo to IMO najlepsza postać w tym arcu i jedna z najlepszych postaci w tej mandze.


Law z kolei odkąd powrócił po TSIe dostał kija w tyłek i zmienil sie w sztywniaka. Nie wiem, czy to zamiana chwilowa, wynikająca z tego, że był na życiowej krucjacie w imię zemsty, czy Oda po prostu trochę zmienił jego osobowość. Wszystko okaże się już niedługo, kiedy spotka się ze swoją załogą, bo może to oni wprowadzają go w luzacki nastrój znany z Sabaody.
Tak czy owak, bardzo go lubię jako postać i podczas Dressrosy wykazał się jak najbardziej pozytywnie. Jego flashback we Flavance był ok, trochę przedramatyzowany, ale już relacje z Corazonem i ich historia wyszły świetnie. Cały konflikt jakiego doświadczył był rewelacyjnie rozegrany - Corazon chciał, żeby Law w końcu był wolny od złych ludzi i choroby po ciężkim dzieciństwie. W imię tego poświęcił swoje życie, ale efekt jaki uzyskał był zupełnie odwrotny. Choć uwolnił Lawa od Doflamingo i choroby, to Law i tak skuł się łańcuchami na drodze zemsty, odbierając sobie wolność, za którą jego mentor oddał życie. Koniec końców Luffy okazał się być dla niego kolejnym Corazonem, gdyż podobnie jak Rocinante uwolnił go z łańcuchów, które go trzymały i dał mu w końcu prawdziwą wolność.

Osobiście wolałbym, aby Law sam sobie zapracował na tę wolność dokonując zemsty własnymi rękoma, ale Oda rozegrał to tradycyjnie, dając Luffemu główną rolę w pomocy.

I ciekaw jestem co przyszłość przyniesie, bo Doflamingo pewnie wróci, a skoro wróci, to możliwe, że znowu skrzyżuje drogi z Lawem. Co wtedy? Nawrócony przez Luffy'ego Law go oleje, czy może zdecyduje się na rewanż, aby wykończyć Dofle własnymi rękoma? Kto wie.

Na wspomnienie zasługuje również oczywiście Corazon. Jak przystało na postać mentora/opiekunka we flashbacku, był super swietny i w ogóle. Fajny desing stylizowany na mima, oraz moc, która mima z niego robiła. No i cała szpiegowska otoczka wokół niego (bycie podwójnym agentem dla marynarki oraz kozacka akcja z kradzieżą owocu) wyszła bardzo dobrze, zwłaszcza, kiedy mamy jeszcze Vergo będącym podwójnym agentem dla Doflamingo. Scenariusz jak z dobrych szpiegowskich filmów normalnie.

I jak już przy flashbacku jesteśmy, to muszę też wypunktować parę zgrzytów, a konkretnie traumatyczne przeżycia Lawa z Vergo, trudność z jaką Vergo miałby zabić Lawa na PH wg Doflamingo(implikując, że chodzi o stronę emocjonalną, a nie powerlevel) oraz rzekoma znajomość owocu Lawa przez Vergo - to pierwsze bardzo słabo przekonujące, drugie nie ma żadnego sensu, a trzecie nawet nie było we flashbacku. Do tego brak cytatu "słabi nie mogą wybierać jak giną", który przewiną się dwa razy w mandze, a we flashbacku ani widu ani słychu. Czemu Doflamingo sądzi, że Law ma informacje o birdcage, skoro z tego co wie, to Lawa nie było już na wyspie kiedy ją postawił? Skąd Law zna nazwę tej techniki, skoro nikt nigdy mu jej nie podał(Corazon też jej nie znał)? Sporo dziur jak na jeden flashback i jedyne wytłumaczenie jest takie, że Law w taki lub inny sposób wrócił do Doflamingo po wydarzeniach we flashbacku, co niesie ze sobą kolejne pytania. Liczyłem na to, że Oda wciśnie jeszcze jakiś miniflashback wyjaśniający te dziury, ale nic takiego nie miało miejsca. Nie wiem, czy to fail ze strony Ody(nie jest to nic poważnego, ale jednak kilka takich drobnych pomyłek z jednego flashbacka rzuca się w oczy) czy może faktycznie to nie koniec konfliktu Lawa i Doflamingo i w przyszłości Law faktycznie znowu się z nim spotka i wtedy wszystko się rozwiąże? Ciężko powiedzieć, ale arc się skończył, odpowiedzi nie ma, więc na chwilę obecną trzeba to uznać za fail, a jak przyjdzie co do czego, to będziemy bić się w pierś krzyczeć "a mogłem uwierzyć w gOde!"


Dobra, to teraz czas na kategorię, którą postanowiłem wykluczyć z powyższego rankingu z różnych powodów, a kategoria ta to...

Walki

100-rozdziałowy arc to taki arc, który powinien mieć w sobie soczyste walki. Wszyscy ich wyczekiwali, bo to miał być ten wielki moment, kiedy w końcu słomki dostaną godnych przeciwników po dwóch arcach jechania wszystkich jak randomów. Wielki arc, genialny przeciwnik wysokiego kalibru, wszystko było na miejscu. I co? No cóż, opinie raczej są negatywne, głównie dlatego, że oczekiwania były ogromne, ale czy to faktycznie były słabe walki? Zależy od tego jak na nie spojrzymy. Jeśli patrzymy na samą choreografie to faktycznie były to najgorsze walki w serii, jeśli patrzy na konflikt i otoczkę, to sytuacja się zmienia, ale po kolei. Zacznijmy od dania głównego, czyli tych kluczowych walk:

Hajrudin vs Machvise - nie ma tutaj dużo do pisania. Machvise przygniata Hajrudina swoją tarczą, Hajrudin wygłasza przemowę, że nie może przegrać bo to i to, no i ostatnim podrywem wypłaca Machvisowi potężną fangę wysyłając go w prosto w ostrą jak brzytwa ptasią klatkę. Machvise był beznadziejną postacią, Hajrudin też wiele sobą nie wnosił, więc "walka" była jaka była. Na więcej i tak nie zasługiwali.

Sai i Chinjao vs Lao G i Baby 5 - otoczka była świetna. Lao G dostarczał beki, Baby 5 pokazała nam swoją zrytą psychikę, a w to wszystko wplątany był wątek starej, dobrej "przekazanej woli" z dziadka na wnuka, oraz zaręczyny Saia z Baby 5. Istna mieszanka wybuchowa. Nie było tu choreografii, tylko same konkrety pchające fabułę do przodu. Ciężko to nawet nazwać walką, bo każdy padał na hita czy dwa, ale czy było to słabe? No jak ktoś oczekiwał naparzanki, to pewnie tak, ale jak kogoś zadowala warstwa fabularna, tak jak mnie, to powinno mu się podobać. Mnie się podobało, chociaż nie ukrywam, że chciałbym w końcu dostać jakąś mięsistą walkę z prawdziwego zdarzenia.

Cavendish i Barto vs Gladius i Dellinger - no to już bardziej walkę przypominało, ale nadal nie jest to to, czego wszyscy oczekiwali. Humor tradycyjnie był i był on dobry. Barto chował się za barierą, osłaniał Robin, próbował staranować nią przeciwnika, a na koniec pięknie się poświęcił zamykając Gladiusa i siebie w wielkiej kuli z bariery i przyjmując wybuch na klatę. Potem jak na shonenowego bohatera przystało wstał i zakończył walkę przepięknym BARI BARI NO PISTOL. No jak to się mogło komuś nie podobać?
Cavendish coś tam próbował zaatakować Gladiusa, ale Barto mu przeszkadzał, potem zdjął na hita Dellingera, a potem miał fajną walkę z samym sobą, w sensie z hakubą o to kto kontroluje jego ciało. Bardzo fajna scena.
I największy problem tej walki to ponownie padanie wszystkich na 2 strzały. Poza tym, było jak najbardziej okej.

Skrzaty vs Jora - to nawet nie było walka. Szybko wbita, czary mary z wiązaniem nićmi i po zabawie. Fajny moment dla skrzatów.

No i teraz podsumujmy powyższe walki. Czy były one słabe? Ja powiem, że nie do końca. Wszystkie miały fajne otoczki fabularne, które były bezpośrednio powiązane z postaciami, zwłaszcza walka o ciało Cavendisha i Hakuby oraz ewolucja techniki Saia i przejęcie przez niego marynarki Happou. Mogliśmy zobaczyć przyszłych sojuszników w akcji, poznać ich siłę, zobaczyć jak się rozwijają. To była seria bardzo dobrych rozdziałów, ale niekoniecznie bardzo dobrych walk od strony czystej nawalanki. Dla mnie to co dostaliśmy było wystarczające, zwłaszcza, że były to postacie drugoplanowe, a nie słomki, ale rozumiem rozczarowanie wielu osób.

No to idźmy dalej.

Senor vs Franky - rewelacyjne otoczka fabularna, zarówno męska walka jak i flashback Senora i samo zakończenie z tekstem "opowiedz mi kiedyś przy piwie o swojej miłości". Walka dla mnie prawie że bezbłędna w założeniach, ale trochę poległa na wykonaniu. Dlaczego? No bo była rozciągnięta na przestrzeni 50 rozdziałów. Z jednej strony taki długi czas trwania ma trochę sens, bo jednak robili oni w kółko to samo i oglądanie 2-3 rozdziałów z laniem się po mordzie tymi samymi atakami byłoby nudne, no ale 50 rozdziałów to jednak jest przegięcie. Wszelakie balety, pływanie synchroniczne czy pomaganie kotkom jakkolwiek śmieszne było, to jednak trochę psuło nastrój tej walki. Gdyby ich walka zaczęła się z 10 rozdziałów przed finałem i w każdym rozdziale dostalibyśmy 2-3 panele z nimi robiącymi to samo, i dopiero na końcu pełny rozdzialik, to wyszłoby to o wiele, wiele lepiej. No ale mimo wszystko i tak wielki plus dla tej walki.

Kyros vs Diamante - wszystko co robił Kyros było zarąbiste, stanie pod deszczem ostrzy, epickie teksty i przemowy, dziki finałowy atak. Rebecca oczywiście płakała, a Diamante robił głupie miny i stosował swoje lamerskie ataki(jego finałowy atak to... konfetti ostrzy...)
I znowu dostajemy po 1-2 hity i koniec. Poza tym sama walka była hajpowana jako zemsta za zabicie Scarlett, ale ten motyw chyba w ogóle nie został poruszony. Diamante wypadł słabo, Rebecca to Rebecca. Aha, no i Robin, która zrobiła parasol z kwiatków i dostała po plecach. Oda nie miał co z nią zrobić, to jej rzucił takie ochłapy. Ogólnie rzecz biorąc, te same problemy co w poprzednich walkach, ale tutaj mieliśmy jednego z czołowych ludzi Doflamingo, a wyglądał na słabszego niż Gladius czy Lao G. Do tego sam konflikt osobisty Kyrosa z Diamante został potraktowany po macoszemu. Zdecydowanie najbardziej rozczarowująca walka, ale Kyros wypadł na +.

Zoro vs Pica - rozciągnięte, w większości nieciekawe ciachanie kamieni przez 25 rozdziałów, które zwieńczone zostaje bardzo widowiskową sekwencją pokonania golema. Oprócz "taktyki nr 5", ta walka nie oferowała prawie nic ciekawego. Co mi się w niej podobało to właśnie taktyka. Zoro do tej pory ściągał wszystko na hita i Picę też ściągnął na hita, ale tym razem nie było to takie łatwe, bo musiał znaleźć sposób, aby się do niego dostać. Szukanie tego sposobu co prawda ograniczyło się do randomowego ciachania i "aha, czyli tak to działa", ale już samo finałowe wykonanie było świetne. Jedno wielkie combo w powietrzu wypadło wybornie, Zoro ciął go i ciął, odbierając mu tym samym miejsce do ukrycia się, aż w końcu Pica nie miał się z czym zasymilować i musiał wyskoczyć. No a potem był one-shot. Tak czy owak, powietrzny combos Zoro był mega. Oprócz tego podobała mi się też kooperacja aż 4 osób przy finale. Orlumbus rzucił Zoro, szermierz pokonał przeciwnika, Elizabello swoim King Punchem zmiótł cały gruz znad króla Riku i reszty, a Fujitora zatrzymał go na dole, aby nie zmiażdżył cywili.

Luffy vs Bellamy - no tutaj nie ma co pisać, Luffy przyjął piąchę czy dwie a potem powtórka z Jaiy.

Luffy i Law vs Doflamingo - fragmenty z Lawem oraz w duecie Law/Luffy bardzo mi się podobały, chociaż ludzie psioczyli ze Law jest zbyt OP, że powinien już nie żyć itd itp. Jak dla mnie wszystkie jego zagrania były świetne i w granicach rozsądku (może oprócz super rooma), a oprócz tego miał także świetne interakcje z Doflamingo. Oglądało się ich walkę wybornie.
Część z samym Luffym natomiast to inna bajka. Po pierwsze, zero ciekawych interakcji, ciekawych dialogów, zero w ogóle jakiejś mocnej motywacji dla Luffy'ego. Luffy walczył, bo... no bo tutaj trochę chce pomóc rebecce, tutaj ludziom dressrosy, tutaj troche lawowi... no i dlatego. Brakuje tutaj jakiegoś konkretnego, mocnego powodu, jak ten, który miał Law. Brak tego zapalnika, który zawsze rozwścieczał Luffy'ego do białej gorączki i wywoływał ciary na naszych plecach.

Sama walka Luffy'ego z Doffym była raczej przeciętna. Zatrzymanie nogi nogą było mega epickie, potem kilka combosów poszło, ogólnie spoko, ale bez szału, dobry wstępniak powiedziałbym. Kiedy wstęp się skończył, to Luffy wyciągnął ciężki arsenał - Gear Fourth, który ładnie Dofkiem sponiewierał. Do dzisiaj pewni nie jesteśmy, czy Luffy walczył z G4 tylko chwile, czy faktycznie ponad 20 minut, ale jeśli to pierwsze, za czym sam obstawiam, bo słowa Luffy'ego o tym, że G4 długo nie potrwa na to wskazują, to Doffy został krótko mówiąc zmasakrowany. W bardzo efektowny sposób, ale jednak jednostronnie, co trochę boli. Potem mieliśmy powrót Mingo w pięknym stylu i czekanie 3 rozdziały na powrót Luffy'ego, które były trochę upierdliwe. Sam finał był jak najbardziej ok, Doffy wreszcie wyjął mega technikę z rękawa, a Luffy pod naporem ataków aktywował w końcu G4 i zasadził pięknego King Kong Guna.
Ok, to co jeszcze w tej walce nie zagrało? CIS, czyli głupie zachowania Doflamingo. CIS podczas walk był w tej mandze od zawsze, ale tutaj już dawał mocno się po oczach. Nici powinny być naturalnym przeciwnikiem gumy, a co było wszyscy wiemy. Doflamingo pomimo posiadania idealnej broni na gumę, to więcej walił nogami i pięściami niż swoją mocą. Drugi problem to parasite, które użył dopiero na sam koniec i z którego Luffy uwolnił się z niewyjaśnionych powodów przy pomocy G4. Czemu wcześniej parasite nie użył? Kto wie.
Co jeszcze mielismy w tej walce? Ano przebudzenie owocu, które choć znamy już ID, tutaj miało występ taki dosyć randomowy. Zaowocowało to kilkoma fajnymi technikami, więc tyle dobrze, ale sam koncept przebudzenia wydaje się póki co dosyć tani jeśli chodzi o paramecie. Oda po prostu wprowadza sobie nagle wyższy poziom opanowania owocu, który nadaje mu nowe właściwości. Po co? Pewnie więcej szkód to wyrządzi niż pożytku, ale zobaczymy. To w końcu gOda, więc może miał dobry powód, aby to zrobić.

Gear 4 mi się podobało. Nie mam problemów z desingiem, oprócz głupich min Luffy'ego które robi z niewiadomych powodów. Podoba mi się koncept zrobienie z Luffy'ego gumowej piłki, która odbija się od wszystkiego. Pompowanie mięśni i zwiększenie elastyczności to kolejny dobry pomysł na rozwój mocy Luffy'ego, ale nie jestem w 100% pewien jak się do tego wszystkiego ma haki. Jak Luffy kontroluje "pythona" przy pomocy haki? Nie mam pojęcia, ale niech będzie. G4 jako całość idzie na duży plus.


I jak już przy walkach jesteśmy, to muszę zwrócić uwagę na kolejny z elementów, który wydaje się, że został zmieniony w locie przez Odę. Jestem wręcz pewien, że to Cavendish miał pokonać Trebola. Dlaczego? Ideo, który jest jednym z siedmiu kapitanów przegrywa z Dellingerem, a Cavendish ściąga go na hita, co jest kompletnie bezsensowne. Po co Oda miał upokarzać Ideo w tej sytuacji? Tylko po to, żeby Hakuba mógł rozjechać Dellingera z palcem w nosie na strzała? Po co? Dlaczego jeden z siedmiu kapitanów floty - Ideo, z tak błahego powodu miałby zostać zeszmacony?
Barto pokonał Gladiusa, a człowiek, który dostał PIERWSZE MIEJSCE we flocie Luffy'ego ściąga Dellingera na hita i to wszystko? Cavendish był czołowym przedstawicielem gladiatorów, co dobrze widać chwilę po tym jak Doffy postawił Birdcage w rozdziale 748) Wtedy Cavendish samotnie podchodzi i zaczyna nawijać o tym, jak to zawdzięcza im życie itd, a dopiero potem dołącza się do niego reszta gladiatorów.
Gdyby Cavendish walczył z Trebolem, to mielibyśmy idealną sytuację. Kyros, który mianował się "gniewem ludu", występuje jako przedstawiciel Dressrosy, Zoro jako przedstawiciel słomianych, a Cavendish jako przedstawiciel gladiatorów. Trójka przedstawicieli trzech największych i najbardziej istotnych w walce przeciw Doflamingo grup bierze na siebie trzech czołowych ludzi Doflamingo. Luffy i Law dostają samego bossa, a Ideo(przypominam - jeden z kapitanów) może swobodnie pokonać Dellingera. Czy to nie ma 10x więcej sensu, niż kapitan Ideo dostający wpiernicz od jakiegoś leszcza i koleś, który stoi na szczycie floty pokonujący owego zwykłego leszcza, zamiast kogoś konkretnego ?

Oprócz walk głównych mieliśmy też kilka innych starć w czasie arca, które choć poszły w większości offpanel, to pare fajnych momentów nam dały. Meteor na green bit, Sabo vs Fuji z fajnym dialogiem między nimi, Chinjao vs Luffy, Sabo vs Burgess, Law vs Doffy na moście. Fajne starcia, ale szkoda, że Oda nie pokazuje ich w większym detalu, a nie tylko pare scen na krzyż (zwłaszcza Law vs Doffy i Luffy vs Chinjao, bo reszta to takie popierdółki były bez zwycięzcy)

Na deser zostawiłem sobie naszych głównych bohaterów i ich poczynania na Dressrosie, więc jedziemy:

Słomki
Luffy jak to Luffy, robił dokładnie to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego forma gladiatora - Lucy była zabawna, tak jak i wiele innych pomniejszych gagów. Końcowa scena z Fujitorą fajnie wypadła. Luffy kończy z uciekaniem i stawia czoła tym, którzy znajdują się na szczycie. Ta pewność siebie na pewno zaowocuje wieloooma ciekawymi konfliktami w przyszłości, bo Luffy sobie w kasze nie daje dmuchać i wdaje się w wojny z wszystkimi jak leci Big Grin Reakcja na jego nową flotę jak najbardziej na miejscu- za dużo zachodu i ograniczeń, kiedy ma się tyle podwładnych, a on przecież chce być wolny. Na minus zaliczam, jak wcześniej wspomniałem, brak konkretnej motywacji do skopania Doflamingo. Lepiej by było, gdyby cisnął Dofka ramię w ramię z Lawem od początku do końca.

Zoro - o nim raczej wiele powiedzieć nie mogę, nie miał żadnych super momentów oprócz taktyki nr 5 oraz fragmentu z Fujim. Oprócz tego standard zestaw: badassowe one-linery, gubienie się i parę innych gagów. Ogólnie słaby występ w tym arcu, o wiele gorszy niż na PH, gdzie zapamiętałem o wiele więcej fajnych momentów z nim związanych.

Franky - fajny powrót do bycia bandziorem jak przesłuchiwał na początku gościa Dofli, potem szwendanie się po Dressrosie i płakanie przy smutnej historyjce skrzatów. + za to, że zdecydował się praktycznie postawić Luffy'emu mówiąć, że pomoże skrzatom nie ważne co jego kapitan powie.
A co się działo potem? Ano walczył 50 rozdziałów z Senorem XD Moment pocałowania tej grubaski pilnującej fabryki był dla mnie mega bekowy, aczkolwiek wywołał burzę w fandomie ze względu na seksizm i takie tam. Poza tym Franky wspiął się na nowe wyżyny męskości w tym arcu. To było dobre.

Robin - Robin, oj Robin... dlaczego Oda nie chce ci dać walki? No cóż. Robin, pomimo swej spokojnej natury wypadła w tym arcu całkiem znośnie. Miała parę momentów - pod koniec jak zasłoniła Rebeccę i przyjęła na plecy atak Diamante, przemowę o tym, jak to Luffy jest ich kartą atutową i nie pozwoli innym mu nic zrobić, a także odciągniecie uwagi Trebola w podziemnym porcie. Z niewyjaśnionych powodów obrała sobie za cel chronienie Rebeki, mimo tego, że przed tą decyzją na oczy jej nie widziała, no ale ok.

Usopp wypadł zdecydowanie na plus. Choć dużo jęczał i był na tyle wystraszony, że zaczął uciekać kiedy Trebol znęcał się nad skrzatami, to i tak reszta jego momentów nadrabia to z nawiązką. "Te trzęsienia to moje haki" i robienie z siebie wielkiego bohatera na modłę Nolanda, wystraszenie Sugar najbardziej epickim wyrazem twarzy w historii tej mangi, przypadkowe zrobiebienie z siebie GOD USOPPA (nawet na liście gończym tak się nazywa xDDD) i ta scena, w której Hajrudin trzyma go uniesionego, światło przebijające się przez świeżo zniszczone koloseum pada na niego w iście boskim stylu, a wszyscy zgromadzeni patrzą na niego jak na prawdziwego boga. No i oczywiście przebudzenie haki w iście epickim stylu. Usopp to największy zwycięzca tego arca jeśli chodzi o słomków.

Reszty raczej nie ma co opisywać. Jedynie Sanji miał jakieś interakcje z Violą, które doprowadziły donikąd, i jest to pewnie jedna ze zmian, które Oda wprowadził w tym arcu. No i oprócz tego walka z Doflamingo. Jak wejście miał dobre, tak potem dostał ładny wpiernicz. Na wielki plus idzie oczywiście prośba pozwolenie na otwarcie ognia w stronę BM.
Reszta słomków pokonała Jorę(a raczej Brook) i tyle.

Wiele osób uważa pozbycie się słomianych z arca za minus. Nie dziwię sięm bo to jednak główni bohaterowie, a tu nagle 5 z nich opuszcza wyspę, a 4 która została wiele w arcu do roboty nie ma (oprócz Usoppa) To nie był arc skupiający się na słomkach, oni byli tutaj tylko częścią wielkiej całości. Pytanie tylko, czy to będzie nowym standardem dla serii, czy Dressrosa była tylko wyjątkiem? Wszakże Oda miał sporo do upchnięcia tutaj, bo całą flotę Luffy'ego musiał wprowadzić i dlatego sporo pary poszło w nich, a rola słomków została mocno ograniczona. Ja osobiście nie mam nic przeciwko, postacie jak Barto czy Cavendish skutecznie zastępowały mi słomków.

No i dochodzimy już do końca tego monstrualnego posta. Co tam jeszcze w arcu mieliśmy?

Burgess, którego rola w tym arcu jest niejasna. W chwili obecnej nie wiadomo czy w ogóle jego wizyta miała jakiś cel fabularny. Koleś był jak najbardziej na miejscu zważając na tom jaka nagroda była w koloseum i że wiedzieli o tym ludzie z całego świata. Dziwnym byłby, gdyby Czarnobrody nie wysłał kogoś po ten owoc, kiedy jest na wyciągnięcie ręki. Niemniej samo wprowadzenie postaci ot tak, bo ma to sens raczej wydaje się być głupie, więc Burgess musiał coś zwinąć. Jakieś bronie? Znalazł kogoś z mocą owocu wśród ofiar zmienionych w zabawki? Nie wiem co, ale mam nadzieje, że coś jednak z tego arcu wyniesie, oprócz obitej twarzy przez Sabo.

Zostali też wprowadzeni CP0, którzy wyglądają kozacko. Tyle o nich mogę powiedzieć xD Fajnie, że Lucci dla nich pracuje(albo się tylko za nich podaje)

Kinemon i Kanjuro - dostali właściwie po jednym momencie i tyle. Kinemon i jego genialny Doflaemon oraz Kanjuroo i jego genialny ptak. Rola Kinemona na Dressrosie trochę skreśla go z potencjalnego bycia słomkiem. Gdyby Oda chciał go wrzucić do załogi, to raczej nie zepchnąłby go na ostatni plan na 80% arca.

Ano tak, zapomniałem w ogóle o motywie zabawek. Był on fajny, ale jak już Oda stworzył specjalnie owoc do tego, to mógł ten owoc wykorzystać grając na emocjach słomianych, np zamieniając wszystkich w zabawki. Nie chcielibyście zobaczyć jaki byłby Luffy bez swojej załogi? A gdyby się już odmienili z powrotem, to Luffy miałby bardzo dobry, osobisty powód aby skopać Doflamingo. Za to, że "zabrał" mu załogę, nawet jeśli tylko na chwilę.



No i to by było na tyle, napisałem chyba o wszystkim, o czym tylko mogłem.
Podsumowując, Dressrosa słabym arciem imo nie jest. Materiał w niej przedstawiony, gdyby został przedstawiony jak należy, to zasługiwałby na mocne 9/10, niemniej sposób w jaki Oda prowadzi swoje historie nie sprawdził się zbyt dobrze w tak obszernym arcu. Do tego doszły zgrzyty z walkami, przeciąganiem i kilkoma pomniejszymi problemami. Koniec końców wystawiam arcowi ocenę 7/10. Posiadał on MNÓSTWO rewelacyjnych, epickich i bekowych momentów, ale jednak wspomniane zgrzyty zaniżają ich impakt. Dressrosa to kawał solidnej, lecz cholernie mocno nieoszlifowanej roboty.

Gratulacje dla Ciebie, jeśli zdołałeś przeczytać ten post od początku do końca.

I tak oto dobiegliśmy do końca tego monstrualnego posta. Był to z pewnością najdłuższy post, jaki w życiu napisałem. Spędziłem nad nim 3 dni, przeznaczając na tekst aż 16 kartek A4 w wordzie. Ma on w sumie 8643 słów i niezliczoną ilość znaków. Choć palce mnie bolą od pisania, a wzrok zaczyna mi powoli siadać od gapienia się w literki, to otwarcie muszę powiedzieć, że nie żałuję ani chwili spędzonej na pisaniu tej recenzji!
Heros

Joy Boy

Licznik postów: 7,533

Heros, 28-09-2015, 08:14
Niby kto narzekał na Fujitore? Dla mnie od początku (odkąd go 1 raz w ogóle zobaczyłem) był zajebisty. Chyba nawet Tobie pisałem na gg, że Oda go przezajebiście zaprojektował (choć przy Kaido jest cienkim Bolasem) i jestem mega na tak.
Dahaka

Król piratów

Wiek: 33
Licznik postów: 3,793

Dahaka, 28-09-2015, 10:58
Heros napisał(a):Niby kto narzekał na Fujitore?
Dopiero później, w środkowej części arca, kiedy Fujitora miał już powody, aby zakuć Doflamingo, ale jednak tego nie robił, tylko szwendał się po wyspie, klepał z Sabo i rzucał enigmatycznymi hasłami. Wtedy sporo ludzie cisnęło po nim, że jest debilem, bo nie łapie Doflamingo. Miało to swoje wytłumaczenie, które sam wiele razy przytaczałem(może nie w identycznej formie jak się okazało, ale ogólnie)ale ludzie i tak byli sceptyczni aż do samego końca, kiedy Fujitora powiedział otwarcie jak jest.

Kowal napisał(a):Ja z OPZ, bo wiele nie wniosę, ale przeczytałem całość (dobra robota) i generalnie jedyne co od siebie dodam, to klasyczne +1
No nie mów, że zgadzasz się ze wszystkim co napisałem Tongue

Wiem, że mój post jest trochę przerażający i wydaje się jakby wyczerpał temat, no ale przecież każdy ma swoje opinie i na pewna spora częśc z nich jest inna od mojej, więc się podzielcie Big Grin
wariacik_wariat

Nowicjusz

Licznik postów: 13

wariacik_wariat, 28-09-2015, 13:48
Wszystko ładnie opisane, ale tu znalazłem mały bląd.

Dahaka napisał(a):Naprawdę o wiele lepiej by to wyszło, gdyby Oda najpierw skupił się kompletnie na koloseum, a potem kompletnie skupił się na Zou, zamiast skakać ciągle między jednym i drugim. Zou

Zou to było miejsce gdzie czekała załoga Lawa, a tam gdzie opisujesz to jest Green Bit chyba.
chucky

Admirał

Licznik postów: 2,727

chucky, 28-09-2015, 16:23
Tak pokrótce to 7/10. Nie jest tak źle, ale potencjał był o wiele większy, niż to co dostaliśmy.
[Obrazek: tumblr_ojg7flg58r1tvlw71o1_500.gif]
wariacik_wariat

Nowicjusz

Licznik postów: 13

wariacik_wariat, 28-09-2015, 17:34
Ogólnie Arc jest taki 6-7/10, ale za te ostanie rozdziały podniosłem ocenę do 8/10, bo były kozackie.
Uważam , że Oda w tym arcu nie miał pomysłu zbyt dobrego na walkę Zoro, mógł z Piki zrobić dobrego koksa, ale nie pykło to za bardzo.
Wiele osób narzeka, że Sanji + reszta słomków była bardzo pominięta w tym arcu, ale po ostatnim rozdziale wydaje mi się ,że Sanji w którymś następnym arcu będzie grał pierwsze skrzypce i zostanie mu dane dużo czasu antenowego, co Oda nadrobi tym jego braki na Dressorze.
Ogólnie fajne w prowadzenie Sabo + rewolucjonistów. Oda chyba chciał tym pokazać(poza wprowadzeniem Sabo) ,że rewolucjoniści cały czas mieszają w nowym świecie.
Myślałem ,że w tym arcu dowiem się więcej o CP0, ale pokazanie Lucciego w ich szeregach tez na propsie.
Największa rozczarowaniem dla mie w tym arcu była chyba Rebacca, jej strój gwiazdy porno (tak jak pisałeś) nie pasował do biednej i skrzywdzonej 16-latki :p
Vessex

Pirat

Licznik postów: 48

Vessex, 28-09-2015, 20:55
Ale ten jak Ty to określiłeś ,,strój porno" Prawdopodobnie został jej nadany siłą przez Rodzinę Donquixote, aby jeszcze bardziej zszargać godność starego ładu rodziny Riku.
kill97

Super świeżak

Licznik postów: 213

kill97, 28-09-2015, 21:14
Vessex napisał(a):Ale ten jak Ty to określiłeś ,,strój porno" Prawdopodobnie został jej nadany siłą przez Rodzinę Donquixote, aby jeszcze bardziej zszargać godność starego ładu rodziny Riku.


yyy ale wiesz, że to tylko design ody na tą postać? Rodzina Donquixote nie ma tu nic do rzeczy...
Pajmon

Imperator

Licznik postów: 2,143

Pajmon, 28-09-2015, 21:20
Dahaka wreszcie zabrałem się za Twój artykuł i jestem przy końcu, ale przy Zoro mam zastrzeżenie, bo miał 3 epickie panele podczas mini starcia z Fujim pod Koloseum. No i był moment w którym spotkali się po raz drugi, ale już nie pamiętam czy zostało to olane, czy co (nie wiem, może ktoś pamięta). Zaraz skończę to napiszę coś więcej.

 [Obrazek: giphy.webp] 
 
Reboobca

Kapitan z nowego świata

Licznik postów: 422

Reboobca, 28-09-2015, 21:41
Świetna robota, miło mi się czytało od początku do końca i na dobrą sprawę, to zgadzam się z większością Wink Jednakże, co by nie robić spamu, dodam też coś od siebie.

Zacznę tak od końca, bo od walki Doflaminga i Luffy'iego. Tak jak Dahaka napisał, rzeczywiście w tej walce brakowało mi takiego typowego dla gumiaka motywu, jakiejś wybitnej wściekłości za wyrządzoną krzywdę komuś/czemuś ... Wydaje mi się, że ta walka była dedykowana mieszkańcom Dressrosy, z wyróżnieniem dla Rebeki, pewnie i w tle przewinął się gdzieś Law, tylko czy w ogóle Luffy wiedział o jego relacjach z flamingiem? Z tą całą historią z Corazonem? Czy po prostu to było na zasadzie 'Law Cię nie lubi, to ja też' ... Tak mi to wyglądało, no chyba, że rzeczywiście gdzieś doktor wspomniał o motywie jego zemsty, to przepraszam z góry, w końcu Dressrosa długa była Big Grin Trzeba będzie wkrótce przeczytać raz jeszcze od początku wszystko.

Zdecydowanie podobają mi się nowi sojusznicy Słomków, jak można się spodziewać, mnie również przypadł do gustu Cavendish, Bartolomeo, a i - Orlumbus - szczególnie za design prawdziwego pirata, których chyba z lekka brakuje w OP- ... Statek też prześwietny, na wielki +. Co do reszty, to opinii nie mam, wydaje mi się, że rola Hajrudina dopiero rozwinie się w przyszłości, ewentualnie w trakcie/po Elbaf (jeżeli w ogóle się taki arc odbędzie), wraz z jego załogą olbrzymów. Ideo, ot random, może to się kiedyś zmieni. A Tontatta, totalnie neutralny stosunek, sam aż nie wiem co napisać - tak a propos, rozumiem, że skrzaty pozostały na Dressrosie, tak?
Chociaż nie, nie taki neutralny. Leo i Mansherry wypadli dla mnie fajnie, czysty fluff, ot takie osobiste odczucie :3

Rodzina Flaminga też zasługuje na duży plus, chociaż Machivise, Giolla, Buffalo czy Dellinger (choć ten o poziom wyżej) wydają mi się całkowicie zbędni, takie zapychacze. Reszta była super, z wyszczególnieniem Baby5, Trebola i Gladiusa. Co do Baby5 - mimo, że jej wątek z Saiem był jednym z moich ulubionych, to trochę dziwnie to zostało rozegrane. Rozumiem, że wszystkie uczucia Baby5 do Doflamingo i familii - od strony typowo rodzinnej - od tak przestały mieć na znaczeniu? Czy to nie było na zasadzie, że to byli oni, którzy ją wzięli pod skrzydła? Na tumblerze ( :E ) przewinął mi się fanart Baby5 świętującej na Yonta Marcie, co by po chwili jej radość zastąpiła pustka i smutek tym wszystkim, jej przeszłością i tym, że definitywnie 'straciła rodzinę' ... Fajnie by było jakby ten motyw był bardziej rozwinięty, a tak to wyszedł z tego zwykły gag jak dla mnie (szukająca atencji Baby5 znajduje męża, yoł już was nie lubię spadam stąd, take me Don Sai)


Dobra, nie mam już więcej czasu, najwyżej dopiszę coś później, na razie tyle ode mnie. :chytry:
[Obrazek: tumblr_np8vn6tOxs1rcufwuo1_500.gif]
 
Sag

Piracki oficer

Licznik postów: 601

Sag, 28-09-2015, 23:56
Kto narzekał na zachowanie Fioletowego? Np. Ja.Nie podobało mi się, że nie zrobił niczego w celu zatrzymania Jokera. Tak samo nie podabala mi sie niesmiertelnosc Lawa. Chyba mogę bardziej lubić śliwki od gruszek?Smile Jeśli komuś się podobalo zachowanie Fujiego to nikogo nie zmusze do moich upodobań.
Ale chyba nikt go nie nazywał debilem.
Cytat:- Do you know what the goverment has been calling me recently?
- "God Usopp"
- But that's not right!! I am "Go D. Usopp"!!!
Spoiler

[Obrazek: 4684072-usopp.jpg]

Pajmon

Imperator

Licznik postów: 2,143

Pajmon, 29-09-2015, 00:10
Ja może trochę mniej się rozpisze i trochę inaczej. Zrobię listę plusów i minusów poszczególnych postaci i później trochę wody wyleje:

Luffy:
+ G4 - bo to chyba był jego najważniejszy moment w tym arcu. Jak zobaczyłem tą formę po raz pierwszy to pomyślałem WTF ODA WHY ;__; jadę dalej, Luffy lata w komiczny sposób, jeszcze więcej WTF. Ale spojrzałem na to jeszcze kilka razy i zaczęło mi się podobać. Na początku pomyślałem sobie też, że większość obstawiała G4 jako właśnie boost do mięśni więc Oda niczym nie zaskoczył, ale co tam, tak musiało być. Pomyślałem sobie, że mamy zapowiedź pojedynku Słomiani&Sercowi vs Kaido, więc Luffy przy potworze musi wyglądać jak potwór. Dość o kontrowersyjnym wyglądzie. Technika niszczycielska, wbiła nas na nowy lvl. Sam finisher miał w nazwie King Kong o ile dobrze pamiętam. Taka mała ciekawostka, King Kong był jednym z 3 najsilniejszych zwierząt na wyspie i jednym z 3 przyjaciół których Luffy nie zabił. Zostają jeszcze Lew i Krokodyl, więc w przyszłości możemy spodziewać się ataków związanych z tymi 2 zwierzaczkami w nazwie.
+ scena z zatrzymaniem nogi Dofli własną stopą - moja ulubiona scena z tego arcu. Jedna strona, zero słów, czysty hajp i epickość. Mega.
+ jego stosunek do Fujitory - właściwie ich sceny otwierają i zamykają w epicki sposób Dressrose. Najpierw dostajemy Luffego który pomaga ślepemu którego kroją w kasynie jakieś cwaniaczki, wchodzi Luffy i na wejściu mówi "Dziadku ty chyba jesteś silny" i bang, chwilę później Fuji wgniata pół restauracji w ziemie. Na końcu Luffy w bekowy i epicki sposób podczas wymiany ciosów z admirałem informuje go gdzie mu przywali. Wszyscy od początku twierdzili, że to Koby będzie Garpem Luffyego, teraz IMO największe szanse na to ma właśnie Fujitora, mimo różnicy wieku.
+ reakcja na Sabo - tutaj dużo pisać nie trzeba Big Grin

- Tak jak już pisaliście motywacja do walki z Mingo była raczej średnia. Bo mu Rebecca obiad kupiła? Bo Żołnierzyk chciał obalić DD? Niby jakieś powody są, ale słabo.
- Głupie bieganie po koloseum, po Dressrosie po tym jak został wyrzucony z pałacu. Kurde, przecież to człowiek guma, przecież on potrafi się wystrzelić w powietrze. W tym przypadku MF 2.0
- litowanie się nad Bellamym gdy w tym czasie jego sojusznik dostaje oklep
- olanie połowy swojej załogi i 3 dniowy odpoczynek. No chyba, że w międzyczasie jak jeszcze BC nie stała to dostali telefon z Sunny.
- brak pociągnięcia wątku Red Hawka

Zoro
+ akcja z Fujim pod koloseum
+ krojenie Piki na kawałki i ogólnie ostateczna faza walki
+ zatrzymanie wyskakującego z tyłka Piki ze swoim kosmicznych rozmiarów mieczem

- gagi z gubieniem się, które są już nieśmieszne
- większość walki z Piką, która polegała tylko na ganianiu po wyspie i ciachaniu kamienia. Koleś, przecież Ty masz taką petardę w łapie i taką technikę, że mógłbyś pociąć całą tą górę w drobną kosteczkę, a przez pół arca latasz za jednym debilem.
- brak Zoro w koloseum [*] ale wtedy stracilibyśmy jednego plusa

Usopp
+ haki - noo w końcu, nie dość że pokazano nam w końcu przebudzające się haki (bo w przypadku Kobyego wyglądało to trochę dziwnie), to jeszcze przebudziło się ono u słomka.
+ Good Usopp - tutaj nic nie trzeba dodawać. Wygrał tym cały arc.
+ postawienie się Trebolowi - w końcu się ogarnął (na moment, ale zawsze) i w stylu Sogekinga stawił czoło wrogowi przyjmując na klatę pewną porażkę, i doprowadzając do kolejnego plusa jakim jest
+ mina wykańczająca Sugar - miałem beke jak to zobaczyłem. Serio, epicka mina, jej druga wersja wykańczająca Sugar po raz drugi była słabsza, ale i tak spoko.
+ tak jak napisał Dahaka, Usopp był największym wygranym tego arcu i za to dostaje ekstra plusa

- po całej akcji gdzie pokazał się z Sogekingowej strony znów leżał, jęczał i bał się zwykłych randomów z widłami. I to chyba tyle z minusów dla Usoppa. Nie wiem jak można go nie lubić i uważać że to najgorsza i najmniej przydatna postać słomianych, u mnie jest w top3 Smile

Robin
+ gag ze skrzatami :hyhy:
+ przyjęcie ataku Diamante na siebie i twarda postawa mimo to

- brak walki, Robin why :c chcę znów zobaczyć bezwzględne Dziecie Diabła :c
- Usopp dostał haki, Robin jest na tym poziomie że też powinna coś w tym kierunku zrobić
- takie trochę plątanie się bez celu po Dressrosie, głównie po to by chronić Rebeczkę. Mam coś jeszcze do powiedzenia o niej, ale to na koniec.

Franky
+ cała walka z Senorem, miód cud malina, ta otoczka, jej przebieg. Co z tego, że przeciągana. Jak walki się rozpoczęły to nie czekałem na Lufiacza, nie czekałem na Zoro, czekałem właśnie na Frankyego Big Grin
+ ta rozwalona twarz bo jednym z ataków Senora, genialne

- brak, Franky nie zrobił nic co zasługiwałoby na krytykę Smile

Law
+ retrosy, mega mega mega, jedne z najlepszych w OP
+ taktyczne podchodzenie do walk z Doflą, kilka zajebistych ataków i momentów
+ Shambles Red Hawk i tyle w temacie ;d najlepsza akcja, najlepszy atak we wszystkich walkach na Dressrosie.
+ rozmowa z Sengoku
+ pozwolił Luffy'emu by to on wykonał wyrok na Dofli, jak dla mnie to było trochę zaskoczenie ale bardzo miłe zaskoczenie

- nieśmiertelność która momentami tak wkurzała, że wszyscy życzyliśmy mu śmierci :p
- wraz z nieśmiertelnością szła w parze niespożyta energia dzięki której był w stanie wyprowadzać kolejne śmiertelne ataki takie jak ten który powalił Trebola lub ten którym pokroił Dofli bebechy
- zdupny mega hiper uber room

Narazie tyle, później zedytuje i dopiszę coś więcej

 [Obrazek: giphy.webp] 
 
frodzio

Nowicjusz

Licznik postów: 12

frodzio, 29-09-2015, 14:15
Dahaka Świetny tekst,aż przyjemnie się takie coś czyta.Praktycznie wyczerpałeś temat,ale skrobnę coś od siebie. Cała Dressrosa jako arc był w mojej ocenie co najwyżej poprawny. Od siebie dałem w ankiecie 7/10 czyli nieźle,ale bez szału.
Zacznijmy od postaci nowych-Kaido-przekozak, tyle mogę na ten temat powiedzieć na obecną chwilę.Design jaki na prawdziwego badassa przystało,motyw hobby dziwny,ale bardzo w stylu OP,trzeba poczekać co ta postać pokaże nam w przyszłości.
Następny w kolejne jest nowy admirał,bardzo fajny wygląd i jeszcze lepsza moc.Swoim zachowaniem w trakcie akcji wydawał mi się podobny do nastolatki(niby coś chce,ale nic nie robi i dożo o tym gada),ale koniec końców pokazał, że ma jaja na miejscu i nie da sobie w kasze dmuchać nawet swojemu przełożonemu.Jego stosunek do Słomkowych jest mało oryginalny(Smoker im odpuścił,Kuzan również,on także to zrobił)ale mimo wszystko zapowiada się obiecująco.
Następna kwestia to nowi sojusznicy Luffy-ego.Bardzo fajnie, że jest pokazane jak powoli z bandy wyrzutków jakimi byli Słomkowi powoli przekształcają się w grupę, która coraz więcej nabiera na znaczeniu w NW. Ich poprzednie akcje miały oczywiście istotne odbicie w świecie,ale teraz będą miały większe przebicie.Nie wiem czy napisałem to zrozumiale ale chodzi mi o to że jest to dobrze pokazany wątek zdobywania władzy i siły z którą trzeba sie będzie liczyć.
Niestety teraz trochę ponarzekam bo jest na co.Zacznę od prowadzenia akcji.Z pewnością lepiej by było gdyby wszystko było spójne,ale nie było,ciągłe przeskoki psuły klimat walk które i tak w dużej części poszły off panel.No cóż, mówi się trudno w chwili kiedy chodzi o nowych przydupasów jak Ideo czy Harjudin,ale walki głównych bohaterów powinny być pokazane lepiej moim zdaniem,ale o tym później. Jeżeli chodzi o akcje to tutaj dochodzimy do największej porażki Ody w tym arc-u.Gdyby było mniej postaci,mniej gagów i niepotrzebnych paneli znacząco wzrósłby poziom całej reszty a tak mamy kocioł w którym wszystko się ze sobą miesza i kotłuje,ale z powodu złego dobierania składników potrawa nie chce się ugotować.Moim zdaniem kompletnie niepotrzebnym był wątek skrzatów,które nie są ani szczególnie ważne dla fabuły,ani silne,ich naiwność była śmieszna ale tylko na początku,później było to już tylko irytujące.Oczywiście spełniali rolę mini armii dla Kyrosa,ale nieszczególnie się w tej walce przysłużyli.Ponadto gryzie mi się to z wizerunkiem gladiatora, gdzie w retrosach był pokazany jako brutalny samotnik,wykonujący swoje obowiązki.Fajniej by było gdyby jego osobista wendetta odbywała się w pojedynkę bez udziału tych maluszków.
Skoro jesteśmy już przy Kyrosie to warto wspomnieć o jego rodzinie-fajnie pokazane interakcje pomiędzy nim a teściem,żoną i córką.Nie byłbym jednak polakiem gdybym i na tym polu trochę nie ponarzekał. Rebecca to jedna z trzech najgorszych postaci obok Riku i Bellamego W skrócie opisując całą trójkę można napisać że nie robili nic prócz płaczu i zapychania niepotrzebnie miejsca w rozdziałach.Serio-nie wnieśli swoją obecnością nic, zero ikry.Ponieważ nie chcę psuć nastroju sobie i wam pozostawię ich już w spokoju.
Przejdźmy teraz do głównego wątku.Walki słomkowych jak już wspomniałem wcześniej były średnie.Jedynie Luffy się wybił.Z obecnej na wyspie 5 naszych bohaterów Robin nie dostała nic,Ussop-standardowo walka gdzie wygrywa przez gag,Franky-byłoby dobrze gdyby nie takie rozwlekanie,Zoro-jedna z najnudniejszych walk w jego wykonaniu.Oda chyba nie miał pomysłu na jego walkę bo bieganie po wyspie i cięcie kamienia nie jest jakieś mega kreatywne.Pominę wciśnięcie Pice tego absurdalnego miecza żeby zrobić na niego na siłę przeciwnika dla Zoro.Żeby nie być jednak nazwanym hejterem muszę wspomnieć że finisher wyszedł naprawdę ładnie.
No a teraz gwóźdź programu-Luffy.Świetny wygląd nowego biegu a także nowe umiejętności.Jego walka z Doffym była wg mnie bardzo fajna,ale jak powiedziano wcześniej brakowało mu tej furii w oczach.Niemniej jednak było to świetne starcie,gdzie po raz pierwszy walczył z antagonistą na spółkę z inną osobą. Pozostaje kwestia retrosów które wyszły bardzo klimatycznie (zarówno historia Lawa,Rebecci a nawet Baby 5 były bardzo ckliwe ale miło się to czytało).
Podsumowując był to arc który miał mega potencjał,niestety źle wykorzystany,ale mający na tyle dużo dobrych przebłysków że uratował całość.Mimo wszystko dobrze,że się skończył zwłaszcza,że kolejne wydarzenia zapowiadają się jeszcze lepiej.
Heros

Joy Boy

Licznik postów: 7,533

Heros, 29-09-2015, 19:16
Zibii, czyli mam rozumieć, że Law nie był OP w trakcie tej walki? XDDD
Dahaka

Król piratów

Wiek: 33
Licznik postów: 3,793

Dahaka, 29-09-2015, 19:22
Jakoś na EL nikogo nie denerwowało jak Luffy ciągle wstawał i wstawał i jeszcze raz wstawał po kolejnych Rokuoganach Lucci'ego Tongue
1 2
Subskrybuj ten wątek Odpowiedź